Spis treści

Wrotki #3

Editorial

Autor: Fugaz

At last ByteLanD has did it AGAIN!
Tak,tak. To musiało kiedyś nastąpić. Wreszcie udało się złożyć
"Wrotki 3". Tym razem jednak mamy do zaoferowania dużo więcej,
niż ostatnio. Zmieniło się praktycznie prawie wszystko.
Począwszy od szaty graficznej na ilości artykułów skończywszy.
Chciałbym zwrócić uwagę właśnie na szatę graficzną. Dzięki
wstąpieniu w nasze szeregi grafika (finally!) wygląd tego numeru
powinien wzbudzać niemały respekt. Ot choćby font. Jesteśmy
chyba pierwszym magiem polskim, który wykorzystuje font proporcjonal-
ny, to znaczy, że każda literka ma swoją szerokość. Czyta się toto
bardzo łatwo i już nikomu nie przyjdzie ochota krytykować "Wrotki"
za nieczytelność fontu.
Zdecydowaliśmy się też podbić co nieco rozdzielczość ekranu.
Tym razem jest to 360 na 240, ale obecujemy następny numer
okrasić grafiką 360 na 400. I to wszystko na ZWYKŁEJ karcie
VGA! A co z wymaganiami sprzętowymi? "Wrotki" napisane są tak,że
działają nawet na AT z 640 kilobajtami RAM'u. Biorąc pod uwagę
zatrważająco wysokie wymagania innych magów jest to dużym plusem.
Ktoś zaraz się oburzy. Przecież 386 SX z 2 MB ram (już kilka magów
wymaga takiej konfiguracji) to bardzo mało. Tak. To niewiele. Ale nie
dla TAKIEGO programu.
Tym razem jak zdążyliście już zauważyć ilość artykułów wzrosła
niepomiernie. Tak czy inaczej obiecujemy ciągle nad tym pracować.
Znalazło się kilka osób, które dla nas piszą (i to jak!). Mamy nadzie-
ję,że znajdą się następne. Dzięki temu każdy znajdzie coś dla siebie.
Artykuły są bardzo zróżnicowane tematycznie, są wsród nich zupełnie
poważne, są też niezupełnie poważne - wszystkie jednak są warte
przeczytania.
Każdy szanujący się mag nie może obejść się bez chartsów. Żeby
jednak były chartsy muszą być votki. Niezbyt podoba nam się pomysł
plików textowych. Postanowiliśmy od tego numeru dołączać votki
papierowe. Mają one tę przewagę nad plikowymi, że po pierwsze są
MATERIALNYM wykładnikiem popularności maga, no i oczywiście
łatwiej jest dostarczyć je zainteresowanym osobom (czasami dysku
szkoda). Jeśli mielibyście jakieś wątpliwości - kontaktujcie się z osobą
od której votkę dostaliście. Gdyby to zawiodło - kontaktujcie się z
main spraderem - V.I.P.'em (adres w "Adresach").
Bardzo dziękujemy za wszelkie uwagi (patrz "Reakcje"). Prosimy o
dalsze,najlepiej na odwrocie votesheeta.
Credits for this issue:

Intro rendering............Borówa
Intro msx.........................Fugaz
Intro code......................Fugaz
Main gfx..........................Borówa
Main msx........................Fugaz,X-Sonic
Main code.....................Fugaz
Texts.................................Akardo,Cobra,Fish,Fugaz,Gothrek,Sir Brain,X-Sonic
Module player..............M. Cox
X-mode engine..........T. Gouthas
Sorry, obsługa gravisa jeszcze nie tym razem.
                    B y t e L a n D

