Wrotki #5
Editorial.
Autor: Brak
Witamy w 5 issue Wrotek. Od strony technicznej magazyn niewiele
się zmienił. Dodaliśmy justowanie textu i poprawiliśmy obsługę
klawiatury, tak, że teraz naciskając klawisz m możemy dokonać
wyboru modułów muzycznych (1-4). Tak jak to było w poprzednim
numerze klawiszem s zapisujemy artykuł do pliku. Jeżeli komuś nie
podoba się font czy inne bajery w naszym magu to może używać
tej opcji i czytać artykuły np. z edytora nortonowskiego.
Klawisze od 1-9 i A-D służą do zmiany artukułu.
Ilość artykułów również wzrosła, a to za sprawą przyjęcia do
naszej grupy text writtera Cobrettiego, który napisał ich sporo.
Do numeru dołączyliśmy edytor artikli do Wrotek. Możecie więc pisać
ile wlezie i przysyłać nam artykuły.
Co do votek. Zebraliśmy ich ok. 40, czyli z numeru na numer ich
ilość rośnie. Miejmy nadzieję, że w następnych numerach będzie ich
jeszcze więcej. Wszystkim, którzy wypełnili votki serdecznie dziękujemy.
Dziękujemy również osobom, które wspomogły nas przysyłając artikle.
Są to : Akira, Fish, Ghenesis oraz REM (kolejność alfabetyczna) oraz
XTD'ekowi za kozacki moduł muzyczny.
Co jeszczę mogę tu dodać ? Ano to, że MIDAS wymaga pamęci
EMS. Tak, że jeżeli odpalasz maga z muzyką nie zapomnij zaistalować
EMM386 w configu, w przeciwnym wypadku zin może się zawieszać.
No to tyle na wstępie, teraz creditsy :
Code..........................................................Fugaz
GFX...........................................................Borówa
MSX...............................................Fugaz, Q-Sound, XTD
Article :
Akardo, Akira, Cobretti, Fish, Fugaz, Ghenesis, Q-Sound, V.I.P, REM
Sound System....................................................MIDAS
Charts.
Autor: Unknown
Tym razem było 38 votek. A oto wyniki:
Grupa:
1. Camorra ... 116
2. Substance ... 90
3. Pulse ... 71
4. Adrar ... 61
5. Amnesty ... 53
6. Absence ... 28
7. S!P ... 21
The Grid ... 21
9. Color ... 14
10. Exmotris ... 12
Niektóre grupy z tej listy są już nieaktualne, ale wyjątkowo figurują
jako oddzielne ekipy z powodu przetasowań personalnych.
Demo:
1. Disgust ... 134
2. Napalm ... 72
3. Gust ... 50
4. Dream Steal ... 46
5. Amphetamine ... 40
6. Cocoon ... 34
7. Odyssey ... 30
8. Fish ... 14
9. Inside Out ... 13
10. SX ... 9
Koder:
1. MAF ... 124
2. Technomancer ... 86
3. Ziel ... 51
4. Warlock ... 50
5. Camel ... 48
6. Jasper ... 40
7. Unreal ... 26
8. Yarpen ... 23
9. Heya ... 8
Ozir ... 8
Grafik:
1. Sketch ... 109
2. Lazur ... 86
3. Clifford M. ... 52
4. Seq ... 39
5. Skowron ... 32
6. Apache ... 29
7. Draken ... 16
Slope ... 16
9. Peete ... 11
10. Katarek ... 10
Muzyk:
1. Scorpik ... 114
2. Raiden ... 70
3. Falcon ... 69
4. Key G ... 59
5. XTD ... 31
6. Cielik ... 28
Ralfik ... 28
8. Snoopy ... 18
9. Beethoven ... 13
10. Dreamer ... 7
Swapper:
1. Akira ... 129
2. Cortez ... 40
3. Zenial ... 24
4. Warlock ... 22
5. Kwasior ... 21
6. Yarpen ... 19
7. Fazi ... 15
8. Unreal ... 14
9. Mc Bear ... 12
Zasilacz ... 12
Mag:
1. BN ... 143
2. $mok ... 76
3. Izwiestia ... 75
4. Reset ... 38
5. Korsarz ... 21
6. Kasztan ... 19
7. Wizard ... 12
8. Scenial ... 7
9. Gyros ... 6
10. Mega Mag PC ... 4
Nie uwzględnialiśmy głosów na BLD, nas i na Wroty.
English charts.
Autor: Brak
This time we collected 38 votes.
Group:
1. Camorra ... 116
2. Substance ... 90
3. Pulse ... 71
4. Adrar ... 61
5. Amnesty ... 53
6. Absence ... 28
7. S!P ... 21
The Grid ... 21
9. Color ... 14
10. Exmotris ... 12
Some of them are gone but we decided to put them here
because of personal rotations.
Demo:
1. Disgust ... 134
2. Napalm ... 72
3. Gust ... 50
4. Dream Steal ... 46
5. Amphetamine ... 40
6. Cocoon ... 34
7. Odyssey ... 30
8. Fish ... 14
9. Inside Out ... 13
10. SX ... 9
Coder:
1. MAF ... 124
2. Technomancer ... 86
3. Ziel ... 51
4. Warlock ... 50
5. Camel ... 48
6. Jasper ... 40
7. Unreal ... 26
8. Yarpen ... 23
9. Heya ... 8
Ozir ... 8
Graphician:
1. Sketch ... 109
2. Lazur ... 86
3. Clifford M. ... 52
4. Seq ... 39
5. Skowron ... 32
6. Apache ... 29
7. Draken ... 16
Slope ... 16
9. Peete ... 11
10. Katarek ... 10
Musician:
1. Scorpik ... 114
2. Raiden ... 70
3. Falcon ... 69
4. Key G ... 59
5. XTD ... 31
6. Cielik ... 28
Ralfik ... 28
8. Snoopy ... 18
9. Beethoven ... 13
10. Dreamer ... 7
Swapper:
1. Akira ... 129
2. Cortez ... 40
3. Zenial ... 24
4. Warlock ... 22
5. Kwasior ... 21
6. Yarpen ... 19
7. Fazi ... 15
8. Unreal ... 14
9. Mc Bear ... 12
Zasilacz ... 12
Mag:
1. BN ... 143
2. $mok ... 76
3. Izwiestia ... 75
4. Reset ... 38
5. Korsarz ... 21
6. Kasztan ... 19
7. Wizard ... 12
8. Scenial ... 7
9. Gyros ... 6
10. Mega Mag PC ... 4
We didn't count votes for us, BLD and Wrotki.
List of voters.
Autor: Brak
List of spreaders:
Akira / Color ..... 5
Cortez / Abs / Bttm ..... 3
Gutek / Eps! ..... 3
Fugaz / ByteLanD ..... 3
V.I.P. / ByteLanD ..... 21
List of voters:
Akardo / ByteLanD
Akira / Color
Aktin / Alternative
Alek / Shocker
Aragorn / House Soft
Beavis / Necrobiosis
Bielu / Les
Boss / Apc
Brach / Amnesty
Cortez / Abs / Bttm
D.K. / The Streamers
Falcon / Stc
Fazi / Logrus
Ghenesis / The Grid
Gutek / Eps!
Hagal / ex. Stc
Hannibal / Dark Moon
Infinite / Logrus
Jabbar / Fortress
Kofi / Ind.
Kony / Ind.
Luk / Dark Legions
Michael / Ind.
Mips / Eps!
Mozg / Apc
Nerwus / Exorcist
Pinker / Ind.
REM / Dark Legions
Sebl / The Grid
Slope / Rebelion
Sparky / Ind.
Viper / Ind.
V.I.P. / ByteLanD
Virus / Ind.
V.T.F. / Ind.
X-Soft / House Soft
Zasilacz / Necrobiosis
Zenial / Dst
Thanx to all of you palz!
Opinie cz.I.
Autor: Brak
V.I.P. OK, teraz będzie kilka uwag o Wrotkach i to zarówno tych
pochlebnych jak i krytycznych. Wbrew pozorom bardziej liczymy na
opinie krytyczne bo tylko z takich można wyciągnąć wnioski i
poprawić błędy w kolejnych wydaniach. Tym niemniej dziękuje
wszystkim, którzy poświęcili swój bezcenny czas na napisanie
tych kilku zdań.
Fugaz: Jak sobie to poczytałem to zaraz musiałem od czasu do
czasu sam coś skomentować. Tak w ogóle, to tego typu artykuły
są o tyle kontrowersyjne, że bądź co bądź są to wyjątki z
prywatnych listów i ktoś z cytowanych ludzi może poczuć się
z tego powodu trochę nie tego. Te osoby przepraszam, choć
osobiście nie widzę w takim czymś nic złego. Źeby jednak
potem nikt nie mówił nic złego - proszę następnym razem
o takie uwagi na votkach, wtedy od razu wiadomo, że są
public. Tym razem na votkach było dość niewiele, widać że
jeszcze trochę czasu upłynie zanim się to unormuje. Poza
tym dobrze jest czasem coś publicznie skomentować, bo
takie uwagi jak te wybrane pojawiają się dość często.
Aiden / Hypnotize!
AND NOW LADIES AND GENTELMANS biore na widelec WROTKI 004:
- no,no graficzka niczego sobie,krótko mówiąc jest zajebista -
tak trzymać
- dobra teraz I z wad: zróbcie do kolejnego issue scrolling textu
naprawdę, tak będzie lepiej, a jak nie scrolling, to tak jak jest
w imphobii 8
- podzielcie arty na kategorie i zaznaczcie,że zaczyna się nowy
dział
- ogólnie wrażenie na 4- (dupny minus)
V.I.P. Znów temat podziałów...patrz wyżej...lub poniżej....
Chodzę do Liceum, w którym dają nieźle w kość, więc przyzwy-
czaiłem się do takich ocen (i niższych ;)
Fugaz: Na scrolling jestem za leniwy. Kategorii nie będzie, bo
tak jest w prawie wszystkich innych magach - po co wszędzie ma
być tak samo?
Akira / Color
Dzieki za votkę, bardzo ładna! Widać, że gość z C64 (lub amigi)
ją rysował. Macie farta, że nie prowadzicie zagranicznych chart-
sów to jest mało rubryk i mieści się sporo grafiki na votce.
Wrotki #4 - fajnie że jest support gusa, cover pic - hmm..., ale
panele dobre, mysz chodzi, muzynia gra ;) Ale najważniejsze arty-
tych jeszcze nie czytałem, więc nie będę komentował, tzn przeczy-
tałem parę i jest ok. chartsy - mało voterów. Jak mi Sebl/TGR powie-
dzial ze BTL nie wywalil się z chartsów i można głosować na waszą
grupę to pomyślałem sobie, że będzie tak lamersko jak gdzie
indziej - czyli grupa i mag od razu na wszelkich pierwszych miej-
scach. A to po prostu, patrząc z boku - śmieszy jak jasny gwint.
V.I.P. : Jestem happy, że podoba Ci się nasza votka. Co do ilości
voterów to kłóciłbym się. Przecież w Bad News issue 3
było ich czterdziestu kilku, a we Wrotkach #3 trzydzie-
ści jeden, więc różnica nie jest, aż tak duża. Poza tym
nasze voty spreadowane są tylko w Polsce, a więc ludzie
z abroad automatycznie odpadają. Co do BLD na chartsach
masz 100% racji, ale człowiek uczy się na błędach i w
tym numerze nie znajdziesz już nikogo z BLD ani Wrotek
na liście the best. No i znów odwołam się do BN #3
przecież jako main editor również nie powinieneś być na
liście, a jednak byłeś, ale lejmy to.Dzięki za spread
votek.
Aragorn / House-Soft
Tu będzie recenzja Wrotek:
Wrotki są zajebiste.
Koniec recenzji.
V.I.P. No comment.
Bielu / Les
Temat Wrotek.
Z pewnością widoczna jest pozytywna różnica między #3 a #4 ale
to jeszcze nie to. Mało interesujących (moim zdaniem) artów.
Idzecie ciągle naprzód i w związku z tym życzę powodzonka.Sprawa
kolejna - chujowy kibord support. Niewiem ale ostatnio polubiłem
klawiaturę i dobrze jest jeżeli mag ma full support na klawisze.
Jeżeli ocieniałem zbyt brutalnie to sorry ale poprost chciałem
was nieco ukierunkować na to byście w nextych isjach poprawili
te drobne usterki. A jeszcze jedno - no ray allowed.
V.I.P. Ja nie koduje Wrotek (na szczęście), więc uwagi raczej
przeznaczone są dla Fugaza.
Fugaz: Keyb support był, jest i będzie, to z resztą pisało
np. w docu. To, że klawisze są 1-9 i a-d (bo może akurat to
Ci nie pasiło) spowodowane jest ich ilością na jednej stronie.
Moim zdaniem jakiekolwiek inne wskaźniki na ekranie oprócz
myszki są niepotrzebne, więc nie ma żadnych podświetlanych
belek.
BrAch / Absence
A teraz o Wrotkach. No muszę przyznać, że robicie postępy.
Nareszcie ładna grafa. Chociaż logosa początkowego nie
trawię. Ale, żeby logos ten był trawienny, to do pracy musi
zabrać się naprawdę dobry grafik.
Niestety muszę się doczepić artów. Wciąż mało. Więcej, ale
mało. Wiem jak trudno w dzisiejzych czasach o porządne arty.
Wreszcie wepchnęliście jakiegoś wypełniacza kilobytesów.
Może jestem pierdolnięty, ale zajebiście mi się podobają takie
texty.
Acha, albo ja jestem głupi, albo moja maszyna, bo nie udało
mi się modka zmienić ?????
Co jeszcze ??????? Aaaaa, gratulacje. Dużo votek zebraliście.
Oby tak dalej.
Osobną sprawą jest jakość artów. Mów co chcesz. Ale ja (jest
to moje subiektywne odczucie) myślę, że pisane były na siłę.
Podobał mi się bardzo texcik o parówce. Taki banalny temat,
a tak zajebiście napisane !!!!!
V.I.P. Tak jak już gdzieś pisałem będzie więcej artykułów jeśli
ludzie z zewnątrz sami zaczną je pisać. Zrozum ile możemy sami
napisać textu ? Poza tym jeśli prawie wszystkie articlesy będą
pisane przez nas to staną się one po prostu nudne.
Fugaz: Nie jesteśmy pisarzami, żeby pisać dla przyjemności, za
to nikt nie płaci. Czy do maga ktoś pisze z natchnienia?
D.K. / The Streamers
Uważam, że Wasza grupa wydała dobry mag. Mowa tu o WROT-
KACH #4, które są o wiele lepsze od issue 3. Jedyna uwaga z mojej
strony to fakt iż w Waszym magu nie ma podziału tematycznego
artykułów ale to już detal. Zróżnicowana i dobra muzyka oraz
ładny wygląd to najważniejsze plusy Waszego maga. O artkach
nie umiem nic powiedzieć ponieważ ich jeszcze nie czytałem !
V.I.P. O podziale tematycznym już pisałem, więc nie będe się
powtarzał. Następnym razem zanim nas ocenisz przeczytaj jednak
artykuły bo to chyba podstawa oceny.
ECM - MUSIC / Ind.
Tak więc jak widać u mnie wszystko idzie spokojnie, ale za to
widze że wy dajecie pełną parą. Wrotki 3 Wrotki 4, no, no,
powiem Ci szczerze, czwarty numer waszego maga bardziej mi się
spodobał niż Wildcard Dark Legions, oczywiście ma pewne wady
(troche wolny), ale grafika zwala z nóg (no może troche
przesadziłem), ale widać że dajecie z siebie wszystko.
V.I.P. Rozśmieszyłeś mnie na dobre z tym WC.
Gullf / Ind.
Co do waszego maga:
PLUSY:
1.Tekst jest bardzo czytelny
2.Szata graficzna dobra (troche więcej niż dobra)
3.Ciekawe teksty
Zastrzeżeń do waszego maga nie mam jest on COOL.
V.I.P. Dzięki za uwagi, a właściwie ich brak.
Infinite / Logrus
Gratulacje nowego issue wrotek. Różnica jest kolosalna :)
No więc:
-wysoka rozdzielczość robi swoje, bardzo fajne jest tło i paleta
-wrażenie strasznie psuje fakt, że tekst nie jest wyjustowany
(w niektórych miejscach dochodzi do 3/4 szerokości ekranu.
Do samych fontów nic nie mam, są ok.
-rozwijanie tekstu jest słabiutkie. Nie jest znów tak złe jak w
takiej izwiestii#3 (koszmar) ale stopniowe rysowanie przywodzi
mi na myśl Wildcarda. Można było przecież ten problem rozwiązać
w prosty sposób, np. rysować wszystko do jakiegoś ekranu
wirtualnego gdzieśtam w pamięci a potem całość szybciutko
zrzucić na ekran, można też było wykorzystać do tego inne
strony pamięci VGA.
-tekstów jest w sam raz. Nie za dużo nie za mało, choć raczej
jednak trochę by się jeszcze przydało. Nie podobały mi się te
teksty o kodowaniu, np. ten tekst o płynnym scrollingu płynny
będzie chyba tylko na pentium z kartą PCI, idea płynnego
scrollingu nie polega na zrzucaniu na ekran 64 kilosów, tylko
na użyciu rejestrów początku ekranu karty VGA, tak jak było
to zrobione w legendarnym już second reality. Sześcian
4-wymiarowy też był skopany (niedorobiony) bo fatalnie obsługi-
wał klawiaturę, i wogóle źle się prezentował.
-cała reszta jest ok. Muzyczki są ok., choć przydało by się coś
nowego, niewiem jak inne ale "chopin..." jest już chyba dość
stare (ale jare!)
W gruncie rzeczy issue #4 Waszych wrotek jest całkiem niezłe,
ale wydane trochę zbyt pośpiesznie. Można było poczekać jeszcze
tydzień, wyjustować teksty, dopracować rysowanie strony i
zlikwidować ten błysk przy włączaniu trybu 360x360 (np. przez
sciemnienie (wyzerowanie) całej palety). No i przy stronie
tytułowej najpierw powinien się załadować modułek, a dopiero
potem, już przy jakimś dzwięku rozjaśniać ekran. Sorry, że
czepiam się takich szczegółów, ale robiłem niedawno inicjali-
zację do naszego demka i takie rzeczy nie dawały mi spokoju.
V.I.P. Jesteś coderem, więc właścwie patrzysz od drugiej strony,
na pewno Fugaz będzie mógł wytłumaczyć Ci kilka rzeczy.
Pewno zauważyłeś, że tekst w tym numerze jest justowany,
więc jeden problem odpada.
Fugaz: Jak już mówiłem, na virtualne ekrany jestem za leniwy.
Z resztą nakład pracy byłby niewspółmierny do efektów - to nie
demo, gdzie liczy się każdy szczegół (choć jak widać patrzysz
nam na ręce). Scrolling - gdzieś tam napisałem, że jest to
program najtrywialniejszy z możliwych, jeden z pierwszych
scrollingów jakie napisałem, co do idei to mógłbym polemizować,
bo mój program też skrolował ekran, a wg. Twojego punktu widzenia
nie - gdzieś tu jest sprzeczność. Czy jakbym napisał procedurę
rysującą linię na ekranie pisakiem przez mechaniczne ramię ze
stacji dysków zamiast przez zapis do pamięci ekranu to byś
powiedział, że nie na tym polega idea rysowania lini? Jak dla
mnie to jest jak z jajkiem Kolumba. Sześcian już dopracowałem
(koniecznie przeczytaj) z resztą mnie tam akurat rusza sam
pomysł, a nie wykonianie. Tak w ogóle to dzięki za wszystkie
uwagi, są na prawdę cenne, byle więcej takich.
Lokez / Ind.
OK.Wrotki 4 są już w porządalu extra excelent bajera tam
widziałem gdzieś kawały a więc i ja dosyłam swoich trochę
wybierz coś. We Wrotkach możecie założyć jeszcze jakąś stronę
np. nawiąże znajomość, sprzedam kupię zamienię i na razie więcej
pomysłów nie mam ale jeżeli coś mi się przypomni to dopiszę.
Zasługujecie na oklaski ponieważ zauważyłem w setupie napis w
msound co do karty muzycznej napis gravis ultra sound (ta karta
is cool). NIE PODOBAJĄ MI SIĘ texty a dokładnie napisy w angiel-
szczyźnie to jest nie potrzebne.Gdybyście założyli coś wstylu
strony nawiąże znajomość to możecie mnie wpisać nawet na
pierwszą stronę.Co do X-Sonica to jego muzyka jest ok.Ale sam
wolę przeboje znane z telewizji,radia przełożone na komputer.
I wogóle nic z techno lecz raczej coś spokojniejszego.
V.I.P. Thanx za pochwały, ale czy aby nie przesadzasz ?
Nawiąże znajomość - sorry, ale nie jesteśmy biurem
matrymonialnym, a jeśli chcesz skumplować się z kimś
ze sceny to jest przecież dział adverty.
Fugaz: Extra, excellent - to też słowa angielskie. Musisz być
smutnym człowiekiem sam się sobie nie podobając :)
Marek Kędzierski / Ind.
Jeśli chodzi o MAGA to jest spoko. Wkurza mnie tylko to, że nie
wiem, jak wybrać artykuł powyżej numeru 9.
V.I.P. Wybranie artykułu powyżej numreru 9 dokonuje się poprzez
naciśnięcia klawisza A,B,C,itd....Dziwię się, że sam na
to nie wpadłeś.
Fugaz: Szczerze mówiać nie było na co wpadać, to pisało w docu.
McBear / Necrobiosis & Rebellion
Wrotki 4 są really COOL i bardzo mi się spodobały! Od razu można
zauważyć czadową muzykę X-Sonic'a - niestety Fugazowej muzyki nie
lubię. Rozumiem, że Fugaz jest świetnym muzykiem ale X-Sonic go
pobija w 100%. Myślę, że Wrotki są cool ale trochę brakuje w nich
artykułów. Poza tym o Wrotkach to same cool odczucia. Od samego
początku, odkąd mi przesłałeś pierwszy numer ten mag przypadł mi
do gustu. Wrotki 4 rulez! Więcej artykułów i votka w pliku!
V.I.P. Podoba Ci się - to dobrze. Muzyka Q-Sound'a (X-Sonic'a)
jest specyficzna i nie każdy ją lubi, powiedziałbym
nawet, że większąść jej nie lubi, ale to już sprawa gu-
stu i nie mogę Ci nic narzucać.Nie rozumiem za to dlaczego
domagasz się votki w pliku, przecież dużo fajniej jest
dostać votkę z pełną grafiką na papierze.Przynajmniej
jeśli chodzi o mnie to lepiej wypełnia mi się votkę na
papieprze :)
Fugaz: V.I.P.! Ja Ci tu dam obsmarowywać Q-Sounda! :)
Mr.EXE / Ind.
Co do WROTEK.... Gazetka faktycznie poprawia się z numeru
na numer. Trzeci mnie wkurzał tylko dlatego, że nie miał GUS'a.
Za to czwóreczka jest już bardzo dobra. Nie przepadam tylko za
ostrą muzyką techno ( chociaż niektóre kawałki lubię ( kumpel mi
pożyczy kasetę z Mortal Kombat 3, niezła muzyczka)), ale wszystko
rekompensuje ( tak się to pisze? ) mi muzyczka Fugaza "Kawałek
cienia". Udał mu się wspaniale.
V.I.P. Dzięki za pochlebne opinie.
Fugaz: Kiedyś spędziłem nad kasetą jakieś 2 godziny rozpracowując
ten kawałek.
Opinie cz.II.
Autor: Naron / Ind.
Naron / Ind.
Dzięki za wrotki 3 i 4 oraz za s3m x-sonica. Co do #4 to
zastrzeżeń praktycznie nie mam (brawa dla kodera i editora), ale
3 to było jeszcze nie to co powinno. Może na temat Wrotek
trzecich nie będę nic mówił, bo teraz to i po co? Odpalając
wrotki czwarte nastąpił lekki szok termiczny i nie tylko. Wrotkami
czwartymi pokazaliście,że potraficie zrobić coś ładnego i przyje-
mnego.Pierwszy raz przy czytaniu Wrotek #4 słyszalne były
dźwięki przyjemnego, spokojnego mjuziku. Sam wygląd zewnętrzny
mówi za siebie. Wydaje mi się, że zdecydowana większość scenow-
ców będzie zadowolona z postępów ByteLanD'u,ja w stu procentach
TAK! OOOoo. Właśnie przed chwilą w przerwie pisania do Ciebie
letteru odpaliłem #4. Miałem myszkę, ok, dobrze skonfigurowany
music, ok i w pamięci miałem rezydentny program z polskimi
znakami egapl i keybpl. Był uruchomiony w trybie mazovia.
Odpalając wrotki. Trochę się poje...ało. Na górnym pasku z
napisem wrotki#4 pojawiły się niebieskie pionowe paski, a
strony głównej nie dało się przewijać. Wyszedłem z W. i
chciałem wyłączyć polskie znaki i.... zawiesił się komp,
musiałem go resetnąć. Może ta uwaga praktycznie nie ma
sensu, bo jest to jakiś sporadyczny przypadek,
gdy np. Wrotki nie wspólpracują z odpalonymi polskimi znakami w
tle, no ale zawsze jakaś uwaga. Następne spostrzeżenie, to takie,
że u mnie nie dało się zmieniać miuziku. Naciskam sobie na nutkę,
ukazują się cztery utwory i wybieram sobie jakiś tam i BACh,
zmuszony jestem do reseta. Znowóż jak i w przypadku kolekcji
x-sonica nie mogę wam tego zarzucić, bo moja karta nie zawsze
dobrze sobie radzi przy odtwarzaniu muzyki. Jednak pierwszy
moduł, przy starcie gra normalnie, no ale jak chcę wybrać inny
to ... Moim zdaniem wybieranie utworów powiniście umieści pod
klawiszami <F1>, <F2>, <F3>, <F4>, jak w innych magach.
Wydaje mi się, że byłoby to wygodniejsze.
V.I.P.
Jesteś kolejną osobą, której podobają się Wrotki - to dobrze, że
jest tylu chętnych do czytania naszego zinu, gdyby jeszcze byłoby
tylu do pisania artykułów to byłoby cool.Rezydent w pamięci spie-
przył Ci Wrotki - tu niesety nic Ci nie pomogę, może Fugaz w
następnym paragrafie wyjaśni dlaczego tak się stało (jeśli wie of
coz).Ze zmianą muzyczki chyba było jednak coś nie tak ponieważ
już kilka osób skarżyło się na ten mankament.Ale i w tej sprawie
odsyłam Cię do Fugaza.....
Fugaz: Nie ja pisałem MIDASA, nie ja będę go testował. Spróbuj
z EMM386, tak rozwiązaliśmy identyczny problem u Akardo.
Killer / Ind.
Chciałeś żebym Ci napisał jakie mam uwagi co do waszego
pisma "WROTKI" jest niezłe, niezłe to mało powiedziane jest
po prostu "ŚWIETNE".Ale wprowadziłbym małe zmianki:
a) żeby wszystkie numery mogły chodzić na Covoxa bo jak
zapewne wiecie większość ludzi i nie tylko go posiada nawet
wielu moich kolegów muzyków i swapperów.
b) wiecej ostrej muzyki.
I to na tyle moich uwag resztę nic dodać, nic ująć.
V.I.P. Jak na razie korzystamy z Midas'a więc z Covoxem raczej
nici z tego.Jeśli dla Ciebie muzyka Q-Sound'a nie jest
ostra, to już sam nie wiem co mam uważać za ostrą muzykę.
SebL / The Grid
1. Grafa zrobiła się bardzo przyjemna, tło pod literkami nie
męczy wzroku,i za to chwała (kratka po literami we Wrotkach #3
praktycznie uniemożliwiała mi czytanie maga więcej niż 5 min.,
potem już bolały mnie tylko oczy)
2. Artykuły są coraz ciekawsze, szkoda, że zwiększa się tylko
ich jakość, a nie też ilość.
3. Nie ma dłużącego się intra, i bardzo dobrze. Ta początkowa
grafa, która jest teraz, jest OK.
4. Muzykę słuchałem tylko przez chwilę (kłopoty z GUSem), ale z
tego, co pamiętam raczej uprzyjemnia niż uprzykrza czytanie.
I o to chodzi.
Teraz już krytyczne uwagi:
5. Tryb jest jak zwykle porąbany, i nie dość, że znowu trzeba
czekać 1 sek. na wyświetlenie się strony, a 3-4 sek. na poka-
zanie całego panela, to jeszcze na moim (i nie tylko moim
monitorze) panel zajmuje całą szerokość ekranu i tylko jedną
trzecią jego wysokości, co także odbija się (ujemnie) na
stosunku wysokości do szerokości liter. Cały czas proponuję
640x480 lub chociaż 320x200
6. Słusznie zauważyłem w moim poprzednim liście, że nie uwzglę-
dnicie mojej uwagi o nieumieszczaniu siebie na chartsach.
No cóż. Nie mam nic więcej do powiedzenia ponadto, co napisa-
łem w pierwszym liście do Ciebie (i nie chodzi mi o zarzut
fakowania).
V.I.P. Cóż brawa za wysiłek jaki włożyłeś w pisanie tych uwag.
Z kratą w trzecim numerze masz rację, sam wypomniałem to
Fugaz'owi.Będzie więcej artykułów jeśli sam zaczniesz je
pisać.Na temat trybu wypowiadałem się już powyżej, ale
może Fugaz też coś dorzuci.To czy panel zajmuje cały ekran
czy tylko jego część zależy wyłącznie od monitora, np. u
mnie panel jest na całym ekranie.Jak widzisz tym razem
posłuchaliśmy Cię i nie ma nas na chartsach.
Fugaz: Multisync rulez! Teoretycznie wszyscy mamy monitory
mulitisync, praktycznie - tylko V.I.P., sam widziałem.
Oczywiście, że strona mogłaby nawet wjeżdżać z zoomerem i
rotatorem, ale po co? Za parę issjów przepiszę font support
w 640x480, to ucieszy parę osób.
Slope / Rebellion
I wy mnie totalnie zaskoczyliście, oczywiście miło. Zaskoczyli-
ście mnie następnym issue waszego maga called Wrotki, a to
dlatego, iż RYGAR pokazał dokładnie co potrafi zdziełać za pomocą
DeLuxa i jego Amigi. Co tu gadać grafika jest rewelacyjna.
Zdecydowanie bardziej podoba mi się góra niż dolne partie paneli.
Co do muzyki. Jak już wiesz modki by Fugaz podobają mi się. Jeśli
mówimy zaś o X-Sonicu to, jak wiesz ostatnio ostro bluzgałem
(czytaj wyrażałem własne zdanie) na jego musicdisk. A tu tym
razem mnie tak mile zaskoczył swoim Theme do maga, że aż miło.
Naprawdę fajny kawałek.
Arty, no niektóre fajne, inne trochę gorsze, jak to w magu bywa.
Szkoda tylko, że w advertsach jestem jako TDE, skoro od czterech
miachów nie mam żadnego kontaktu z tą grupą.
Jeśli zaś o poziomie. Niewątpliwie jeśli chodzi o grafę to jak już
pisałem przerosła wasz poprzedni poziom kilkakrotnie. Ale nie
ciesz się. Koniec tych pochlebstw bo wpadniesz w samouwielbienie,
a raczej RYGAR. Widziałem grafę paneli do Bad News 4, więc mogę
Cię zapewnić, że biją Was na głowę. Nie tylko zresztą Was, bo
moim zdaniem są to jedne z najlepszych paneli jakie dotychczas na
oczy widziałem. V.I.P. Rygar RULEZ! Ten gość robi, rzeczywiście
odjazdowe panele i nie tylko.Panele w BN #4 są zajebiste, to fakt.
Fugaz: BORÓWA (!) RULEZ!
Twinsen / Ind.
Od razu zaczynam od WROTEK#4.Ten numerek zrobił na mnie wielkie
wrażenie. Jestem happy z tego numeru.Nie jest to jeszcze Bad News
czy Imphobia (właśnie czy widziałeś jedenastą Imphobię, tego się
nie da opisać - normalnie szok), ale na razie jest bardzo dobrze.
Graficzka jest real good.Dobrego macie (amigowiec?) grafika.Co do
maga mam tylko dwa zastrzeżenia: Po pierwsze primo,to
roździelczość.Skoro zmieniliście playera,to trzeba było
podbić roździelczość przynajmniej na 640x480x256.Argument, że
mag ma działać na słabszych komputerach z VGA wcale mnie nie
rusza.Poza tym nie wiem czy widziałeś jak on pełza na 386DX!
U mnie też nie chodzi za szybko. Po drugie primo,to texty.
Rozumiem,że w magazynie powinno być dużo textów,ale takie
BZDETY są desperackim aktem zapełnienia maga. Aha,czy nie
lepiej by było podzielić articlesy na grupy lub cornery.
To by było wszystko co mam do tych Wrotków.
V.I.P. Musisz wiedzieć, że sam jestem za podbiciem
rozdzielczości na 640x480, ale pewien człowiek (Hi! Fugaz),
przylepił się do X-mode i w żaden sposób nie można go
oderwać. Artykuł bzdet był tylko przykładem jak artykułów nie
powinno się pisać. Zauważ, że niektóre, inne magi składają
tylko z takich tekstów.Podział na działy jest dobrym pomysłem,
ale tylko wtedy, gdy jest dość duża ilość artkułów, a sam
wiesz jak to wygląda w tej chwili.....
Fugaz: Musisz wiedzieć, że sam jestem za podbiciem rozdziel-
czości do 1024x768, ale pewien człowiek (Hi! V.I.P.) przylepił
się do 640x480 i w żaden sposób... :)
Yasi / Erotic Team
A więc jeśli chodzi o Wrotki to moja opinia jest taka.
Panel jest całkiem w porządku i kod. Ale mam pewne wątpli-
wości co do formatowanego texstu. Gdyby były formatowane texty
oraz nieco więcej artykułów to może byłby to jeden z najlepszych
magów na naszej scenie.
V.I.P. : W tym numerze teksty są justowane, więc powinienś być
zadowolny. Article to nasz główny problem - nie da się ukryć,
ale postaramy się to zmienić.
Informacja. Początek problemów ?
Autor: Cobretti
Informacja. Początek problemów ?
1) Na początku był chaos.
Dym, ogień, blask światła, sygnał dźwiękowy. Wydobywane
piski, wrzaski, nieartykułowane wyrażenia, coś co mogło
przypominać dzisiejsze sposoby wysławiania się noworodka,
chcącego powiedzieć matce, że jest głodny.
Owszem, jakkolwiek byłoby to prymitywne i tak spełniało
swoją rolę, i o to przede wszystkim chodziło. Człowiek
pierwotny nie zdawał sobie sprawy z tego, że to czym
dysponuje zostanie wkrótce zastąpione wyrafinowanymi
systemami przekazywania danych.
Trzy niezbędne do egzystencji rzeczy: pokarm, woda i
rozmnażanie. Wkrótce pojawi się czwarta - Informacja.
2) Czy chaos zrodził porządek?
Koń, gołąb, chorągiewki, symbole, znaki, posłaniec. Nie
ważne jak, ważne żeby dotarła na czas. Mało tego, ważne
żeby w ogóle dotarła. Z reguły docierała, dlatego tak szybko
zaczęła zdobywać sobie miejsce wśród ludzi.
Czym byłoby życie na ziemi bez przekazywania sobie
informacji, jak wyglądałaby codzienność bez normalnie
funkcjonującej poczty, radia lub telewizji ? Wtedy jednak
nikt o to nie pytał, nie było tego. Czas nie zatrzymał się
w miejscu. Zaczął się wyścig z informacją.
3) Przekaż wiadomość i podaj adresata.
Łódź, dyliżans, kurier. To co dało ludziom szanse
porozumiewania się na duże odległości, stawało się jednocześnie
problemem nie do rozwiązania. A czas nie stał w miejscu,
problemy stawały się nieaktualne, a fakty przedawnione. Ludzie
potrzebowali czegoś szybszego. Dziś masz ją natychmiast, kiedy
tylko zechcesz. Wtedy jednak czekałeś na nią dniami, tygodniami,
miesiącami. Musiał istnieć sposób, aby dało się ten proces
przyśpieszyć. Człowiek nigdy nie lubił czekać.
4) Same chęci nie wystarczą. Potrzeba geniusza.
Samolot, samochód, telefon. Rok 1876 A.G.Bell opracowuje
pierwszy na świecie telefon. Przełom w przesyłaniu informacji
okazuje się dopiero początkiem drogi prowadzącej do nowych
technik przekazu, o których w tym czasie nawet sobie nie
wyobrażano.
Jeden człowiek mógł zdziałać tak wiele? To co w takim
razie byłoby w stanie zrobić więcej ludzi. Wystarczyło ich
zebrać, dać im niezbędne wyposażenie i czekać. A czekać nie
trzeba było długo.
5) Czy mógłbyś powtórzyć? Jasne, nie ma sprawy.
Fax, modem, podczerwień, fale radiowe, łączność satelitarna,
światłowód. Człowiek zawsze będzie dążył do rozwiązań
nowoczesnych, bez względu na to, czy będzie to służyło
dobry czy złu. Siła światła spójnego została wykorzystana
w dwóch celach. Ale samo światło nie było by nic warte, gdyby
nie niosło z sobą informacji, która nie raz ratowała ludziom
życie.
Niesamowite możliwości, być może tylko dla człowieka
żyjącego tutaj i teraz. Kiedyś ktoś napisze podobny tekst
o przesyłaniu informacji i stwierdzi, że i tak byliśmy
zacofani w porównaniu do tego co mogliśmy odkryć i wynaleźć.
Być może jesteśmy o krok od nowych technik, ale nie zdajemy
sobie z tego sprawy. Czas pokaże czy się mylimy.
6) Nie informacja jest problemem tylko czas.
Internet. Podaj dziedzinę wiedzy i zakres materiału a
za 10 minut będziesz miał wszystkie opracowania u siebie na
biurku. Tylko kiedy to przeczytasz? Kiedy to opracujesz? Kiedy to
przeanalizujesz? Chcesz więcej informacji, dostarczę Ci jej, ale
kiedy zdążysz ją przeżuć i strawić. Wciąż więcej i więcej, nie
wystarczają już pobieżne dane, liczy się precyzja, dokładność,
kompletność. Znaleźć nie jest problemem, ale gdzie jest czas
potrzebny na przeanalizowanie danych...
Teraz nie istnieje problem szybkości. Pojawiły się nowe
przeszkody. Bariery wydawałoby się nie do przejścia. Informacja
nas zalewa, jest jej coraz więcej i nie możemy nadążyć za nowymi
danymi. Człowiek zawsze chciał zgromadzić jak najwięcej wiedzy.
Ba. Ale jak ją obrabiać i jak ją wykorzystywać, gdzie ją
składować i jak wybrać rzeczy użyteczne od szumu informacyjnego.
Gdzie ją sprawdzić i jaka jest pewność że informacja jest
prawdziwa. To są pytania, i najpierw na nie trzeba znaleźć
odpowiedź.
7) Bóg dał mi rozum, czas go wykorzystać.
Racja. Tym bardziej, że wiemy jak. Systemy ekspertowe, bazy
wiedzy, sieci neuronowe, neurokomputery, logika rozmyta, bazy
danych. Wszystko wymyślił człowiek, nikt tego nie stworzył,
to my kreujemy świat i my znajdujemy odpowiedzi na pytania, które
sami zadajemy.
Komputery mogące myśleć to niedaleka przyszłość i nie jest
powiedziane, że za 20 lat w każdym domu nie znajdzie się mały
przenośny komputer wpięty w wielką międzynarodową sieć mogący
podejmować za nas decyzje, mający wpływ na nasze życie i być
może sterujący pośrednio ludźmi.
Być może przyjdzie czas, że komputery będą wpadać na
genialne pomysły i to one same będą w stanie zaprojektować
nowe komputery jeszcze lepsze i jeszcze bardziej wydajne niż
dotychczas. Ten proces będzie wieczny i być może kiedyś
człowiek będzie komputerom zbędny, tak samo obojętny jak my
dzisiaj z obojętnością spoglądamy na mrówki chodzące po
chodniku lub ptaki siedzące na gałęzi drzewa. Może...
--- COBRETTI ---
Cardiac - następca Second Reality.
Autor: Akardo
CARDIAC - następca Second Reality.
Cardiac to demko mało znanej grupy Infiny. Ostatnio oglądałem
sobie różne demka, a to tak mi się spodobało, że postanowiłem je
opisać. Na pierwszy rzut oka Cardiac przypomina sławetne demko
grupy Future Crew - Second Reality. Widać, że autorzy wzorowali się
na tym wspaniałym demie. Od razu muszę jednak powiedzieć, że nie
jest to jakaś nowa produkcja, ale mimo to Cardiac zasługuje na
uwagę bowiem jest naprawdę extra.
Po krótkiej prezentacji z logiem grupy, następuje czołówka, z której
dowiadujemy się kto kodował demko, kto zrobił grafikę, a kto
muzykę. Wszystko w oprawie przypominającej nieco produkt grupy FC
(podobna grafika i muzyka), tyle, że tutaj przedstawione jest to w
trochę innym klimacie (odgłosy burzy czy zamek stojący na wzgórzu).
Wspaniale zrobiony najazd kamery na zamek, a następnie
obrazek wampira (czy raczej kobiety wampir) z tytułem demka
kończy czołówkę.
Demko składa się z trzech części. Pierwsza z nich to różnego
rodzaju wektorówki. Począwszy od bardzo prostych obiektów, aż
po bardziej skomplikowane np. cieniowane metodą Gouraud'a.
Muzyka w tej części jest po prostu wspaniała. Spokojna, melodyjna
tworząca z efektami graficznymi bardzo dobry design. Aha, nie
powiedziałem jeszcze, że muzykę możemy odpalić na Sound Blasterze
oraz GUS'ie. W tym drugim przypadku oczywiście uzyskujemy lepsze i
czystsze brzmienie dźwięku, ale i na Blasterze muzyka jest naprawdę
wysokiej jakości. Na zakończenie pierwszej części jeszcze jeden
obrazek przedstawiający oczy (czy coś takiego).
Druga część rozpoczyna się latającymi wektorowymi kulkami,
formującymi różne kształty w rytm muzyki. Muzyka oczywiście również
zmienia się na bardziej dynamiczną. Później oglądamy wektorowe
miasto, tzn. nie jest to do końca miasto, a raczej zamek z czołówki
na około którego latają różne przedmioty, oczywiście również są to
wektory (np. ołówek, ptaki czy piłki itp.). Po tej części ponownie
pojawia się logos grupy, a komputer doczytuje następne dane.
Coś na kształt falującego ognia rozpoczyna trzecią i ostatnią część
dema. Muzyka znowu jest tutaj bardziej spokojna, lecz w miarę
upływu czasu rozkręca się. Następnie widzimy latające wektorowe
gwiazdki, całkiem ciekawy efekt, bowiem wszystko zsynchronizowane
jest z muzyką oraz animację sześcianu pokrytego ruchomymi
bitmapami. Kolejne efekty to plazma, wspaniały fraktal oraz zooming
dwóch obrazów jednocześnie. Na zakończenie trzeciej części jeszcze,
spadający i odbijający się rysunek.
Część końcowa bardzo przypomina Second Reality. Otóż widzimy
tutaj grafiki z poszczególnych części oraz informacje kto co w nich
zakodował. Oczywiście, już na sam koniec pionowy scroll z ciekawie
dobranym fontem i gwiazdkami w tle. Muzyka, jak na końcówkę
przystało - spokojna.
Demko naprawdę jest wspaniałe - świetna grafika, muzyka czy
design. Zresztą jak ktoś widział Second Reality (a kto tego dema
nie widział ?) na pewno się nie zawiedzie. Warto tutaj jeszcze
wspomnieć o kodzie, który w większości napisał Barti obecny koder
grupy NoooN. Ten sam człowiek odpowiada również za większość
grafiki. Demo było wystawione na Party'93 gdzie zajęło całkiem
niezłe 3 miejsce, klasyfikując się za takimi produkcjami jak : Untitled
grupy Dust (1 miejsce) czy GBU grupy Surprise (2 miejsce).
Wymagania dema to min. 386 i 4 megabajty Ramu. Program
zajmuje dosyć sporo miejsca na dysku (ponad 3 MB), spakowany
mieści się na dwie dyskietki 1.44, tak, że jak masz kilka wolnych
dysków pisz do mnie, a chętnie nagram Ci ten program.
--- AKARDO ---
Gyros - kolejny nowy mag.
Autor: V.I.P.
Gyros - kolejny nowy mag.
Temat magów jest już oklepany, ale właściwie nigdy nie można
powiedzieć, że wyczerpał się i nie ma o czym pisać. Każdy mag,
jest inny i niepowtarzalny w swoim rodzaju, więc o każdym można
napisać artykuł. I ja postanowiłem dorzucić coś od siebie. Nie
będzie to wbrew pozorom opis jakiegoś znanego zinu, bo to możecie
przeczytać właściwie wszędzie. Chciałbym przedstawić Wam magazyn,
o którym większość z Was pewno nie słyszała. Chodzi mi o Gyrosa.
Dotąd ukazały się dwa numery. Autorem maga jest grupa Exorcist,
właściwie to nie grupa, bo w jej skład wchodzi jedna (sic!) osoba.
Pierwszy numer ukazał się w styczniu tego roku. Jak większość
nowych magów na polskiej scenie uruchamiałem go będąc pewny, że
to kompletny shit. Jednak moje przewidywania nie do końca sprawdzi-
ły się......
First Issue
Włączając maga jesteśmy pytani o posiadaną kartę muzyczną. Tutaj
okropnie dokuczliwy jest brak obsługi GUS'a. W pierwszym numerze
denerwujący był również fakt, że konfigurację musieliśmy wklepywać
za każdym uruchomieniem magazynu.Autor wykazał się również total-
nym lamerstwem i wsadził cudze moduły do swojego maga, był tam
między innymi moduł Fugaza, Key G i Purple. Co gorsza zrobił to
bez pozwolenia autorów, co już kompletnie uwłacza jego godności.
Grafika jako, że rysowana przez samego autora (który jest coderem),
nie jest najwyższych lotów, ale przynajmniej wykonano ją starannie.
Fonty, są w miarę czytelne, choć ich kolor wybrano na tyle nieszczę-
śliwie, że zlewa się on z tłem. Efektem ubocznym jest również brak
polskich znaczków i obsługi myszki. Tekstów jest jak na lekarstwo,
nie ma również ani słowa na temat sceny. Podsumowując pierwszy
issue jest w wielu dziedzinach niedorobiony i oczywiście posiada
zbyt mało artykułów.Jednak trzeba wziąźć pod uwagę, że pracowała
nad nim jedna osoba i sporo natrudziła się, mimo, że efekty jej pracy
nie są do końca satysfakcjonujące.
Second issue
W drugim numerze poprawiono szereg błędów. Po pierwsze konfigura-
cja zapisywana jest w pliku .cfg, jest obsługa myszki i polskie
fonty, które nie zlewają się z tłem. Ale oczywiście nie ma rzeczy
bezbłędnych.Po pierwsze nie rozumiem dlaczego zrezygnowano z
obsługi klawiatury. Nie wiem jak wy, ale ja lubię najbardziej magi
w których można naraz posługiwać się klawiszami i myszką. To bar-
dzo ułatwia obsługę maga. Magazyn nadal nie obsługuję GUS'a,a to
poważny błąd w sytuacji, kiedy większość scenowców ma takie karty.
Muzyka jest już na szczęście oryginalna w dodatku nie można się do
niej zbytnio przyczepić. Jest ciut więcej tekstu (ok.130 kB),a to
ze względu na kilku ludzi, którzy wysilili się i napisali kilka artyku-
łów. Są również jakieś informacje o scenie, choć nadal jest ich
zdecydowanie za mało.Z poprzednim numerem Gyrosa rozprowadzana
była votka, jednak autor zdołał zebrać tylko 6 sztuk. Mimo wszystko
potrafił się do tego szczerze przyznać i zrezygnować z chartów w
tym numerze zinu, za co mu chwała i dzięki. Autor liczy, że zachęci
do wypełniania votek przez spreadowanie papierowych votesheetów,
które stają się coraz popularniejsze na scenie PC. Oby się nie
mylił. Niepotrzebnie na panelu znajdują się takie bzdety jak czas
czy data, w niczym nie podnosi to atrakcyjności magazynu.Ogólnie
magazyn jest do zniesienia i w porównaniu z takim ścierwem jak np.
Sirius podoba mi się. Oczywiście największą wadą zinu jest okropnie
mała ilość artykułów, ale na to narzekają prawie wszyscy (może
oprócz BN :) Myślę, że autor włożył w swoją pracę wiele wysiłku i
należą mu się gratulację. Tym niemniej proszę go by nie spoczął na
laurach i dalej ją doskonalił. Jeśli znajdzie ludzi do pisania articli
może to być całkiem fajny mag. Jeśli chcecie skontaktować się z
autorem (Nerwus/Exorcist) to jego adres znajdziecie w advertach.
V.I.P. / ByteLanD
Prom kosmiczny.
Autor: Cobretti
Prom Kosmiczny.
- Crew, dostaliście to zadanie. - szef sekcji do spraw
lotów międzygwiezdnych przyszedł osobiście poinformować
człowieka odpowiedzialnego za sprawy bezpieczeństwa lotu
promu kosmicznego z ziemi na orbitę.
- Więc jednak dostaliśmy tą robotę! - Crew wyglądał na
zadowolonego faceta. - Idę powiedzieć o tym chłopakom.
Ucieszą się. - Tak, zawsze chciał być najważniejszy i teraz
dostał swoją szansę.
Mieli przetestować oprogramowanie i komputery sterujące
całym lotem i dbające o bezpieczeństwo ludzi, którzy za
kilka miesięcy mieli spróbować dostać się na orbitę i
naprawić uszkodzony moduł transmitera. Całe ich zadanie
miało się skupić na podzieleniu ludzi na dwie niezależne od
siebie grupy programistów, a następnie ścisłą współpracę w
celu wykrycia jak największej ilości błędów w oprogramowaniu
i oprzyrządowaniu, które będzie stanowiło serce i mózg
promu.
Crew przyszedł na salę w której czekali młodzi ludzie z
poza firmy o jak najgorszej reputacji w świecie
komputerowym. Oczywiście każdy wiedział czym się zajmowali,
byli wśród nich i weterani, którzy przez włamania i
wykradanie informacji z ośrodków naukowych, banków, baz
wojskowych spędzili część życia w więzieniach. Wyglądali na
zwykłych ludzi, ale umysł i intelekt mieli niezwykły a nikt
nie potrafił spożytkować ich możliwości w sposób właściwy.
Zarówno dla wiedzy, jak i dla zaimponowania spędzali całe
godziny przed monitorami i klawiaturami tylko w jednym celu:
złamać hasło, zdobyć informacje, udowodnić sobie że są
najlepsi i nikt nie może im dorównać.
To właśnie Crew ich tutaj zebrał i znalazł dla nich
zajęcie godne ich kunsztu i możliwości.
- Słuchajcie, dzielimy się na dwa zespoły, w których prace
koordynacyjne poprowadzą ludzie z naszego ośrodka. Wy
będziecie odpowiedzialni za działania mające na celu
zniszczenie systemów kontroli lotu, testowania programów w
sytuacjach extremalnych i nieprzewidywalnych. W końcowej
fazie będziecie się starali tak manipulować programami i
sprzętem, żeby przejąć nad nim kontrole. Ale w odróżnieniu
od waszej dotychczasowej działalności ta będzie legalna. -
Crew przerwał, ogarnął wszystkich wzrokiem, nabrał
powietrza i kontynuował.
- Każda z drużyn za wykrycie jednego błędu dostanie 10
tysięcy dolarów. Oczywiście dzielicie się po równo i o
każdym błędzie informujecie drużynę przeciwną. Nie chcę żeby
błędy się powtórzyły. Każda z drużyn będzie testowała
oprogramowanie na różne sposoby, całkowicie odmienne. O
wszystkim dowiecie się bezpośrednio od waszych przełożonych.
Teraz stojąca z boku dwójka programistów zrobiła krok do
przodu. Crew zwrócił głowę w ich kierunku.
- Wierzbowsky i Oberstein zajmą się wami osobiście i w
razie jakichkolwiek pytań macie się zwracać bezpośrednio do
nich. To na razie wszystko.
Crew wyszedł uzgodnić szczegóły i odebrać pakiet
oprogramowania. Sprzęt i odpowiednio wyposażone hale
komputerowe czekały na gotowych na każde wyzwanie hackerów.
Dzisiaj mieli wolne. Testy zaczynały się dopiero za dwa
dni. To tego czasu piloci mieli ich poinformować na jakie
elementy oprogramowania należy zwracać szczególną uwagę,
opowiadali o systemach zabezpieczeń, o sposobach łączności z
ziemią i ostatecznych decyzjach jakie podejmował ostatni z
pięciu komputerów jaki miał być na wyposażeniu promu.
Na trzeci dzień, po odpowiednim przygotowaniu teoretycznym
zjawili się na hali maszyn. Pierwsza drużyna objęła
wschodnie skrzydło, a druga zachodnie. Pozostało tylko
wprowadzenie do sposobów testowania oprogramowania. Jako
pierwszy zabrał głos Wierzbowsky, prowadzący grupę drugą.
- Wiecie na czym polega teoria czarnej skrzynki?? - na
sali zapanowało rozbawienie. Jak to, oni mieli by nie
wiedzieć. Wierzbowsky wiedział dokładnie, że pytanie było
banalne, ale musiał powiedzieć swoje, zgodnie z
przepisami.
- Naszym celem będzie wprowadzanie danych wejściowych i
badanie zachowania się programu na wyjściu bez analizy i
zagłębiania się w strukturę i budowę oprogramowania.
Będziemy traktować cały ten majstersztyk, jaki odwaliła
jedna z wiodących firm za wielką niewiadomą. Tylko
wprowadzamy dane i patrzymy jak zachowuje się program.
Jeżeli coś będzie się działo nie tak jak powinno to
dostajemy za to szmal i musimy poinformować drużynę
przeciwną. Więc wasza w tym głowa, żeby wykryć tych błędów
jak najwięcej. Nie chodzi tu o jakiś tam program. Chodzi tu
o ludzkie życie, więc pieniądze nie grają roli,
zrozumieliście?? - Wierzbowsky podniósł szklankę z wodą do
ust, przełknął napój i kontynuował.
- Trójka astronautów ma do nas pełne zaufanie. Są do
naszej dyspozycji przez 24 godziny na dobę. Czas w jakim
będziecie pracować nie jest niczym normowany. Możecie tu
siedzieć choćby od dziś do końca testów. Chcę żeby
wszystko grało i nie było żadnej wpadki za trzy miesiące.
Jeżeli którykolwiek z was zacznie nawalać jest zwolniony
natychmiast. Pamiętajcie, nie Ci, którzy zaprogramowali
system odpowiadają za ludzkie życie gdzieś w głębi kosmosu,
ale właśnie zespoły testujące oprogramowanie są
najważniejsze. To od nas zależeć będzie czy wyłapiemy błędy,
które na pewno się gdzieś musiały pojawić. Nie ma
oprogramowania bezbłędnego. Oberstein, teraz Ty powiedz
chłopakom na czym polegać będzie wasza rola. - dopił
resztę wody ze szklanki i usiadł na swoim miejscu.
Oberstein przechadzał się po sali i powoli tłumaczył
wszystkim zebranym.
- My zajmiemy się czymś całkiem odmiennym, mianowicie
przeźroczystą skrzynka, lub jak kto woli białą. Nie będą nas
interesowały dane wprowadzane wprost do programu, jak
również wyniki końcowe. Owszem, macie rację. Będą, ale nie w
takim stopniu jak poprzednią grupę. My skupimy się na samym
programie, algorytmie jego zapisu i budowie procedur i
funkcji. Będziemy się pastwić nad jego wnętrzem, czyli
będziemy niejako dopełnieniem zespołu drugiego. Całą resztę
powiedział Wierzbowsky, więc nie chcę się powtarzać. Dodam
tylko że nie jest to niedzielna wycieczka na grzyby do
lasu. Chcę żebyście dali z siebie wszystko, żebyście wgryźli
się w każdy możliwy fragment programu i ocenili jego
złożoność i każdy element sprawdzili linijka po linijce. Ci
ludzie mają tu wrócić cali i zdrowi. Będą mieli jeszcze
szansę w razie spartolenia przez was roboty, ale nie mają
prawa z niej skorzystać. Wiecie czemu?? Bo jesteście
najlepsi i macie to udowodnić. Nie mi, nie firmie, ale
całemu światu, jasno się wyraziłem?
Na sali dały się słyszeć pomruki zadowolenia. Niektórzy z
własnymi notebook'ami na kolanach już zaczęli działać.
Zaczynał się wyścig o życie. Wygrać ze śmiercią, to jest
dopiero frajda.
W drzwiach pracowni pojawił się Crowe.
- Panowie, za 10 dni odbędzie się wykład poświęcony
ogólnym zabezpieczeniom i systemowi podejmowania decyzji
przez komputery pokładowe. Będzie również omówiona rola
piątego komputera na pokładzie. Wiem, że to znacie na
pamięć, ale jeżeli chcielibyście posłuchać raz jeszcze to
gorąco zapraszam. - Tak samo szybko jak się pojawił,
zniknął.
Zaczęła się cicha rywalizacja. Tak na prawdę nie chodziło
im o pieniądze, ani też o sławę. Chcieli się sprawdzić.
Domowe komputery im nie wystarczały, zabawki w instytutach
obliczeniowych nie wytrzymywały konkurencji z
profesjonalnymi, ściśle sprecyzowanymi co do działań
komputerami nawigacyjnymi i ich systemami operacyjnymi.
Każdy chciałby tu być i móc pracować w tak doborowym gronie.
Większość z nich znała się dobrze przez Internet. Mieli
swoje sekrety, których nikt nie znał. Mieli swoich
przyjaciół, wypróbowanych i sprawdzonych. Tutaj mieli okazję
do prawdziwych działań i do specjalizowanego sprzętu. Po 9
dniach na koncie pierwszej ekipy pojawiły się trzy wykryte
błędy. Ekipa druga niestety miała puste konto. Każda z
drużyn chciała wykryć jak najwięcej, ale w końcu i sami
twórcy tego systemu i programu nie byli głupcami, oni
również przeprowadzali próby i testowali wystarczająco długo
to nad czym pracowali od kilku lat.
Zbliżał się wykład poświęcony najnowszemu systemowi
sterowaniu promem kosmicznym, który miał zastąpić
dotychczasowe, stare i nieco przestarzałe systemy. Ten był
lepszy z dwóch powodów. Był o wiele nowocześniejszy i
zastosowane algorytmy pozwalały na całkowity brak ingerencji
w tok programu przez jakikolwiek czynnik ludzki. Oczywiście,
był tylko jeden feler takiego rozwiązania - musiało być
niesłychanie sprawne i nie można było sobie pozwolić na
jakąkolwiek pomyłkę ze strony komputerów i oprogramowania.
Crew siedział wygodnie w fotelu na środku sali. Mówił
spokojnym i opanowanym głosem.
- Cztery komputery główne i jeden zapasowy. Razem pięć
komputerów. Piąty komputer to ostateczność, nie można sobie
pozwolić na jego użycie. Jest pomyślany jako rozwiązanie
awaryjne. Ale po kolei panowie. - Omiótł salę wzrokiem,
wszyscy słuchali chociaż na pewno znali to już wystarczająco
dokładnie, aby móc sobie darować ten wykład.
- Wszystkie cztery komputery wykonywać będą ten sam
program. Równolegle i w tym samym czasie będą przetwarzały
te same dane i tak samo reagowały. Wszystko po to, żeby jak
najbardziej zadbać o ludzkie bezpieczeństwo i o pewność
podejmowanych decyzji. Ale nie jest wykluczone, że człowiek
mógł się pomylić w oprogramowaniu. Dlatego powołano nasze
zespoły, żeby takim pomyłkom zapobiec. Oczywiście, nadal nie
będzie stuprocentowej pewności, że systemy są sprawne do
końca, i właśnie dla takiego przypadku został pomyślany i
wykonany cały projekt sterowania lotem. - Na salę weszli
Oberstein i Wierzbowsky, ale Crew nie przerywał...
- Ponieważ będą pracowały cztery komputery równocześnie,
mogą wydarzyć się różne schematy wykrycia błędu, zarówno w
samym sprzęcie jak też oprogramowaniu. Jeżeli wyniki
obliczeń jednego z komputerów nie będą identyczne jak
pozostałych trzech, w wyniku porównania - pozostała trójka
wyłączy jeden wadliwy komputer i lot będzie kontynuowany. To
jest oczywiście najprostsze rozwiązanie i najbardziej
prawdopodobne. Ale może zajść sytuacja gorsza. Na dwóch
komputerach mogą pojawić się odmienne wyniki obliczeń, lub
co gorsza trzy komputery mogą się mylić. Wtedy nie można
jednoznacznie powiedzieć, za pomocą którego komputera należy
sterować lotem promu. Ponieważ obliczenia są niesłychanie
dokładne i skomplikowane, nie można tego powierzyć
przypadkowi. Tym bardziej gdy w grę wchodzi ludzkie życie.
Po to został skonstruowany piąty komputer. Jego konstrukcja
i oprogramowanie jest wykonane przez inną firmę niż
podstawowa czwórka. Jest on standardowym wyposażeniem
każdego promu tej klasy. A jego zadanie jest tylko jedno:
sprowadzić załogę na ziemię. Jak najszybciej, jak
najbezpieczniej i bezwzględnie. Misja zostaje przerwana i
wszystkie komputery podstawowe zostają wyłączone. Sterowanie
całkowicie przejmuje ten jeden komputer i bez względu na
wszystko musi sprowadzić bezpiecznie załogę z powrotem.
Koniec. To tyle o roli komputerów. A teraz do roboty. Ten
system musi być niezawodny, co jest chyba oczywiste. Ci
ludzie muszą wrócić.
Andelly, Rock i Troph siedzieli w pracowni naukowej
uniwersytetu stanowego. Śledzili swoją przyszłą misję na
monitorach komputerów. Widzieli dokładnie każdy zaplanowany
manewr, każdy ruch jaki mieli wykonać i każdą część jaką
mieli wymienić. Oglądali przebieg naprawy transmitera już
setny raz. Znali każdy szczegół, każdą operację i wszystkie
teoretyczne zagrożenia i niespodzianki jakie ich mogły
czekać. Byli zwolennikami pedantycznej szkoły przetrwania.
Lepiej wszystko sprawdzić na ziemi niż mieć jakiekolwiek
problemy w górze. Tutaj na nowoczesnym sprzęcie mogli do
woli testować sytuacje w jakich mogli się znaleźć lub w
jakich nigdy by się znaleźć nie chcieli. Byli młodzi, zbyt
młodzi by zginąć i pozostawić na ziemi swoje rodziny,
przyjaciół i znajomych. Dlatego przykładali się do tego co
robią, tym bardziej że nie było innych specjalistów mogących
ich w razie czego zastąpić. Siedzieli więc tam prawie
codziennie. Tym bardziej że czas startu zbliżał się
nieubłaganie. Codziennie ubywał jeden dzień, zostało ich
jeszcze 20.
Zespół pierwszy wyłapał jak do tej pory tylko 3 błędy.
Zaczęli od trzech i na trzech prawdopodobnie zakończą. Tak
myśleli i nie liczyli raczej na zmianę wyników. Za to zespół
drugi miał ich na swoim koncie ponad 18. Cieszyli się, bo
wiedzieli, że dzięki nim podniosło się bezpieczeństwo
pasażerów promu. Ponad połowa błędów to usterki sprzętu
komputerowego. Trzeba to było naprawić i testować na nowo.
Od siedmiu dni cisza. Źadnych wyników, zdawało się, że
systemy są już sprawne. Niestety, nic bardziej mylnego.
Jeszcze na 5 dni przed startem ekipy wyłapały 1 błąd. Nic
ważnego, kwestia kolejności zainicjowania procedur samo
testujących. Ale lepiej, żeby wszystko miało swoje miejsce
tak, jak to zostało przewidziane w harmonogramach,
dokumentacjach i opracowaniach technicznych lotu.
Zostało jeszcze nie całe 29 godzin. Andelly, Rock i Troph
razem z rodzinami wybrali się do zoo. Syn Rock'a spytał go
wtedy dlaczego żyrafy mają taką długą szyję. Troph i Andelly
zaczęli się nawet z tego powodu kłócić. Czy dlatego żeby
sięgać wyżej i móc zrywać liście, czy żeby móc się po prostu
napić, bo długie nogi nie pozwoliłyby na skorzystanie z
wodopoju i zwierze umarłoby z pragnienia. W końcu żona
Troph'a pogodziła ich, mówiąc że długa szyja jest im
potrzebna po to, żeby mieć głowę bliżej gwiazd. Z tym się
zgodzili wszyscy.
Na drugi dzień wydarzył się wypadek, który radość zamienił
w łzy a szczytne cele w rozpacz i przygnębienie. To stało
się zaraz po starcie. W dwunastej sekundzie lotu prom
eksplodował. Nie mieli szans, podobnie jak pilot, któremu
zatnie się fotel katapultujący. To stało się zbyt szybko, i
trwało ułamki sekund. Byli tu i odeszli w nicość. Po prostu
rozpłynęli się w ogromie przestrzeni. Przestali być.
Zszokowane miny gapiów, obsługi naziemnej, operatorów
lotu, personelu technicznego, zaplecza medycznego. Czemu?
Dlaczego zdarzyło im się coś takiego? Czy była to wina
oprogramowania? Może usterka techniczna, jakiś szczegół w
konstrukcji samego promu? Dlaczego właśnie oni... byli tacy
młodzi i tyle jeszcze mogli w życiu osiągnąć. Brali pod
uwagę taką możliwość, tu nigdy niczego nie można być pewnym,
ale nie spodziewali się, że jednak ich to dosięgnie. Teraz
się to nie liczyło, oni zostali już tylko w pamięci
bliskich, żon, synów i córek...
Fragment raportu Komisji do Spraw Bezpieczeństwa Lotów
Kosmicznych Nr NCR-1218A78:
(...)
Główną przyczyną wybuchu promu kosmicznego była
nieszczelność pierścieni uszczelniających zbiorników z
paliwem. W wyniku przedostania się ciekłego tlenu do komory
spalania nastąpiła lawinowa reakcja termiczna i naruszenie
integralności pojemników z paliwem. Na wskutek
niekontrolowanego połączenia substancji napędowych nastąpił
wybuch paliwa, a co za tym idzie, zniszczenie samego promu.
(...)
Śmierć ponieśli na miejscu Richard Andelly, Andrew Rock,
Michael Troph. Pośmiertne odznaczenia przyznane przez
prezydenta jak również nazwanie ich nazwiskiem Ośrodka Badań
Lotów Kosmicznych nigdy w pełni nie oddadzą tego, do czego
przyczynili się jako piloci i naukowcy.
(...)
Winę za zniszczenie promu ponosi obsługa techniczna i
główny konstruktor systemów napędowych promu. (...)
A teraz na poważnie:
W katastrofie promu kosmicznego Challenger na przylądku
Canaveral na Florydzie 28 stycznia 1986 roku śmierć
ponieśli:
- Francis Scobee
- Judith Resnick
- Ronald McNair
- Michael Smith
- Sharon Christa McAuliffe
- Ellison Onizuka
- Gregory Jarvis
>> Cobretti <<
Coś o chartsach.
Autor: Q-Sound
Czytając charts'y we WROTKACH 4 trochę mnie szlag trafiał.
Patrząc na wyniki doszedłem do wniosku, że wielu z tych, którzy
wypełniani votki głosowało na siłę, chyba tylko po to aby zapełnić
wszystkie pozycje na liście,ale panowie nie o to chodzi!!!
Koniec intra teraz konkrety...
Po pierwsze, a to chyba było najgorsze, prawie we wszystkich
kategoriach pojawiają się ludzie nie będący na scenie PeCetowej.
Myślę, że jeżeli komuś nie odpowiada scena PC to albo nie po-
winien się nią interesować i pierdzieć w taboret grając w Tetrisa,
albo sprzedać sprzęt i kupić sobie AMIGĘ, bo to o tą scenę chodzi.
Kiedy pokazałem chartsy w WR4 Rygarowi, grafikowi ze sceny AMI-
GOWSKIEJ autentycznie zaczął się śmiać. Nie śmiał się z zina, nie
wyśmiewał PC, choć to u amigowców naturalne, tylko śmiał się
z ludzi, którzy głosowali na jego kumpli ze sceny i podsumował, że
dla tych amigowców, którzy znajdują się na listach to totalna siara...
Poza tym trochę się wkurwił, kiedy zobaczył na liście grafików xywę
LAZUR, a to dlatego, że nie lubi tego gościa, chociaż to mniej wa-
żne, ale przede wszystkim dlatego że LAZUR...nie będę tego pisał,
żeby Rygar nie miał potem starć z tym gościem. W każdym razie
nie zgodził się z jego wysoką pozycją. Przy okazji przeglądania
chartsów pokazał mi jeszcze kilku ludzi ze sceny amigowskiej. Moim
zdaniem tak oddane głosy powinny być nieważne i takie rozwiązanie
zaproponuję chyba FUGAZOWI przy podliczniu następnych votek...
Druga sprawa, która mnie mocno zaintrygowała to to, że na
listach wszędzie powtarzają się te same grupy, ci sami ludzie i co
najciekawsze ci,którzy czymś kiedyś zabłysnęli i cień tego sukcesu
ciągnie się za nimi do dzisiaj. Myślę, że takie podchodzenie do tego
to dyskryminowanie młodych, dopiero rozwijających się grup lub ludzi
którzy niekiedy robią naprawdę niezłe rzeczy, ale odchodzą w cień
dlatego, że jeszcze nie zabłysnęli na jakimś party, chociaż na tych
krajowych też nie mają za dużych szans, bo liczą się głownie albo
znajomi, albo znane xywy...Oczywiście mogą być głosy sprzeciwu do
tego piszę (i dobrze!).Jeżeli kogoś urażam to zwrócę honor wtedy gdy
ktoś przyśle mi np. nowe moduły PGM (był na liście muzyków),
ja ich nie słyszałem i nie mogę się zgodzić z jego wysokim miejscem
na chartsach. A jeżeli ktoś posiada jego nowe wypusty to niech je
pokazuje na scenie i wysyła do swapperów. A poza tym do PGM nic
nie mam.
Została jeszcze jedna sprawa, już mniej drażliwa, ale jednak...
Dużo ludzi głosowało na grupy zagraniczne, ale jeżeli chodzi o dema
to głosy oddawane były na bardzo stare ich produkcje. W tym miejscu
trzeba się też jakoś umówić, so albo głosujemy na nowe produkcje
grup zagranicznych, albo nie głosujemy na nie wcale. Ktoś może po-
wiedzieć, że nowe produkcje nie są dostępne na scenie.Nie mogę
się z tym zgodzić. Oglądając efekty w polskich demach, widzę że ko-
derzy często korzystają z INTERNETU (!!?), więc nie jest problemem
ściągnięcie z serwerów zachdnich najnowszych produkcji zachodnich
(gfx,msx,intra,dema,ziny). Szczególnie obfity w nie jest FTP.LUTH.SE
(katalog PUB/MSDOS/DEMOS/INCOMING).
Dobra starczy pierdzenia...Q-Sound (sorry za możliwy brak 'a' w niektó-
rych miejscach - klawiatura mi się zjebała).
P.S. analizując zarzuty, które mogą postawić mi ludzie po przeczytaniu
tego artykułu, znlazłem taki na który odpowiedzią byłby mój stosunek
do sceny PC:
pierdolę scenę, chartsy i gówno mnie obchodzi czy gdzieś
jestem na ostatnim miejscu, pierwszym czy wcale mnie nie ma. Pisząc
muzykę, nawet do tego zinu nie myślę czy będzie leżała znajo-
mym, mojej babci czy siostrze, piszę muzykę dla siebie i dla własnej
satysfakcji....C U
Gmeranie w sieci.
Autor: Cobretti
Gmeranie w sieci.
Polowanie na informacje zaczęło się niewinnie. Szukałem
jakiejś ciekawej książki po angielsku. Najlepiej, żeby była
znana i ciekawa. Postanowiłem, że czytając książki dość
szybko nauczę się normalnego angielskiego, a nie takiego
jaki jest wpajany w szkole. Jak postanowiłem tak uczyniłem.
Do roboty zaprzęgnąłem kilka sieciowych wyszukiwarek.
Między innymi Yahoo, Archie, i całą masę popularnych
search'erów. Co się okazało - ano to, że książek jest
mnóstwo, ale są umieszczone czasem na bardzo odległych
serwerach, wiec czas ściągania jest dosyć długi i
przeglądanie jest utrapieniem.
Znalazłem server angielski, w którym literatura była
posegregowana latami napływania. Wtedy nie zwróciłem na
niego uwagi, bo aktualnie przeglądałem pliki przez Gophera.
Dobre narzędzie, choć przestarzałe i nie używane tak
popularnie jak przeglądarki WWW.
Co znalazłem? Książki stare, do których wygasły prawa
autorskie, bądź udostępniane ogólnie. Między innymi stare
dobre bajki, kto nie czytał Alicji w Krainie Czarów,
Królewny Śnieżki, bajek *.H.Andersena (jak on miał na
imię??), literatury pełnej dedukcji czyli Holmes'a A.
C.Doyla, Piotrusia Pana, i innych z czasów mojej młodości.
Ale starość nie radość jak mówią młodzi. Postanowiłem dostać
w swoje łapska coś bardziej ambitnego. Po piętnastu minutach
poszukiwań trafiłem na Biblię i to w dodatku po polsku!!,
cool, fajnie mieć takie coś w formie elektronicznej,
potrzebujesz cytacik to proszę, pięć sekund i po krzyku (ale
jakoś nie mogłem znaleźć fajnych cytacików żeby je tutaj
przecytować).
Po godzinie gmerania wpadłem na coś co mnie olśniło...
scenariusze filmów, to jest to! Na pierwszy ogień znalazłem
scenariusze do Terminatorów. No mówię, do Terminatora I i
II. Odlot! Po angielsku, wiec coś co chciałem mieć, tym
bardziej mnie zmusi do czytania. Ściągnąłem sobie na
dyskietki. Po chwili natrafiłem na prawdziwą perłę bo
literatura tego typu jest moją ulubioną literaturą, a więc
ALIEN I i II, czyli Obcy 8 pasażer i Decydujące Starcie. No
jak dla mnie bomba! Obcego II napisał oczywiście J.Cameron!!
Ten sam co napisał scenariusze Terminatorów, zabawa się
zaczynała rozkręcać. Przy okazji wpadły w moje ręce: Wyspa
Skarbów, trochę literatury Szekspirowskiej (chyba tylko dla
jaj, bo mnie to w ogóle nie bawi), konstytucja USA, jakieś
podręczniki typu Jolli Cook's Book (czyli jak zrobić napalm
domowym sposobem, albo jak spalić komuś mieszkanie nie
zostawiając śladów) i inne badziewia, trochę mniej ciekawe,
a jednak warte zauważenia i ściągnięcia.
No dobra, ile można ściągać samej literatury. Skoro mogę
dotrzeć do wszystkiego to może zabawić się w NetRuner'a.
Biegacza i szperacza sieciowego, czyli małego Hackera,
działającego na dużym polu bitewnym. No i zaczęło się.
Najpierw trzeba było opanować sztukę wysyłania tzw.
Fuckmaili. Spoko, banalna rzecz. Wyciągnąć hasło,
przechwycić podczas telnetów, też da się zrobić. Tym
bardziej, że takie rzeczy są omawiane w grupach dyskusyjnych
i w podręczniku dla Hackerów dostępnym w sieci. Kto wie jak
szukać znajdzie wszystkie dane. Kto nie wie, ten i tak się
nie dowie.
Łażąc po sieci pomyślałem o penetracji danych o znaczeniu
strategicznym. Kto mógłby takimi danymi dysponować... no
kto? Oczywiście agencje wywiadowcze, w końcu po to zostały
stworzone. Wprawdzie do GRU się nie dostałem, ale FBI i CIA
stały przede mną otworem. Poufne dane były nie do
osiągnięcia (przynajmniej dla mnie, buuuu, muszę się jeszcze
wiele nauczyć) ale taki rarytas jak CIA World Fact Book
zdobyłem bez problemu. Na początek za rok 1992. Co w nim
wyczytałem o Polsce? Ano wszystko, ile mamy lasów, łąk i
pastwisk, jakie produkujemy wyroby, ile lat mają poborowi,
jaki jest stan armii, jakie partie wygrały wybory, skład
rządu, ile mamy statków, jakich, jakie organizacje
międzynarodowe działają w Polsce, ile mamy kilometrów kolei
wąskotorowych, co tylko zapragniesz się dowiedzieć i co ma
charakter strategiczny, miodzik dla zbieraczy danych o
różnych krajach. Jest tych danych od zarypania, aż spamiętać
nie idzie.
I tutaj przypomniałem sobie o serverze angielskim, tam
były wszystkie CIAWFB dla lat następnych. No i już są na
moim twardym, teraz gdybym planował mały atak nuklearny na
ruskich będę wiedział ile mają głowic jądrowych...
Ale szukałem dalej. Ponieważ bawi mnie lotnictwo,
wygmerałem wśród ogromu danych trochę oznaczeń samolotów
radzieckich w slangu amerykańskiej agencji wywiadowczej.
Przy okazji, krótki opis każdego modelu ruskich samolotów,
też nie lada gratka dla hobbystów-agentów.
Dzień zbliżał się ku końcowi. A jeszcze zostało mi tyle
adresów do spenetrowania... Pulp Fiction, też scenariusz,
trafił do moich rąk jako ostatni. Potem zacząłem chodzić po
polskich serverach, ściągnąłem sobie ostatnie numery
Komputera i Biura z gazety wyborczej i miałem dość.
Następnym razem pościągam sobie obrazki, będzie co oglądać.
Hm.. i to jakie obrazki, takich dziewczyn na co dzień się
nie spotyka, ach, gdyby tak taką spotkać to by się od niej
oczu nie oderwało.
Dobra złażę na ziemię. Już zlazłem. No to czas kończyć.
Już skończyłem.
>> Cobretti <<
Rean & Alice.
Autor: Cobretti
Rean & Alice cz. I
Cele w dalszym ciągu nie zniszczone. Straty znikome.
Szanse na przeżycie 17 procent, wciąż maleją. - podręczny
pager bezlitośnie pokazywał jak brutalna może być
rzeczywistość. Tym razem to nie ćwiczenia, nie istnieje
możliwość wyłączenia nawet jednej sekcji łazerów. Z
dwudziestu trzech robotów bojowych zostało jeszcze
dwadzieścia jeden.
Oni o tym dobrze wiedzieli. Całe lata poświęcali na
przygotowywanie się do takich akcji jak ta. Oddział Zeta -
wprawdzie dwuosobowy, ale jak dotąd niepokonany. Tym się
chlubili, to była ich druga niesymulowana akcja bojowa.
Procent strat wynosił zero i mieli nadzieję, że tym razem
też wyjdą z tego piekła cali.
Alice i Rean - twardziele z Zety. Zgrani tak doskonale, że
nawet podczas nietypowych manewrów jedno potrafiło
przewidzieć posunięcie drugiego. Im mniej ludzi tym
sprawniejsza akcja i mniejsze straty bez względu na to co
mogłoby to oznaczać. Oni o tym wiedzieli.
Na niebieskim ekranie monitora ukazały się wreszcie dwa
punkty. To byli oni. Zachodnie skrzydło kompleksu akcji
defensywnych nie było najmocniejszym punktem obronnym. Wśród
plątaniny korytarzy, za każdym rogiem mógł stać robot
bojowy, przygotowany do odpalenia pocisku rozrywającego.
Szli powoli w stronę magazynu z nadzieją, że dotrą tam
przed łazerami. Kończąca się amunicja nigdy nie jest
lekarstwem na sukces. Tylko w magazynach mogli pobrać
dodatkowe wyposażenie bojowe. Najważniejsze były pancerze
klasy AA. Bez nich od razu mogliby podciąć sobie żyły.
- Alice, przyśpiesz trochę. Zdaje się, że mamy łazera na
ogonie. - Rean wyraźnie nie był w nastroju do żartów.
W chwilę później z bocznego korytarza wychynął mały
pełzający robot. Jego czujniki termiczne zareagowały na
ciepło emitowane przez ludzi. Szybki ruch dwóch sprzężonych
wyrzutni i zapalająca się kontrolka podziałała na nich jak
kubeł zimnej wody. Natychmiastowy uskok z drogi pocisków
znowu uratował im życie. Chwila przerwy na przeładowanie i
przewaga była po ich stronie.
- Tyły są moje! - między odgłosami detonacji doszedł go
głos Alice.
Potężne targnięcie odrzuciło Reana na ścianę. Zadowolony z
siebie pokazał tylko palcem w stronę zdruzgotanego łazera.
- Mówiłem ci Alice, że go dopadnę.
- Pieprzysz, on miał być mój! - wyraźnie rozluźniona
spojrzała na pager.
- Zostało jeszcze 20. Prowadź do magazynu. Jeśli tam
dotrzemy postawię ci piwo. - zażartowała
- O co się założysz, że je wypiję. - Rean szczerzył zęby w
uśmiechu.
W centrum dowodzenia, na monitorze, ubył jeden punkcik
symbolizujący łazera. Błąd w oprogramowaniu nie pozwalał na
rozbrojenie robotów. Wciąż czekały na następnych kadetów,
którzy próbowali swych sił w ośrodku treningowym na Moraku.
Alice i Rean mieli jedyną w swego rodzaju misję, musieli
wystawiać się na wabia i po kolei likwidować poszczególne
sekcje łazerów. Nie chodziło tylko o forsę, oni to po prostu
lubili robić.
Komandor Spoke wskazywał palcem na obrzeże monitora,
lustrując każdą zmianę położenia jednego z dwudziestu
pozostałych robotów. Jego palec zawisł dokładnie nad
czerwoną plamką oznaczającą zaplecze bojowe kompleksu
treningowego. Nie jeden z ludzi stojących za komandorem
zastanawiał się, czy w ogóle misja jaką powierzył swoim
asom, jest do wykonania. Ale Spoke wiedział, że
przeszkolenie jakie przeszli w przeszłości było
wystarczające, sam ich szkolił, a do siebie miał
bezgraniczne zaufanie.
- Dlaczego nikt nie dał im nadajnika? Dlaczego nikt nie
dał im odpowiedniej broni? Gdzie u licha jest człowiek,
który projektował ten kompleks, i dlaczego oprogramowanie
nie było przetestowane do końca?
- Spokojnie. Na wszystko znajdzie się...
- I ty mi mówisz - spokojnie? Człowieku, tam są moi
ludzie, ja odpowiadam za ich bezpieczeństwo. - Spoke nie
wydawał się zadowolony.
I istotnie nie był, nikt na jego miejscu by nie był. Tym
bardziej, że od kilku chwil, dwa punkty posuwające się
nieustannie naprzód - stanęły; zatrzymały się przed wejściem
do magazynu. Nie wiedział dlaczego nie mogą wejść do środka,
i to go w tej chwili najbardziej denerwowało.
- Rean, otwórz te pieprzone drzwi!
- Nie mogę Alice, nie dam rady! - Rean kurczowo mocował
się z zamkiem.
Od zachodniego skrzydła zbliżały się dwa majaczące
kształty. Jeszcze trochę, jeszcze tylko dwa zakręty i cele
pojawią się w zasięgu skanerów. Powoli i bezszelestnie parły
naprzód.
Ciszę przerwał łomot działka zaporowego. Rean właśnie
starał się rozwalić na drzazgi drzwi, nie zważając na
zawartość pomieszczenia. Wiedzieli, że łamią regulamin, ale
nie mieli wyjścia, zresztą była to ich jedyna szansa.
Musieli się dostać do środka, aby pobrać sprzęt, nawet
kosztem własnego życia. Ostatnie pociski poświęcili na ten
pieprzony zamek. W końcu puścił. Pomijając fakt, że gdyby
jakiś zabłąkany pocisk wpadł do magazynu i rozniósł z pół
ośrodka treningowego, udało im się dostać do wnętrza. Teraz
był najgorszy moment z całej akcji.
- Alice, stań przy wejściu. - Alice nie czekając na to
polecenie, już od pewnej chwili stała przy wejściu do
magazynu i nasłuchiwała.
- Jak by tak któryś z nich teraz zaczął obstrzał
magazynu... - zaczęła.
W tym samym momencie usłyszała znajomy chrzęst działka i
delikatny szum silniczka elektrycznego.
- Rean! Szybko! - ale on już przeładował swojego NX'a.
Teraz plunął całą serią w głąb korytarza. Alice zrobiła to
samo, z tym, że w przeciwnym kierunku. Grzmot rozrywanych
pocisków, wzmożony przez echo, podziałał na nich jak muzyka.
W jej rytm na końcu korytarza fruwały strzępy łazera i
pozostałości z zabudowy fragmentu korytarza. Źaden z
łazerów nie zdążył nawet ustawić się do odpalenia pocisków,
nie mówiąc o przechwyceniu celu.
Ale nie było czasu na odprężenie, wciągali na siebie z
pośpiechem pancerze klasy AA, bo gdzieś tam, za ścianą,
mogły czaić się następne egzemplarze, być może lepiej
wyposażone. Na szczęście znaleźli tu także, przenośny
nadajnik, dzięki którym mogli połączyć się z dowództwem na
powierzchni. Zaczynali odżywać, teraz wiedzieli, że nic ich
nie powstrzyma od wypełnienia misji, że zgarną tę forsę, a
Spoke będzie zadowolony.
Zostało jeszcze 18. Szanse na przeżycie nadal maleją -
pager był nieubłagany. Komputer zbierał dane, analizował je
bit po bicie i przesyłał na ciekłokrystaliczny wyświetlacz
umieszczony na wewnętrznej stronie uprzęży bojowej Alice.
- Jak to maleją? - oburzył się Rean. - W końcu dopiero
teraz mamy prawdziwą przewagę, mamy broń, łączność z bazą, i
w zasięgu wzroku żadnego łazera. Więc jak do diabła mogą
maleć?
- Nie wiem Rean, może znów błąd w oprogramowaniu. Przecież
komputer analizujący dane korzysta z programu. Może wirus,
może sabotaż, może ktoś się chce nas pozbyć. Kto wie? -
ściszyła głos.
- Dobra, Alice, bierzemy sprzęt, kilka granatów, parę taśm
z pociskami i małe działko zaporowe. Jeżeli wszystko pójdzie
dobrze, za kilka godzin będziemy na powierzchni. - Rzucił
też kilka słów do słuchawki - Spoke, słyszysz mnie,
wytrzymaj jeszcze trochę, jak wyjdziemy, wszystko ci
opowiem. Wiem, że chciałbyś sam zająć się tymi łazerami, ale
my damy sobie radę nie gorzej niż ty, w końcu twoja szkoła
nie?
- Stary, będziemy tu czuwać, żebyś mógł mi powiedzieć jak
było na dole, spokojna głowa. Nieźle cię słychać. Over.
Alice skończyła dobierać sprzęt i gdy tylko ruszyła w
stronę zdruzgotanego przejścia zgasło światło.
- Co jest u licha? Przechodzimy na podczerwień! - A do
Spoke'a dodał - Mamy tu mały kłopot, włączcie zasilanie
awaryjna, jakieś akumulatory czy coś, bo panują tu nieliche
ciemności.
- Robimy co w naszej mocy. Uważajcie na siebie, za chwilę
powinny zabłysnąć lampki serwisowe. - Odezwał się czyjś
głos.
To nie był Spoke, ten głos przypominał Rean'owi pewnego
znajomego jego kumpla, byłego kumpla. Kiedyś był jego
partnerem, jeszcze zanim poznał Alice i został komandosem w
piechocie międzygalaktycznej. Nieraz wspominał jak razem z
nim zaliczali kolejne akcje, może nie takie jak ta, ale i
one były wezwaniem dla pary nieustraszonych młodzieńców.
Były. Znowu się zamyślił. Byli dla siebie jak rodzeństwo, do
czasu tego paskudnego wypadku na promie zrzutowym. Pamiętał
tylko rozhermetyzowanie kadłuba i syk uchodzącego powietrza.
Potem białe ściany, lekarze, aparaturę medyczną i śmierć
najlepszego przyjaciela. Pogrzeb był prosty, kilku wspólnych
znajomych, była dziewczyna i ojciec zmarłego, komandor
Spoke...
Z zamyślenia wyrwał go oślepiający błysk po prawej. Za
chwilę drugi, niemal tuż przy samej głowie. Nie, teraz był
już znowu zimnym wyrachowanym niszczycielem.
- Przylgnij do ściany! - darła się Alice.
Ale on jej nie słyszał i na oślep walił serią po wszystkim
co przypominało robota. Ten miał jakieś osłony, pomimo tylu
oddanych strzałów nie rozleciał się na kawałki jak inne,
wciąż co sekundę wystrzeliwywał pocisk, za każdym razem
korygując pozycję.
Ale Rean był szybszy. Zanim Alice zdążyła wbić w kolbę
nowy magazynek, on użył granatów przeciwpancernych. Tym
razem efekt był należyty. Kupa żelastwa eksplodowała i znowu
okryła ich ciemność.
- Tu Spoke. Wiem, że dalej macie ciemno, muszę was
zmartwić, ale awaryjne nie działają. Może uda się coś
zrobić, lecz nic nie mogę zagwarantować, elektronicy
analizują uszkodzone obwody i według nich powinniście mieć
tam chociaż oświetlenie serwisowe. Jak coś się zmieni dam
znać.
- Jakoś sobie poradzimy. - Doszedł go głos Alice. - To
wszystko. Over.
I dalej przemierzali ciemny korytarz, kierując się do
pomieszczenia serwisowego, skąd co parę minut wyjeżdżał
łazer. Podczerwień niewiele im w tej chwili dawała, była
bardziej pomocna przy lokalizowaniu źródeł ciepła, jak na
przykład silniczki w robotach. Podchodzili do skrzyżowania,
teraz wolniej, jeszcze bardziej skupieni niż zwykle, gotowi
do nagłego uskoku, i nasłuchujący każdego obcego odgłosu.
Cały czas słyszeli tylko delikatny szmer wentylatorów i
odgłosy swoich butów pancernych. Panowała cisza, wśród
niej mogła się kryć śmierć, nie mogli popaść w rutynę, bo
była ona zgubna dla każdego przeceniającego swoje siły.
Korytarz na przeciw siebie mieli pusty, niewiadome czaiło
się po lewej i prawej stronie. Niemal dokładnie w tej samej
sekundzie Rean i Alice, wyskoczyli do góry i upadając po
środku korytarza zajęli pozycje gotowe do strzału.
Napięcie opadło, korytarz był pusty, po prostu mogli być w
sektorze nie zajętym przez roboty. Należało kierować się na
lewo, im szybciej tam dojdą tym szybciej załatwią te
paskudztwa zanim się rozpierzchną po całym ośrodku.
- Rean, słyszysz? - spytała z przerażeniem. - Będzie ich
chyba z osiem.
Zajęli się przygotowaniem działka zaporowego, ustawili go
przy odnodze ślepego zaułka. Manewr był ryzykowny, ale oni
lubili ryzyko.
- Alice, mamy do końca tego korytarza trzy zakręty, jeżeli
nie damy rady przy trzecim, nie będziemy mieć odwrotu.
- Wiem. - przytaknęła. - Ale za to żaden łazer nie zajdzie
nas od tyłu, będziemy mogli skupić się na skuteczności co
daje nam to przewagę techniczną.
- Więc, oby się udało. Działko jest nieźle podrasowane,
powinno powstrzymać kilka robotów, a resztą zajmiemy się my.
Chodź, już czas, nadchodzą.
Istotnie, odgłosy gąsienic poruszających się po idealnie
gładkich nawierzchniach korytarza, przybierały na sile. Z
boku działka zaporowego paliła się pomarańczowa dioda,
sygnalizująca gotowość do odpalenia pocisków
rozrywających. Łazerów było 9. Posuwały się kluczem, jeden
szedł na przodzie, niejako wystawiając się specjalnie na
obstrzał, reszta, po dwa ciągnęły za nim. Ostatnie dwa
pilnowały tyły, taka mała armia uzbrojona po zęby i to nie
atrapami, a prawdziwymi pociskami rozrywającymi.
Nagle kolor diody w działku zmienił kolor na czerwony.
- Słyszysz, jak im daje popalić. - Rean szczerzył zęby,
reszta to będą niedobitki, i damy sobie z nimi rady.
W tym momencie działko ucichło.
- Co jest, kurwa! Przecież one do niego nie strzelają, to
nie jest człowiek!
c.d.n.
>> Cobretti <<
Kilka uwag o głosowaniu.
Autor: Akira
KILKA UWAG O GŁOSOWANIU
Akira/Pulse
Temat głosowania wraca jak bumerang... Ale bo i
jest o czym pisać. Ari pisał w BN#4 o tym procesie od strony
magazynu i redakcji, czyli jakie powinny być zasady by głosowanie
było fair. Ale jako, że wciąż trafiają się magazyny i osoby,
które są nieco na bakier z uczciwoscią a na dodatek temat jest
szeroki - postanowiłem i ja coś od siebie dorzucić.
To, że nie można głosować na grupę robiąca magazyn, głosować
na siebie i swoje produkty to jest po prostu oczywiste.
Zaryzukuje nawet twierdzenie, że charty inaczej robione są po
prostu do dupy i nic wiecej. Nie ma przebacz - jak istnieje
możliwość zagłosowania na magazyn i grupę, która robi te
chartsy to wiadomo bez podliczania, że ta grupa "powygrywa"
wszelkie pozycje (jesli jest choć średnia) albo conajmniej
wejdzie na chartsy (jesli jest bardzo kiepska).Nawet nie
fakując wyników - wystarszy tylko, że iluś tam kumpli z czystej
i uczciwej przyjaźni zagłosuję twórców maga. A później cała
scena się śmieje i wytuka paluchami. Grupa bez żadnego dema na
koncie na pierwszym miejscu :) I właśnie by do takich sytuacji
nie dochodziło na votkach powinny być jasne zasady.
Drugi "przepis" jest jeszcze ważniejszy. Powiedzmy
sobie od razu. Na siebie, swoja grupe i swoje produkty
głosuje tylko najgorsza lameria. Niby to wszyscy wiedzą,
ale zawsze się ktoś na to skusi. Jeśli na votce nie ma więc
takiego zakazu to stawia to w gorszej sutuacji uczciwych ludzi,
którzy tego nie zrobią oraz małe a świetne grupy - które nie
mają iluś tam ludzi do masowego wypełnienia votek. To głównie
od tego własnie przepisu i of coz liczebności głosują-
cych załeży prawdziwość naszych magowych chartów. Wystarczy
spojrzeć na chartsy w BN#4 i np. eee....hmm...takim Wizardzie 2
(nic osobistego, to tylko przykład!). W BN nie można na siebie
i swą grupę głosowac i dzięki temu każda grupa może liczyć tylko
na innych sceniarzy, którzy głosując docenią ich pracę i
produkty. I chartsy w obu tych magach wyglądaja w zupełnie
inaczej. Już abstrachując, że te w wielu magazynach wygladają
na liczone z 2 glosow albo układane przez redaktora. Bo ilu
było głosujących jeśli na listę wchodzi się 2 punktami a wygrywa
30 pkt ??? Jeden, dwóch czy może trzech? Ja też myślę, że lepiej
już sie przyznać że nie było się w stanie zebrać tych
kilkudziesięciu votek niż układać samamu listę albo liczyć z
parunastu głosów... Dlaczego bowiem by mag nie miał
mieć układanej? Np. editor układa liste - tak jak to już gdzieś
było na amidze. Tylko, że wtedy się jasno pisze, że to nie chartsy
tylko układana przez redakcje lista. Ich własna lista
układana na podstawie ich własnych poglądów.
Teraz ilość voterów... Ari napisał że kilkudziesięciu. Ja się
z tym nie zgadzam - wg. mnie nie ma nawet co brać się za
liczenie jak nie ma tych 70 votek. I znow - charty liczone w
np. BN#4 z 90 votek różnią się od wielu "chartów" liczonych
z 10 czy 20 czy 30 glosów. I będą się różnić bo charty z 20
ludzi informują nas tylko co widzieli i lubią ludzie w 2-3
grupach albo co i kogo lubi dana redakcja. W chartach z
90 czy 100 ludzi takie personalne sympatie nie mają żadnego
znaczenia. Aby dostać się na takie charty trzeba byc rzeczywicie
dobrym. Aby je wygrać, trzeba np. zdobyć kilkaset punktów
a nie 50 albo 5. I to jest właśnie ta różnica, płynąca z ilości
głosów. Ah, właśnie - tu niektóre cienkie magi, które nie są
w stanie zebrać wystraczającej ilości głosów ratują się tym, że
nie drukuja listy woterów a drukują chartsy. Ludzie patrzą,
cieszą się a nawet sobie gratuluja bycia na nich i dziękują,
że na nich głosowano (jak to jeden muzyk w module zrobił).
A potem wychodzi na jaw, że akurat ta lista byla liczona z...
20 votek. I co? Fajnie być na takiej liście? A po co tak
lamerzyć. Nie uczciwiej, tak jak to Ari zapropnował - od razu
napisać, że nie jest się w stanie zebrać masy votek i zrobić
normalnych chartsów? Dlatego ośmielam się podsunąć od siebie
jeszcze jeden warunek uczciwych chartów: MUSI być drukowana
dokładna lista głosujących!
Nastepna sprawa, która osobiście uważam za ważną to
świeżość i aktualność votek. To proste - jeśli magazyn ma
wielki delay to podliczane wotki pochodzą sprzed wielu, wielu
miesięcy i choćby nie wiem co - to i tak nie dadzą nam obrazu
bieżącej sytuacji na scenie teraz - tylko właśnie ileś tam
miesięcy do tyłu. Z tym problemem zmagają sie najczęsciej duże
magazyny, które wychodzą co pół roku albo i to nie. Pewnym
rozwiązaniem może być zbieranie votek jak najpóźniej. Cóż,
ryzykujemy wtedy jednak to że nie zdarzymy zebrać wystarcza-
jącej ilości wotek na czas. Bardzo ważna jest oczywiście "jakość"
wotek. Czyli sprawa scenowej orientacji głosujacych - w ukazujących
się produktach. Przykro to powiedzieć, ale w Polsce jest strasznie
wielu ludzi, którzy nie mają zielonego pojęcia co się na scenie
dzieje, co się ukazało. Wiem, nikt nie lubi wyzywania od lamerów,
ale patrząc na to z boku można zaryzykować twierdzenie, że scena
w Polsce to jakieś zadupie - zero bbs'ow z których można sciągnać
ostatnie dema a swapperzy w przytłaczającej wiekszości nie mają
żadnych kontaktów poza krajem. Efekt tego jest wiadomy. No i jak
tacy ludzie moga wypelniać wotki? Prawie nic nie widzieli, za
ostatnie osiągnięcie uważają Dope'a Complex'ow i X14/Orangów -
bo i jak mają nie uważać jak nic innego nie widzieli? Więc
niechce tu nikogo wyzywać od lamerow, ale może rzeczywiście jak
ktoś nie śledzi tego co się dzieje na scenie (w znaczeniu:
europejskiej scenie) to może niech nie wypełnia rubryki "świat"?
No bo ilu ludzi w Pl widzialo to przykładowe demo STUFF
(Xtac'ów) ? Albo dema z Cache'96. Albo te z Gatheringu'96?
Albo te z Mekki'96... Poziom swapperów w PL jest taki, że pewnie
mało kto to widział. A jaki swapp i orientacja w produktach takie
poźniej i głosowanie.
Innym problemem jest skrajna bezmyślność głosujących. Moii
drodzy, jak zamierzacie wypelnić wotke do jakiegokolwiek
scenowego maga to pomyślcie choć trochę - bo na razie niektóre
polskie listy wygladają jak potłuczone i mało kto przyzna im
wiarygodność. Wygrywają na nich koderzy, o których wiadomo,
że nigdy nie wyprodukowali dema a są na nich i tacy co chodzą
podejrzania, że ściągają procki z sieci. Koderzy zaś, którzy
mają na koncie po 3-4 dema często tłuką się po ostatnich
miejscach albo w ogóle nie wchodzą. Widziałem też chartsy,
w których do jednej grupy należał best: grafik, mag, swapper,
demo, koder, muzyk ale na grupach skończyła ich grupka na trzecim
miejscu :). No i jest problem, bo albo takie listy są fakowane
albo tych kilku głosujących było pod wpływem środków odużają-
cych. Głoswali, głosowali... dema, intra, magi, graficy,
muzycy... a jak doszli do grup to stwierdzili, że to już
za dużo i się nie należy :) To of coz żart, ale tak czasem
wygladają polskie charty. A czy taka to tajemnica, że najlepsze
grupy to po prostu grupy z:
a) najlepszymi memberami na scenie: koderami, grafikami, muzykami
b) najlepszymi produktami: demami, magami, intrami.
Tak tak moii drodzy, nie ma się co oszukiwać.Jak nie nagradza-
my naszymi głosami koderów którzy robią dema tylko naszych
drogich kumpli to możemy sobie od razu darować głosowanie. To
samo z muzykami, grafikami i wszelkimi innymi "specjalnościami".
Przed głosowaniem, wiec - trzeba po prostu pomyśleć - co kto
umie, co kto zrobił , co kto wyprodukował a kto tylko
gardłuje i zamiast dobrych dem robi dobre wrażenie. Wiem,
że to czasem trudne i ciężkie - tak sobie pomyśleć, ale
przecież to chyba możliwe? A nie automatycznie i na ślepo
walić po rubryczkach. No i nastepna sprawa. Tzw. "owczy pęd".
Głosowanie na coś - bo słyszało się, że "wszyscy na to głosują".
Na tym się opierała latami pozycja FC czy dziś np. Complex'u. Nie
ma co ukrywać, że tak dużo ludzi głosuje. Założe się, że znają
conajmniej 50 dem lepszych od Second Reality czy Dope'a, ale na
nie nie zagłosują - bo nie wypada. Wypada zagłosować na to co
wszyscy, żeby się przypadkiem nie wychylić. Jest to jeszcze
jeden objaw zlamerzenia i nieposiadania własnego zdania. Już
zupełnie abstrachując od tego, że charty w takim wypadku też
przestaja mieć sens - czego by bowiem nie zrobiła jakaś grupa
i jakiego dema nie wydała to i tak nikt na nich nie
zagłosuje. Niekórzy proponują głosowanie na MOST POPULAR a
nie na BEST)groups, graphicians, swappers). Pozwolę sobie mieć
skrajnie inne zdanie. Czym bowiem jest głosowanie MOST
POPULAR? Niczym innym jak głosowaniem na kumpli, znajomych i
ludzi popularnych a nie na najlepszych. Inna sprawa, że mimo
napisania na wotkach BEST... to i tak wielu scenowiczów
głosuje myśląc że to znaczy MOST POPULAR. A to wcale to
samo nie znaczy, moi dordzy. Most popular & Biggest a BEST
to dwie skrajnie rózne sprawy. Może się np. zdarzyć sytuacja, że
najlepsze dema robi grupa 2 osobowa. Albo trzysosobowa.
Ta grupa może być wcale niepopularna. Może nie mieć żadnego
swappera i składać się z samych skurwieli... Tacy ludzie choć
będą THE BEST nigdy nie wejdą na charty robione jako MOST
POPULAR, czyż nie? Dlatego myślę, że głosować się powinno
na NAJLEPSZYCH a nie najbardziej popularnych. Ostatnim
problemem jest podział Świat & Polska. Otóż ja, generalnie
jestem przeciwko polskim chartsom. Uważam je za trochę
śmieszne i nic w praktyce nie znaczące. Nie ukrywajmy tego
i powiedzmy sobie choć raz otwarcie: Mamy swoje własne
polskie chartsy bo 90% grup z naszego kraju nie ma żadnych
ale to żadnych szans na zaistnienie na ogólno-europejskich
chartach dla wszystkich. A co, nie jest tak? I dlatego
to właśnie tyle grup i ludzi rajcuje się "rządzeniem" na listach
w kraju - a poza polska są tylko nastepną nic nie znacząca
grupką. Nie wyżywam się, tylko mówie jak to jest odbierane poza
Polską. A może lepiej byłoby za cel sobie stawiać zaistnienie
na całej scenie a nie tylko na naszym małym scenowym
podwórku? Do tego wszystkiego mamy tylko parę grup, które
regularnie produkują dema. Jak z kilku grup prowadzić listy
dem, grup czy magów? Na Amidze jest w Polsce niezłych 40 magów.
W takiej sytacji można już o liście pomyśleć. A na PC? Lista z
istniejacych 5 magów? Albo pierwsza dziesiatka z 10 istnieją-
cych magów? Paranoia.
Ale jeśli już robimy polską listę to trzeba of coz większość
rzeczy (dema, grupy itd) rodzielic na polske i świat. Ari podał
przykład, kiedy to Lizardking/Razor 1911/Triton był niżej na
jakiejś liście od polskiego muzyka. Właśnie dzieki temu, że
nie było rozdziału. Zauważyłem też w pewnym magu chartsy
(hehehe) w których Scenial i Imphobia były na 6 czy 7 miejscu
na pierwszym był of coz ten mag, w którym były te charty...
Gratulacje. Właśnie aby nie było takich i podobnych
przekrętów trzeba rozdzielić wiekszosć pozycji albo tak jak
napisał to Ari - zebrać proporcjonalnie więcej głosów z innych
krajów niż z Polski!
Uffff....I to już wszystko co miałem na wątrobie :). Mam
nadzieję, że moje uwagi nikogo nie obraziły. Nie to bylo moim
zamiarem. Jeśli ktoś ma inne poglądy to zapraszam do polemiki.
Akira/Pulse!
Prawa IRC'a.
Autor: Cobretti
Prawa Irca w moim wydaniu.
* Zawsze kiedy akurat musisz przestać ircować przychodzą
najlepsi kumple i zaczyna się najbardziej interesująca rozmowa.
* Na sieci wyobraźnia płata figle, w świecie realnym figle
płatamy wyobraźni.
* Kiedy chcesz sobie z kimś spokojnie porozmawiać, to właśnie
wtedy dostajesz najwięcej msg'ów.
* Lag pojawia się właśnie wtedy, gdy ktoś ma Ci coś ważnego
do powiedzenia.
* Rachunki za modem jakie by nie były to i tak są za wysokie.
* Kiedy akurat masz ochotę sobie z kimś porozmawiać to akurat
nie ma odpowiedniej osoby na sieci.
* Gdy musisz ircować na terminalu jednosesyjnym to właśnie
wtedy dostajesz najwięcej poczty.
* Sieć sprawia, że stajemy się sobie bliscy, ale gdy staniemy
się sobie wystarczająco bliscy to okazuje się, że dzieli nas
odległość.
* Gdy chcesz sobie ułatwić życie i ulepszyć skrypt to właśnie
wtedy zaczyna on zachowywać się nieobliczalnie.
* Op jest najbardziej potrzebny w chwilach, w których i tak nie
wykorzystujesz jego możliwości.
* Na Ircu czas wykazuje tendencje do szybkiego mijania.
* Najbardziej czadowe rozmowy i tak odbywają się na msg...
więc gadanie na publicu to tylko czubek góry lodowej.
* Na publicu można kogoś spotkać, a na msg z nim
porozmawiać.
* Chęć ircowania jest wprost proporcjonalna do braku czasu,
a odwrotnie proporcjonalna do ilości wykonywanych w tym momencie
zajęć.
* Topic to z reguły dodatkowa możliwość wymienienia z kimś
swoich poglądów, tudzież powiedzenia komuś nie jawnie o czym
się w tej chwili myśli.
* Tylko kanały na zaproszenie mają w sobie to coś co przycią-
ga innych, którzy i tak nie mogą się dostać.
* Boty stawiają ludzie, których byś nawet o to nie podejrzewał.
* Najgorszy bot to głupi bot.
* A lag i tak się od Ciebie nigdy nie odczepi.
* Szybkość pisania na klawiaturze w dużym stopniu ma wpływ
na ilość popełnianych błędów językowo-gramatycznych.
* Najlepsi przyjaciele na ircu znikają bez pożegnania na
zawsze, nigdy nie podając swoich namiarów in real.
* Znajomości przypadkowe i niechciane i tak są lepsze niż
te, o które zabiegasz od dłuższego czasu.
* Na Ircu każdy ma swoje tajemnice, kwestia czasu jest tylko
dowiedzieć się o nich, bo prędzej czy później i tak się wygadasz.
* Przypadek sprawia, że poznajesz kogoś wyjątkowego, w ogóle
z innego wymiaru i na dodatek ten ktoś nie ma nic przeciwko temu
aby kontynuować znajomość nie tylko poprzez Irca.
* I tak najciekawsi ludzie mieszkają najdalej.
* Przez Irca nic nie jest tym czym się wydaje...
* A to co jest tym czym się wydaje, tak na prawdę nim nie
jest:)))
* A w ogóle to co ja mogę w tej sprawie powiedzieć...
* I tak wszystko się kiedyś kończy, nawet lag.
--- COBRETTI ---
Hex Appeal - kolejne starsze demko.
Autor: Akardo
Hex Appeal - kolejne starsze demko.
Następe demo jakie mam przyjemność opisać to Hex Appeal grupy
Cascada. Grupa ta to prekursorzy PC'towskiej sceny. Już w 1990
roku można było oglądać ich produkcje. Jednak rok 1991 był
rokiem przełomowym dla nich i dla PC'towskiej sceny. Wtedy to
bowiem powstało wspaniałe demo Cronologia, pokazujące, że PC'et
nie nadaje się tylko do pracy, ale można na nim również robić inne
ciekawe rzeczy - np. tworzyć dema. Program ten wymagał tylko
zwykłego AT'eka i obsługiwał Covoxa.
Od tego czasu wiele się zmieniło. W demkach widzimy coraz bardziej
skomplikowane efekty graficzne, o których w erze AT'eków nam się
nie śniło. Coraz lepszy jest również design w demach, choć ostatnio
czytałem w jakimś magu, że demka na PC'ta posiadają tylko ładne
efekty, a dobrego designu w nich całkowicie brak. Oczywiście jest
to bzdura, bowiem można by tu wymienić bardzo dużo dem o
niesamowitym wprost designie, choćby produkcje grupy NoooN, np.
Stars, albo Performance Logic Design czy Project Angel - Impact
Studio. Jeżeli jednak grupa składa demo z gotowych procedur, to
rzeczywiście designu jest brak. Najlepsze produkcje na PC'ta biją
na głowę dema amigowskie i to pod każdym względem. Na Amigę,
niestety słabe efekty graficzne przykryte są dobrym designem.
Ostatnio miałem okazję pooglądać kilka najnowszych oraz tych
starszych (sławnych) demos'ów na ten komputerek i byłem nieco
zdegustowany. Np. "wspaniałe" demo HardWired ciekawie się tylko
zaczyna, ale później to już jedna wielka nuda. Gdybym obejrzał je
kilka lat temu to rzeczywiście mógłbym powiedzieć, że jest to hit,
ale teraz ...
No, dobra. Nie miałem tu pisać o designie, amidze czy innych
rzeczach, tylko przedstawić produkcję grupy Cascada, a mianowicie
Hex Appeal.
Jest to demo z 1993 roku. Na scenie dominowały wtedy grupy
takie jak : Future Crew czy Triton. Cascada została tak jakby
nieco w tyle. Wysoką pozycję odzyskała jednak już za rok na
ASM'94 kiedy to wystawiła niesamowitą wprost produkcję, a
mianowicie demko Holistic. Choć demko to zajęło 2 miejsce, ja
uważam, że było najlepsze (zresztą postaram się je opisać w
jednym z następnych numerów Wrotek).
Demko Hex Appeal rozpoczyna się falującymi napisami
z logiem grupy i innymi tekstami, a po nich na ekran wjeżdża tytuł
demka. Co do muzyki to powiem tylko, że napisał ją Zodiak i chyba
nic więcej nie muszę dodawać, no może jedno - czad ! Muzykę
możemy odtworzyć przez SB, Gusa, speakera czy Covoxa. Ciekawym
efektem, jak na owe czasy, był morphing punktowy. Na ASM'94
zwycięska grupa EMF, pokazała go również w swoim demie Verses.
Tutaj widzimy różnorodne fraktale, kule złożone z punktów czy
wreszcie nazwę grupy. Wszystkie te przekształcenia idealnie pasują
do muzyki Zodiaka. Tak, naprawdę to demko jest bardzo krótkie.
Oprócz wspomnianego wcześniej morphingu punktów, możemy
zobaczyć tu jeszcze, pokryty animowanymi bitmapami, poruszający
się sześcian oraz końcowy, bardzo ciekawie rozwiązany, scroll.
Jednak mimo swojego wieku, demko to ma "coś" w sobie. To "coś"
sprawia, że jeżeli odpalę je raz odpalam po raz kolejny i tak w kółko
kilka razy. Być może jest to muzyka Zodiaka, jednego z najlepszych
na świecie muzyków scenowych, może jest to ciekawy design, a
może zupełnie coś innego. W każdym razie warto je chociaż raz
zobaczyć. Wymagania to 386 no i jakaś karta muzyczna, choć i na
speakerze "coś tam słychać".
--- AKARDO ---
Sprostowanie.
Autor: REM
Sprostowanie
W moim artykule pt. "Raport z Próby Generalnej ][" zamieszczonym
w BN#4 napisałem, że utwór Key G "Hunger" został już wystawiany
na innym party i nie powinien być wystawiany na PG ][.Zaszła tu
pomyłka, za którą chciałbym publicznie przeprosić.Forgive me
please !
REM / Dark Legions
Virtual reality.
Autor: Cobretti
Virtual Reality.
Tysiące, milony najdrobniejszych porcji informacji na
sekundę, transportowane z satelity przekaźnikowego na Ziemię
wciąż były przechwytywane przez speców z Cybernetic and
Bionic Reality. Bit za bitem bez przerwy napływały do
centralnego komputera korporacji i były poddawane
wymyślnym, jak na systemy komputerowe o poczwórnej
dokładności, torturom, mającym na celu odkodowanie
informacji jaki niósł przekaz.
Główny komputer nie miał z tym żadnych problemów. Był
wyspecjalizowany w łamaniu zabezpieczeń i w czasie
rzeczywistym, na bieżąco, analizował dane i dostosowywał
sposoby odkodowywania tajnych informacji.
Cała sala lśniła w bieli, gdzie niegdzie pobłyskiwały
lampki kontrolne a systemy wspomagania sztucznej
inteligencji starały się wyłapać najbardziej znaczące
wyrazy-klucze, mogące nieść potencjalnie ważne informacje.
Systemy wyszukiwania typu Smart były już tutaj mało
przydatne, algorytmy przeszukiwania i analizy stanowiły o
tym czy gdzieś tam, daleko w głębi kosmosu, ludzkiemu życiu
nie zagrażało niebezpieczeństwo.
W pewnym momencie biała sala ożyła, nie zdarzało się to
często bowiem z regóły komputer sam mógł przeanalizować
przekaz i zdecydować o jego małej przydatności. W tej chwili
miał albo problem, albo zawarte w przekazie dane miały
fundametalne znaczenie dla bezpieczeństwa lub sytuacji ludzi
na Torp'ie, w 21 koloni karnej.
- Nie jest możliwe jednoznaczne zdefiniowanie przekazu nr
17-13-17-47-235-ACCQAW z bazy na Torp'ie. - Meldunek
powtarzał się co 12 sekund, czekając aż ktoś wreszcie go
przejmie i stwierdzi o co tak na prawde chodzi.
Spece z CBR zareagowali jak zawsze... flegmatycznie i
ospale.
- Hej, Sleem, idż to wyłączyć i załaduj tą fraze do
słownika, niech na drugi raz nie zawraca nam głowy. - Beher
nie mogł sam pójść bo akurat studiował plany budowy
komputerów w nanotechnologiach i wciąż nie mógł zrozumieć
jednej rzeczy.
Sleem, jak to Sleem, wstał od stolika i powoli poszedł
zobaczyć co się stało.
- Sleem, jak to możliwe, żeby komputery mogły być tak
małe, że mógłbym ich nie zauważyć??? Sleem, kurcze,
wyobrażasz sobie że można by na Twoim zakutym łbie postawić
cały ośrodek obliczeniowy?? - wyrażnie rozbawiony znowu
zagłębił się w najnowszych opracowaniach ze Space and
Science.
- Taaak Beher, tak samo jak można by Twoją gębą straszyć
dzieciaki na filmach VR. - Sleem wyglądał tak jakby się
własnie obudził. Pewnie tak samo się też czuł.
Kobiecy głos cały czas powtarzał ten sam tekst. Ale żadna
kobieta nie musiała użyczać swojego głosu, komputer sam
potrafił generować odgłosy naturalne nie do odróżnienia od
rzeczywistości.
- O cholera, żeby ingerować w strukturę atomu trzeba mieć
dobry wzrok, a ja noszę okulary. He, he, he. - wyraźnie
rozbawiony tekstem Beher odrzucił gazetkę na pulpit
sterowniczy i rzucił na trójwymiarowy ekran gierke.
Grali prawie codziennie, szczególnie bawił ich
czterowymiarowy tetris i parę genialnie wykonanych programów
symulujących nalot obcych cywilizacji na Ziemię. Pełna gama
odczuć: zapach, dźwięk, trzy wymiary, reakcja na myśli,
symulowanie stanów psychicznych... Tak!! Można było nawet
umrzeć ze strachu, te gry wymagały badań psychiatrycznych do
ich używania. Nie można było przesadzić. Pamiętał przypadek
gdy twórcy tego oprogramoania w celach testu zabili
najprawdziwszego człowieka. 'I to tylko dlatego zeby
sprawdzić jego reakcje na prawdziwy strach' - pomyślał.
Z zamyślenia wyrwał go głos Sleem'a brzmiący przez
interkom.
- Beher, rusz dupsko i chodź na dół. Ja tego też nie
rozumiem, nie dziwię się, że komputer nie mogł tego
rozgryźć.
- Idę, już idę, czy na prawdę bezemnie już sobie nie
możesz poradzić? Czy będę Ci musiał trzymać jak będziesz się
chciał odlać?? Sleem do cholery, masz mózg więc przestań
myśleć jajami. Chyba jesteś najlepszym specem od kodowania
więc jak komputer nie wydolił to sam się tym zajmij a nie
pociskaj mi kitów, że czegoś nie rozumiesz. W końcu ja
jestem tylko szefem, i moja ingerencja w te...
- Czy Ty się nigdy nie zamkniesz Beher?? - przerwał mu w
pół zdania. - Patrz i powiedz mi co to znaczy...
' Oni to Oni, nie pytajcie. Pojawią się tak nagle jak
tutaj. Śmierć i Oni to jedność. Nikt nie przeżył, ja też
uległem zniszczeniu. Czas wsteczny: 1.
Rio-Er-12 - komputer bazowy '
- Sleem, chłopcy na górze robią sobie z Ciebie jaja, to
wszystko. Czy ty na prawdę nie widzisz, że to nie ma sensu.
Obejdź standardowe procedury, spróbuj kodów jakie
przerabialiście w podstawówkach, to musi być dobry dowcip.
Czy Ty na prawdę nie możesz mnie wołać w ważniejszych
sprawach. Odrywasz mnie od najlepszych gierek jakie storzyły
firmy komputerowe od 3 lat.
- Zamknij sie Beher. To poważna sprawa, myślisz, że gadasz
z amatorem? Oni nie mają szans, kodowanie omawiane w szkole
to dla mnie kaszka z mleczkiem, myślisz, że tego nie
sprawdziłem. To co widzisz przyszło rzeczywiście z bazy na
Torp'ie i ma znaczenie właśnie takie jakie ma. A wogóle
przekaz był nie zaszyfrowany i nie pochodził od człowieka.
Nadał go komputer główny i to w czasie wstecznym. - na
chwile zawiesił głos.
- Czy Ty wiesz co to znaczy czas wsteczny, Beher?? -
umilkł.
- Chcesz powiedzieć, że czas wsteczny rzeczywiście
istnieje?? Słyszałem o tym zjawisku, ale nigdy nie dane było
mi to zobaczyć na własne oczy, to jest ponoć niemożliwe z
technicznego punktu widzenia. Przecież czas wsteczny był jak
dotąd możliwy do uzyskania tylko w technice Virtual
Reality, ale tam było to proste. Wystarczyło sie cofnać w
czasie i jeszcze raz spróbować wykonać pewne czynności,
zresztą wszystko załatwiał komputer.
- No więc wyobraź sobie Beher, że chyba mamy na prawdę do
czynienia z czasem wstecznym. Ten komputer nadał to po jego
zniszczeniu. Wiem, że brzmi dziwnie, ale chyba na tym to
polega. Jakimś cudem potrafił po swoim unicestwieniu zmienić
bieg czasu, wysłać informację dla nas na Ziemię i ponownie
zginąć.
- Bez sensu!! Skoro mógł cofnąć czas to mogł zmienić
również bieg wydarzeń! - Na twarzy Behera malowało się
zdumienie i zaczął myśleć, tak intensywnie, że nagle
usłyszał siebie z przed chwili:
- Bez sensu!! Skoro mógł cofnąć czas to mogł zmienić
również bieg wydarzeń!
Tym razem coś go ruszyło, przypomniał sobie te gry
komputerowe, które tak dobrze potrafiły naśladować
rzeczywistość, że aż trudno było rozróżnić fikcję od prawdy.
Nagle zrozumiał.
- Sleem. Wiem w czym jest problem. - zadowolony spojrzał
na kumpla z ośrodka.
- Taaa, no wiec mów bo ja ciągle nie rozumiem o co chodzi
z tym przekazem. - Sleem dalej zastanawiał się co może nieść
za wiadomość ten strzepek informacji.
- My gramy! Ty, ja, ten dziwny tekst, ten ośrodek - to
gra! Wystarczy siłą woli zakończyć grę i bedziemy znowu
wśród żywych. Nie wiem jak Ty, ale ja bym się z chęcią
skupił nad czym innym. - Teraz mu ulżyło, rozgryzł
problem.
- Zgadzam sie. Jakieś czasy wsteczne, antymateria,
nanotechnologie, ciekawe co jeszcze byśmy wymyślili. O mały
włos a byśmy zapomnieli, że to gra! Czy Ty wiesz co mogłoby
się wtedy stać?? - teraz faktycznie zabrzmiało to groźnie.
Problem w tych grach polegał na tym, że sterowanie grą
wymagało ingerencji ze strony człowieka. Tylko własna wola
mogła zakończyć ten pojedynek z komputerem w całkiem innym
świecie. W świecie VR, w którym programy miały wpływ na
psychikę, odczucia i były w stanie przejąć kontrole nad
organizmem.
Tak, zaczęło sie to od pomysłu zdolnego studenta
informatyki. On wpadł na genialny algorytm samouczenia się
programów i sposoby wpływania VR na ludzką psychike. Zresztą
stosowano to później w medycynie i symulatorach bojowych dla
piechoty kolonialnej. To była twarda szkoła, z tą różnicą,
że tam nad graczami czuwał automat czasowy, a tutaj Sleem i
Beher byli zdani tylko na siebie.
- Sleem, słyszysz mnie, wstawaj. - Beher próbował podnieść
kumpla z zimnej posadzki. Nie wiedział dlaczego stracił
przytomność.
Sleem leżał nadal, po chwili zaczął reagować normalnie ale
niczego tak na prawdę nie był pewien.
- Sleem, jest problem. Nie wiem na jakim poziomie
wewnetrznym jesteśmy i jak długo gramy w tą cholerną gre. -
Oczy utkwił w przyjacielu, w nadzieji, że otrzyma od niego
odpowiedź.
- Ja też nie wiem jak głęboko zabrnęliśmy w to bagno.
Jeśli gramy zbyt długo to nie dziwie się dlaczego straciłem
przytomność. Organizm musi odpocząć, pamiętasz te badania
jakie wykonywali ludzie z SRTR nad wpływem snu na człowieka.
Wytrzymuje się maksymalnie 4, 5 dni. Potem tracisz mowe,
przestajesz słyszeć, musisz się przespać bo inaczej umrzesz.
- powiedział to tak, jak by sam w to nie wierzył, ale
wyraźnie coś się z nimi działo.
Z reguły gracze nie zapędzali sie daleko, poziom drugi lub
trzeci wystarczał w zupełności. Cieżko było zakończyc grę i
być dalej w grze pamiętając o tym. Tak więc poziom
zagłębienia w gry w grze nie mógł być zbyt wielki. Można
było zgubić panowanie nad tym, gdzie się teraz człowiek
znajdował i to mogło doprowadzić do szaleństwa.
- Gdzie byliśmy ostatnio? Beher, do cholery rusz głową bo
zginiemy w tej grze i to nie ze strachu a z wycieńczenia i
na dodatek tego wcale nie odczujemy. Mam wrażenie, że wiem
jak działają narkotyki i środki dopingujące. To jest coś
takiego jak ta gra. Myślisz, że jest wspaniale ale tak na
prawde jesteś zmęczony i wycieńczony. To zabójstwo dla
ciała. Boję się, Beher. - spuścił oczy i opuścili następny
poziom.
- Nic nie mogę poradzić, za daleko zabrnęliśmy. Tu jest
jakaś ciemna ulica, nie za bardzo widać gdzie moglibyśmy się
udać. W ogóle zaczynam się bać, że opuszczanie poziomów
zagłębienia to tylko symulacja i tak na prawdę możemy
wchodzić jeszcze głębiej. Jak to sprawdzić? - spojrzał na
Sleema i ich spojrzenia skrzyżowały się. Wyglądali obaj tak
samo. Strach tkwił w ich oczach i bali się, że nigdy nie
opuszczą tej gry.
Najgorsze było to, że tej gry rzeczywiście mogli nigdy nie
opuścić, zasilanie było podtrzymywane przy braku prądu
poprzez MPS'y. Pozostało im kluczyć tak samo jak człowiekowi
zagubionemu na pustyni, bez mapy, wody i kompasu. Tak, mieli
tak samo małe szanse.
- Sleem, patrz, widzisz ten samochód?? Przy nim jest
człowiek, zapytamy go gdzie jesteśmy.
- To na nic, nie wiemy czy on jest prawdziwy... zresztą
jest jeszcze jeden problem, musimy uważać, żeby się nie
rozdzielić. Na razie byliśmy razem, ale nagle możemy znaleźć
się na innych poziomach gry. Na wszelki wypadek nie myśl o
tym... - Sleem odwrócił głowę od samochodu i zaniemówił.
Został sam, teraz już nawet nie był pewien czy zna
jakiegoś Beher'a, niczego nie można być pewnym w tej grze za
wyjątkiem tego, że można z niej nie powrócić.
'Przecież grałem w nią tysiące razy, zawsze udawało mi się
wrócić, co jest?' - zastanawiał się w myślach. 'Rusz głową
Sleem, przecież musisz coś wymyślec. A może ci sie tylko
zdawało, że grałeś? Może to jest Twoja pierwsza gra, może to
ci sie tylko śni, otwórz oczy, no dalej Sleem, zrób to!' -
jego wysiłki spełzły na niczym. Znalazł się właśnie w łóżku.
Śnieżnobiała pościel i delikatne pukanie do drzwi... 'Nie!'
- pomyślał. 'Mam dość, dłużej tego nie zniosę.'
Chaos, pustka, odwieczna przepaść, bezmiar czasu, bezład
materii, koszmar. Wszystko naraz, i nic w tym samym czasie.
Wyłączył się maksymalnie, przestał myśleć. Zaczął zachowywać
sie jak rasowy gracz. Wyimaginowane fazowniki plazmy
pojawiły się w jego dłoni. Od strony zabudowań jakiejś
starej fabryki widać było plac boju. Skierował się w tamtą
stronę. Dwa potężne Tropery stały na swoich miejscach i
czekały na walczących. Nie widział czemu nie było wokół
ludzi, w powietrzu unosił się tylko swąd spalonego ciała,
okolica wyglądała na opuszczoną. 'Jakiś ładunek termiczny' -
pomyślał i zaczął wchodzić po schodkach do kabiny Tropera.
Usiadł, spojrzał na konsole sterowniczą, włączył głowny
przełącznik zasilania, założył kask. Gdzieś w trzewiach
maszyny dał się słyszeć szum silników i siłowników
pneumatycznych. Jego przekrwione oczy wyrażały wszystko, nie
musiał posługiwać się myślami, miał tylko jeden cel -
zabawić się na całego, zanim umrze w tej grze bez końca.
Odprężył się, rozluźnił wszystkie swoje mięśnie, ogarnął go
spokój, poczuł przypływ mocy. Zamyślił się na chwile.
Przecież gdzieś tam poza grą, zostawił rodzine, żonę, córkę,
przyjaciół... a może to też były tylko wyobrażenia. Nagle z
zamyślenia wyrwał go potężny wybuch na masce Tropera i
usłyszał znajomy głos
- Zginiesz Sleem, jak pies...
- Beher, oszalałes! To ja! Skąd się tu wziąłeś? Opanuj
się! Nie możesz tego zrobić, Beher!
- Takie są reguły tej gry Sleem, zapomniałeś? - na
monitorze przekazującym obraz z drugiego Tropera Sleem
ujrzał twarz przyjaciela wykrzywioną w śmiertelnym grymasie.
- Ty nie istniejesz Beher, to tylko sen... - sam już nie
wierzył we własne słowa, drugi pocisk grawitacyjny powalił
Tropera na ziemie.
W tym momencie Sleem znowu odżył, przypomniał sobie swój
cel. Przestać myśleć, zacząć zabijać, wyeliminować
przeciwnika z gry. Odżył, zapomniał, zamienił się w
morderce. Potężne siłowniki stękneły i całą swoją mocą
podniosły Tropera z powrotem do pozycji wyjściowej. Zaczął
się morderczy wyścig o pozycję w jak najlepszym miejscu na
polu walki. Wszędzie istniały resztki budowli, jakieś
wieżyczki strzelnicze, za które można było się ukryć.
Następny przełącznik i blastery Tropera uzbroiły się w
pociski jonowo-plazmowe. Beher tylko na to czekał, spokojnie
zbliżał sie w strone zburzonego muru za którym Sleem
przygotowywał sie do bezpośredniego starcia. Swoje
poczynania śledzili na skanerach, symulowane przez
oprogramowanie w pełnych trzech wymiarach.
Nagle Sleem znalazł się na pokładzie myśliwca i zaczął
pikować w dół, wprost na skały Diabelskiego Kanionu. Jeszcze
dobrze nie wczuł się w rolę pilota, gdy nagle zrobiło się
ciemno i usłyszał głosy ludzi.
- Przestań Jake, to może się odbić na jego psychice, może
zacząć traktować normalny świat jak grę VR. Nie poradzi
sobie potem z samym sobą. - Sleem starał sie od dłuższaj
chwili przerwać ten test i teraz mówił do głownego
projektanta systemów VR.
- Jasne Sleem, wyłączyłem już symulator. Za chwilę Beher
dojdzie do siebie i przestanie grać. Spokojnie.
Slemm już nie panował nad sobą. Zastanawiał się czy tak na
prawdę nie nazywa się Beher. 'To w końcu jak, Sleem czy
Beher? Kim ja jestem, kogo ja udawałem. To znaczy, że
spotkałem sam siebie i z samym sobą chciałem walczyć? A
gdybym tak się zabił to zginąłbym na prawdę?' - nie kojarzył
niczego, nawet był pewny, że dalej gra. Zaczął szlochać. W
końcu rozpłakał się jak dziecko. Załamał się zupełnie...
3 lata potem.
Przybywało coraz więcej ludzi umysłowo chorych, którzy
twierdzili, że są wciąż w grze i nie mogą przerwać jej toku.
Liczba wypadków śmiertelnych zwiększała się z roku na rok...
Miedzynarodowa Unia Komputerowa w roku 2012 zabroniła
używania gier komputerowych VR. Ale na rynku gry tego typu
były największym rarytasem. Zaczął kwitnąć nielegalny handel
grami VR. Stały się one najbardziej cennym towarem na rynku.
Zastępowały używki, naturalne potrzeby, rodziny,
przyjaciół. Były najgorszą plagą XXI wieku. Ale tak na
prawdę najgorsze było to, że nikt nie potrafił już do końca
rozróżniać tych dwóch światów. A może świat nie istnieje,
może to też tylko gra...
>> Cobretti <<
Paper votes.
Autor: V.I.P.
Paper votes.
Jeśli czytaliście czwarty numer Wrotek, to istnieją duże szanse, że
wypełniliście także votkę do piątego issue. Jak wiecie była ona
papierowa, co jest jeszcze niezbyt popularne na scenie PC, tym
bardziej, że komuś ubzdurało się, że paper voty to komercja w
stylu JTX'a :(. Oczywiście jest to całkowita bzdura, ponieważ
papierowe voty istnieją już od dawna na scenie C64 i JTX nie
wpadł na żaden nowy pomysł. Inna sprawa, że jego votka
rzeczywiście nie była zbyt udana. Nasz votesheet do numeru
czwartego też był do kitu, ale w końcu robił go muzyk i nie można
mieć do niego o to pretensji.
Z moich obserwacji wynika, że nasza ostatnia votka spodobała się
Wam co zachęca do dalszej pracy i wydawania votki w jej dotych-
czasowej formie czyli na papierze.
Niestety jest to również dla mnie jako swappera ByteLanD'u duże
utrudnienie, ciągłe bieganie na xero, wysyłanie tony listów, itp.
Poza tym o ileż łatwiej jest spreadować votkę w pliku.
Następna sprawa. Wielu z Was nie chciało xerować votki i rozesłać
do swoich contaxów ze sceny o co tak usilnie prosiłem w swoich
listach. Rzeczywiście dużo prościej jest skopiować jeden plik i mieć
problem z głowy. Tutaj należą się podziękowania dla AkiRy, który
jako jeden z nielicznych zareagował na moją prośbę. Dzięki Adam !
Niektórzy zarzucali nam również, że votkę robił człowiek ze sceny
C64. Sorry, koledzy, ale u nas nie ma jeszcze takiego zwyczaju i
trudno znaleźć kogoś kto zająłby się tworzeniem takiego cuda,
a goście z C64 są naprawdę dobrzy o czym mogliście przekonać się
na własne oczy oglądając votę.
Oczywiści były pewne niedociągnięcia jak choćby brak rubryki intra,
ale nie ma róży bez kolców......
Kończąć chciałbym podziękować wszystkim za wypełnioną votkę i
życzyć udanej lektury kolejnych artykułów w naszym zinie.
V.I.P. / ByteLanD
P.S. Przykro mi, ale muszę napisać, że niektórzy z Was mimo to, że
wysłałem do nich specjalny list z prośbą o wypełnienie votki
nie odezwali się do tej pory co uważam za drobny nietakt.
Postarajcie się wypełnić votki, bo tylko wtedy nasze chartsy
będą mogły być w pełni obiektywne i odzwierciedlające
Wasze upodobania.
Nowe płyty.
Autor: Q-Sound
Kontynuując wątek z poprzednich numerów jeden artykuł poświę-
cam jak zwykle muzyce TECHNO...
Coraz większa popularność tego brzmienia odzwierciedliła się ostatnio
(piszę to w styczniu) dosyć dużą ilością wydanych płych ...Zajmę się
głównie RAVE i TRANCE bo HC to mnie nie rusza....
So, here we go:
'RMB' - najstarsza z omawianych.Długą na nią czekałem , ale
nie była tym, czego oczekiwałem. Kilka dobrych kawałków ('pass-
port to heaven','land of the rising sun'), ale tez kilka ostro zakręco-
nych i nudnych ('rivers edge','chakka chakka'). Jednym słowem
nie jest źle można posłuchać, ale są lepsze - ocena[0..5] -> 3...
'DUNE' - była następna po RMB i zrobiła już lepsze wrażenie...
Mamy trochę inne gusta z Gothrekiem bo jemu bardziej podobała
się płyta RMB, ale musi mi na pewno przyznać, że 'the spice' albo
'up' są naprawdę wyjebiste przy względnej przeciętności kawałków
z 'this world is yours'...ocena[0..5] -> 4...
'TECHNOHEAD' - niektórzy z przerażeniem wyłączą komputer, ale
ci którzy tego nie zrobili niech wiedzą, że 'I wanna be a hippy' to
był chyba żart bo jest nieporównywalny z wszystkimi kawałkami na
płycie 'HEADSEX'. Wszystkie 12 utworów to już ostre brzmienie zbli-
żone do HC chociaż 'get stoned' może zwalić z nóg każdego RAVE-
maniaka....ocena[0..5] -> 4...
MARUSHA - płyta na którą czekałem z największą niecierpliwo-
ścią. Ona jest genialna i tym razem też się nie zawiodłem...Dosłownie
tylko jeden utwór z 10 jest zdeka przykry a reszta to zupełny czad!!!
Kawałki, które znamy z teledysków są oczywiście, ale trzeba posłu-
chać całej reszty ...ocena[0..5] -> 5...mała uwaga: przy słuchaniu pie-
rwszego utworu nie wyłączej magnetofonu lub CD-ka to taki kawałek
a nie zjebana płyta czy kaseta...
'LOVE MISSION' - topodwójna składanka różnych utworów.
Każdy może znaleźć tu coś dla siebie (rave,trance,etc.). Dziwnym
trafem kupiłem bardzo słabą kopię i czasami się nieźle wkurwiam przy
fajnym kawałku, bo większość dżwięków jakie słyszę to czyste szumy
ocena[0..5] -> 3
'TECHNO TRAX vol. 14' - znowu podwójna sładanka różnych ras
utworów. Są na niej kawałki starsze i te dosyć nowe, które w wię-
kszości mogą przukuć uwagę słuchającego, niestety niektóre, tak jak
na większości składanek są jak szczoch krokodyla...ocena[0..5] -> 3+
Q-Sound
ppysznik@panamint.ict.pwr.wroc.pl
Tubylec.
Autor: Cobretti
Tubylec
- I catch you!
Powiedział i poszedł go szukać. Zaszedł do doliny dziwnych
słów i oniemiał.
- Jak daleko stąd do krainy wiecznych łowów? - spytał
niepewnie.
- Od tego drzewa i w pizdu! - odparł tubylec.
- Nie rozumiem. - stwierdził po namyśle.
- Fuck you, asshole! - odparł tubylec znikając w cieniu
zachodzącego słońca.
- Mówi się trudno. - rzekł z miną rozwarstwionej sklejki.
- Spytam kogoś innego.
Więc szedł i szedł i szedł aż zaszedł w ciążę.
- Co robić mam, mój brzuch jest nienaturalnie wypukły. -
Krzyknął.
- Pierdol się na jeża! - wrzasnął tubylec pojawiając się
ni stąd ni zowąd.
- Nie jest sprawą łatwą prowadzić z tobą konwersację. -
rzucił od nie chcenia
- Chuj mnie to kurwa obchodzi. - I rzeczywiście, nie
obchodziło go to zbytnio.
- Dlaczego? - zagadnął.
- Ty wyjebana kupo gówna, pierdolony wyjebku, nie widzisz
kurwo, że prosty język tu nie wystarcza. - I tubylec
pierdnął na pożegnanie.
Został znowu sam, rozważając położenie w jakim się
znalazł. 42 stopnie długości południowej i 18 stopni
szerokości wschodniej. Nie najlepiej. Czas nie był jego
sprzymierzeńcem. Zapadała noc. ....zapadła.
- Czas nie chuj, nie stanie! - znowu ten zbzikowany
tubylec.
- A chuj mnie to kurwa obchodzi ty dupku żołędny, może
twoje pierdolone słownictwo nikomu kurwa do pierdolonego
szczęścia nie jest potrzebne, jest zajebiście przejebane,
ale pierdolcu nikotynowy, nikt mi kurwa nie będzie się
wpierdalał w moje kurwa osobiste sprawy. - huknął.
Tym sloganem zjebał tubylca z nóg. Ten pierdalną o glebę
swoją zakutą pałą i nagle wszystko stało się jasne.
- Przepraszam za moje zachowanie, już więcej nie będę
używał tych wulgarnych słów. Nie wiedziałem jak jest to
odbierane przez innych, dopiero ty mi uświadomiłeś jak czuję
się taki ktoś kto z tobą rozmawia i wrzuca w kontekst
całkowicie zbędne wyrazy. Poprawię się i jeżeli mogę w czymś
pomóc będę wdzięczny. - skomentował to tubylec.
- Cieszę się, że moje działanie przyniosło jakiś efekt. -
powiedział.
Słońce zaszło. Z boku słońca widać było małą wypukłość...
- Szukam krainy wiecznych łowów - kontynuował - muszę
znaleźć jednego wiecznego łowa, obiecałem na początku, że go
złapię.
- Skieruj się tam gdzie podpowiada ci serce. - odrzekł
tubylec.
- Idź na północ. - podpowiedziało serce.
I udał się na północ. Jeszcze tylko drugie północ i będzie
dzień. Rano doszedłszy do krainy wiecznych łowów, skierował
swe kroki do chaty majaczącej na horyzoncie.
- Idźcie do chaty majaczącej na horyzoncie - powiedział do
swych kroków.
- Majak, majak, majak. - majaczyła chata.
Na górce, na której stała chata spotkał wiecznego łowa.
- Aloha! - powiedział wieczny łów.
- Niestety, nie mówię po hawajsku. - odrzekł
- Cześć! Teraz rozumiesz? - rzucił od nie chcenia wieczny
łów.
- Jasna. Teraz gra. Więc jestem, obiecałem na początku, że
cię złapię, więc cię mam. - skonstatował.
- Niestety, nie masz mnie. - rzekł wieczny łów i znikł.
Cała historia zaczęła dziać się od początku...
>> Cobretti <<
Krótki felieton o kompresji danych.
Autor: Fish
Krótki felieton o metodach kompresji danych.
Można dostrzec dwa rodzaje kompresji:
- ilościową,
- jakościową.
* Ilościowa.
Ilościowa dotyka sedna problemu a jednocześnie wielokrotna
kompresja i dekompresja nie powodują w niej utraty żadnej
części informacji. Jest ona po prostu wiernie zakodowywana
i rozkodowywana. Zwykle wykorzystuje się częstsze występowanie
pewnych kodów w całym lub części pliku zapisując je jako ciągi
bitowe o długości odwrotnie proporcjonalnej do częstości.
Można spotkać kompresję ilościową realizowaną:
- statycznie - dane są przeglądane w całości po czym w całości
następuje ich kompresja lub dekompresja
- dynamicznie - dane w miarę nadchodzenia kolejnych bajtów
(a raczej bitów) są kompresowane lub dekompresowane
Kompresja realizowana dynamicznie może mieć gorsze parametry
jednak z drugiej strony może lepiej dostrajać się do fragmentów
o innym charakterze danych. Dla przykładu możemy mieć zbiór
danych w którym częstość każdego kodu jest jednakowa.
Jednocześnie może być tak, że zbiór jest posortowany a
poszczególne kody występują wielokrotnie. Wystarczy podzielić
go a okaże się, że otrzymane fragmenty są łatwo kompresowalne.
Z tego powodu kompresja dynamiczna jest stosowana znacznie
częściej.
* Jakościowa.
Jakościowa służy temu samemu celowi, ale dopuszcza zmianę
danych. Takie zjawisko jest dopuszczalne np. przy zapisie
obrazów. Ogólnie stosowane metody to zwykle kompresja ilościowa.
W wyspecjalizowanych zastosowaniach jak np. zapis obrazów
stosuje się również kompresję jakościową.
* Podsumowanie metod.
Metody kompresji danych są istotne dla każdej bazy danych.
Dane są zwykle obszerne i jeśli można znaleźć metodę ich
upakowania warto to uczynić. Metody ogólnie stosowane jak
np. kompresja Huffmana dają dla prawie wszystkich rodzajów
danych kompresje rzędu 2:1, nie zapewniają jednak swobodnego
dostępu do tych danych i to utrudnia ich stosowanie.
Odpowiednia kompresja może przyczynić się do szybszego przesyłania
danych. Urządzenia dyskowe i transmisyjne nie są tak szybkie jak
pamięć RAM komputera. Jeżeli część operacji wykonamy w pamięci
to mimo ich większej złożoności możemy skorzystać pod względem
czasowym. Przykładem może być dokonanie kompresji na komputerze
przed transmisją, przesłanie ich w takiej postaci, po czym
dekompresja w komputerze odbieranym. Powszechnie stosowane są
modemy realizujące taką kompresję. Paradoks jednak w tym, że
większość przesyłanych danych jest już skompresowana i mechanizm
nie przynosi żadnego rezultatu.
* Przykłady kompresji ilościowej.
Istnieje wiele innych metod kompresji używanych przez programy
kompresji w rodzaju ARJ, ZIP, GZIP, LHARC, PKARC, RAR i nowo
powstające. Potrafią one w zależności od parametrów pliku
wybrać odpowiednią metodę kompresji, głównie kierując się
rozmiarem pliku. Stosują takie metody kompresji jak algorytm
Huffmana, LZW 77, imploding itp.
* Przykłady kompresji jakościowej.
Dla pewnych rodzajów informacji (znając ich charakter) można
samemu dobrać sposób ich zapisu. Często można pozwolić sobie
przy tym na pewne zniekształcenie danych. Takie sposoby są
stosowane przy zapisie obrazu, zapisie próbek sygnałów
akustycznych (sampli) i innych. Metodę taką zastosowano np. w
formacie zapisu obrazów JPEG. Podobnie postąpiono w najnowszej
generacji magnetofonie cyfrowym DCC. Konstruktorom udało się
skompresować zawartość dźwiękową aż pięciokrotnie bez
zauważalnej utraty jakości słyszalnej. Pozwoliło to na
rezygnację z kłopotliwej głowicy wirującej jak w magnetofonach
RDAT. Rozwiązanie to jest sprzętowe. Dzięki skonstruowaniu
odpowiedniego układu scalonego uzyskano wymaganą szybkość
pracy. Należy jednak pamiętać, że wywodzą się one z teorii
matematycznych i prób prowadzonych na dostępnym sprzęcie
komputerowym. Należy także sądzić, że szybki układ użyty do
tej kompresji realizuje ją w postaci mikrorozkazów a więc
sposób analogiczny jak to jest realizowane programowo
(ale szybciej).
Innym przykładem kompresji jakościowej jest kompresja przy
użyciu teorii fraktali. Już od dawna wiadomo, że za pomocą
odpowiednio dobranego wzoru matematycznego można wyrysować
skomplikowane obiekty na ekranie np. zbiór Mandelbrota.
W ogólności każdy zbiór informacji można tak zapisać, ale nie
można tego zrobić na tyle szybko by nadawało się to do użycia
"w locie"(on-line). Jak na razie nie dopracowano się praktycznie
stosowanej metody. Pojawiające się obecnie publikacje realizują
je jako kompresję z utratą jakości. Paradoksalnie zastosowanie
kompresji fraktalnej do obrazów graficznych daje zwykle ich
wyostrzenie. Świadczy to jednak o zniekształceniu danych i stąd
matematyczna utrata jakości.
Mam nadzieję, że artykuł skłoni kogoś do poszukiwań jeszcze
lepszych metod kompresji tak, że przyjemny skądinąd RAR odejdzie
do lamusa. Zapraszam na moją stronę hipertekstu:
http://www.cto.us.edu.pl/~trzcionk
gdzie można znaleźć całą moją pracę dyplomową ze studium, które
ukończyłem http://www.c.../~trzcionk/dyplom.html
a ponadto można się ze mną skontaktować pocztą elektroniczną
pisząc pod adres:
mailto:trzcionk@us.edu.pl
(ewentualnie bez "mailto:" bo to tylko sposób zapisu URL).
--- FISH ---
Sprzęt dla scenowca.
Autor: Akardo
Sprzęt dla scenowca.
Wiadomo, że wszystkie programy scenowe, takie jak dema,
magi, czy różnorodne kolekcje muzyczne i graficzne pisane
są na jednym sprzęcie i na nim testowane - w przeciwieństwie
np. do gier, które to testowane są na bardzo wielu możliwych
konfiguracjach. Tak, że zdarza się niekiedy, że jakiegoś
demka czy magazynu za chiny nie można odpalić na swoim
kompie. Jaką więc wybrać odpowiednią konfigurację, aby w
miarę wszystkie scenowe programy chodziły ? Na to pytanie
postaram się chociaż po części odpowiedzieć poniżej.
Po pierwsze karta graficzna.
Na naszym rynku popularnych jest bardzo wiele kart
graficznych, można by tu wymienić bardzo dużo firm
produkujących je. Najlepsze, najbardziej kompatybilne karty
VGA (SVGA) to karty firmy Tseng, modele ET 3000, ET 4000.
Są one zgodne ze standardem VGA w 100%, tak, że z
uruchomieniem na nich jakiś demosów, introsów czy magów
nie ma problemów. Podobnie sprawa przedstawia się z kartami
firmy Cirrus Logic, też notabene bardzo dobre karty. Karty
firmy Trident są dosyć popularne, choć niestety występują z
nimi pewne problemy. Karty tej firmy mają pewne wady sprzętowe
jak np. kursor pojawiający się w oknach, w Nortonie. Sam mam
taką kartę i kilka dem, jakie posiadam nie pracuje tak jak
powinno (przy zmianie stron graficznych i odgrywaniu muzyki
jednocześnie, muzyka niekiedy zacina się). Dotyczy to kart
IS'owych tej firmy. Gdy mamy kartę Local Busową czy PCI to
problem ten znika. Poza tym karty te są bardzo wolne.
Kolejna karta to Paradise oparta o układy firmy Western Digital.
Wadą jej jest wyświetlanie jakiś śmieci podczas zmiany
palety. Szczególnie dotyczy to kart starszych wyprodukowanych
przed 1990 rokiem. Karty firmy UMC to straszliwa kicha,
największa z jaką miałem okazję pracować. Połowę dem i intr
albo w ogóle z nią nie pracowało, albo pracowały nieprawidłowo
(jakieś syfy na ekranie itp.). Do dobrych kart można zaliczyć
jeszcze karty ostatnio bardzo popularne S3. Z nimi też nie
ma wielu problemów, obojętne czy jest to karta ISA, Local Bus
czy PCI. Zresztą do oglądania demek najlepiej kupić płytę
główną Local Busową czy PCI, oraz odpowiednią kartę graficzną.
Najlepiej jak już powiedziałem Tseng, Cirrus Logic czy S3.
Jednak jeżeli ktoś ma IS'ę to radziłbym zakupić odpowiedniki
ISO'we kart tych firm.
Co do muzyki to muszę powiedzieć, że najlepiej kupować
oryginalne karty firmy Creative Labs czy Gravis. Sam ostatnio
miałem "okazję" kupić kartę firmy Aztech Sound Galaxy i muszę
przyznać, że byłem z niej zadowolony do chwili gdy usłyszałem
dźwięk z oryginalnego Blastera. Różnica jest po prostu bardzo
duża. Oryginalne karty Sound Blaster grają czyściej i lepiej,
już nie mówiąc o tym, że na tej nieszczęsnej karcie firmy Aztech,
w niektórych demach muzyka po prostu przestawała grać. Zresztą
ostatnio bardzo wiele firm posiada w swojej ofercie karty
16-bitowe po bardzo niskich cenach. Nie dajcie się jednak na to
nabrać, bo jest to kicha nieziemska. Lepiej dołożyć i kupić
oryginalnego SB. Dla przykładu spróbujcie odpalić demko DISGUST
Cammory na oryginalnym Blasterze i jakiejś taniej podróbie to
zobaczycie (raczej usłyszycie) różnicę. Na klonach po prostu źle
gra - tak jakby perkusja grała nie do rytmu.
Niestety nie wiem jak sprawa przedstawia się z kartami firmy
Gravis. Ostatnio zaczynają pojawiać się jak grzyby po deszczu
klony tej karty. Tak, że jeżeli ktoś chce zakupić klona, radzę
się poważnie zastanowić. Choć z drugiej strony to słyszałem,
że z kartą Primax, która to jest z Ultrasound'em zgodna w 100 %
nie ma problemów.
Procesory. Tak, te wszystkie procesory nie są jak zapewniają
ich producenci w 100 % zgodne z Intelem. Najlepiej zakupić
oryginalnego Intela lub AMD, ale unikajcie Cyrixów, Texas
Instrumentów i innych tym podobnych bzdetów. Acha, jeżeli ktoś
zdecyduje się na Pentiuma to niestety muszę go zmartwić, ale
kilka znanych mi demosów odmawia pracy na tym sprzęcie.
Przykładem może być rewelacyjne demko grupy Logic Design, a
mianowicie Performance. Najlepiej do scenowania kupić DX4/120
lub DX4/133 AMD to powinno wystarczyć - w każdym razie na
pewien czas.
Nie będę tutaj wspominał o monitorach, dyskach twardych,
CD-Romach czy innego tego typu osprzętu, bo nie jest to takie
ważne. Najważniejsze rzeczy już wymieniłem, są to : karta
grafiki, karta muzyki i procesor, dlatego czas teraz na
podsumowanie. Ludzie ! Nie dajcie wcisnąć sobie kitu. Kupujcie
karty graficzne znanych firm : TSENG, CIRRUS LOGIC czy S3,
oryginalne karty muzyczne Sound Blaster lub Gravis i procesory
Intel lub ewentualnie AMD. W przeciwnym wypadku możecie mieć
kłopoty lub jakieś problemy z odpaleniem stuffu scenowego.
--- AKARDO ---
Magnat autobusowy.
Autor: Cobretti
Magnat autobusowy ?
Siadam z kalkulatorem i zaczynam analizować sens istnienia
komunikacji autobusowej... przynajmniej u nas na Śląsku. Bo
po za nim nie jestem na tyle zorientowany aby móc to
wnikliwie przeanalizować.
Hm, trzymam przed sobą bilet z końca marca, akurat w marcu
podrożały znowu bilety, niech ich szlag. Cena biletu to 1
zł, ulgowy 0.5 zł. Jaki wniosek można na podstawie biletu
wysnuć? Bardzo dużo wniosków, tylko trzeba wiedzieć, że
takie możliwości istnieją.
Seria biletu: A 2512127. Czyli pierwszy wydruk bo A. Mam
przy sobie bilet o numerze 2512127, czyli tyle biletów
zostało w ciągu miesiąca (nie całego jeszcze) sprzedanych.
Ile zarabia na tym KZK GOP? właśnie tyle złotych ile
sprzedał biletów. Dużo nie? A teraz zastanów się co się
dzieje z tymi pieniędzmi.
Można na przykład kupić 5 nowych w miarę dobrych autobusów
(Ikarus) każdy za około 5 miliardów starych złotych. Dużo
nie? Ale przecież wcale nie pojawiają się nowe autobusy. No
dobra, no to może kasa idzie na remont przystanków
autobusowych? Też dobry dowcip, ostatni remont jaki pamiętam
to przybicie gwoździami (!) nowego rozkładu jazdy. Hm, w
takim razie idzie na wypłaty dla kierowców, ludzi obsługi,
lub innych ludzi związanych z tym molochem. Policzyłem, że
gdyby każdemu zapłacić po 7 milionów to dało by się tym
obdarować około 4 tysięcy ludzi, dużo nie? To co w takim
razie dzieje się z tymi pieniędzmi? Może za nie grają sobie
w bilard, a może w kręgle, chodź nie widziałem kręgielni
koło zajezdni.
A teraz lepszy numer, zabawię się w symulację
przedsiębiorstwa komunikacyjnego. Cobra GOP. Kupuje autobus,
jeżdżę nim sam. Na początek Ikarusa, powiedzmy 5 letniego.
Wydaje 4 miliardy na autobus + części + paliwo. Bilety mam
po złotówce jak państwowy przewoźnik. Kursuję sobie na
trasie od mojego domu do Katowic centrum. Średnio robię
rundkę tam i z powrotem w godzinę. Czyli w ciągu doby
obracam około 10 razy (ja jestem leniwy, lubię sobie
odpocząć po pracy). Rano na przystanku tłok jak sto
pięćdziesiąt. Zaraz mi się przypomina niedawna scenka:
Stoję z kumplem na przystanku, przyjeżdża autobus.
Nawalony jak biszkopt, że nawet dupska nie ma jak wsadzić a
dodatkowo chłopaczek drzwi nie otworzył, bo się zaparł i
chyba nie lubi tłoku. Dobra, ja i kumpel nie myślimy nad tym
długo bo i nie ma nad czym myśleć. Widzę że ludzie stoją i
chyba się tym autobusem nie zabiorą (a czas to pieniądz)
śpieszę na ratunek (jak to ja...). Leci potężny bucior na
drzwi. Raz, drugi. Wreszcie dupek z wewnątrz odpadł na 10
centymetrów od drzwi, kumpel poprawia, drzwi puszczają. No i
cały ten pieprzony tłum, który do tej pory nic nie zrobił
chce zdobyć nasze drzwi.. Nie tak szybko. Na spokojnie
wlazłem pierwszy i potężnym buciorem pożegnałem szanownego
pasażera, który zablokował drzwi. Teraz spokojnie wpuszczamy
tłum ku uciesze naszej i innych ludzi do autobusu. Jednak
udało mi się nim zabrać. A i przy okazji trochę dobrego dla
ludzi na początek dnia uczyniłem. Hehe.
Wracając do mojej korporacji. Mam czym jeździć, wiec liczę
zyski. W ciągu dnia 10 kursów w trakcie jednego kursu
(pętli) jestem w stanie na spokojnie przewieść średnio około
400 pasażeros.
Kurna, liczę i wychodzi mi że w ciągu miesiąca jestem w
stanie wyciągnąć ponad miliard, dużo nie? A jednak nie... mi
jest za mało. Po pięciu miesiącach mam już trzy nie nowe
autobusy i trochę odłożonej kasy, akurat jestem w stanie
zatrudnić kierowców. Teraz mam na miesiąc 8 miliardów.
Drobnocha, nic w porównaniu z tym co jest mi potrzebne, tym
bardziej że masę forsy ściągnie ode mnie fiskus - pieprzę
ich, ale dać trzeba. No i dobra, teraz przydałoby się
wybudować zaplecze dla mojego sprzętu, małą chalę remontową,
zajezdnie, przystanki, całą pieprzoną infrastrukturę a mam
wciąż za mało kasy.
Trzeba zacząć przewozić więcej ludzi. I co? Mam podnieść
cenę? Nie wręcz przeciwnie, obniżam ją! Teraz mam więcej
ludzi do przewiezienia (teoretycznie). Zaczynam pracować na
najruchliwszych trasach, ale państwowe przedsiębiorstwo musi
też troszczyć się o trasy podrzędne.
No tom, kurcze wpadł, miałem pokazać, że kasa gdzieś
wsiąka, a okazało się że żeby prowadzić takie
przedsiębiorstwo trzeba jednak mieć skądś te pieniądze. Cóż
nie myślałem chyba nad tym nigdy dopóki nie musiał powstać
ten tekst. Ale mimo wszystko można na tym także zarobić,
inna sprawa, że robią to kosztem pasażerów, co jest mało
ciekawe.
>> Cobretti <<
Dzika dzikość dzikich dzikusów.
Autor: Cobretti
Dzika Dzikość Dzikich Dzikusów.
- Heyka. - Dziki wierzchowiec mruknął pod nosem, wpadając
z rykiem do baru piwnego.
- Ryk, siadaj obok mnie. - Ryk wpadając z wierzchowcem nie
zauważył stołu i wrypał się wprost na niego.
- Jak wpadasz! - ryknął Stołu.
W tym momencie Wpadasz nie wytrzymał. Jak mogli porównać
go ze Stołu?
- Jak mogłeś porównać mnie ze Stołu?? - zapytał oburzony.
Do tej pory Oburzony siedział cicho. Ale gdy usłyszał, że
o nim mowa, też przyłączył się do dyskusji.
- No więc się przyłączyłem. - powiedział Też.
- Ale bałagan się zrobił. - Dziki wierzchowiec wiedział co
mówi.
- No więc zrobiłem się, i co z tego? - Bałagan stanął obok
Ryka.
- Kto tu jest kto??? - zapytała Heyka.
- Jak to kto? Ja! - odpowiedział Kto.
- Nie rozumiem! - to znów Heyka.
- Tu jestem. - Nierozumiem myślał, że jest wołany.
- Nierozumiem, nie jesteś Wołany! Wołany stoi koło baru. -
Stołu dodał od niechcenia.
- Tak, Wołany stoi obok mnie. - mruknął Bar.
Mnie spojrzała na Bara i prowokującym spojrzeniem dała mu
znać że nie żartuje.
- Jak zwykle, żartowałem. - Nie się uśmiechnął.
Mu dostał znać, ale nic nie zrozumiał.
- A ty Nic, jak zwykłe nie rozumiesz - Koniu miał już
powyżej uszu tej gadki.
- Co ty nie powiesz... - Gadka do tej pory milczący nie
wytrzymał.
- Przecież byłeś do tej pory Milczący... - Koniu zaczął
przejmować inicjatywę.
Po chwili Inicjatywa została przejęta.
- Jestem Przejęta od tej pory! - darła się Inicjatywa.
W tym samym czasie powyżej uszu Konia zaczynało być Gadki
coraz mniej.
- Heyka. - do baru wpadł szybki Lopez.
- Co ty chcesz ode mnie? - Heyka się dymyślała...
- Ja? - spytał Ty.
- Nie! - odparowała Heyka.
- Co? - odezwał się Nie.
- Wołasz mnie? - zdziwił się Co.
- Zamknąć się! - ryknął Koniu.
W tym momencie wszyscy się zamknęli. I to był błąd Konia,
bo zapomniał dodać, żeby nie na klucz, bo klucza nie było.
- Nie ma Klucza. - Błąd Konia ocenił sytuację.
- Nie oceniaj mnie po wyglądzie. - Stwierdziła Sytuacja.
- Bo co? - Błąd Konia nie dawał za wygraną.
Ale Bo i Co byli zamknięci na klucz, którego nie było.
- W tym momencie Koniu nie wytrzymał, wziął piwo i
wyszedł.
Chodź Piwo idziemy gdzie indziej, gdzieś gdzie będzie
można spokojnie porozmawiać, bo tutaj chyba wyobraźnia płata
figle.
A Wyobraźnia siedziała i spokojnie płatała figle...
>> Cobretti <<
Internet.
Autor: Q-Sound
Internet ostatnio w modzie więc i ja dorzucę swoje trzy grosze.
Ten artykuł jest poświęcony temu co jest dla posiadacza komputera
najważniejsze - dostępie do oprogramowania. W wielu czasopismach
można spotkać ostatnio dużo adresów serwerow FTP'owych, ale
niektóre z nich są gówno warte.
Oto kilka najciekawszych, w których do tej pory grzebałem:
POLSKA:
ftp.icm.edu.pl - bardzo duży zbiór programów przy szybkim tran-
sferze. W zasadzie jest to odpowiednik amerykańskiego WUSTL'a, ale
nie zawiera games'ów - polecam...
ftp.amg.gda.pl - tu będą mogli poszaleć ci, którzy chcą mieć parę
dobrych modułów. Muzyczek od zajabania we wszystkich popularnych
formatach (S3M,STM,MOD,669,MTM,MIDI). Trochę innych programów
i dużo obrazków.
akropolis (lub pluton) .pol.lublin.pl - to znowu raj dla amatorów
muzyczek, niestety tym razem tylko w formacie MOD - przeciętnie, ale
nie jest źle.
ftp.ict.pwr.wroc.pl - serwer polibudy we Wrocławiu, dosyć duża
liczba programów przydatnych lub nie, ale jak czegoś potrzebujesz to
jest duże prawdopodobieństwo , że to tam znajdziesz.
W Polsce jest jeszcze bardzo dużo serwerów FTP, na niektórych się
logowałem i niewiele znalazłem , a niektóre pozostały mi jeszcze do
sprawdzenia. Te które podałem są szybkie i mają bogatą zawartość
więc warto z nich skorzystać.
Teraz podam kilka najciekawszych serwerów zagranicznych. Przegląda-
jąc je doszedłem do wniosku, że u nas jeszcze dużo brakuje. Tam
można znależć naprawdę wszystko od DOS'a do biblotek na UNIX'a.
ftp.wustl.edu - najlepiej zaopatrzony, najpopularniejszy a zarazem
najbardziej oblężony serwer na świecie. Jest tu wszystko na wszystkie
komputery. Gry, muzyka,grafika (programy do ray'owania) i wszystkie
możliwe programy narzędziowe,bibloteki do języków programowania,
te języki i systemy pod którymi działają...ten serwer jest najlepszy
pod względem zawartości, niestety jego walory obniża powolność
działania. Jeżeli jesteś cierpliwy i nie gryziesz klawiatury jak wyskokuje
komunikat 'CONNECTION CLOSED' to się połącz bo warto...
ftp.luth.se - to jest serwer pomyślany o ludziach ze sceny. Pierwo-
tnie chyba służył amigowcom, ale teraz sekcja PC jest bardzo dobrze
rozwinięta. Ziny,najnowsze dema,intra,gfx,msx,biblioteki graficzne i muzy-
czne - czego dusza pragnie. Jeszce wolniejszy od WUSTL'a, ale też
warto jeżeli szkoła płaci za INTERNET...
ftp.funet.fi - znowu podobna sytuacja jak u poprzedników- full
stuff'u i długie oczekiwanie na ściągnięcie czegokolwiek...
PODOBNIE na:
ftp.sunet.se
ftp.uni-kl.de, ftp.iis.nsk.su...
To tyle pierwszej porcji adresów INTERNET'owych serwerów FTP.
Na wszystkich podanych należy logować się jako ANONYMOUS
(małymi literami) i jako hasło podawać swój E-MAIL adress (nie na
wszystkich, ale na większości jest jedyna droga do zalogowanie się
na serwerze...
W celu otrzymania innych adresów proszę się ze mną kontaktować
prze MAIL'a:
█████████████████████████████████
Q-Sound...
Moje hobby.
Autor: Cobretti
Moje Hobby.
Mam ich 537. Czy to dużo?
Dla człowieka nie widzącego takiej ilości na co dzień może
wydawać się dużo, szczególnie jak zobaczy całą gamę kolorów,
rożne kształty, pochodzenie i te mieniące się niczym krążek CD
hologramy. Dla innego jest to tylko ziarno piasku na pustyni,
coś co i tak nigdy nie uda się zebrać w całość, czego nie można
ogarnąć nawet myślami.
537 sztuk, wszystkie poukładane i poopisywane, codziennie
pojawiają się nowe, co jakiś czas pojawia się jakiś niesamowity
egzemplarz, choćby ten z promu, albo z jakichś linii lotniczych.
Ale również te całkiem zwyczajne, miesięczne, okresowe, na
przejazdy liniami prywatnymi... Wszystkie stanowią dla mnie
brakujące ogniwo.
Czy przed tym biletem z roku 1979 były w Barcelonie inne ?
Czy bilety z Rzymu zawsze miały po lewej stronie zdjęcie
miasta ? Czemu ten bilet miesięczny z Gliwic ma dziurkę wybita
pod litera W? Jaki licznik skasował ten bilet pozostawiając
taka dziwna pieczątkę? Jak trzymać bilet z Nepalu, żeby można
było odczytać to dziwne pismo? O, bilet autobusowy z Indii jest
prawie taki sam jak polski PKS!
Każdy bilet posiada w sobie cos niezwykłego i niepowtarzalnego,
może to być krój czcionki, jakiś hologram, znak wodny,
symbol miasta, sposób kasowania, wielkość, wartość czysto
turystyczna, do niektórych biletów czuje się sentyment, wiąże
się go z przyjaciółmi, przypomina miejsce do którego kiedyś by się
chciało powrócić...
Nie jest istotne czy jest on skasowany, czy z autobusu,
tramwaju, trolejbusu, pociągu, promu, metra, samolotu lub z
innych pojazdów do przemieszczania się po tym świecie. Może
być z Polski, Meksyku lub Australii.. z Całego Świata.
Najważniejsze żeby nie został zapomniany. Fakt, bilet to
tylko śmieć, kawałek papieru nie warty zachodu, jakiś strzępek
podróży z jednego miejsca w drugie, często w ogóle nie używany.
Ale jeżeli tych biletów ma się już tyle, to nie patrzy się na
nie obojętnie, coś zaczyna pchać do zdobycia egzemplarza którego
się nie ma, który być może znajduje się u kumpla, może
ma go najlepsza przyjaciółka, a może po prostu się drukuje.
Zacząłem od 3 sztuk przy porządkowaniu pokoju, po tygodniu
miałem już 30, po roku 300, teraz mam ich prawie dwa razy więcej,
i nadal przybywają. Tak na prawdę nie istnieje punkt w którym
się przestaje zbierać bilety, stale pojawiają się nowe, stale
ktoś ci podrzuci, albo po prostu jest się gdzieś, gdzie się akurat
nigdy nie było.
Patrzę na mój pierwszy bilet, 0.50 złotego z 1979. Co za
ironia losu, akurat te obecne też są po takiej cenie. Rzucam
okiem na bilet z Przemyśla i przypominam sobie jak to fajnie
było pojechać na spływ kajakiem po Sanie. A może ten kolejowy
miesięczny - kumpel wyleciał ze studiów i mi go dal. A tu co ?
Przecież, akurat kara za jazdę bez biletu 29000 zł., a
mogłem zapłacić tylko 7000 za przejazd...ale inaczej by go tu
nie było. Mój wzrok przejeżdża po zagranicznych, metro z Paryża,
wyglądające jak zwykła metka z kasy pekaes czeski, czasowe z
Włoch i mały kartonowy z Holandii, obok z biorą turystycznego...i
tak można by bez końca, jest ich tu trochę.
Mała prośba z mojej strony. Jeżeli Twoje bilety będą mogły
przyczynić się do powiększenia mojej kolekcji, to proszę, bez
chwili wahania przysyłaj je na adres:
DARIUSZ MAJGIER
███████████████████████
█████████████████
POLSKA
Ewentualny kontakt także pod E-mail'em:
██████████████████████████████
lub telefonem █████████████████.
Dziękuje..!
--- COBRETTI ---
Zbiory Julii i Mandelbrota.
Autor: Fugaz
Jakiś czas temu cośtam pisałem o fraktalach. Obiecywałem wrócić
do tematu. Okazją do tego jest nieśmiertelny temat fraktali Julii i Man-
delbrota. Oba typy fraktali "żyją" na płaszczyźnie zespolonej, czyli osie
odpowiadają części rzeczywistej i urojonej liczb. Obierzmy sobie funkcję
zmiennej zespolonej np. taką: f(z)=z^2+c, gdzie c jest stałą zespoloną.
Okazuje się, że pewne liczby po iluśtam-krotnym iterowaniu tej funkcji
pozostają w pewnym obszarze ograniczonym (np. w okręgu o jakimś
promieniu), a pewne nie. Pomysł jest więc taki, by za kolor danego
punktu brać właśnie ilość iteracji, dla jakiej ciąg wartości pozostawał
ograniczony. Może nie brzmi to zbyt klarownie, ale zaraz spróbuję
przełożyć to na algorytm. Zabierzemy się do tego tak. Niech użytkow-
nik ma możliwość manipulacji przedziałem w jakim się to wszystko
dzieje. Potem mając te dane wyznaczymy krok o jaki rożni się od
siebie każdy pixel ekranu. W ten sposób dla każdego pixela mamy
jego "niby" współrzędne zespolone, ale zawarte w przedziale zadanym
przez użytkownika. Dalej sprawa jest prosta. W przypadku zbioru Julii
algorytm wyznaczania koloru wygląda tak: startuj od współrzędnych
pixela, ustal jakieś c (stałe dla wszystkich pixeli), wywołuj z^2+c aż
wyjdzie poza okręg o jakimś promieniu i weż za kolor ilość potrzeb-
nych do tego iteracji. Mandelbrot wygląda podobnie: startuj od punktu
(0,0), weź za c współrzędne aktualnego punktu, wywołuj z^2+c aż
wyjdzie poza okręg itd... Elementarna znajomość liczb zespolonych
pozwala zauważyć, że (a+bi)^2 da a^2-b^2 jako część rzeczywistą i
2*a*b jako urojoną. Ciekawsze jest to, że każde inne odwzorowanie
typu z^n+c jest dobre, warto np. pokusić się o wypróbowanie n=3.
Poniżej zamieszczam algorytm rysujący zbiór Mandelbrota w rozdziel-
czości 800x600x256 dla odwzorowania z^2+c.
{$q-}
program mandelbrot_svga;
uses crt;
procedure setpalete;
var pal:array[0..767] of byte;
i,j:integer;
f:file;
begin
assign(f,'mandel.pal');
reset(f,1);
blockread(f,pal,sizeof(pal));
for i:=0 to 255 do
begin
port[$3c8]:=i;
for j:=0 to 2 do
port[$3c9]:=pal[3*i+j];
end;close(f);
end;
procedure pixel(g:longint;c:byte);
var a,b:word;
begin
a:=g shr 16;b:=g and 65535;
asm
mov ax,4f05h
mov bx,0
mov dx,a
int 10h;
end;mem[$a000:b]:=c;
end;
procedure domandel;
const xl=-2;xp=2;
yg=-2;yd=2;
var i,j:word;orb:byte;
px,py,cx,cy,x1,y1,x2,y2:real;
gdziepix:longint;
begin
setpalete;gdziepix:=0;
px:=(xp-xl)/800;py:=(yd-yg)/600;
for i:=0 to 599 do
for j:=0 to 799 do
begin
orb:=0;x1:=0;y1:=0;
cx:=xl+j*px;cy:=yg+i*py;
repeat
x2:=(x1-y1)*(x1+y1)+cx; (* **** *)
y2:=2*x1*y1+cy;
x1:=x2;y1:=y2;
inc(orb);
until (orb=254) or (x1*x1+y1*y1>100) or (abs(x1)>10) or
(abs(y1)>10);
pixel(gdziepix,orb+1);
inc(gdziepix);
end;
end;
begin
asm
mov ax,4f02h
mov bx,103h
int 10h
end;domandel;
asm
mov ax,0003h
int 10h
end;
end.
Leniwym podaję jak powinny wyglądać linie oznaczone (*) dla
odwzorowania z^3+c:
x2:=x1*(x1*x1-3*y1*y1)+cx;
y2:=y1*(3*x1*x1-y1*y1)+cy;
Polecam także wypróbowanie następujących przedziałów:
x=[0.125;0.131] y=[0.761;0.767]
x=[0.4978;0.5008] y=[0.081;0.084]
x=[0.102;0.108] y=[0.7865;0.7925]
x=[0.4987;0.5005] y=[4755;0.4773]
dla odwzorowania z^3+c. Modyfikacji wymagają stałe xp,xl,yg i yd.
Fugaz
Mandelbrot and Julia sets.
Autor: Fugaz
Some time ago I wrote an article about fractals. I also promised to
write sth else about this someday. Everlasting Julia's and Mandelbrot's
fractals are good reason to do it. Both live in complex plane where
axes go for real and imaginary part of a number. Let's take a
complex function like f(z)=z^2+c where c is an complex constant. It
turn out that after iterating this function some numbers stays
in previously selected zone (usually a circle) and some don't. So
the idea is to take a number of iterations needed to go out of
the zone as the colour of each point. It doesn't seem to look clear
but I'll try to convert it into an algorithm. Let's do it this way:
let the user have the control of the zone we work in. Then we
determine a step which stays for the distance between screen
points. So for each pixel we have its complex coordinates.
In case of Julia fractals the algorithm of determining colour of a
pixel is: start from pixel's coordinates, take constant c,
call z^2+c until it goes out of the zone, as the colour take the
number of called interations. Mandelbrot looks analogily (with
small difference): start from (0,0), take the coords of the pixel
as c, call z^2+c until it goes out of the zone etc. Note that
in complex plane (a+bi)^2 gives a^2-b^2 as real part and 2*a*b
as imaginary part. But what's more interesting - all other z^n+c
functions look to be pretty good for Julias and Manderbrots.
I suggest to try z^3+c.
Here you have a program which draw a Mandelbrot set in 800x600
for z^2+c.
{$q-}
program mandelbrot_svga;
uses crt;
procedure setpalete;
var pal:array[0..767] of byte;
i,j:integer;
f:file;
begin
assign(f,'mandel.pal');
reset(f,1);
blockread(f,pal,sizeof(pal));
for i:=0 to 255 do
begin
port[$3c8]:=i;
for j:=0 to 2 do
port[$3c9]:=pal[3*i+j];
end;close(f);
end;
procedure pixel(g:longint;c:byte);
var a,b:word;
begin
a:=g shr 16;b:=g and 65535;
asm
mov ax,4f05h
mov bx,0
mov dx,a
int 10h;
end;mem[$a000:b]:=c;
end;
procedure domandel;
const xl=-2;xp=2;
yg=-2;yd=2;
var i,j:word;orb:byte;
px,py,cx,cy,x1,y1,x2,y2:real;
gdziepix:longint;
begin
setpalete;gdziepix:=0;
px:=(xp-xl)/800;py:=(yd-yg)/600;
for i:=0 to 599 do
for j:=0 to 799 do
begin
orb:=0;x1:=0;y1:=0;
cx:=xl+j*px;cy:=yg+i*py;
repeat
x2:=(x1-y1)*(x1+y1)+cx; (* **** *)
y2:=2*x1*y1+cy;
x1:=x2;y1:=y2;
inc(orb);
until (orb=254) or (x1*x1+y1*y1>100) or (abs(x1)>10) or
(abs(y1)>10);
pixel(gdziepix,orb+1);
inc(gdziepix);
end;
end;
begin
asm
mov ax,4f02h
mov bx,103h
int 10h
end;domandel;
asm
mov ax,0003h
int 10h
end;
end.
Here are lines signed with (*) for z^3+c.
x2:=x1*(x1*x1-3*y1*y1)+cx;
y2:=y1*(3*x1*x1-y1*y1)+cy;
Please try these ranges.
x=[0.125;0.131] y=[0.761;0.767]
x=[0.4978;0.5008] y=[0.081;0.084]
x=[0.102;0.108] y=[0.7865;0.7925]
x=[0.4987;0.5005] y=[4755;0.4773]
for z^3+c. You'll have to modify xp,xl,yg i yd.
Fugaz
Spokojna eskapada świąteczna.
Autor: Cobretti
Spokojna eskapada świąteczna.
Święta 1995...
(...)
Stanęliśmy coś zjeść. Zaczynało się ściemniać, jedynie
śnieg, który pokrywał większą część tego co mogliśmy ująć
wzrokiem powodował, że było jeszcze widno. Naszym celem było
miasto oddalone o 332 kilometry od punktu startu,
przejechaliśmy ponad połowę trasy ale nic ciekawego się nie
działo, więc byliśmy przygotowani na kilka następnych godzin
nudy. Wszędzie śnieg, jechało się wolno a dodatkowo tiry i
ciężarówki skutecznie uniemożliwiały szybką jazdę. Po prostu
monotonne, wolne poruszanie się naprzód i to dodatkowo co
jakiś czas ograniczane przez ślimaczące się tiry. Oczywiście
zgodnie z prawem Murphiego samochody na przeciwnym pasie
poruszały się o wiele szybciej.
Zjedliśmy, wyszliśmy na zewnątrz baru - było już ciemno.
Dla taty to kaszka z mleczkiem, w końcu ma na swoim koncie
przejechanych ponad sto tysięcy kilometrów. Noc czy dzień
nie robi w zasadzie różnicy. Wsiedliśmy, przejechaliśmy z
dwadzieścia kilometrów i zaczęło się.
Trasa stała się tak oblodzona, że każde szybsze poruszenie
kierownicą to zachwianie stateczności samochodu. I tak
dobrze, że nasza gablota ma napęd na przednie koła i była
dobrze dociążona. Pech chce, że te odcinki trasy to po
prostu wzniesienia i doliny. Gramolące się tiry utworzyły
dość pokaźny korek, a hamować na takim lodzie nie jest
łatwo. Rzut oka do tyłu i widzę jak potężny tir na ruskich
rejestracjach sunie po lodzie bo przyczepność była zerowa.
Strach w oczach, zgniecie nas jak puszkę, tym bardziej że
nie da się posunąć do przodu bo z przodu korek na kilkaset
metrów. Dużo nie brakowało, gdyby korek nie poluzował
musielibyśmy pakować się do rowu żeby uniknąć zgniecenia.
Następny zjazd, tym razem to my nie możemy chwycić gruntu.
Po prostu samochód nie trzyma się nawierzchni i powoli ale
skutecznie sunie w dół. Tato wykręcił i stanęliśmy bokiem
jakieś 20 centymetrów od białego audika. W takim tempie i
podobnymi scenariuszami suniemy po lodzie jakieś 1.5
godziny. Nie jest wesoło tym bardziej, że jest dosyć zimno i
zaczyna padać śnieg. Być może dobrze że zaczął padać, bo lód
został posypany i coś na nim leżało.
W pewnym momencie międzynarodowa trasa zmieniła się w
dwupasmówke, w kierunku, w którym jechaliśmy i jednopas-
mówkę w przeciwnym. Nieco ułatwiło nam to wyprzedzanie
ruskich i ukraińskich zakał drogowych. Cały czas suniemy z
maksymalną prędkością 40, 50 km/h w porywach przekraczamy 60
km/h. Na drodze pełno kolein, gdy wyprzedzamy tira wjeżdżamy
w jedną z nich. Z naprzeciwka pędzi Pontiak Trans Sport,
niestety koleina nie pozwala nam zjechać na poprzedni pas i
nie zapowiada się na to w najbliższych kilkunastu metrach.
Tato przyś- piesza, jeszcze mamy szanse zdążyć przed
Pontiakiem. Znowu dwie próby, nic z tego. Po prostu się nie
da! Shit, Pontiak rośnie w oczach, podoba mi się jego
sylwetka, a jednocześnie wyobrażam sobie co by z nas zostało
po czołowym zderzeniu. Szczęście, kończy się pas wykolein,
tato natychmiast skręca, jeszcze zdążyło zarzucić lekko tył
samochodu, udało się. Pontiak nawet nie zwolnił, przemknął
obok nas a my znowu mogliśmy normalnie kontynuować jazdę.
Dojeżdżamy do potężnego korka, nawierzchnia standardowo
oblodzona, gdzie niegdzie leży trochę brudnego śniegu.
Korek na dwóch pasach, nie porusza się do przodu przez pół
godziny. Co dziwne, z naprzeciwka nic nie jedzie. Wniosek:
musiało się coś wydarzyć gdzieś z przodu, może tir wylądował
na środku jezdni? Nie wiemy, przeciwległy pas pozostaje
przez cały czas wolny, w pewnym momencie ktoś decyduje się
na szybki atak po tym pasie, z nadzieją pominięcia korka,
baz chwili wahania tato rusza za kilkoma samochodami, w
razie czego mamy kryty przód, więc nic nam nie grozi. Za
nami zaczynają dołączać się inne samochody, dajemy czadu po
przeciwległym pasie, że aż miło. Przejechaliśmy tak ze 3
kilometry. Z przodu coś miga na niebiesko. To pogotowie!!
jedzie na pełnym gazie w naszym kierunku, tak, tam się
rzeczywiście coś musiało wydarzyć. Samochody przed nami
zaczynają zapychać puste miejsca w korku, do nas zbliża się
karetka, nie mamy gdzie się ukryć! Tato wjeżdża desperacko w
maleńką szparę pomiędzy samochodami i stoimy z całym kufrem
na trasie karetki, już ją widać dokładnie. Świecimy długimi
i pokazujemy klientowi z przodu, że musi się posunąć. Pełen
poświecenia zsuwa się na skraj rowu. W ostatniej sekundzie
znowu się nam udaje zjechać w korek. Szczęście będzie nam
jeszcze potrzebne, więc przydałoby się go mieć trochę na
zapas.
Stoimy w korku następne pół godziny, i tak szczęście, że
udało się nam pominąć tyle samochodów. Znowu zaczynają się
górki. Nagle korek puszcza, powoli posuwamy się na przód. Po
prostu czujemy się jakbyśmy jechali co najmniej setką, po
tylu godzinach stania, wreszcie się ruszyło. Dojeżdżamy do
jednej z górek i już wiemy dlaczego powstał taki korek.
Jedna z ciężarówek stoi pod stokiem i nie może wyjechać.
Ta karetka nie była bezpośrednio związana z korkiem, ale
cud, że jej się udało przejechać. Siedemdziesiąt metrów
dalej stoi dwóch facetów z CB i próbują wezwać pomoc, bo
tiry dzisiaj już nie wyjadą pod tą górę. Tutaj nawierzchnia
jest wypolerowana do czysta, jest bardziej ślisko niż na
lodowisku. Tato robi co może, ale i tak co chwile mamy
szczęście że nie lądujemy w rowie. Mijamy dwa tiry,
oczywiście leżą w specyficznej pozycji kilka metrów poniżej
powierzchni szosy, tu nawet nie ma jak do nich
dotrzeć.Pieprzone służby drogowe, podatek idzie się
pieprzyć, bo i tak nikt tu się nie kręci żeby chociaż
posypać to piachem. Hamulec jest tak samo przydatny jak
satelitarny system wyznaczania pozycji samochodu. Tato nawet
nie używa hamulca bo powoduje tylko zarzucanie samochodu,
jedziemy sobie po lodzie. Furgon przed nami, na naszych
oczach traci przyczep- ność i ląduje w rowie. Mijamy
samochody na świeżo wpakowane w zaspy, jeszcze wysiadają z
nich kierowcy i klną jak się tylko da. Korek na przeciwnym
pasie nie ma końca. Stoją bez najmniejszych szans na
przejazd. W samochodach wygaszone światła, niektórzy ludzie
wysiadają z autobusów i na piechotę zamierzają pokonać
czasem kilka kilometrów. Kierowcy tirów w oświetlonych
kabinach układają się na fotelach, będą spać. Nikt nie wie
co się stało. Mijamy już chyba z 8 kilometr korka, gdzie
tam.. nie widać końca. Po bokach leżą martwe samochody,
kierowcy są bezsilni, nie można ich o własnych siłach
wyciągnąć z rowu. My suniemy w nadziei, żeby tylko nie
wyskoczyć z rytmu. Przed nami następny osobowy zalicza
pobocze, wydawało się że jedzie spokojnie, może próbował
hamować, może drgnęła mu ręka... Teraz to nie istotne,
martwimy się o siebie, on już dzisiaj dalej nie pojedzie, a
my jeszcze mamy szanse.
12 kilometr korka. O Boże, oni nigdy się stąd nie
wygramolą, ślisko jak diabli, szczęście to dla nas chleb
powszedni, nagle ginie z lusterka wstecznego samochód za
nami. Tato mówi że nasz ogon leży w rowie, oglądam się, już
mnie to nie dziwi, przywykłem. Po piętnastu kilometrach
dojeżdżamy do miasta, korek sięga aż tutaj, i wciąż
pojawiają się następni chętni do korka, oczywiście nie mają
pojęcia, w jakie bagno się pakują. A z tego korka nie ma
możliwości odwrotu. Cieszymy się, że ten incydent zdarzył
się w przeciwległym kierunku, inaczej nigdy byśmy chyba nie
osiągnęli celu. Przejechaliśmy miasto, droga zrobiła się
czarna, pojawiły się odśnieżarki i piaskarki. Przecież one
tutaj akurat są najmniej potrzebne, drogowcy są powaleni,
ale co zrobić. W każdym razie jedziemy szybko i bez
przestojów.
(...)
PS.
Na drugi dzień w radiu słyszałem jak mówili, że ci ludzie
stali w korku 16 godzin... to mówi samo za siebie. Jeszcze
raz mówię, że szczęście nas jednak nie opuściło.
Niesamowite. A odczucia podczas tej przeprawy są nie do
opisania. W każdym razie nie było nudno jak
przypuszczaliśmy. To tyle.
>> Cobretti <<
W temacie Delirki.
Autor: REM
W temacie Delirki
Cześć wszystkim. W tym artykule chciałbym się podzielić moimi
spostrzeżeniami na temat Delirki.
Otóż jak powszechnie wiadomo, pierwszym terminem w którym miało
się odbyć to party był listopad 1995AD. Niestety z winy orgazni-
zatorów. Delirka nie doszła do skutku i została przeniesiona na
8-9 czerwca 1996 roku. I cóż widzę w BN#4, w artykule "Delir-
ium'96 preinvitation" widzę, że Delirka ma się odbyć pod koniec
kwietnia lub na początku maja, przy czym dokładna data nie jest
jeszcze znana ( na jeden miech przed ). Organizatorzy tłumaczą
to faktem, że nie chcą wchodzić ludziom w maturki, które de fakto
odbywają się jakoś na początku maja.
I tutaj rodzi się dość poważny problem, większość grup w takim
terminie albo nie przyjedzie w ogóle na party, albo nie zdąży
zrobić swoich produkcji co moim zdaniem mija się z celem. Czy
oni k... nie mogą zrobić tego party w jakimś normalnym terminie
np. na końcu czerwca, gdy ludzie są już bo budzie :), a jeszcze
się nie porozjeżdżali na wakacje.
Następna sprawa - w artykule jest napisane, żeby w demkach nie
używać niestandardowych trybów bo bigscreeny pierdolą takie tryby
( oczywiście po co używać niestandardowe tryby typy x-mod,
fake-mody i inne jeśli moża używać kochanego 13h ).
Co jeszcze, znowu konieczność obsługi obu kart muzycznych (sb i
GUS) co jest kolejną głupotą, gdzie na świecie stosuje się takie
zasady, proszę niech mnie ktoś oświeci !
Podsumowując, party w Bukownie nie zanosi się zbyt dobrze, a
jeżeli będzie nie najlepsze, tzn. dość nudne to czy ludzie będą
chcieli przyjeżdżać na party orgaznizowane znowu przez Absence -
chyba nie.
REM / Dark Legions
Early bird - całkiem nowe demko.
Autor: Akardo
Early Bird - całkiem nowe demko.
Opisywałem wcześniej starsze demka, pora na coś nowego. Early
Bird to chyba pierwsza większa produkcja polskiej grupy Fnoll Team.
Demko to zostało wystawione na Próbie Generalnej 2 i zajęło tam
tylko 8 miejsce. Czemu tak słabo tego nie wiem. Po zapoznaniu się
z innymi demami wystawionymi na tym party, uważam, że produkcja
ta powinna być nieco wyżej - wiele dem było niedopracowanych.
Zresztą podobnie sprawa przedstawia się z muzyką. Tutaj wspaniałe
moduły Falcona, XTD czy Bethovena zajęły bardzo odległe miejsca
(szczególnie tyczy się to utworów dwóch pierwszych muzyków, bo
moduł Bethovena był w pierwszej piątce), choć moduły z pierwszej
trójki nie dorastały im do pięt. Oczywiście jest to moja prywatna
opinia - głosujący byli pewnie innego zdania. Osobiście nie
byłem na tym party. Organizowanie tego typu imprez w środku sesji
nie jest dobrym pomysłem. Zresztą pisał już o tym ostatnio Fugaz
więc nie będę tutaj nic dodawał.
Early Bird to dziwne demko. Posiada taki jakiś niecodzienny klimat.
Sporo efektów jest już znanych z innych dem, jednak tutaj zostały
one przedstawione w trochę innym świetle. Ciekawy jest obrazek
początkowy - taki rysunek twarzy niczym narysowany ołówkiem na
papierze z nazwą demka i logiem grupy. Później na takim dziwnym
fraktalowym tle widzimy różnorodne efekty. Muzyka jest całkiem
niezła, spokojna, taka trochę w psychodelicznym klimacie. Możemy
posłuchać jej na prawie wszystkich kartach muzycznych, no może
za wyjątkiem Adliba, oraz na speakerze i covoxie. Design został
ciekawie zrobiony. Gdy na ekranie pojawia się tunel muzyka staje
się trochę bardziej dynamiczna. Poza tym w demie możemy zobaczyć
jeszcze kilka innych efektów, np. morphing brył cieniowanych metodą
Gourauda czy krajobraz fraktalowy. Oczywiście wszystko na tym
dziwnym obrazie przedstawiającym fraktala (zresztą sam nie wiem co
to za twór ludzkiej wyobraźni). Wymagania dema to 386, choć
najlepiej mieć oczywiście najszybszą maszynę. 1 MB powinien
wystarczyć, choć nie wiem może się mylę. Warto wspomnieć tu
jeszcze o kodzie, który napisał theAR oraz o muzyce, której
autorem jest Samhain. Grafikę robiło kilka osób : Khorne, Mr. Doom,
SIL oraz FractINT (na którym chyba został zrobiony ten fraktal w
podkładzie). Design projektowali wszyscy członkowie grupy za
wyjątkiem muzyka. Demo warto zobaczyć, niektórym się ono spodoba,
niektórym nie. Ja jestem w tej pierwszej grupie osób, dlatego oglądam
je sobie czasami. Na zakończenie mam nadzieję, że następne
programy Fnols'ów będą jeszcze lepsze.
--- AKARDO ---
Mutanci - żywe trupy.
Autor: Cobretti
Mutanci - żywe trupy.
Zostałem sam. Naszym celem było zdobycie wszystkich danych
o ośrodku badań nad ludźmi dotkniętymi chorobą
popromieniotwórczą. Baza już nie istniała, bunt jaki tutaj
wybuchnął i zbyt mały stopień zabezpieczeń nie pozwolił na
utrzymanie porządku. Nie wiem dlaczego wysłali do tej misji
tylko naszą dziesiątkę, skoro 49 strażników nie mogło sobie
dać z nimi rady.
Mieliśmy podawać się za geologów badających syberyjską
tajgę. Wiedzieliśmy tylko, że ponad dwudziestu zmutowanych
ludzi przebywa teraz na wolności i musimy ich wszystkich
zlikwidować zanim stanie się coś niedobrego. Podobno mieli
niesamowite możliwości, byli odporni na ból, nie czuli lęku
i byli nadzwyczaj żywotni. Wyglądali jak upiory z horrorów.
W pewnym momencie zobaczyliśmy jednego z nich. Idąc za nim
dotarliśmy do wioski, której nie było na mapie. Zresztą
tutejsze tereny nie były nigdy dobrze oznaczone. Być może
ten ośrodek to nie jedyna tego typu placówka w tej tajdze.
Ukryliśmy się w krzakach i obserwowaliśmy. W pewnej chwili
zobaczyliśmy, jak jeden z nich pokazuje na nas i rusza w
naszą stronę.
Za chwilę dołączyli następni. Biegli przez las
bezszelestnie, nie patrząc pod nogi. Nie mieli broni, ale
byłem pewien, że nie będą się z nami bawić. Było ich zbyt
wielu, zaczęliśmy uciekać. Biegliśmy może kwadrans, może
godzinę nie wiem. Obejrzałem się za siebie. Jakieś 50 metrów
ode mnie, z krzaków wynurzyły się potwory. Zdębiałem. Nadal
biegli równym tempem, oddychając spokojnie, bez
jakichkolwiek śladów zmęczenia. Zatrzymaliśmy się. Uniosłem
karabin i wystrzeliłem. Kula trafiła pierwszego z
prześladowców. Na jego czole zobaczyłem krwawy ślad.
Przeładowałem i strzeliłem do drugiego. Widziałem, jak siła
uderzenia pocisku odrzuca go w tył.
Wybiegliśmy na wzniesienie. Ponownie spojrzałem do tyłu i
zamarłem. Potwory, które przed chwilą zabiliśmy, biegły
znowu w naszą stronę. Ale ich krok był trochę mniej pewny i
jakby wolniejszy, wyraźnie słabli. Po chwili pierwszy upadł,
a po kilku krokach runął drugi. Sprawdziłem, nie żyli.
Wydawało się, że chyba większość z nich zlikwidowaliśmy.
Niestety, to były tylko przypuszczenia. W chwilę potem w
krzaków uderzyli na moich kumpli. Miałem szczęście że udało
mi się ujść z życiem.
Postanowiłem zbadać tylko obręb tej wioski i potwierdzić
przypuszczalne miejsce tego obozu dla ofiar eksperymentów i
katastrof jądrowych. Wioski jak ta nie są tylko radziecką
specjalnością. Wszystkie państwa zajmujące się badaniami
jądrowymi musiały utworzyć podobne "przechowalnie". Na pewno
można je znaleźć w amazońskich lasach czy afrykańskim buszu.
O łączności ze Stanami Zjednoczonymi mogłem tylko
pomarzyć. Cały osprzęt straciliśmy koło tej wioski. Zostało
mi trochę żarcia, karabin i miernik promieniowania.
Przypomniałem sobie, że niedaleko stąd powinno być jezioro.
Miałem okazję zbadać następne wydarzenie.
Była właśnie pora obiadu, gdy w instytucie atomowym,
odległym o 16 km od syberyjskiego miasta Tomsk, nastąpił
wybuch. Nigdy nie będzie wiadomo, co się wtedy, 6 kwietnia
1993 r. naprawdę wydarzyło.
Prawdopodobnie ludzie obsługujący instalację nieumyślnie
spowodowali gwałtowny wzrost ciśnienia gazów w zbiorniku
zawierającym kwas azotowy, uran i pluton. Gazy rozerwały
zbiornik, a od ich oparów nastąpiło zwarcie instalacji
elektrycznej, a potem potężna eksplozja.
Słup ognia widoczny był z wielkiej odległości. Na
szczęście padał śnieg i prawie nie było wiatru, więc skażony
został obszar tylko w promieniu 20 km.
Zdążyłem się przyzwyczaić do chorobliwej atmosfery
tajności otaczającej wszystko, co w byłym Związku Radzieckim
związane było z atomistyką. Jednak nadal zdumiewa fakt, że
potężny ośrodek atomowy oraz zbudowane wokół niego miasto
liczące 114 tysięcy mieszkańców, przez tyle lat nie istniało
na żadnej mapie. Co więcej, nie istnieje nadal, a na jego
określenie wciąż używa się kryptonimu Tomsk-7.
Wszystkie te miasta mają status prawny terenów
przygranicznych i rzeczywiście są w pewnym sensie "państwami
w państwie". Każde z nich otacza szeroki pas zaoranej ziemi,
wieże strażnicze i kilometry drutu kolczastego.
Tajemnicze cyfry dodawane do nazw ośrodków atomowych
oznaczały jedynie numer kodu pocztowego. Fakt istnienia
Czeliabińska-70 wcale nie oznaczał, że gdzieś tam,
powiedzmy, na dalekiej Syberii było 69 innych Czeliabińsków.
Źeby sprawę jeszcze bardziej skomplikować, Rosjanie co kilka
lat zmieniali numery kodów, na przykład z Czeliabińska-40 na
Czeliabińsk-65.
We wszystkich tajnych miastach obowiązywały absurdalne
wręcz środki bezpieczeństwa. Na przykład Chruszczow nakazał,
by w Krasnojarsku-26 wszystko - czyli reaktor, fabryki i
część mieszkalną - zbudować pod ziemią i połączyć za pomocą
tuneli. Mówi się, że ich długość jest dziesięciokrotnie
większa od długości tuneli moskiewskiego metra.
Dwie największe katastrofy wydarzyły się w zakładach Majak
w ośrodku Czeliabińsk-40 (przemianowanego 10 lat temu na
Czeliabińsk-65). W 1957 roku wybuchł w nich zbiornik
magazynowy, emitując promieniowanie o stężeniu 20 milionów
curie. Eksplozja spowodowała skażenie promieniotwórcze
obszaru o powierzchni 20 tyś. km, zamieszkałego przez 450
tyś. ludzi. O niczym ich nie poinformowano.
Z zakładów Majak latami usuwano odpady ciekłe do
pobliskiego jeziora Karaczaj. W 1967 roku, podczas strasznej
suszy jezioro wyschło. Z dna jeziora wiatry zdmuchnęły pyły
radioaktywne o stężeniu 120 milionów curie. Dla porównania,
podczas katastrofy w Czarnobylu zanotowano stężenie od 25
milionów do 50 milionów curie.
Przeprowadzane w 1991 roku badania nad brzegami jeziora
Karaczaj wciąż wykazywały poziom aktywności 600 rentgenów na
godzinę: jest to dla człowieka dawka śmiertelna po jednej
godzinie.
Ja chciałem się tam dostać osobiście i sprawdzić ile w tym
wszystkim było prawdy. Pomimo tego, że minęło już od tego
wydarzenia ponad 40 lat, dochodząc w strefę jeziora można
było zauważyć walające się białe kości, obumarłą roślinność
i wciąż wyschnięte jezioro. Nie zamierzałem już teraz
sprawdzać poziomu promieniowania nad brzegiem, to co
zobaczyłem mi wystarczyło. Jeszcze tylko zaliczyć wioskę i
spadam z tego bagna jak najszybciej.
Jeżeli nie uda mi się wrócić całym i żywym i tak mnie
odnajdą i przeczytają to co mam do powiedzenia w tej
sprawie. Wszczepione przed naszą misją teledatory osobiste
emitują sygnały radiowe, dzięki którym możliwa jest
lokalizacja każdego z nas. Na razie żyje, jak długo nie
wiem. Ale zaczynam mieć tego dość. Tym bardziej, że poziom
promieniowania jaki mogę przyjąć zwiększa się z każdą
chwilą.
Zawróciłem. Następne dwa dni marszu. Jestem w pobliżu
wioski mutantów. Jak na moje dane, myślę, że powinno być ich
jeszcze około dziesięciu. Gdzie oni żyją, czym się
pożywiają, gdzie śpią, co piją? Tysiące pytań przewija mi
się w głowie i ani na jedno nie potrafię logicznie
odpowiedzieć. Teraz była pełnia lata, ale w zimie nie było
szans przeżyć tutaj bez mieszkania. Nasza misja skończyła
się w chwili gdy zostałem sam. Regulamin mówił, że
gdybyśmy czasem trafili na niesprzyjające warunki, to misja
trwa do chwili, gdy przy życiu pozostaje nas co najmniej
trzech. W innym przypadku zostajemy tylko biernymi
obserwatorami i po badaniach mamy udać się w bezpieczne
miejsce i czekać na przylot śmigłowca transportowego. Do
końca misji pozostały mi jeszcze 4 dni. Do tego czasu jestem
zdany tylko na siebie.
Zobaczyłem ich znowu. Stali na skraju wioski i patrzyli.
Nie sądzę żeby posługiwali się wzrokiem. Oni musieli mieć
uaktywnione jakieś inne zmysły. Byłem oddalony o niecały
kilometr, gdy nagle jeden z nich odwrócił się i zaczął biec
w moją stronę. Zamarłem. Teraz bez względu na wszystko
myślałem tylko o oddaleniu się z tego miejsca. Zacząłem biec
ile sił w nogach. Na próżno. Gdy się obróciłem zobaczyłem,
że mnie dogania. Musiałem go zabić. Stanąłem, przymierzyłem
i wypaliłem. Krwawy potok z jego skroni w niczym nie
przeszkadzał mu w pogoni za mną. Wypaliłem znowu. Widziałem
jego twarz, cała powykrzywianą, ciemnego koloru,
nienaturalne otwory nosowe, zasklepiona jama ustna, oczy
białe całkowicie. Tak jak przypuszczałem, nie używał oczu,
być może łączność telepatyczna pozwalała wykrywać mu swoje
ofiary. Dzieliło nas sto metrów, może mniej. Nie mogłem biec
dalej, byłem za bardzo zmęczony. Zacząłem strzelać w nogi,
pociski rozrywające poskutkowały. Odpadła mu noga, nie mógł
mnie gonić. Zaczął pełznąć, wił się jak robak na haczyku i
wydawał z siebie przeciągłe gwizdy.
Nigdy nie myślałem, że dane mi będzie ujrzeć człowieka tak
bardzo odmiennego od ludzi znanych na co dzień. To był
koszmar, który wydarzył się na prawdę. Zacząłem iść, jak
najdalej stąd. Zobaczyłem wzniesienie, koło którego zginęli
moi kumple. Poszedłem tam w nadziei, że być może znajdę
nadajnik.
To co zobaczyłem przerosło moje zdolności psychofizyczne,
zacząłem tracić nadzieje na powrót. Oni tam siedzieli i
gapili się na mnie. Patrzyli się na mnie w nienaturalny
sposób. Mieli takie same białe gałki oczne jak ten,
którego zabiłem. Nawet nie próbowałem uciekać. Dokonałem
ostatniej transmisji danych do podręcznego dyktafonu.
Siadłem i czekałem na śmierć.
>> Cobretti <<
Co nieco o obiektach.
Autor: Fish
Wykorzystanie obiektów na przykładzie bibliotek
Turbo Vision i Object Windows.
W artukule tym mam nadzieję przedstawić podstawy używania
obiektów w programach nawiązując do obiektowych bibliotek
Borlanda dostępnych w kompilatorach Pascala i C tejże firmy.
Istotą stosowania obiektów w tych bibliotekach jest stworzenie
obiektów programowych reprezentujących obiekty użytkownika.
W Turbo Vision (Dos) i Object Windows (Windows), widać wyraźne
upodobnienie obiektów widzianych oczami użytkownika do obiektów
programowych. Okna to pojedyncze obiekty. Każdy obiekt może
zawierać w sobie dalsze obiekty. Załóżmy że tworzymy okienko
dialogowe (to właśnie obiekt), celem którego jest przeprowadzenie
krótkiego dialogu z użytkownikiem. Tworzymy okno dialogowe w
którym umieszczamy przyciski, teksty statyczne, menu itp. Każdy
z elementów wewnętrznych jest obiektem. Nasze okienko umieszczamy
w oknie aplikacji (w Object Windows) lub na DeskTopie (Turbo
Vision) (to też obiekty). Każdy z obiektów zawiera metodę
umożliwiającą przerysowanie go (zwykle Draw albo Paint). Obiekt
jest przerysowywany zwykle przez szereg instrukcji programowych
na podstawie zawartości pól obiektu. Taki sposób rysowania jest
bardziej czasochłonny od odtwarzania tła jednak ma znacznie
mniejsze wymagania pamięciowe a jednocześnie nie wyklucza prostych
metod polegających na zapamiętywaniu mapy bitowej. Szczególnie
istotne jest to w środowisku Windows gdzie jednocześnie może
pracować wiele tych samych i różnych aplikacji. Pomimo istnienia
rozbudowanego menedżera pamięci potrafiącego porządkować pamięć,
tworzyć pamięć na dysku i zarządzać tak stworzonym zbiorem
pamięci wirtualnej, problem odpowiedniego wykorzystania
pamięci jest nie mniejszy niż dla aplikacji Dos'owych pracujących
w trybie rzeczywistym. W celu oszczędzania pamięci każdy blok
może posiadać wiele atrybutów dotyczących: możliwości wymiatania
na dysk, zmieniania lokacji w przestrzenia adresowej, blokowania
w ustalonym miejscu itp. Tak np. kod programu zasadniczo jest
niewymiatalny zablokowany w pamięci fizycznej, ale za to dla
wielu instancji tej samej aplikacji nie jest powielany.
Inne bloki jak np. zasoby mogą być nawet zwalniane (oczywiście o
ile można je ponownie załadować). Biblioteka Turbo Vision ma
podobny charakter jak graficzna Object Windows, ale pracuje w
DOS'ie w trybie tekstowym. Powyższy opis może być niejasny dla
osób nie obeznanych z zastosowaną terminologią jednak po
przeczytaniu dalszej części artykułu stanie się jasny.
Przy całej wygodzie operowania obiektami wypada jeszcze poruszyć
problem zarządzania obiektami i ich zachowaniami. Został on
określony w postaci obsługi zdarzeń. Aplikacja posiadająca wiele
okien musi odpowiednio reagować na zachodzące zdarzenia takie
jak naciskanie klawiszy, wybieranie okien i przycisków przy
użyciu myszki. Rozwiązane to jest w obu bibliotekach w postaci
metod reagujących na właściwe zdarzenia.
W Turbo Vision każdy wizualny obiekt posiada metodę HandleEvent
reagującą na komunikaty poprzez wywołanie właściwych metod.
Metoda HandleEvent obiektu nadrzędnego aplikacji jest wywoływana
w pętli zdarzeń w poniższy przybliżony sposób:
repeat
GetEvent(Msg);
HandleEvent(Msg);
until Msg.Command=cmdQuit;
Reakcją jest wywołanie metod HandleEvent obiektów, które zawiera
aplikacja w poniższy przykładowy sposób:
procedure TApplication.HandleEvent(Msg:TMsg)
begin
for Obiekt:=1 to IloscObiektow do
TablicaObiektow[Obiekt].HandleEvent(Msg);
end;
Te mogą postąpić tak samo (jeśli zawierają w sobie obiekty) bądź
odpowiadają bezpośrednio na zdarzenie zmieniając stan obiektu.
Problem przesyłania różnego rodzaju informacji został zresztą
rozwinięty w postaci procedur PutEvent i Message.
W Object Windows jest trochę inaczej bo to system zajmuje się
rozsyłaniem komunikatów (zdarzeń) do obiektów wizualnych. Z tego
powodu programowanie w OWL (Object Windows Library) może nawet
okazać się łatwiejsze niż w Turbo Vision. Nie ma metod HandleEvent
za to wybrane metody są wywoływane przez system w odpowiedzi na
zdarzenia. Wymaga to przypisaniu im właściwych kodów numerycznych
zdarzeń (standardowych bądź nowo utworzonych). Przypisanie to jest
realizowane przy deklarowaniu obietku, gdzie obok parametrów metody
podaje się na jakie zdarzenie ma reagować. Poza samą OWL
wykorzystuje się także funkcje GDI (ang. Graphics Device Interface -
graficzny interfejs użytkownika) systemu Windows pozwalające między
innymi uniezależnić programistę od różnorodności oferowanych kart
graficznych. Podobne funkcje pomagają realizować obsługę dźwięku
bez znajomości dokładnych możliwości kart muzycznych.
Przystąpmy może jednak do opisu obiektów bo te są istotą
skutecznego programowania.
Obiekty statyczne (wstęp).
Obiekty są powiązaniem rekordów z procedurami do ich obsługi.
Każdy z obiektów może posiadać pola z danymi oraz procedury do
ich obsługi. Zwykle operując na danych (polach) obiektu używa
się do tego celu metod choć jest do nich dostęp także
bezpośredni jak do pól rekordu o ile umieszczono je w sekcji
publicznej.
type TObiekt=object
{pola}
Rozmiar:Word;
{to przykład a może tu być i inny obiekt}
{metody}
procedure Rysuj;
{procedura obiektu, czyli metoda}
end;
procedure TObiekt.Rysuj;
begin
.. jakieś działanie, które może być zależne od pól
obiektu np.
Pole1 Kolko(Rozmiar);
{rysowanie kółka w/g zawartości pola}
end;
var
Obiekt:TObiekt;
użycie w celu odczytania pola
Writeln('Rozmiar ',Obiekt.Rozmiar)
Zasadniczo należy unikać używania pól obiektu. Są one zawarte
w nim po to by obiekt mógł zawierać pewne informacje niezbędne
do jego działania ale polami powinny się posługiwać tylko jego
metody. Jeśli już chce się uzyskać zawartość pola powinno
się napisać odpowiednią metodę pobierającą je. Jest możliwość
zadeklarowania pól i metod w sekcji private w wyniku czego
powyższa uwaga stanie się niepotrzebna bo po prostu możliwości
odwołania do pól i metod tej sekcji nie będzie. O ile w
przypadku czytania wydaje się to niepotrzebnym utrudnieniem o
tyle możliwość zapisania (zmiany) pola obiektu może się okazać
niebezpieczna np. gdy zawartość pól powinna odzwierciedlać
jakiś stan wewnętrzny obiektu. Mimo, że teoretycznie obiekt
będzie w dotychczasowym stanie pole może świadczyć o czymś
zupełnie innym.
wykorzystanie metod
Obiekt.Rysuj;
...spowoduje narysowanie naszego kółka.
Można tutaj bardziej zadbać o zgodność nazw zmiennych z ich
rzeczywistym przeznaczeniem. W szczególności zmienna
obiektowa mogłaby nazywać się Kolko (Kółko) a typ TKolko.
Taka zmiana niewiele kosztuje a oszczędza czas przy
modyfikacjach. W żadnym przypadku nie nazywaj zmiennych nic
nieznaczącymi nazwami jednoliterowymi. Używaj raczej zbyt
długich nazw zmiennych, które możesz kopiować wykorzystując
możliwości edytora, niż tych "jednoliterówek".
Obiekty dynamiczne.
Zastosowanie obu bibliotek wymaga stosowania obiektów
dynamicznych. Obiekty dynamiczne nie różnią się niczym od
zwykłych zmiennych dynamicznych. Każdy z obiektów wirtualnych
(posiadających metody wirtualne) musi posiadać konstruktor i
destruktor.
Konstruktor jest wyspecjalizowaną metodą (procedurą) do
inicjowania obiektu. Nawet gdy obiekt nie robi nic wymagane
jest jego utworzenie i wywołanie. Wewnętrznie konstruktor
tworzy tablicę metod wirtualnych (VMT - Virtual Method Table)
niezbędną do funkcjonowania obiektu. Jeśli obiekt ma
posiadać pola dynamiczne, można w konstruktorze utworzyć
potrzebne obszary pamięci.
Destruktor jest odpowiednią metodą kończącą obiektu analogiczną
do inicjującego konstruktora. Zasadniczon powinien być wirtualny
(o tym potem). Może zawierać instrukcje zwalniające przydzieloną
pamięć i jest wykorzystywany przy zwalnianiu pamięci przez
obiekt dynamiczny.
Deklaracja potrzebnego typu wskazującego:
type
PObiekt=^TObiekt;
Utworzenie obiektu:
Obiekt:=New(PObiekt,Init(...));
gdzie:
Obiekt - zmienna dynamiczna typu PObiekt lub jego przodka,
ale nie potomka o dziwo !
PObiekt - nazwa typu wskazującego obiekt tego typu
Init - nazwa konstruktora (zwyczajowo ma nazwę Init)
Zwolnienie:
Dispose(Obiekt,Done);
Jak widać operacje te nie różnią się zbytnio operacjami w
odniesieniu do zwykłych zmiennych dynamicznych. Należy tylko
przy tworzeniu użyć konstruktor a przy zwalnianiu destruktor.
Dziedziczenie obiektów.
Od wcześniej zadeklarowanego obiektu w postaci
type TPrzodek= object
pola
metody [virtual] {zwykłe lub wirtualne}
end;
można utworzyć obiekt potomny:
type TPotomek= object(TPrzodek)
nowe pola
nowe metody (lub pokryte)
end;
var
Potomek:TPotomek;
Obiekt taki dziedziczy pola i metody przodka nie wymagając
powtórnej ich deklaracji co oznacza, że zmienna obiektowa Potomek
może wykorzystywać te zadeklarowane w Przodek oraz nowo
zdefiniowane. Można jednak pokryć pola i metody przodka co daje
skutek ich zastąpienia choć nie uniemożliwia całkiem wywołania
pokrytych metod przodka (patrz trochę niżej). Obiekt taki może
ponadto posiadać kolejną porcję nowych pól i metod. Po to właśnie
tworzy się nowy typ obiektowy.
Metody wirtualne.
Załóżmy, że w obiekcie przodku określimy daną metodę jako
wirtualną np. Rysuj (virtual) i wykorzystamy ją wywołując z
innej np. UstalStan.
Weźmy obiekt dziedziczony Przodek
type TPrzodek= object
StanAktywny:Boolean;
procedure UstalStan( AStanAktywny:Boolean);
procedure Rysuj; virtual;
end;
procedure TPrzodek.UstalStan;
begin
StanAktywny:=AStanAktywny;
Rysuj; {tutaj wołamy naszą wirtualną metodę}
end;
procedure TPrzodek.Rysuj;
begin
{tutaj powinno nastąpić wyrysowanie w.g}
{aktualnej zawartości pola StanAktywny}
end;
var
Przodek:TPrzodek;
oraz obiekt dziedziczący Potomek
type TPotomek= object(TPrzodek)
procedure Rysuj;virtual;
end;
procedure TPotomek.Rysuj;begin
{wyrysowanie w/g dziedziczonego pola StanAktywny}
{ale w inny sposób niż w przodku}
end;
var
Potomek:TPotomek;
W obiekcie dziedziczonym Przodek możemy wywołać metodę
TPrzodek.UstalStan, która spowoduje wywołanie metody
TPrzodek.Rysuj. Jeśli w obiekcie dziedziczącym
określimy nową metodę TPotomek.Rysuj (koniecznie o takiej
samej nazwie i liczbie parametrów oraz określeniu virtual
jak metoda TPrzodek.Rysuj) i użyjemy dziedziczonej
UstalStan to zamiast metody TPrzodek.Rysuj zostanie wywołana
TPotomek.Rysuj. Gdyby metoda Rysuj nie była wirtualna (nie
podano virtual ani w przodku ani obiekcie dziedziczącym),
użycie w programie UstalStan wywoła jedynie metodę TPrzodek.
Rysuj mimo, że obiekt jest potomkiem i zawiera nową
metodę TPotomek.Rysuj.
wywołanie:
Potomek.UstalStan(True) {lub False => to tylko przykład}
Spojrzenie praktyczne.
Jeśli mamy nadzieję w przyszłości dziedziczyć nasz obiekt
by zmodyfikować jego działanie, niech metody, które będziemy
pokrywać będą wirtualne. Załóżmy, że jest metoda rysująca
obiekt na ekranie o nazwie Rysuj, powinna być ona wirtualna.
Tworząc potomka utworzymy nową metodę Rysuj rysującą nieco
inaczej nasz obiekt. Funkcjonowanie takiego obiektu wykorzysta
nowo napisaną metodę nawet bez jej bezpośredniego wywołania
np. jeśli przodek wywoła tąże metodę.
Istnieje przydatna możliwość wywołania dziedziczonych metod
nie tylko dla metod wirtualnych. Można to zrobić poprzez
podanie typu przodka lub używając słowa inherited.
constructor TPotomek.Init;begin
inherited Init; {lub przestarzale TPrzodek.Init;}
... end;
lub jak zaproponowano powyżej
procedure TPotomek.Rysuj;begin
inherited Rysuj; {wyrysowanie jak chce przodek}
... inne elementy graficzne dorysowane na wyrysowanym
już obiekcie end;
podobnie destruktor
destructor TPotomek.Done;begin
...
inherited Done;end;
Tak tworzone obiekty mogą przechowywać dane w postaci pól i
operować na nich metodami. Użycie obiektów nie ogranicza się
jedynie do skojarzenia z obiektami graficznymi, ale ten
szczególny przykład ma dobre walory edukacyjne a nie jest jak
widać oderwany od rzeczywistości. Myślę, że ten skrótowy
opis wystarcza do zorientowania się w możliwościach korzystania
z obiektów i bibliotek obiektowych (Turbo Vision i Object
Windows) Pascala lub C przy okazji obiektów w ogóle. Z
konieczności opis ten nie jest tak precyzyjny jak opisy w
literaturze jednak przede wszystkim obrazuje charakter obu
bibliotek jednocześnie. Trudno tutaj rozwijać skomplikowane
wywody skoro istnieje już wiele tomów dokumentacji tych
bibliotek poczynając od dokumentacji dostarczanej razem z
kompilatorami Borland Pascal czy C++ zajmującej sporej
wielkości i wagi pudło.
Mam nadzieję, że wzbogaciłem kogoś z czytających.
Zapraszam na moją stronę:
http://www.cto.us.edu.pl/~trzcionk
gdzie można znaleźć całą moją pracę dyplomową ze studium,
które ukończyłem http://www.c.../~trzcionk/dyplom.html
a ponadto można się ze mną skontaktować pocztą elektroniczną
na adres: mailto:██████████████████
(ewentualnie bez "mailto:" bo to tylko sposób zapisu URL).
--- FISH ---
Q-Sound = X-Sonic.
Autor: Q-Sound
Czasami mam małe odchyły i ostatnio też mnie
złapało. Od teraz można zapomnieć o xywie X-SONIC, teraz oficjalnie
zostaje ona zmieniona na Q-SOUND, oczym wszystkich zainteresowa-
nych serdecznie poinformowałem...das ende...
Ona.
Autor: Cobretti
Ona.
To co z nią zrobiłem nie jest powodem do dumy lub chwały.
Niestety, tak musiało się w końcu stać, życie jest twarde
jak .... tu sobie możesz wpisać to z czym Ci się kojarzy
twardość życia.
Była taka niewinna, bardzo młoda i zagubiona. Spodobała mi
się od razu, szczególnie po tym co mogła mi zaoferować. Nie
ukrywała przede mną niczego. Pierwszy raz zrobiłem to u mnie
w domu, była cała gorąca, wciąż nie miała dość, a ja byłem
spragniony nowych odczuć i rozkoszowałem się jej widokiem.
Leżała milcząca, pozwalała robić ze sobą wszystko. Źeby jej
dorównać kroku musiałem się nieźle natrudzić... ale warto
było!!
Byliśmy z sobą codziennie, nie tylko w ciągu dnia, ale
również wieczorami. Zdarzały się dni, które spędzaliśmy z
sobą w całości, a o nocach już nawet nie będę wspominał.
Ciekawe co wtedy czuła?? Nigdy mi o tym nie mówiła, a ja nie
pytałem, żeby nie psuć nastroju. Ożywała w momencie gdy
mogłem jej zaaplikować to na co czekała czasami godzinami,
tak, wtedy musiała czuć się rozkosznie... te dźwięki jakie
wydawała, ciche i rozkoszne odgłosy.
Czy było nam dobrze ze sobą?? Myślę, że na początku
łączyło nas coś niesamowitego, ale z czasem popadliśmy w
rutynę. Tylko włożyć, wyjąć, włożyć, wyjąć... z czasem coraz
więcej i szybciej. Czas płynął nieubłaganie, i zastanawiałem
się co z nami będzie. Stawała się szarą codziennością, fakt,
że była bardzo potrzebna, żebym mógł normalnie
funkcjonować, ale czy była niezastąpiona??
Pamiętam nasze wspólne wieczory, ukrywanie się przed
rodzicami, którzy mówili żebym uważał, bo potem będę miał
problemy ze zdrowiem... Nic nie było nas w stanie od siebie
rozłączyć, czuliśmy się dobrze w swoim towarzystwie. Ona mi
nie mówiła co mam robić, była bezwzględnie oddana i
posłuszna. Fakt, że czasem kaprysiła, ale za każdym razem
jej to wybaczałem. Warto było.
Pewnego dnia postąpiłem okropnie. Musiało ją to zaboleć,
musiała poczuć się upokorzona, niepotrzebna i wykorzystana.
Tak, wykorzystana to najlepsze słowo, które może oddać
nastrój tamtego dnia. Wykorzystałem ją i odrzuciłem od
siebie. Nie wiem gdzie jest teraz, co robi... Być może jest
teraz z innym... w każdym razie musieliśmy się rozstać, to
było nie uniknione.
Nie mogła się bronić, stawiać oporu, protestować - byłem
po prostu silniejszy i robiłem z nią co chciałem. Szanowałem
ją, myślałem na początku, że to właśnie ona zostanie tą
jedyną. Niestety, tak się nie stało, zresztą nie mogło się
tak stać, bowiem ciągle poszukuję czegoś nowego,
nieujarzmionego, nieznanego i jeszcze lepszego. Ona mi nie
wystarczała...
Znałem ją ponad rok, dokładnie, centymetr po centymetrze.
Nie miała przede mną żadnych tajemnic. Bywaliśmy w różnych
miejscach, zjeździliśmy trochę kilometrów, przeżyli nie
jedną przygodę. Nauczyła mnie logicznie myśleć i widzieć
sprawy w nieco innym świetle, bo dla niej zawsze wszystko
było bardzo proste. Nie wahała się, zawsze wiedziała co
zrobić, oczywiście to także moja zasługa.
Teraz jej nie ma i nie będzie już w moim życiu. Pozostało
wspomnienie tamtych wspólnie spędzonych chwil. Będę pamiętał
ją oczywiście do końca życia. Teraz jest ktoś inny, lepszy
niż ona. AMIGA - bo tak się nazywała, musiała być zastąpiona
przez lepszy komputer. To było oczywiste, nie tylko dla mnie
ale także dla niej. Nic nie trwa wiecznie i nie wszystko
jest tym czym się wydaje, co chyba pokazałem na przykładzie
tego tekstu.
>> Cobretti <<
Misja.
Autor: Cobretti
Misja.
Dotknął jej warg i wyszeptał:
- Muszę już iść. Czas na mnie. - Jeszcze tylko przejechał
ręką po tych cudownych włosach, które przed chwilą opadały
na jego twarz i zasłaniały mu najpiękniejszy uśmiech jaki
kiedykolwiek widział. Jej uśmiechnięta twarz, głębokie
upojne spojrzenia, filuterne i zalotne miny.
- Zawsze się gdzieś spieszysz. Nie możesz zostać jeszcze
chwilę? - błagalnym tonem wypowiedziała tak jak zawsze.
Wiedziała dobrze, że nie może zostać ale miała nadzieje, że
kiedyś pobędzie z nią dłużej.
- Wiesz dobrze, że nie mogę... - odpowiedział i zaczął się
ubierać.
Pocałował ją na pożegnanie. Została w łóżku sama. Pewnie
że tęskniła za nim, ale on miał w tej chwili ważniejszą
misję do wypełnienia. Wiedział, że ona nie zapyta o co
chodzi bo nie mógł jej powiedzieć. Ufali sobie
bezgranicznie, tworzyli zgraną parę i żadne z nich nie
chciało tego związku zaprzepaścić.
Szedł starą, dobrze znaną drogą prowadzącą z domu do
budynku Korporacji Gwiezdnej Zoltana. Nie patrzył przed
siebie, zdał się na instynkt. Myślał o czymś co nie dawało
mu spokoju od kilku miesięcy. Po sześciu minutach znalazł
się w środku gmachu. Jak zawsze panował tutaj straszny ruch.
Ludzie gdzieś się spieszyli, coś załatwiali, zapychali
niepotrzebnie windy i tarasowali przejścia. Nie cierpiał
tłoku, wyszedł z holu i przeszedł do małego budynku na
zewnątrz. Tu znajdował się teleporter dostępny tylko dla
ludzi z Korporacji. On do Korporacji nie należał z czego był
nawet zadowolony. Wystukał na klawiaturze alfanumeryczny kod
dostępu, po czym rzucił do mikrofonu nazwę stacji docelowej.
- Witam Asterey. Spodziewałem się że wpadniesz. Jak nie
dziś to jutro, ale wiedziałem, że przyjdziesz. - Ben wstał z
fotela i ruszył w strone dopiero co przybyłego speca od
sztucznej inteligencji.
- Jak się masz Ben! Spodziewałeś się mnie, mówisz? -
Asterey nie wyglądał na zdziwionego. - W końcu ten problem
dotyczy także ciebie, fakt. Mam nadzieję, że uda mi się go
dzisiaj rozwiązać.
- W jaki sposób masz zamiar dowiedzieć się kto szmugluje
procesory logiczne? Przecież jesteś tylko człowiekiem. - Ben
nie za bardzo wierzył w słowa młodzieńca bo i sprawa była na
tyle zagmatwana, że nie mógł ją rozwiązać zwykły
śmiertelnik.
- Właśnie dlatego, że jestem człowiekiem dam sobie radę.
Ale na razie nic nie powiem, żeby nie było żadnych
przecieków. - powiedział i zawiesił na moment głos. -
Udostępnij mi wszystkie kody do stacji roboczych i
cybernetycznych strażników. W końcu po to tu jestem.
- Czyżbym też był podejrzany? Kody masz przygotowane na
dysku. Jest to tak zwany dysk kuriera. Gdyby ktoś chciał się
do niego dobrać a nie zna kodu dostępu dane na dysku ulegną
bezpowrotnemu zniszczeniu. - Ben obracał pomiędzy palcami
kawałek plastyku z kodem. - Numer dostępu to numer mojego
identyfikatora. Mam Ci powiedzieć czy już go znasz. -
Uśmiechnął się, bo wiedział, że dla Asterey'a dostęp do
tajnych danych to kaszka z mleczkiem.
- Powiedz, chcę sprawdzić czy nic nie zmieniłeś. - Asterey
też się uśmiechnął, wiedział że Ben wie, że on zna ten
numerek.
- Nic nie zmieniłem. W takim razie masz wszystko co jest
Ci potrzebne. Teraz lepiej już idź. Wolałbym, żeby nikt Cię
tutaj nie widział. - Wstał z fotela i odprowadził Asterey'a
do drzwi.
- Do zobaczenia wieczorem, jak nie wrócę to powiedz
Leili... Albo nie, nic jej nie mów, domyśli się, dlaczego
nie wróciłem. - Spojrzał jeszcze raz Benowi w oczy i
wyszedł.
Szedł teraz o wiele pewniej, nie będzie musiał tracić
czasu na przejście wszystkich kodów transmisji i omijanie
zabezpieczeń przy strażnicach zaporowych. Myślał o
dziewczynie, którą zostawił w łóżku. Chciałby do niej
wrócić cały i zdrowy. Ale z drugiej strony misja jaką musiał
wypełnić nie dawała mu spokoju. Jako jedyny specjalista od
sztucznej inteligencji i główny doradca od systemów
logicznych miał nielichy problem do rozgryzienia. Ktoś
szmuglował procesory logiczne, mogące powodować zakłócenie
pracy robotów serwisowych i strażników. Źeby było mało, nie
sprzedawał tego towaru tylko bezpośrednio wymieniał moduł
logiczny w robotach i to w przypadkowych jednostkach.
Stanął przed wejściem do tunelu serwisowego prowadzącego
do magazynu centralnego. Strażnik spytał go o kod dostępu.
Podał wymaganą kombinację i poszedł dalej. W jego głowie
snuły się domysły i plan działania. Procesory logiczne były
jak dotąd wkładane do jednostek opuszczających magazyn.
Skoro tak, to być może tutaj trzeba szukać rozwiązania
zagadki. Ale wchodząc tutaj narażał się śmierć. Sam nie miał
przy sobie żadnej broni. Był jedynym człowiekiem w
magazynie, bo ludzie byli tutaj niepotrzebni. I dodatkowo,
jeżeli nawet spotka tutaj myślące roboty to
najprawdopodobniej i tak nie dadzą tego po sobie poznać. Nie
może próbować grzebać w ich układach bo może się zdemaskować
i z tego magazynu na pewno nie wyjdzie cały.
Procesory logiczne były towarem o największym stopniu
zabezpieczeń. Tylko nieliczni mieli do nich dostęp i tylko
specjaliści byli w stanie je oprogramować. Było to
największe osiągnięcie w nauce pozwalające na samoistne
funkcjonowanie robotów, nie wymagający kontroli. Przydawało
się przy wysyłaniu ekspedycji na niezbadane planety, przy
pracach zagrażających życiu człowieka oraz przy pracy z
materiałami rozczepialnymi.
Zabezpieczenia polegały na tym, że odpowiednie jednostki
dostawały określony procent inteligencji. Tak aby nie
rozwinęły się zbytnio i była możliwa kontrola nad nimi w
przypadku awarii. A te procesory użyte tutaj
najprawdopodobniej mają zniesione wszystkie poziomy
zabezpieczeń, ale tego jeszcze do końca nie był pewien.
Szedł długim prostym korytarzem a po drodze mijały go
modele T-10 i T-110 przeznaczone do transportu. Przewoziły
jakieś skrzynie. Starał się wyczuć w nich coś nienormalnego,
podniesiony poziom inteligencji lub coś w tym stylu, ale
wszystko na nic. Albo dobrze udawały albo były głupie jak
but. Próbował zachodzić im drogę, odbierać skrzynie, ale nic
w ich zachowaniu nie zobaczył nienaturalnego. Prawdziwe
niespodzianki miał dopiero w zanadrzu. Szedł dalej, minął
model S-98 i coś go ruszyło. "Czemu strażnik nie stoi na
swoim miejscu?" pomyślał. To mógł być podstęp. Gdyby teraz
zawrócił i próbował dowiedzieć się co się stało, że zszedł
ze stanowiska mógłby wpaść. Gdyby tego nie zrobił to też by
było dziwne. Stanął, odwrócił się i krzyknął:
- S-98, czemu nie jesteś na pozycji? - czekał co odpowie robot.
- Mam opuścić magazyn, dostałem nakaz z centrum kontroli
robotów. - bezdusznym głosem odparł robot po czym dalej
powoli posuwał się na przód.
"Muszę mu odpuścić i udawać, że się nic nie stało. Oni na
pewno już wiedzą, że tu jestem". Centrum sterowania
znajdowało się trzy poziomy wyżej, nad ziemią. Tutaj w
oświetlonych korytarzach musiało znajdować się od groma
kamer i czujników. Nie miał jeszcze pomysłu jak to obejść.
Szukał jakiegoś terminala, jakiejś końcówki, komputera
wpiętego w sieć. Spojrzał na mapę korytarzy wiszącą na
ścianie. Skręcił na prawo, zszedł schodami w dół i znalazł
się na poziomie 2. Znowu musiał podać identyfikator.
Strażnik S-77 zachowywał się tak samo normalnie jak reszta
robotów.
Wszedł do pomieszczenia, w którym stały trzy komputery
powiązane z centrum sterowania. Teraz zaczął mieszać w
systemie. Na początek zdobył numery pozostałych strażników i
wyłączył je za pośrednictwem fal elektromagnetycznych.
Wiedział, że te które będą się poruszać to inteligentne
maszyny, które zabezpieczyły się przed wyłączeniem.
Teraz pozostało mu niewiele czasu aby dostać się na poziom
0 i spróbować opanować magazyn. Wychodząc z pomieszczenia
natknął się na robota S-56. Stał obok drzwi i ani drgnął.
Sprawiał wrażenie wyłączonego.
"Pewnie udaje" pomyślał i krzyknął w jego strone:
- Hej, S-56 co tu robisz? - ale robot stał jak przedtem,
nie był głupi żeby dać się zdemaskować.
Zaczął biec. Robot, którego zostawił powoli sunął w jego
stronę. "Ha, więc jednak miałem rację" pomyślał. Zapamiętał
numer i jeszcze bardziej przyśpieszył kroku. Podczas biegu
mijał wyłączone roboty serii T. Gdy brał następny zakręt
wpadł na S-19. Niewiele myśląc wyrwał mu broń. Mały zgrabny
blaster był teraz zbawiennym lekarstwem na chorobę, która
dotknęła ten magazyn. Zobaczył jak na prostej ustawiły się
dwa roboty serii S. Zaczął strzelać. Jeden został uszkodzony
a drugi tylko nadpalony. Nie miało to dla niego znaczenia.
Rozbroił je i pomknął dalej. Gdy dostał się do głównego
magazynu zobaczył, że wszędzie jest tu pełno kamer i
dziwnych czujników. Z boku stał terminal.
Jego palce zaczęły tańczyć na klawiaturze w rytm muzyki
jego umysłu. Wyświetlił mapę podziemi. Był bez wyjścia, a
roboty szły w jego stronę. Nie musiały się śpieszyć, bo nikt
stąd nie jest w stanie uciec. Ale jego wzrok spoczął na
teleporterze. "Nie powinno go tu być" pomyślał. Ale skoro
jest, pozwolił sobie na pół godziny zwłoki. Potrzebny był
kod dostępu uruchamiający teleporter. Teraz starając się
ominąć zabezpieczenia próbował go zdobyć. Czuł, że ktoś
przeszkadza mu w penetracji systemu. Dziwił się nawet
dlaczego nie wyłączą zasilania, ale widocznie ktoś na górze
nie myślał logicznie. "Mam go!" krzyknął w myślach. Zrzucił
komputer na ziemię i używając następnego kodu, jaki dostał
od Bena otworzył sejf. W środku lśniła cała seria procesorów
logicznych. To stąd je brali. Ale ktoś musiał najpierw dać
im kod dostępu. Od spraw bezpieczeństwa sprzętu był Ben. Nie
zastanawiał się długo. Teraz musiał zrobić tu porządek.
Gdzieś tutaj był skład pocisków do blasterów i małe
wyrzutnie taktyczne do operacji naziemnych. Skierował się do
wyjścia.
Znowu T-78 zajechał mu drogę. Na niego pociski z broni
ręcznej nie działały, był odpowiednio wzmocniony specjalnie
do transportu towarów. Rzucił się na ziemię i rozpruwając
sobie mundur o gąsienice jezdne znalazł się po drugiej
stronie robota. Modele T były za wolne, żeby zareagować
odpowiednio szybko. Asterey zaczął biec w stronę zbrojowni.
Szybkimi ruchami palców wprowadził kod dostępu i zatrzasnął
drzwi. Tu znalazł wszystko co potrzebował. Umieścił
detonatory i działa w jednym miejscu. Pouzbrajał głowice
taktyczne, paliwo i moduły z tlenem przeniósł w drugą
cześć pomieszczenia. Jak to wszystko wybuchnie, to cały
kompleks nadaje się tylko na złom. Będzie się o to martwił
jak go sprowadzą na Ziemię. W tej chwili wiedział, że musi
przeżyć.
Cztery detonatory rozmieścił symetrycznie w sali po czym
otworzył drzwi i jednym pociskiem taktycznym powalił
czekające przed drzwiami roboty. Miał czystą drogę. Zaczął
biec do teleportera.
Wbiegł do kapsuły, zaczął wstukiwać alfanumeryczny kod,
nacisnął detonator, usłyszał odgłos eksplozji ale wciąż tu
stał. Za chwilę nie będzie tego miejsca na mapie a on wciąż
tu tkwił. Wydarzenia zaczęły dziać się w ułamkach sekund.
Teleporter był odłączony od sieci. Włączył go wprowadził kod
i zniknął. W tym momencie kapsuła uległa zniszczeniu. Znowu
udało mu się wyjść cało z tego bagna. Potężne targnięcie
całym kompleksem dało znać jak wiele było przechowywanej
broni. Też wbrew przepisom.
- Witaj. - Ben był przygotowany na tą wizytę. Trzymał w
ręku blaster i najwyraźniej chciał zrobić z niego użytek.
- Tak myślałem Ben. Ale to było do Ciebie nie podobne. Po
co Ci te procesory? Chciałeś mieć armię robotów na swoje
usługi? - Asterey grał na czas.
- Teraz to nie istotne, wszystko zepsułeś. Myślałem, że
tam na dole sobie nie poradzisz, ale wymknąłeś się. Jesteś
lepszy niż myślałem, a może to nie dopatrzenie z mojej
strony. - Ben kurczowo ściskał broń.
- No dalej, strzelaj! Na co czekasz? - Asterey wiedział,
że za chwilę doprowadzi go do stanu zmieszania. Każe mu do
siebie strzelać, a Ben nie lubi robić co mu się każe, wiec
zacznie myśleć. I to był ten moment.
Asterey skoczył na Bena, chciał mu odebrać broń, ale nie
zdążył go nawet obezwładnić. Ben nie żył, zginął przez
przypadek.
Wyszedł z biura Bena, skierował się do budynku Policji
Konfederacji Ziemskiej. Wiedział, że zacznie się teraz długi
proces i nie wszystko będzie dla nich jasne. Jak on nie
cierpiał przesłuchań...
Po wyjaśnieniu wstępnym dostał dwa dni wolnego. Należało
mu się po tym czego dokonał. Być może uratował skórę
ważniakom z Korporacji Gwiezdnej, być może uratował planetę
przed buntem robotów. Teraz to już przeszłość.
Znowu był w domu ze swoją dziewczyną.
- Muszę już iść. Czas na mnie. Ci z Korporacji chcą ze mną
gadać. - Gładził jej włosy i muskał wargami jej szyję.
- Zawsze się gdzieś spieszysz. Nie możesz zostać jeszcze
chwilę? - błagalnym tonem wypowiedziała tak jak zawsze.
Wiedziała dobrze, że nie może zostać ale miała nadzieje, że
kiedyś pobędzie z nią dłużej.
- Zostanę, oni mogą zaczekać... - Oplątał ją swoimi
potężnymi ramionami i zaczął całować, coraz niżej i niżej...
>> Cobretti <<
Kangur '96.
Autor: V.I.P.
Kangur'96
Kangur zwykle kojarzy się nam z pewnym australijskim zwierza-
kiem, a tym czasem artykuł ten będzie traktował o zupełnie innych
rzeczach. Otóż "Kangur" to Europejski Konkurs Matematyczny, w
którym niedawno miałem przyjemność brać udział. Jak sama nazwa
wskazuje jest to konkurs europejski, tak więc jest duże prawdo-
podobieństwo, że również w nim uczestniczyliście. Jeśli tak to wiecie
już o co chodzi, w przeciwnym razie pozwólcie, że Wam po krótce
wyjaśnie.
W latach 70. powstał w Australii pomysł nowej formy konkursu
matematycznego dla młodzieży szkół podstawowych i średnich.
Konkurs został nazwany "Kangur Matematyczny". Testowa formuła
konkursu okazała się bardzo atrakcyjna zarówno dla młodzieży jak
i dla nauczycieli. Konkurs w ciągu kilku lat objął prawie całą
populację uczniów australijskich.
W roku 1991 analogiczny konkurs zorganizowany został we
Francji i także tam stał się natychmiast bardzo poularny. Na zapro-
szenie francuskiego towarzystwa "Association Kangourou des Mathe-
matiques", organizatora konkursu na terenie Francji, w roku 1992
wzięli w nim udział również uczniowie polscy, a także rumuńscy,
bułgarscy i słowaccy.
Organizacją konkursu na terenie Polski północnej zajął się
Toruński Oddział Polskiego Towarzystwa Matematycznego, zaś w
rejonie wrocławskim Wojewódzki Ośrodek Matematyczny we Wrocła-
wiu. Liczba polskich uczestników konkursu wynosiła w pierwszej
edycji (maj 1992 r.) około 7.000, w drugiej edycji (maj 1993 r.) okołoj
15.000 uczniów, w trzeciej (w maju 1994 r.) już ponad 70.000 a
w czwartej (w marcu 1995 r.) około 150.000.
W maju 1993 r. odbyło się w Paryżu spotkanie konsultacyjne na
temat rozszerzenia konkursu na inne kraje europejskie. Uczestniczyli
w tym przedstawiciele 15 krajów europejskich. Honorowy patronat
nad konkursem objęła pani Catherine Lalumiere, ówczesny Sekretarz
Generalny Rady Europy. Konkus przybrał nazwę "Kangur Europejski"
i w zamierzeniu organizatorów miał się stać wielkiem, ogólnoeuropej-
skim świętem szkolnej matematyki, integrującym młodzież różnych
krajów europejskich.
Głównym celem konkursu jest szeroka popularyzacja matematyki
w szkole. Prosta formuła konkursy sprzyja jego masowości. W odró-
żnieniu od innych, licznie organizowanych w różnych regionach
konkursów mających na celu wyłonienie talentów matematycznych,
ten ma przede wszystkim przełamać dość powszechną niechęć do
tego przedmiotu wśród uczniów. Jest też bodaj jedyną formą konkur-
sową, z którą można bez trudu dotrzeć do małych miejscowości, do
środowiska wiejskiego i stymulować jego aktywność. Ważną zaletą jest
niewątpliwie także międzynarodowy charakter konkursu. Lista pytań
jest wspólna dla wszystkich krajów uczestniczących w konkursie, co
stwarza możliwości porównania poziomu przygotowania matematycznego
polskich uczniów i ich zagranicznych rówieśników. Przewiduje się także
różne formy międzynarodowej wymiany grup laureatów konkursu.
Kontakty takie są bardzo ważnym przyczynkiem do europejskiej integra-
cji. W czasie dotychczasowych edycji konkursu, w których uczestniczy-
li uczniowie polscy, zorganizowano wiele takich międzynarodowych
spotkań, zarówno na terenie Francji, jak i w Polsce.j
Warto również podkreślić, że "Kangur" jest jedynym konkursem
matematycznym, który obejmuje tak szeroki przedział wiekowy uczniów,
a mianowicie od III klasy szkoły podstawowej do IV klasy szkoły
średniej.
Konkurs przeznaczony jest dla 5 grup wiekowych :
* kategoria MALUCH dla klas III i IV szkół podstawowych
* kategoria BENJAMIN dla klas V i VI szkół podstawowych
* kategoria KADET dla klas VII i VIII szkół podstawowych
* kategoria JUNIOR dla klas I i II szkół ponadpodstawowych
* kategoria STUDENT dla klas III i IV szkół ponadpodstawowych
Głównymi nagrodami dla 18. laureatów konkursu były wycieczki do:
Danii, Francji, Holandii oraz Czech i Austrii. Opróćz wycieczek
Komitet Organizacyjny przyznał uczestnikom konkursu nagrody rzeczo-
we, którymi były m.in. sprzęt sportowy i turystyczny, kalkulatory, gry
komputerowe, albumy do zdjęć i inne atrakcyjne nagrody.
Konkurs ten jest przeprowadzany w formie testu. Na rozwiązanie
30 zadań mamy tylko 75 minut (jest naprawdę mało czasu, o czym
się sam przekonałem). Odpowiedzi zakreśla się na specjalnej karcie,
które następnie sprawdza komputer. Dlatego wszelkie pomyłki techni-
czne przy wypełnianiu kart są niedozwolone. Jednak przez to, że
poprawianie testów jest zautomatyzowane wyniki znana są już po
miesiącu.
Jeśli jeszcze nie startowaliście w Kangurze to szczerze nama-
wiam, bo jest to sposób na sprawdzenie swoich umiejętności, a przy
okazji świetna zabawa. Życzę Wam wszystkim powodzenia we wszel-
kich konkursach i zdania wszystkich egzaminów na 5.
V.I.P. / ByteLanD
P.S. Specjalne fucki dla dwóch największych lamerów w Bielsku
Pawła i Tomka Wróbel z IV LO w Bielsku-Białej (the worst
school in Poland). Zbieżność nazwisk z pewnym cool gościem
o xywie Akardo czysto przypadkowa.
Programowanie w Amosie cz.II.
Autor: Cobretti
Programowanie w Amosie cz.II
Wracając do rachunku nieskończoności... (Ponieważ okazało
się, że podjęty temat nie jest taki banalny, na jaki
wyglądał). Zdefiniowałem ostatnio rachunek na liczbach
całkowitych. Padły pytania co z liczbami rzeczywistymi. Nic,
oczywiście postępuje się podobnie jak z całkowitymi. Np.
jeżeli chcemy uzyskać 1/2 nieskończoności to po prostu
usuwamy liczby podzielne przez 2. Jeżeli 1/3 to podzielne
przez 3. I sprawa się wyjaśniła.
Co więcej, okazało się że czas może stanąć! I to w
najmniej oczekiwanym momencie, czyli wtedy gdy akurat trzeba
coś zrobić na czas. Tak było ostatnio, gdy musiałem się
dostać na zajęcia w szkole. Patrzę na zegarek raz, patrzę po
chwili drugi raz i mam wciąż ten sam czas. To nie był żart,
to stało się na prawdę! Czas stanął w miejscu. Dopiero po
dokonaniu wymiany baterii okazało się że czas ruszył. Myślę,
że w przyszłości będzie to dość popularna metoda, stosowana
zamiast hibernowania. Sam nie zauważyłem również, żebym się
zestarzał w tym momencie, czyli działa.
Jakie jeszcze wnioski można wyciągnąć?? Ano takie, że czas
jest zamknięty w baterii. Bo dopiero przy jej włożeniu
zaczął mijać. Czyżby ludzkość znalazła sposób na
przechowywanie czasu? Specjalne kapsuły czasowe są jak
widać dostępne w każdym dobrym sklepie elektronicznym.
No i przy okazji znajduje tutaj zastosowanie stare polskie
przysłowie much: czas to pieniądz. Bo taka bateria kosztuje,
to zostało stwierdzone empirycznie. A wracając do much, to
okazało się że mają one jeszcze kilka ciekawych przysłowiów
(heheh): ciągnie go jak muchę do gówna, albo z innej
beczki: tam skarb twój gdzie gówno twoje. Taki to już jest
ten świat much, brutalny, wulgarny i do dupy.
Bawiąc się zagadnieniami rekurencji, odkryłem pewną nową,
nieokreśloną dotąd zależność i definicję. Jest nią KURENCJA.
Skoro rekurencja wykonuje się zwykle pewną ilość razy,
czasem nawet nieskończoną, to dla odmiany KURENCJA wykonuje
się tylko raz. No i rzeczywiście, można spróbować wykonać
kurencyjne procedury lub funkcje w pascalu, C, Clipperze lub
Delphi. Działa, czyli jako naukowiec, wywiązałem się z
odkrywania nieodkrytego wyśmienicie.
Dalej, weźmy na przykład taki fenomen jak zamek. Ha, na
pewno nie domyślasz się o jaki zamek mi chodzi! No i dobrze,
w takim razie coś łatwiejszego... bit. Może przyjmować
wartości 0 i 1. I nic więcej. Proste?? Teoretycznie tak, ale
w praktyce taki bit to może wywołać takie zamieszanie, że
się w pale nie mieści. Pytanie w jakiej pale, bo tego nie
zdefiniowałem. Pała jak pała, jakby chciała to by się
zdefiniowała.
Jeden jedyny bit, mający za to dwie wartości. Równie
często mylony z bajtem. Co oczywiście jest teoretycznie
możliwe. W końcu można by też się uprzeć i przyjąć że w
bajcie jest właśnie jeden bit zamiast standardowych ośmiu.
Tylko, że wtedy byłby to przerost formy nad treścią.
Jeszcze jeden motyw, czyli język polski. Czy lepiej
napisać wyraz 'jaka' czy 'jonka'. Chodzi mi o wadę wymowy
pisaną bez używania żadnych polskich liter. W pierwszym
przypadku nie da się przekazać prawidłowo tego co się chce
powiedzieć i przy okazji kaleczy się i tak język. A w drugim
przypadku tylko kaleczymy język. Wychodzi na to że druga
forma jest o wiele lepsza.
I problem prawie nie do przejścia. Zakładam, że muszę
napisać komuś, za pomocą klawiatury, że mam uszkodzony
klawisz z literą A. W jaki sposób to zrobić skoro ten
klawisz jest niewciskalny??? Oczywiście, należy napisać
coś takiego: 'Nie mogę użyć litery ' ''<--tu jest ta litera
A.. tylko jak to zrobić, skoro nie mamy tej litery?? Gdyby
to była litera X to napisałoby się, że nie mam litery IKS, i
po kłopocie. Ale to jest A. Które brzmi dokładnie tak samo
jak się go pisze. Trzeba by użyć tricku, bardzo prostego,
ale pewnie przez jego prostotę bardzo trudnego do
wymyślenia. Po prostu trzeba wziąć w leasing (wydzierżawić,
wynająć, wypożyczyć, jak kto woli) drugą klawiaturę. Za
pomocą tej drugiej klawiatury należy napisać, że jest
uszkodzona litera A i następnie oddać klawiaturę z powrotem.
Proste??
Liniowe przetwarzanie danych to całkiem poważny problem,
nie tylko ze względu na swoje przeznaczenie, ale również na
to, że nie do końca został zbadany. A wiec skoro istnieje
przetwarzanie kołowe (cykliczne) to może istnieć liniowe.
Najlepszym przykładem niech będzie twardy dysk.. Jest to
typowy przykład kołowego przetwarzania danych. Dysk się
obraca w koło i zczytuje lub zapisuje dane. Co zrobić aby
przejść do liniowego przetwarzania danych? Należy zbudować
twardy dysk o kształcie nośnika np. prostokątnym, tudzież
kwadratowym (kwadratowe przetwarzanie danych, zwane inaczej
kwadraturą koła [przejście z koła na kwadrat]). Ścieżka na
dysku staje się teraz linią prostą, zamiast okręgiem. Napęd
głowicy czytająco-zapisującej umieszczony jest na prostej
prowadnicy, a dostęp do danych odbywa się na starej jak
świat zasadzie. Dla lepszego zobrazowania zaprezentuje
poniżej kształt ścieżki i system napędowy głowicy.
ścieżka _________________________________________________
głowica ___/^
Więc ta głowica jeździ sobie tam i z powrotem. Co
oczywiste, nie jest to tylko jedna ścieżka i jedna głowica.
Ponieważ dysk jest w kształcie prostokąta, to takich ścieżek
zmieści się tam tyle, na ile umożliwia technika upakowania
ścieżek na płacie magnetycznym. Co oczywiste, zależy to od
sposobu formatowania takiego płatu. Jak również od ilości
głowic, które będą taki napęd obsługiwać. Dodatkową atrakcją
mogą być ścieżki krzyżujące się nawzajem. Tzn. nie tylko w
poprzek ale i wzdłuż następuje odczyt danych na nośniku.
Dostaję się wtedy najbardziej czadowy dostęp do danych,
połączony z odjazdowym zderzaniem się głowic
czytająco-zapisujących i poprzez analizę spektralną widma
atomów wydzielanych przy takich zderzeniach, można za pomocą
licznika Gingera-Whelera analizować szybkość poruszania się
naprzemiennego każdej głowicy na traku. Czyli wesołe
miasteczko w niedziele na parkingu osiemanstokołowych
ciężarówek. Czad!
Jak wesołe miasteczko to też musi być karuzela. Karuzela
kojarzy się nieco ze starą płytą (najczęściej czarną
[analogową]). Pytanie: ile na takiej płycie było rowków??
Zakładam, że była to standardowa płyta adapterowa, duża,
obracająca się ze stałą prędkością 33 obr/min i zapisana w
całości. Powiedzmy, że grała przez godzinę. No ile miała
rowków?? Dupa, nie zgadłeś. Pomimo skomplikowanych wzorów na
obliczanie ilości rowków, nie udało Ci się prawdopodobnie,
bo rzadko kto zna właściwą odpowiedź. Otóż jest to jeden
rowek! Tylko że ciągnący się przez całą płytę, tak jak
spiralka, lub stary znudzony wąż, leżący gdzieś w buszu
afrykańskiej jungli. Apropos, czy w dżungli jest busz?? Nie
byłem jeszcze, więc nie wiem, ale przy najbliższej okazji
sprawdzę.
Słyszałem również, że jakieś problemy sprawia formatowanie
dysków na większe pojemności. Dziwne, bo nie miałem z tym
żadnych problemów. Sprawa jest tak błaha, że chyba nie
powinienem jej tutaj w ogóle poruszać, ale tylko dla
przypomnienia o tym nieco napiszę.
Na początek trzeba by się zastanowić, od czego zależy
wielkość dysku po sformatowaniu. Widać to na pierwszy rzut
oka, od dziurek na dysku. 720 mają 1 dziurkę, 1.44 dwie
dziurki, no więc 2.88 będą miały trzy dziurki. Łatwo się
domyślić jak postępować w celu dalszego zwiększania
pojemności. Metoda jest nieudokumentowaną przez producentów
dysków, długo zetrwało, zanim ją do końca dopracowałem.
Drugi wariant to formatowanie na większy format za pomocą
narzędzi bardziej wyrafinowanych. Chodzi o zwiększenie
ilości ścieżek na dysku. Tu trzeba mieć trochę
doświadczenia, bo nie zawsze za pierwszym razem to
wychodzi. Należy się zaopatrzyć w wiertarkę, tylko nie
udarową, żeby nie biła. Polecam tylko markowe wiertarki. Do
takiej wiertarki mocujemy w specjalnym uchwycie (do kupienia
na giełdzie komputerowej) dyskietkę, dowolną, byle nową.
Następnie delikatnym narzędziem jakim jest pazur Kazuara
zarysowujemy nowe ścieżki na dysku. Dysk musi być na bardzo
wysokich obrotach, czyli wrzucamy wiertarkę na jak najwyższy
bieg. Taaa, dobrze, teraz można taką dyskietkę używać dla
formatów max. 12MB. Większe pojemności są determinowane
przez odpowiedniej jakości (cieńsze) narzędzia pracy (pazur
nietoperza).
Jest jeszcze trzeci sposób zwiększenia objętości dysku.
Poprzez poprzeczne bocznikowanie kwandrylem kubimerozy. Nie
zawsze relewantnym do kwerendy dla naszych percepcji. Co nie
wyklucza obojętne potraktowanie nośnika zestawem magnesów,
lub elektromagnesów. A zresztą co ja będę tłumaczył, na
pewno wiesz o czym mówię.
Zapraszam na następny raz, będzie mniej techniki a więcej
rozważań natury psychologicznej - między innymi o zachowaniu
tłumu. Poprę to przykładami z rzeczywistości. Aloha.
>> Cobretti <<
Nowa fala.
Autor: Ghenesis
NOWA FALA???
Ghenesis.The Grid
Uhhh, chcę napisać o tym, w którą stronę idzie świat
muzyki. I to świat, który spokojnie można nazwać "eLiTe",
czyli MTV. Dziś oglądałem sobie EURoPEAN ToP 2O. I do jakich
wniosków doszedłem? Źe albo ja się nie znam na muzyce, albo
te charsty są dla debili... Otóż jak prawie każdy normalny
człowiek słucham metalu, rap-metalu, hard-core'a, czasem punku.
Nie pogardzę fajnymi RAVE'ami czy TRANCE'ami. Ale co ja TU
w MTV widzę? Druga dziesiątka, hity które jeszcze da się
przełknąć. Pod koniec znajduje swe miejsce GREEN DAY, NiRVANA
i parę innych niezłych moim (i nie tylko moim) zdaniem
kapel, jak np. DoG EAT DoG. "Okee, może w pierwszej dziesiątce
będzie jeszcze lepiej!?" - myślę. Ale się przeliczyłem. Na
czołowych miejscach takie degeneraty obrażające ludzką rasę
jak np. Michael Jackson. Widzieliście może jak ostatnio
się ostrzygł? Ja niestety widziałem, wygląda jak kobieta, a
w dodatku ma wymalowane usta.. yuck! Transwestyta je*.*.
Never mind, idziemy dalej. A dalej jakieś "Boom boom boom"
- coś_tam Brothers. Takie sobie disco, jeszcze to wybaczę, choć
wykręca paznokcie. Wspomnę natomiast o SIN WITH SEBASTIAN,
ponieważ takiego gówna dawno nie widziałem. Gość śpiewa ze dwaj
zdania na krzyż składające się na paplaninę typu: "Shut up,
why don't you sleep with me!", co chyba jest tytułem piosenki.
Baardzo ambitne. Na dodatek gość chyba przebija Michaela
Jacksona, bo włoski ma jakieś zielonkawe, usta wymalowane, cały
jest na ryju zresztą wymalowany, a na dodatek z lodem wyprawia
takie rzeczy, że chyba najwybitniejsze prostytutki by się
tych sztuczek nie powstydziły! (chodzi o takiego loda do
jedznia, zboczeńcu! :-) Dalej mamy jakąś Mariah Carey, która
może jest i niezła dupa, ale śpiewać to tak sobie... No
i U2 w "Hold me, thrill me....", do tego nic nie mam. No i
jeszcze raz z Batman'a Seal - "Kiss from a rose", do czego też
się nie przyczepię. Jednak wśród "top" hit'ów 9o% to typowe
disco 1o1% commercial! Smutne to..
Ghenesis/The GRiD
Krótka historia demosów.
Autor: Akardo
Krótka historia demosów.
Demami interesuję się już od kilku lat. Przez moje ręce przewinęły
się prawie wszystkie komputery 8-bitowe oraz 16-bitowe, dlatego
chciałbym w skrócie opowiedzieć o rozwoju tego typu oprogramowa-
nia.
Zaczęło się to wszystko w szkole podstawowej. Gdzieś w 5 klasie,
dostałem komputerek Atari 800 XL. Nie będę ukrywał, że
początkowo grałem i grałem, dniami i nocami, ale powoli zaczęło
mnie to nudzić. Kiedyś dorwałem bardzo fajny programik.
Była to reklamówka Atari z takim robotem i statkiem kosmicznym.
Mimo, że nie była to gra nawet mi się to spodobało i oglądałem
sobie to czasami. Później od kumpla "wysępiłem" kilka bardzo
fajnych programików, a mianowicie Micro Demo 1,2,3 i chyba 4.
Były to pierwsze demosy na "małą atarynkę". W zasadzie
można było oglądać jedynie jakiś obrazek, scroll oraz
słuchać muzykę. Potem nastała dziwna moda w demkach na wycią-
ganie muzyki z gier i umieszczanie kilku utworów w jednym
programie.
Muzyki można było zmieniać klawiszami, np. od 1 do 9. W nieco
ambitniejszych demach co jakiś czas zmieniał się obrazek, lub
samemu można było go zmieniać. Demko, które pamiętam z tego
okresu to Rigoletto, z takim napisem przesówającym się po ósemce.
Później kupiłem okazyjnie C-128 i miałem dwa komputery. Jako,
że Commodore miał większe możliwości od Atari, schowałem
atara na szafę, a później sprzedałem. Na Commodorze to dopiero
się zaczęło. Kupę demonstracji ze świetną muzyką z gier, ale
nie tylko. Pamiętam jak były robione takie demosy w których goście
umieszczali muzyki z gier skomponowane przez znanych wtedy muzy-
ków np. Roba Hubbarda czy Davida Whittakera. W "modzie" było
wtedy również odbezpieczanie gier i przed każdą gierką
umieszczanie krótkiego intra ze scrolami, muzyką oraz logiem
grupy, która to pokusiła się o odbezpieczenie danej gierki
(np. Ikari). Już wtedy można było zaobserwować początki mega
dem, które to właśnie składały się z kilku tym podobnych intr,
pomiędzy którymi przechodziło się klawiszem spacji.
Z tego okresu pamiętam świetne demo, niestety nie wiem
jakiej grupy, a mianowicie Finish Gold. Potem zakupiłem stację
dysków i mogłem już oglądać mega dema cało dyskowe. Niektóre
pamiętam do dzisiaj, były naprawdę zajebiste. Z Commodorka
wyciśnięto wszystko co można by z komputera wycisnąć.
Zresztą miałem okazję ostatnio oglądać najnowsze osiągnięcia na
komciu i muszę przyznać, że byłem w lekkim szoku.
Jednak wiecznie komodorka mieć nie mogłem. Chodziłem sobie
trochę na giełdę i tam obserwowałem nowości na rynku polskim :
Amigę oraz Atari ST. Amiga jakoś bardziej przypadła mi do
gustu i dlatego kupno jej było moim następnym celem.
Jeszcze nie mając tego komputera zachwycałem się wspaniałym
Mega Demem grupy Red Sector, które to giełdowcy serwowali co
tydzień. Po zakupie Amigi załatwiłem sobie bardzo dużo mega
demosów, a wśród nich Budbrains Mega Demo (czy coś takiego,
już nie pamiętam jak się to piszę). To było kozackie demo.
Extra efekty, muzyka i grafika. Bardzo podobał mi się między
poszczególnymi częściami taki jajcarski filmik, albo było
tam takie techno part - totalny czad ! A jeszcze większe
zdziwienie przeżyłem oglądając demko grupy Scoopex Mental
coś tam. Sorry, ale było to bardzo dawno i nie pamiętam już
tytułów. Było to chyba pierwsze demo w którym wszystko
leciało po kolei, a nie tak jak w mega demach, aby przejść
do następnej części należało nacisnąć klawisz myszy. Mega
dema nie posiadały praktycznie żadnego designu, choć nie
do końca. Ale w większości przypadków było to kilka scrolli
muzyka i jeszcze jakieś tam efekty. W demie grupy Scoopex
wszystko było genialnie zgrane z muzyką - wektorówki i
inne bajery. Naprawdę było to wtedy niesamowite demko.
Nie było tutaj efektów w stylu cieniowania Phonga czy
Gourauda, ale jak na tamte czasy była to nowość. Mniej
więcej w tym okresie ukazał się jeden z pierwszych magazynów
dyskowych na Amigę. Był to Kebab, który również czytałem
regularnie. Później niestety dość przypadkowo sprzedałem
Amigę, aby za pół roku kupić następny komputer.
Był to AT'ek 286 z Herculesem. Gdy kupowałem sprzęt, do
głowy mi nie przyszło, że na PC'ecie będą kiedykolwiek jakieś
demka, ale bardzo się wtedy myliłem. Gdy kupiłem SVGA w moje
łapy wpadło kilka ciekawych dem, m.in. wspomniane już w tym
numerze Cronology. Było to takie mega demko. Później było demo
Cystral Dream i kilka innych starych demek. Tak naprawdę to
najstarsze demo jakie mam pochodzi z 1987 roku (!!!).
Około roku 1993 dema na PC zaczęły się coraz bardziej
rozwijąć, powoli dorównując tym amigowskim. Pojawiły się :
Amnesia (jeszcze 1992), Cystral Dream II czy Second Reality.
Jak na ówczesne czasy były to hity.
W najnowszych demach efekty w stylu cieniowania Phonga czy
Gourauda są już normalką. Martwi jedynie fakt, że programiści
zamiast wymyślać własne efekty czy design sięgają po wypróbowane
już pomysły i gotowe źródła. Niestety, mało jest naprawdę
oryginalnych dem ! Czasami dochodzi nawet do tego, że niektórzy
koderzy umieszczają w swoich demach procki ściągnięte z
Internetu, a następnie podpisują je dumnie swoją xywą. No bo
ile razy w demach można obserwować np. tunel złożony z pixeli,
czy torusy cieniowane Phongiem, albo zooming obrazu - jeżeli
ktoś jest maniakiem dem i ogląda je w nadmiernych ilościach to
wie o czym mówię. Zresztą jestem niezmiernie ciekawy co
będziemy mogli oglądać, na ekranach naszych monitorów, za
kilka lat. No, cóż czas pokaże.
--- AKARDO ---
Przebiec.
Autor: Cobretti
Przebiec.
Biegałeś kiedyś sam?? Nie do autobusu lub po kwiaty dla
dziewczyny, ale tylko po to żeby się przebiec. Dla podbicia
kondycji i poprawienia sobie szybkości, no i dla osiągnięcia
celu.
Jest upalne lato, temperatura w dzień przekracza 30
stopni, nie ma sensu próbować zrobić kilkunastu kilometrów
bo można się wykończyć, a to ma być przyjemność. Wiec
szybciej jak o 19.00 nie próbuję się wybrać na dzisiejsza
trasę. Co dzisiaj?? Spróbuję zaliczyć Katowice Bogucice i
tam okrążyć przynajmniej raz nieduże jeziorko a potem odbić
na Mysłowice, żeby wreszcie potężną pętlą powrócić w miejsce
startu czyli do Sosnowca na Środulę. Tak na oko będzie z
15-16 kilometrów.
Dobre, wyrobione buty, które mnie nie uwierają, krótkie
spodenki i koszula z własnoręcznie poobcinanymi rękawami po
wierzchu. Jeszcze tylko zegarek i ciasno umocowana
torebeczka na pasku. Mogę ruszać. Dzisiaj nikt ze mną nie
biegnie, nie będzie narzucania tempa i nie będzie się do
kogo odezwać. Całkiem inaczej biega się samemu niż z osoba
towarzyszącą. Trzeba mieć w sobie samozaparcie i stale
kontrolować swój rytm, bo nawet się nie zauważa jak w pewnym
momencie się zwalania lub nagle zaczyna przechodzić ochota
do biegania.
Specjalnie szlak będzie oddalony od wszelkich dróg i tras
komunikacji miejskiej, będę musiał się śpieszyć żeby obrócić
w dwie strony, zdążyć się wykąpać, zjeść kolacje i jeszcze
coś porobić w domu. Fajnie, przynajmniej będzie trochę
spokoju.
Ruszam powoli, rozgrzewam stawy, zaczynam biec ścieżką
wśród zarośli co najmniej na metr. Po prawej mijam
piaskownie. No i zaczyna się, zaczynam biec i myślę sobie o
różnych rzeczach. Na tej piaskowni cztery lata temu zginął
mój kumpel. Razem skakaliśmy do piachu, często popisywaliśmy
się przed dziewczynami kto skoczy z większej wysokości i
dodatkowo w locie wykona salto. Obok był staw i łapaliśmy w
nim raki, a w pobliżu stoi wieża halogenowa i często na nią
wchodziliśmy. Cała góra wieży kiwała się na boki i wydawało
się, że zaraz runie, ale to tylko złudzenie. Pewnego dnia,
jak zwykle przyszli wszyscy na piaskownie poskakać. Mnie tam
nie było, słyszałem jak kumple mówili ale i tak wiem
dokładnie jak to się stało. Czasami piach z piaskowni był
spuszczany potężnymi rurami do szybów kopalnianych. Kumple
skakali w ten piach i próbowali swych sił w tym, jak długo
wytrzymają na wsysanym piachu. Jeden został wciągnięty po
kolana i wyszedł, kumpel chciał wygrać... niestety nie udało
mu się wygrzebać z piachu, wciągnęło go na zawsze. Płacz
matki, straż pożarna, pogrzeb, pusta piaskownia.
Biegnę dalej, mijam ogródki działkowe, zaraz wbiegnę w
dzielnice starych familoków. Patrzą na mnie, nie znają mnie,
a tutaj jeżeli pojawi się ktoś nieznajomy to z reguły nie
powinien wybiec na własnych nogach. Widzę grupę chłopaków
żłopiących wódkę, patrzą się na mnie. Wiadome, trzeba użyć
psychologii, gdybym w tej chwili zatrzymał się lub zwolnił
nie miałbym szans, dopadli by mnie. Więc biegnę ostro w ich
stronę i nie spuszczam ich z oczu, patrzę się na każdego i
otwieram delikatnie usta. Patrzą się na mnie i nie wiedza co
zrobić, wiem że mnie nie tkną bo ich zbiłem z tropu.
Jestem w miarę łatwym łupem bo przy takim tempie szybko
opada się z sił. Tak jak myślałem, mijam ich bez problemu,
rzucają jeszcze jakieś hasła ale nikt się nie rusza z
miejsca. Spękali chłopcy, psychologia wygrała.
Mały mostek, z boku huta Buczka, dzielnica wygląda
potwornie, co drugie okno to melina, a bramy to mordownie.
Większość młodych ludzi patrzy się na mnie, jestem obcy a
tutaj każdy każdego zna. Spoko, nie pierwszy raz jestem
tutaj i wiem jak się zachować. Mijam następną grupkę, tym
razem stoją przy kiosku ruchu. Podobny manewr, ale tym razem
trącam jednego klienta, który specjalnie ustawił się na
drodze. Nie mogłem go ominąć bo to oznacza uległość, a tutaj
prawa są inne niż na miłych i przytulnych osiedlach.
Trochę ich rozwścieczyłem ale nikt bezpośrednio mnie nie
zaczepił. Dobra, teraz wybiegam niedaleko mojej szkoły,
skręcam pod ślimak, i zaczynam biec równolegle do torów
kolejowych w kierunku SPRI.
Tu już jest spokojnie, przypominam sobie moja praktykę w
pomarańczowych kamizelkach na torach. Zabawa była przednia,
szczególnie z malowaniem naprężaczy do napędów. Lało się
puszkę farby na naprężacz a potem pędzlem rozprowadzaliśmy
ściekającą farbę. Marnotrawstwo jak cholera, ale na kolei
nikt się takimi rzeczami nie przejmował. Kopaliśmy kiedyś
rów pod kabel, upał, robota ciężka bo kopaliśmy w tłuczniu,
który się dodatkowo obsypywał. Chcieliśmy iść szybciej do
domu więc każdy się sprężał jak mógł. Wykopaliśmy z 20
metrów tego rowu, a tu przychodzi majster i mówi że mu się
powaliło i kopiemy nie w tą stronę. Mamy to zasypać i kopać
w drugą. Myśleliśmy że nas szlag trafi. Bez gadania
rzuciliśmy łopaty i poszli do domu. Potem mieliśmy
przewalone, ale kto się tym przejmował.
Przebiegam obok SPRI, obok budynku stoi niezła dziewczyna,
podoba mi się. patrzę się na nią, zauważyła mnie i się
uśmiechnęła. Dobrze opalona, długie blond włosy, patrzę się
na nią. Wytrzymuje móje spojrzenie i rzuca do mnie krótkie
'cześć'. Odpowiadam 'się masz skarbie' uśmiechnęła się
jeszcze bardziej, zwolniłem, widzę obok owczarka, niezły
piesek, idealnie pasuje do niej. Zatrzymałbym się, pogadał,
ale jestem cały spocony i umęczony, a mam jeszcze trochę
trasy przed sobą. Kurcze, żałuję że nie poznałem jej w
innych okolicznościach, ale nic to. Mówię jej jak sprawy
stoją i umawiamy się na jutro, na imię miała Agnieszka,
niestety to wszystko co o niej wiem bo nazajutrz nie
przyszła.
Biegnę dalej i myślę o niej, niezła jest. Mijam osiedle w
budowie, jeszcze ulice i jestem na stawikach. Tak tutaj jest
nieźle, ściemnia się powoli, a jezioro i park obok nadają
temu miejscu trochę romantyczności. Mijam ludzi chodzących
wokół jeziora, dziewczyny które na mnie patrzą, pary
snujące się wieczorami. Fajnie się biegnie. Okrążam jezioro
i zaczynam forsować ulice i tory kolejowe. Po drugiej
stronie następne jezioro już w Bogucicach ale tym razem
spotykam tutaj całkiem innych ludzi, to wędkarze
zastawiają zestawy na wieczór. Pytam czy biorą, oczywiście
nic z tego, jest za gorąco. Sam łapałem ryby więc wiem
dokładnie czym dysponują i na co będą łapać, przy okazji
domyślam się kto na jaką rybę się zasadza. Ja zawsze
lubiłem garbusy (okonie z charakterystycznym garbem, dobrze
wyrośnięte) nie mają praktycznie żadnych ości a mięso jest
bardzo smaczne. Oni tutaj mają nadzieje na płoteczki lub
leszczyka. Niedaleko w krzakach stoją spiningowcy, mają
nadzieje na szczupaka. Kiedyś widziałem jak facet próbował
wyciągnąć w tym miejscu szczupaka i złamał kij. Taki
szczupak! Chciałbym takiego wyciągnąć, na razie jednak myślę
czy wytrzymam całą trasę.
Znowu biegnę wzdłuż torów i myślę sobie że jednak gdzie
się nie spojrzy tam leżą tory kolejowe. Kolej na Śląsku ma
specyficzne znaczenie. To podstawa transportu, szczególnie
dla takich dziedzin jak górnictwo i hutnictwo. Teraz waga
kolei w transporcie zmniejsza się, wypierana przez
przewoźników samochodowych, ale kiedyś kolej była potęgą.
Biegnę dalej, jeszcze trochę i będę w Mysłowicach. Niedaleko
stąd jest giełda samochodowa. Jedna z większych w kraju,
handluje się tutaj zresztą wszystkim. Teraz to po prostu
wielki opuszczony i rozjeżdżony plac, stoi bezużytecznie.
Następne osiedle, znowu pojawiają się grupki młodzieży,
oczywiście bez alkoholu się nie da normalnie funkcjonować.
Ja wolę sobie pobiegać, alkohol mnie nie bawi, chcą niech
piją, grunt że są spokojni. Mijam ich, nieźli agenci.
Na placu popisują się skaterzy. Nieźle im to idzie, sam
miałem kiedyś deskę, ale jakoś nie mogłem opanować co
trudniejszych sztuczek, wiec sobie darowałem karierę na tej
płaszczyźnie. Wolałem zająć się rowerem i niebezpieczną
jazdą na nim. Niestety rower rozwaliłem w drobny mak, po
prostu nie wytrzymał takiej dawki jazdy terenowej jaką mu
zaserwowałem. Jestem już wyraźnie zmęczony, biegnę trochę
wolniej, koszulka mokra od potu, co nieco mi pomaga bo nie
pocę się tak intensywnie i jestem nieco chłodzony. Teraz
czeka mnie przeprawa przez opuszczone tereny niedaleko
rzeki Przemszy. Tak na prawdę to Przemsza jest ściekiem,
który nie zamarza w zimie z powodu swojego składu
chemicznego. Kiedyś owszem, były tu raki a woda była
krystalicznie czysta. Taki już urok Śląska, kiedyś tu
wszystko było białe, ale staje się czarne, tak jak płuca i
powietrze, które właśnie wdycham. Wdech, wydech, wdech,
wydech. Wciąż w tym samym rytmicznym tempie. Nie mogę wypaść
z rytmu, bo inaczej zacznę się męczyć. Tak jest dobrze, to
tempo mi odpowiada, wiec biegnę dalej. Widzę tutaj jakieś
dzikie wysypisko, stare rozwalone samochody, zardzewiałe
pralki i lodówki. Mijam potężny komin, w pobliżu szumi
rzeka, musi być tutaj zapora. Tak jest, dobiegam do niej i
na chwilę się zatrzymuję, Przemsza się pieni, opada trochę
niżej i wcale fajnie to wygląda. Jest tylko mały problem,
strasznie od tej rzeczki śmierdzi, wiec czym prędzej ruszam
dalej. Wbiegam na jeszcze jeden wyludniony teren.
Ściemnia się coraz bardziej, dobrze że tutaj nikogo nie
ma, taka wyludniona okolica robi niezłe wrażenie. Jest pusta
i niebezpieczna. Gdyby mi się tutaj coś stało nikt by mnie
nawet nie znalazł. Z tego co widzę, nikt tu nie zaglądał od
wieków. Źadnych śladów opon, ani nawet stop ludzkich. Nie ma
butelek, nie ma połamanych gałęzi i śladu ognisk. Pusto.
Wszystko pozarastało, krótkie spodenki są w tym miejscu mało
odpowiednie. Cóż, jednak temperatura jest nadal wysoka i
gdybym miał długie, to chyba bym tutaj nie dobiegł.
Nie chce mi się już biec, chciałbym już być z powrotem w
domu ale i tak dobrze że mam już ponad połowę za sobą. Chyba
podkręcę tempo, jak dam radę oczywiście. Dało się, tylko
problem jak długo wytrzymam, zobaczę, jak nie dam rady to
usiądę i odpocznę. Ha, jak siądę to nie będzie mi się
chciało wstawać i biec dalej. Tak sobie myślę o tym i nawet
nie zauważyłem jak znowu wszedłem na moje poprzednie tempo.
Biegnę dalej. Myślę o jednej dziewczynie. Powinienem z nią
pogadać o pewnej rzeczy, która nurtuje mnie od dłuższego
czasu. To nie jest takie proste, ciężko z nią rozmawiać o
takich sprawach. Są pewne rzeczy, których nie da się tak po
prostu wyjaśnić. Wydają się oczywiste, ale wyglądają
zupełnie inaczej. Po prostu nie są tym, czym się wydają.
Taki bieg to dobry moment na przemyślenie paru rzeczy,
całkiem inaczej się myśli o tym na spokojnie a całkiem
inaczej w biegu. Mam po prawej stronie nasyp kolejowy i
zamierzam biec po podkładach. Nie chcę myśleć o niczym,
podkłady są blisko siebie więc nogi zaczynają pracować
intensywniej, aż do bólu. Tak teraz czuje każdy mięsień w
nodze. Zbiegam z nasypu, odbijam w lewo. Przebiegam nad
ulicą i pocieszam się że już nie zostało daleko, jeszcze
jakieś dwa kilometry i będę w domu.
Teraz kawałek robię po asfaltowej alejce, biegnę i
niespodzianka, spotykam kumpla z dziewczyną. Zamieniam kilka
słów, przy okazji odpoczywam. Fajnie mają, snują się
wieczorami a ja biegam. Jutro wieczorem też będę z
panienką więc nie problem. Teraz biegnę obok hotelu
robotniczego, jedyny sklep w okolicy, otwarty zresztą całą
dobę jest oblegany przez pijaczków. Ci ludzie robią z siebie
pośmiewisko, przynajmniej w moich oczach. Biegnę dalej,
opuszczona ulica z potężnymi drzewami po obu stronach. Mijam
ogródki działkowe na których jako mały chłopak zbierałem
kasztany i łapałem ślimaki. Widzę moje osiedle, palące się
światła i cudowny zachód słońca. Uwielbiam zachody słońca,
mógłbym je oglądać godzinami, oczywiście nie sam. Myślę w
tej chwili o jednym z zachodów jakie fotografowałem. Miałem
na dobre uchwycenie tylko parę minut, potem ten najlepszy
moment przechodzi. Nie było to takie proste bo robiłem
ujęcia przez rożne obiektywy i z rożnymi zestawami filtrów.
Zdjęcia wyszły Xtra.
Mam na przeciw osiedle, nogi są zmęczone do granic
wytrzymałości, staram się je jeszcze dobić robiąc mały wypad
na pobliską górkę. Wybiegłem, ale podczas zbiegania nogi są
jak wata, mam wrażenie że zaraz się przewrócę. Jeszcze tylko
przebiec przez kładkę nad jezdnią i jestem w domu. Spotykam
kumpla, jednego, drugiego, koleżankę. Zaczynamy rozmawiać,
przywracam sobie normalny oddech i spada mi liczba uderzeń
serca, tętno automatycznie też spada a kumpel proponuje mi
jeszcze nocna grę w kosza. Nie, na dziś wystarczy, pojutrze
zagram. Rozmawiam jeszcze trochę i idę do domu wziąść
kąpiel. Już myślę gdzie się przebiec następnym razem. A może
teraz mięśnie rąk ?? Wiem, pójdę z kumplami popływać,
zobaczymy ile razy opłynę jezioro.
>> Cobretti <<
Czy łosie lubią turystykę.
Autor: Akira
Czy łosie lubią turystykę?
Akira/Pulse
Nie, to nie bedzie artykuł o łosiach ani Monty Pytho-
nie. To tylko kilka skolekcjionowanych i wypisanych kawałków.
Nie żeby specjalnie śmiesznych, ale któż to wie...
* * *
- To jest prawdziwy raj - zauważa matka
podczas pikniku za miastem .
- To prawda - odzywa sie synek - obok
w krzakach widziałem nawet Adama i Ewę!
* * *
- Dostaniesz , jak będziesz grzeczny
- mówi chirurg przed operacją.
- Do kogo pan to mówi , doktorze?
- pyta się pacjent
- Do tego kota , który siedzi pod
krzesłem .
* * *
Co to jest :
- Leży pod drzewem i mówi :
"szszszsz ...." ?
- Pijany gajowy próbuje zaśpiewać:
szła dzieweczka do laseczka .
* * *
Papież zmarł i staje przed Bramą do
Nieba. Puka pewnie i przedstawia się
Św. Piotrowi. " Jestem papieżem z
Rzymu, " mówi , " wpuśćcie mnie". Św.
Piotr patrzy na niego podejrzanie...
"Chrystus mnie zna!" rzecze papież
pewnie. " Mogę wejść?" "Sprawdzę."
Rzecze Sw. Piotr podnosząc telefon.
"Hej, J.C., jest tutaj jakiś gość
nazywający siebie 'papieżem z Rzymu'
i mówi że Cię zna". Po
krótkiej pogawędce z Chrystusem w
Piotr zwraca się do papieża:.." Mówi
że Cie nie zna..."
" Spróbuj ducha Świetego!" sugeruje
speszony papież. "Hej, duszku" mowi
świety Piotr do telefonu..." jest
tutaj ktoś kto się podaje za
niejakiego papieża z rzymu i mówi że
go znasz." Po krótkiej przerwie
ŚW.Piotr odkłada sluchawkę, odwraca
się do papieża i trzęsie przecząco
głową... " to jest absurdalne!!!"
wykrzykuje z niedowierzeniem papież.
" Spróbuj Ojca!" Św.Piotr podnosi po
raz trzeci słuchawke... " hej,
Tatko... jest tu ktoś kto nazywa
siebie papieżem z rzymu i mówi ze go
znasz.."
"o TAk!, znam tego s...."
wykrzykuje ze złością Bóg."to ten
człowiek co roznosi plotki o mnie i
Marii Dziewicy. Powiedz mu aby szedł
do Diabla!...."
* * *
Siedzi sobie facet w kałuży. Obok
przechodzi przechodzień.Facet w
kałuży pyta sie :
- Która godzina ?
Na to przechodzien wyjmuje
termometr, zanurza go w wodzie i mówi
- Tam na lewo.
* * *
Siedzi Janko muzykant na wzgórku
nad Wisłą i wzdycha:
- Echhh... Bach umarł. - po chwili
- Echhh... Bethoven nie żyje. - i
jeszcze po chwili,
- Kurdę!!! I ja się coś źle czuje.
* * *
Tak, to było zdecydowanie mało śmieszne. Właściwie to po takich
kawałach można się zupełnie załamać. Co właśnie idę zrobić.
Akira/Pulse
Kac nad ranem.
Autor: Q-Sound
Kac to najgorsze dziecko pijaństwa, wiem coś o tym, ponieważ
właśnie mijają 24 godziny od momentu kiedy piliśmy, a ja nadal zdy-
cham...Wszystko jest w porządku jeżeli wiemy ile możemy wypić i po-
za tym, a nawet przede wszystkim przestrzegamy tej granicy, bo je-
żeli się rozpędzimy to kończymy tak jak ja wczoraj tj. najpierw na ki-
blem wyrzucając z siebie całe pieprzone żarcie, które ze smakiem
wciągaliśmy przez cały dzień, a w nocy budzimy się z pełną gębą
rzygów i bezwarunkowo kierujemy się w stronę leżącej po łóżkiem
miski. Wczoraj nie dość, że osmarkałem się jak kot to na dodatek
kumpel zabrał w nocy prawie pełną miskę półprzetrawionej przeze
mnie fasolki po bretońsku, ponieważ jebało (cytuje) jak z szamba...
To był prawdziwy problem, ponieważ w chwili przypływu od strony
mojego żołądka ledwo zdążyłem do kibla i nie pobrudziłem cuchnąco
naszego nowego perskiego dywanu...
Jednak co by ie mówić to i tak skończyło się tylko na tym,
że nie mogę dzisiaj nic jeść,a na samą myśl o alkoholu (nawet w
wodzie po goleniu) wszystko podchodzi mi do gardła. Z jednej strony
przywiodła mnie pewnie do tego słabość mojej głowy, chociaż inaczej
na to patrząc 0.75 l rumu wypitego na dwóch w ciągu 30 minut za-
szkodziłoby i najlepszym zawodnikom...przykładem tego mój kumpel, z
którym piłem, chociaż bez tak dużych jak u mnie skutków ubocznych
radzi dzisiaj sobie z kacem lejąc w gardło czystą czeską wódkę...łeee.
Jek wspomniałem w moim przypadku skończyło się i tak dobrze,
ponieważ koleś z mojego roku wylądował w najdroższym hotelu we
Wrocławiu. Po krótce historia przedstawia się tak, że po imprezie w a-
kademolcu zachciało się gościom pójścia na dyskę.Jako, że mieli już
w żyłach coś nieco droga się dłużyła i z kroku na krok robiło się
coraz nudniej. Czego człowiek nie zrobi dla zabicia czasu. Po alkoho-
lu do głowy zaczynają przychdzić najrozmaitsze pomysły, także w tym
przypadku nie skończyło się tylko na rozmowach. Szli i sikali na prze-
jeżdżające taksówki, kopali samochody i darli mordy. W ten miły spo-
sób minęła niesamowicie długa, aczkolwiek już nieco weselsza droga
do 'KOLORU'. Niestety opary wódki wydobywające się z ich gardzieli
spowodowały, że ochroniarze zorietowali się w sytuacji i nie wpuścili
delikwentów do środka. To rozjuszyło ich już całkowicie. Na drodze
zaczęły nagle przeszkadzać im kubły na śmieci i nie wiadomo jak
zaczęły latać nad chodnikiem. Wszystko pewnie wróciłoby do normy
gdyby nie nasze czujne służby patrolowe, które najpierw sprawdziły
tożsamość ziomków, a następnie najbardziej aktywnego zabrały na
noclego do najdroższego hotelu we Wrocławiu tj. do izby wytrzeźwień.
Rano, gdy się obudził był w małym szoku. Leżał w zimnej klitce
ubrany w mało szykowny kaftanik, a po wyjściu dostał rachunek
na 180 zł (1 800 000) za noc i to bez śniadania.
Hmm morał jest taki, że jak chcemy poimprezować to lepiej siedźmy
w domu, a jak już mamy ochotę wyjść to róbmy to w stanie, w któ-
rym jest możliwość kontrolowania swoich poczynań....
koniec morałów..................................q-sound
Szkoła bez sensu.
Autor: Cobretti
Szkoła bezsensu.
Studia. Wydawałoby się, że jest to zaszczyt. Móc studiować
i zdobywać wiedzę. Ale niestety, nic z tych rzeczy. Studia
to strata czasu.
Idąc na studia informatyczne myślałem, że zdobędę tutaj
solidne podstawy informatyki, że ugruntuję sobie już
posiadaną wiedzę i posiądę nowe umiejętności pozwalające mi
na późniejsze podjęcie fachowej pracy i możliwości
prowadzenia firmy.
Faktycznie, tak to na początku wyglądało. Miałem mieć w
końcu prawo informatyczne, różne języki programowania, bazy
danych, systemy informatyczne, algorytmy i struktury danych,
systemy expertowe. Wykładać mieli sami utytułowani ludzie,
mający duży zasób wiedzy i potrafiący ją przekazać
studentowi, który miał ją za kilka lat spożytkować.
Łudziłem się, że zależy tym ludziom, na tym, żeby ludzi
znających się na rzeczy wypromować i pomóc ich odpowiednio
ukierunkować, ale niestety, moja szkoła to bagno.
Ilość teorii jaka tutaj dominuje zniechęca do nauki, nie
ma dla niej konkretnego zastosowania. Co z tego że jesteśmy
karmieni wiedzą skoro jest ona co najmniej przeterminowana o
kilkanaście lat. W informatyce gdy staniesz w miejscu to
cofasz się do tyłu. A my nawet nie staliśmy w miejscu, my
się cofaliśmy!
Zaczęło się na Prawie. Na żadnych zajęciach nie widziałem
na oczy choćby jednej umowy jaką należałoby spisać przy
wykonywaniu programu na zamówienie, a jest to chyba
najbardziej popularny typ umowy informatycznej. Nigdy nie
widziałem na zajęciach umowy licencyjnej, nie poznałem od
strony prawnej funkcjonowania firmy, sposobów egzekwowania
ochrony patentowej, zgłaszania patentów i znaków firmowych,
nie pokazali nam nawet banalnej umowy o pracę. Za to wykłady
trwały całymi godzinami i poświęcone były omawianiu tego co
było zamieszczone w Ustawach, co przecież mogłem sobie
przeczytać. Czyli czas został zmarnowany, a wiedzy nie
przybyło.
Następny mądry przedmiot to Wprowadzenie do Informatyki.
To że bajt składa się z bitów to chyba wie nie tylko
informatyk. Tracić pół roku, tylko po to, żeby poznać
binarny sposób liczenia to chyba lekka przesada. W końcu
studia to nie przedszkole informatyczne i chyba ktoś tu o
tym zapomniał.
Tak.. sztandarowy język programowania to Pascal. Niestety,
chybiona propozycja dla studenta, który by chciał coś
konkretnego napisać. Tym bardziej, że były to tylko
podstawy. A gdzie programowanie obiektowe, gdzie pisanie
programów pod Windows? A chyba teraz to jest najważniejsze.
Mało tego. Pytam wykładowcę o proste rzeczy a on mi mówi że
nie wie jak to zrobić!! To był banał, ale zanim to zrobiłem
straciłem trzy dni cennego czasu.
Szkołę sobie darowałem, zacząłem się uczyć dla siebie i
tego co mi będzie w przyszłości potrzebne. Chodzę tylko dla
tego świstka co pokaże moim pracodawcom, że mam studia.
Innego powodu studiowania nie widzę.
Przedmiot Systemy Wyszukiwania Informacji zwalił mnie z
nóg. Oczywiście przestarzała kobiecina, z masą tytułów
chciała pokazać studentom że ona rządzi. No i pokazała. Lała
teorię jak leje się pot podczas gorącego lata. Ale ta teoria
nic nie wnosiła bo zabrakło praktyki. Nigdy nie zastosowałem
tego co mówiła na studiach. Owszem stosowałem to od dawna,
ale w domu i sam do tego dochodząc. Przy okazji szkoła
straciła z jej powodu trzech najlepszych programistów na
roku. Tylko dlatego, że nie znało się zapisu formalnego
jakiejś udziwnionej funkcji systemu, która nigdy do niczego
nie będzie w życiu potrzebna.
Bazy danych, czyli następne lanie wody. Dużo mówimy mało
robimy. Tak jakby się uczyć latać samolotem za pomocą samych
wykładów. Dobry dowcip. Zauważyłem, że im bardziej
utytułowany wykładowca tym bardziej bije mu na czachę!! Nie
chcę być taki, wiec chyba więcej niż magistra nie zrobię.
Ćwiczeniowcy są w porządku, i tak wiedzą, że ta szkoła to
parodia, więc nie utrudniają życia i nie próbują uziemiać
studentów dla swojego widzi mi się. Wiedzą, że w tej szkole
nie można zdobyć wiedzy i pozwalają nam sobie ją zdobywać
samemu. Również na pytania odpowiadają że nie wiedzą jak
rozwiązać dany problem, a nie jak wykładowcy, którzy
zaczynają kręcić i pieprzyć takie bzdety, że dalsze pytanie
nie ma sensu.
Architektura Systemów Komputerowych to największa parodia
jaką widziałam. Uczyliśmy się starego Intela 8080!! O takie
cuda jak procesory RISC czy nawet Pentium nie pytaliśmy
wykładowcy, bo on się gubił przy 8080! Wykłady były tak
durne i bezsensowne, że nie było po co chodzić. A pytania na
egzaminie o różnicę między dwoma miastami w Polsce to już
chyba nie muszę komentować. Oczywiście zaliczyć u niego
egzamin to czysta loteria ale ze stosunkiem 94% szans, że
się nie zda i 6 %, że się zda. A jak mu kumpel powiedział co
o nim myśli to go wywalił z egzaminu. Jak widać za szczerość
i wolność słowa, też można wylecieć.
Miałem nadzieję, że po przejściu sesji dojdą mądrzejsze
przedmioty. Nic z tego. Projektowanie Systemów
Informatycznych było podniecające tylko dla wykładowczyni.
Dobrze, że prowadząca ćwiczenia wiedziała, że to jest mało
konkretny przedmiot.
Potem Systemy Expertowe i znowu ta staruszka z paseczkiem
na brzuszku zaczęła pokazywać że ona rządzi. Nic konkretnego
i przydatnego..
Pytam się czy chodzę do szkoły po to żeby się nauczyć czy
zmarnować czas? Szkoła nie nauczyła mnie niczego, mało tego,
to co mi implikowali to już historia i nikt nie stosuje
podobnych metod, ani też takowych technologii. Owszem, może
dwadzieścia lat temu by mnie to zainteresowało, ale mam
wrażenie, że to od nas, od kilku studentów, cały wydział
informatyki mógłby dowiedzieć się w rok więcej pożytecznych
rzeczy, niż od tej zgrai naukowców, co tylko podorabiali się
tytułów i myślą, że są ważniakami.
Owszem, jest kilku ludzi, którym jestem wdzięczny, jak i
trzy przedmioty z kilkunastu, które mi cokolwiek dały. Ale
jest to niczym w porównaniu z ogromem poniesionych wydatków,
straconego czasu, niepotrzebnych szkoleń, stresów i innych z
góry skazanych na niepowdzenie akcji. A potem mówią, że
szkole brakuje pieniędzy... przez ich głupotę!
Po co komu taki wydział?? Co to miało być, przedszkole dla
napalonych lamerów czy studia specjalistyczne dla fachowców
od informatyki??
Czy ktoś kiedyś poruszy sprawy istotne z punktu widzenia
przyszłości?? Czy o nowinkach technicznych powie się na
zajęciach, czy dalej jedynym sposobem szybkiego dostępu do
nowinek będzie Internet.
Szkoła informatyczna, a dostępu do internetu na uczelni
nie uświadczy, mało tego, nawet sprzęt jakim dysponuje jest
przestarzały, a oprogramowanie nieaktualne.
Kończąc studia bez osobistego przygotowania człowiek
wychodzi z przeświadczeniem, że ma duży zasób wiedzy.
Faktycznie ma, ale całkowicie bezużytecznej i nikomu do
szczęścia nie przydatnej. Może co najwyżej napisać książkę o
jakichś bzdetach i będzie to następna pozycja na rynku,
która tylko leży na półkach i nikt jej nie kupuje. Bo
fachowcy są eliminowani podczas studiów. Nie liczy się
wiedza praktyczna, a tylko nudne regółki i udziwnione wzory,
często źle podawane na wykładach. Tym bardziej, że
wykładowca nie trudzi się zbytnio i rżnie wykład wprost z
książki. Źal mi tych ludzi, ale siebie jeszcze bardziej.
Tracę czas i nic nie mogę na to poradzić, bo nic nie mogę w
tej sprawie uczynić. Próbowałem, ale dość szybko przestałem,
bo zanosiło się że będę miał w związku z tym problemy. No
cóż... pozostawiam to bez komentarza...
>> Cobretti <<
Jak przechwycić wirusa.
Autor: Cobretti
Jak przechwycić wirusa.
Jest kilka sposobów, między innymi taki jak niżej
wymieniony : Konieczne są dwa komputery, nie muszą być takie
same, od biedy wystarczą nawet i XT'ki. Ich powolność będzie
atutem. Więc akurat znalazłem przy okazji zastosowanie
XT'ków do bardzo poważnych prac badawczych nad szybkością
rozchodzenia się wirusów po kablu. Ale o tym za chwilę.
Dobra, zakładam, że dwa komputery to nie problem. Teraz
trzeba by skonstruować odpowiedni kabelek. Akurat pod ręką
mam kabelek do transmisji szeregowej po RS232, będzie jak
znalazł! Trzeba się jeszcze postarać o wirusa, przecież cały
trick polega na złapaniu właśnie jego. Trzeba się udać na
najbliższą giełdę lub pierwszy lepszy piracki serwer. Tam
się zawsze znajdzie masę wirusów, nawet można sobie wybrać
typ i rodzaj uszkodzeń jakie ma wywołać.
Najlepiej wybrać Kaczora, jest niezawodny i wspaniale się
namnaża. Zawsze będzie pewność, że jest i eksperyment się
powiedzie. I nie ważne jest czy siedzi na twardym, czy na
dyskietce i tak po jakimś czasie będzie wszędzie.
Teraz do dzieła. Trzeba go przecież przechwycić. W tym
celu trzeba wziąć drugi komputer, jeszcze nie zainfekowany,
gdzie będzie się chciał przedostać ten wirus. 100% pewności,
że on będzie się chciał przenieść, bo każdy wirus tylko
jedno ma w głowie, właśnie to, żeby się przenosić.
Oczywiście można spotkać wirusy typu Defender, które mnożą
się tylko w jednym celu - unicestwić właściwe szkodniki, ale
nie o nich tu będzie mowa.
Po połączeniu dwóch komputerów w dowolny sposób.. Novell,
Microsoft, Unix, albo najprościej poprzez złącze RS za
pomocą Nortona Comandera zacznij przygotowywać się do
ostatniego starcia. Do pierwszego komputera pakujemy wirusa
w dowolnej formie, zarówno jako plik wykonywalny lub jako
zbiór już zainfekowany. Tylko uwaga! Drugi komputerek nie
może ulec zainfekowaniu.
Sprawa najważniejsza, podłączamy kabelek do zainfekowanego
komputera - nie jest istotne jaki kabelek i jakiej sieci
użyjemy. Mając włożony kabelek podłączamy następnie drugi
komputer do sieci i odpalamy go. Tylko jeszcze nie wkładamy
kabelka do tego komputera, bo by się popsuła cała sztuczka.
Sprawa wygląda tak: mamy komputer z wirusem i bez wirusa,
oba włączone, a kabel jest podpięty na razie do tego
zainfekowanego. Teraz przydałoby się znać długość pliku z
wirusem, i mieć pewność, że kabel wystarczy na tego
wirusa. Ale nic to, skupić się trzeba nad tym co robimy.
Bierzemy kabelek do ręki, druga rękę trzymamy przy wtyczce
od komputera zainfekowanego. W momencie włożenia wtyczki od
kabla do czystego komputa, wirus będzie chciał natychmiast
przeniknąć w trzewia systemu operacyjnego nowego komputera.
Ale tu go spotka niespodzianka! Ponieważ wkładamy kabel przy
włączonym komputerze, nastąpi krótkie zwarcie, co nam
oczywiście uszkodzi komput. Wirus zostanie sparaliżowany na
ułamek sekundy i zanim rozpocznie ofensywę zwrotną miną
ułamki sekund. W tym czasie drugą ręką należy wyrwać kabel z
komputera zainfekowanego. Jest jest!!! Krzyczysz.. i masz
racje, jeżeli tylko kod Wirusa nie był dłuższy niż kabel to
masz schwytanego i uwięzionego wirusa w kablu!
Co na to wirus?? A no nic, miota się straszliwie, możesz
przyłożyć ucho do kabla to usłyszysz te przeraźliwe wrzaski
i walenie ogonem w osłone kabla. Tutaj też musisz uważać na
to, żeby kabel był koniecznie ekranowany, opancerzony w
ołów, zalany szczelnymi powłokami gumowymi i dodatkowo
zabezpieczony żywicą epoksydową. Tak spreparowany kabel
należy podesłać na adres wielkich korporacji mających całe
muzea wirusów przechwyconych w kablu.
Mówisz sobie - zostanę łapaczem wirusów. Masz rację,
zabawa wciąga, przestają się liczyć pieniądze wydawane na
sprzęt, szkoła, praca, dom, rodzina. Całe życie poświęca się
łapaniu wirusów do kabla, co sprawia, że stajesz się
wykwalifikowanym VirusBaster.
Po jakimś czasie przestanie Ci to wystarczać, zaczniesz
szukać mocniejszych wrażeń, przerzucisz się na zwierzęta,
później na ludzi...
Sam nie wiesz kiedy zginiesz unicestwiony sam przez
siebie, ale ostrzegałem jak to się może skończyć.
>> Cobretti <<
Adverty I.
Autor: Brak
--------------------------------------
- Are you looking for a mods,games, -
- demos? Just write to me! -
- -
- Tomek Wilczyński -
- ████████████████████████ -
- ████████████████ -
- POLAND -
- -
- or if you want you can call to me -
- my phone number is:██████████████ -
- -
- FrIeNdShIp RuLeZ!!! -
--------------------------------------
Yarpen of Exmortis
Write to me:
- 4 friendship
- 4 crazy & long letters
- 4 cool stuff
Disk==64h % answer
My addy: Yarpen of Exmortis
██████████
███████████████
P O L A N D
! 4 swap write 2 : !
---:----------------------------------------:---
: Yasi/Opium :
Krzysztof Jasicki
██████████████████████
█████████████
! Poland !
---:----------------------------------------:---
: 100 % Answer to everybody, who send :
a letter and disk(s) !!!
-----------------------------------
/ Jeśli chcesz sobie poswapić /
/ to koniecznie pisz na adres: /
/ /
/ Sławek Ziółkowski / Zasilacz /
/ ████████████████████ /
/ ████████████████ /
/ woj.wrocławskie /
/ /
/ GFX or MODS are BEST SENDING /
/ I like long letter ( >5kb ) /
-----------------------------------
< For Friendly swapping... >
Write to :
Luk / Dark Legions
Łukasz Stasiński
█████████████████████████████
█████████████████
--===CONTACTS NEEDED... ESPECIALLY MUSICIANS===--
-=Disk(s) = 100% ANSWER (1000% to musicians)=-
Bottom
for:
swapping, joining, distrothinging!, meeting, talking
writing, exchangeing! something, lamering!, drinking,
and much more write to:
-Cortez/Absence^Bottom^YES!- -Mr Vain/BTM-
Michal Krasnodebski Karol Chrzanowski
██████████████████ ████████████████████
███████████████████████ ███████████████████████
pHn. ██████████████████ pHn. ██████████████████
REM / DARK LEGIONS
- - - - - - - - - - - - - - -
very fast and friendly swapping
swapp no limits !!!
write to:
ÄÄÄÄÄÄ
REM / DL
Remigiusz Kościelny
█████████████████
█████████████████
████████████████
I'm looking for more contacts on PC scene.
-------------------------------------------------------
Take a breath and write:
akira of pulse
adam antoniuk
█████████████████
███████████████, poland
-------------------------------------------------------
FOR FAST SWAPPING & FRIENDLY SWAPPING
MICHAEL
WRITE NOW !!! DISK(C)+SPIS = 100% ANSWER
MY ADDY
MICHAŁ SADOWSKI
██████████████
██████████████
Adverty II.
Autor: Brak
.:!.:.fOR dEMOz sChWAbbiNg.:..!.
;.:.aND bAD nEWS dISKMAg sUPPORt..:
-----------------------------------
'<.:AKiRa Of PUlSE!:.>:>
.:Adam AntoNiuk:..
.:█████████████████:.
.:████████████████:..
.:pOLand!:..'
pC!
-----------------------------------
.:[:..100% for all foreigners.:]..,
;[.greetings.to.all.my.contacts.].:
-----------------------------------
----=*=----
Hej men! swap to AkTiN
answer quaranted - 100% for all
people.Ludzie new creazy contax
swap all !
AkTiN/Alternative
Jarosław Bugno
███████████████
███████████████
asm&pascal&productofscen&fship!
I
ESCAPE |
ALEK Cooperation
&
SHOCKER
Hello to all PC-scene members
I'm looking 4 more contacts
4 swaping and cool friendpal
I'm looking more members to Shocker
Please write to me NOW !
Aleksander Kostuch
██████████
████████████████
P O L A N D
I 999% fast replay to everybody
ALF / XYLOPHAGER
I'm looking for a good musician on polish Pc scene !!!
new contax wanted !!!
contax: Krzysztof Kaczmarczyk
███████████████████████
█████████████████
tel. ████████████████
Polska
Do you want to swap with me ?
So what are you waiting for ?
Aragorn/House-Soft
Marcin Stepnicki
███████████████████████
██████████████,Poland
or via Internet:
███████████████████████████████
100% answer for everyone !!!
BEAVIS
FROM NECROBIOSIS PC Group
is looking for more contacts on PC Scene !
For RESET Disk Mag,cool,absolutely no-limit
and friendly swapping , please write to :
100% reply guaranted
BEAVIS/NECROBIOSISú
(Szymon Skorupiński)
█████████████████████
██████████████████
POLANDú
FOR SWAPPIN' DA LATEZT WRITE TO:
Cortez / Absence^Bottom^YES!
Michal Krasnodebski
█████████████████████████████████
-POLAND-
REPLY TO EVERYDOOD !!
4 fRieNdlY & cReAzy PC sTuFF
sWaPpiNg mUSt wrIte to:
Christoph Smialowski
Escort/Ind.
██████████████████
██████████████
POLAND
███████████ (only PL)
Long letters 2 me =
long letters for you !
FrIeNdsHIp 4 Ever !!!
Write Now !!!
FnollTeam is lookingfor new members. Anyone who
wants do something like interesting, write to:
Maxi / FnollTeam
Marcin Klimek
██████████████████████
██████████████████
POLAND
-----------------------------------------------------
G E N O M
Jesli chcesz poswapowac z grafikiem
write now!!!
Genom/Alternative
Andrzej Urbaniak
██████████████████
███████████████
I like mod's, gif's, intros itp,itd...
100% answer
-----------------------------------------------------
* GORAL / IND *
* ███████████████████████████ *
* ████████████ *
* *
* For swapp and friendship write *
* *
* TO ME ! ! ! *
* (PC) *
=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=
= GUTEK =
of PC ADVENUTRE
wanted new good CTX.
Just write to me:
PIOTR STANKIWICZ/GUTEK
█████████████████
███████████████
PHONE: ███████████
LETTER and DISK 3.5" = 100% answer
=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=
LaNdO / ReD SqUaDrOn
DaRiUsZ WoJcIeChOwSkI
████████████████████████
██████████████████
4 FaSt & FrIeNdLy AnSwEr
TrY AdDy At ThE ToP
EsPeCiAlLy FoR StAr WaRs'
ToLkIeN's TrIlOgY FaNs
AnSwEr ă*100% GuArAnTeEd
No PrOfEsSiOnAlS
If U are looking for
new contact
WRITE NOW !!!
Pawel Szczupak
Larynx/Independent
███████████████████████
█████████████████
POLSKA
Swap & Friendship
in one !!!
3.5" disk + letter = answer
(You can use 2MB)
Adverty III.
Autor: Brak
I'm looking for more contacts on PC scene
for friendly, funny & fast swapping !!!
Please write to:
--- McBear / Terradrome ---
Marcin Miś
█████████████████
███████████████
Poland
Wanna swap or join? Write:
Mr Vain / BOTTOM
Karol Chrzanowski
██████████████████
██████████████
POLAND
Answer to everybody.
FOR FAST AND FRIENDLY SWAPPING
WRITE TO:
PALADINE/SHOCKER
MICHAL CHANIEWSKI
████████████████████
██████████████
DISK= 100% REPLY
CHEAT STAMPS IF U WANT!
==========================================
= If yA lOvA tHa xx PENIASTY
= CraZiEzD zdUww xx Mikolaj Zentara
= ThaN wrIde Ta Me xx ████████████████
= If Ya HaVe xx ██████████████
= AMIGA (rulez!) XXXxxXXX Polen
= theN wrIte xx phon:████████████████
= ImmEdiaTElY!!!! xx If ya are lIROY
= Pc Alzo! or hC fanz then
= Black Metal rulz! don`t writa ta moi!
= Zend a 3`5 dD dizg with crazy lettorz,
= graPhicz, musicz, sampliz and more more
= otHir craZy thingz (no bombz and dead
= ratz pleaze). I`m waitin`!!
==========================================
4 friendship & swapping
Nice letter,fast answer
Especially coders, graphicians
musicans
P Write to:
O -== Quasar / Syndrom ==-
L Dominik Morawski
A ████████████
N ██████████████
D
-== Call ███████████████████ ==-
Fast answer 4 every1 !!!
100% reply
POLAND POLAND
for swapp write to these address
If YoU SeArCH NeW CoNTaCts,wRitE To ME NoW!
4 friendship & swapping
My aDDy:
DiX/Sea Lion
Jaroslaw Grzesiuk
█████████████████
██████████████
ş
tel.:█████████████████████
POlAnD
FRIENDSHIP RUleZ
Letter+Disk=100%answer
fOR nICE sWAPPING, fRIENDSHIP
lONG aND cRAZY lETTERS
dEMOS, iNTROS, mAGAZINES
gFX, mUSIC aND oTHER sTUFF
wRITE aT aDDRESS:
SLOPE/Rebellion
Jaroslaw Komuda
███████████████████
█████████████
POLAND
fAST sWAPP aND fRIENDSHIP
- rULEZ -
Hey dudes !! I'm looking for a new cool
contax on da SCENE for friendship & fast
swapping. Contact me immediately ! ! ! !
My addy: Sparky/iNDEPENDENT :)
███████████████
██████████████████████
██████████████
P.O.L.A.N.D
S Y N D R O M
Our group search for new members !
Especially graphicians & musicians
Coders and others people too
P Just write to:
O -== Quasar / Syndrom ==-
L Dominik Morawski
A ████████████
N ██████████████
D Phone ███████████████████
For Ancient Strange Effective Fresh
Friendly Outstanding Swapp
WRITE TO:
THE DUKE / LEGION
Tomasz Kuśmierski
█████████████████
████████████████
OR GIVE ME A CALL
███████████████
Legion --- Still In Touch!!
dmdmdmdmdmdmdmdmdmdmdmdmdmdmdmdmdmdmdmdmdmdmdmdm
dm
dm WALO/DM
dm MARCIN SAWARYN
dm ████████████████████████
dm ██████████████
dm POLAND
dm D a r k M o o n TEL.████████
dm
dm A N S W E R S F O R A L L !
dmdmdmdmdmdmdmdmdmdmdmdmdmdmdmdmdmdmdmdmdmdmdmdm
WALO/DISTORSION
Marcin Sawaryn
██████████████████████████████
██████████████████
Tel. ███████████████████
A N S W E R S F O R A L L !
NICE, FAST SWAP & FRIENDSHIP
Write to:
WarLock/AMNESTY
(Tomek Bednarz)
████████████████████
███████████████
POLAND
=-= Disk(s)=100% ANSWER =-=
Adverty IV
Autor: Brak
- Dariusz Majgier -
- Cobretti / Byteland -
E-mail: █████████████████
URL: ███████████████████████████
██████████████████████
███████████████████████
█████████████████
Nic nie jest tym czym sie wydaje...
***** AKARDO / BYTELAND *****
KRZYSZTOF WOLNICKI
██████████████████
█████████████████
E-mail: ██████████████████████████████
- for swap & friendship,
- demos new and old,
- msx & gfx,
- soccer rulez !
Gutek of Experts
█████████████████
███████████████
Intel of Experts
████████████████
████████████████
Mips of Experts
███████████████████
████████████████
Are You Looking New ContaX ?
If yes,just write to me now!
InSahN/Necrobiosis
████████████████████
█████████████████
For Fast&Friendly swapp
please write to
Zasilacz of Necrobiosis
Sławek Ziółkowski
████████████████████
████████████████
woj.wrocławskie
POLAND
Mods&GFX&Pas&LongLetter
are cool
Fugaz/ByteLanD
Wiktor Zychla
█████████████████████████
████████████████
Mail me: ████████████████████████████
V.I.P. / ByteLanD
███████████████
█████████████████████
- for BLD latest wares
- try and I won't fail ya
Aragorn / House Soft
Marcin Stępnicki
█████████████████████████
██████████████
- more ctx needed
- cool swap time
Aktin / Alternative
Jarosław Bugno
█████████████████
███████████████
Kony / Independent
Dariusz Konieczka
█████████████████████████
███████████████
Zrekrutuję wszystkich zdolnych lub mniej zdolnych do
założenia grupy.
NimRod! / Fts
Krzysztof Paluchowski
███████████████████████
██████████████
Poszukiwani ludzie wszelkich specjalności, ale głównie graficy.