CAF'95 - party report

Autor: Fugaz

  Nasza wyprawa na Computer Art Festival w Bydgoszczy rozpoczę-
ła się pewnego pięknego poranka. Nie obeszło się bez zamieszania,
bo według informacji zasięgniętych kilka dni wcześniej na dworcu
PKP mieliśmy wyjechać w nocy i być na miejscu ok. 9 rano.
  Praktycznie dzień wcześniej wyszło na jaw,że jak zwykle udzielono
nam informacji nieprawdziwych (thanx 4 PKP) i okazało się,że
jedynym sensownym i możliwym wyjściem jest wyjazd rano.
Podróż upłynęła jako tako,nie licząc trzech przesiadek (w Zielonej
Górze,Poznaniu i Inowrocławiu) obeszło się bez uwagi wartych
wydarzeń. Zgodnie z rozpowszechnianymi informacjami wsiedliśmy w
autobus nr.104 i po pół godziny wysiedliśmy na budzącym pozytywne
uczucia osiedlu. Po krótkim marszu naszym oczom ukazała się szkoła
nr.44. Śmiałym krokiem wkroczyliśmy w nieznane.
  Klient siedzący za stolikiem skasował po 15 złotych. Jakież było
nasze zdziwienie,kiedy ujrzeliśmy kartkę na której napisano,że
deadline dla msxów upłynął jakąś godzinę temu (było już po
14-tej). "Kasjer" autorytatywnie stwierdził,że już nic nie da się zrobić,
ale po krótkiej dyskusji wskazał nam osobę,z którą mieliśmy w tej
sprawie pogadać. Osobnik ów wziął nasze dyski (2 moduły moje i
2 X-Sonica),by po jakichś pięciu minutach wrócić z wiadomością,że
"zakwalifikowano" tylko jeden z moich modułów,w dodatku nie ten,
który powiedziałem. W tym momencie trochę nas szlag trafił,bo
cholera,człowiek jedzie pół Polski,żeby coś pokazać,a tu wychodzi
na jaw,że ktoś będzie wstępnie kwalifikował jego pracę (!?). Kto,
pytam,był tak inteligentny,żeby dopuścić do compo tylko wybrane
moduły? Gratuluję, orangutanie. Tym bardziej,że zakwalifikowane
moduły sprawiały wrażenie tylko pobieżnie obejrzanych,bo jak inaczej
wytłumaczyć fakt znalezienia się wśród 20 msxów takiego np. pt.
"Earth"? Kpina w żywe oczy. Z resztą z zasłyszanych nieoficjalnie
wiadomości wiemy,że nie zakwalifikowana ilość modułów nie przekra-
czała tej zakwalifikowanej. Szczyt chamstwa, w dodatku po msx
compo było 3 godziny przerwy i tego czasu byłoby i tak nadto na
resztę msxów. No cóż - w mizernych nastrojach rozłożyliśmy plecaki
na korytarzu i ruszyliśmy co nieco się rozejrzeć. Pierwsze, podkreślam,
wrażenie było pozytywne. Duża sala, wzbudzający respekt big screen,
na którym leciały jakieś dema.
  Po krótkim oddechu odwiedziliśmy bufet,który okazał się być jednym
z najsłabszych elementów całego party. Mieliśmy duże szczęście,że
po całym dniu w pociągu zdążyliśmy coś zjeść. Oczywiście nie
zbyt dużo,zdecydowaliśmy się jedynie na paróweczki na przekąskę,
planując zjeść coś porządnego później. Okazało się to błędem.
Około godziny 19 (i do końca party) w bufecie została tylko kawa,
herbata i chrupki kukurydziane. WSTYD! Żeby zjeżdżającym się bądź
co bądź z całej Połszy ludziom nie zapewnić nawet meali?
Organizatorom należy się za to nagana. I nie ma żadnych tłumaczeń.
Choć było to moje pierwsze party,ale znani mi ludzie (choćby X-Sonic,
czy Gothrek,który był już na około pięciu,oczywiście nie PC-towych)
zgodnie twierdzą,że tak dennego przygotowania bufetu jeszcze nie
było.
  Około 16 na sali JTX ogłosił,że msx compo odbędzie się około
18-tej. Uspokojeni ruszyliśmy looknąć trochę na to,co dzieje się
poza salą, ale przypadkiem około 17 pojawiliśmy się na sali.
Wtedy to ogłoszono,że compo będzie o 17.30. Szczęście,że to
słyszeliśmy, bo przegapilibyśmy. Tak na prawdę,to 10 po piątej
ogłoszono początek compo. Ogromna część wiary nawet o tym
nie wiedziała, bo skutecznie ich zdezinformowano. W ten sposób
pierwsze kilka msxów słuchane było przez niewielką ilość ludzi.
Praktycznie dopiero około 10 kawałka sala się zapełniła.
Wszystkich zmroziła natomiast,niestety oczekiwana,informacja,że
gfx i ray compo będzie kiedy się ściemni,czyli za 3 i pół godziny.
Pytam więc - po co było robić msx compo o 17-tej? W ogóle
party sprawiało wrażenie puszczonego ot tak na żywioł. Brak
było silnej ręki kogoś,kto zapanował by nad wszystkim. JTX
skutecznie dowiódł,że się do tego nie nadaje. (jeśli to właśnie
czytasz JTX,to nie dąsaj się,tylko weź sobie do serca celne
uwagi).
  Kiedy już myśleliśmy,że obędzie się bez przykrych niespodzianek -
okazało się,że big screen nie działa w tybie kolorowym z C64.
Mniejsza z tym komputerkiem,ale np. gfx compo było w tym
momencie skandalem. Z resztą w demach PC-towych big screen też
(i to często) zawodził.
  Po gfx i ray compo nastąpiła znów przerwa (i znów zbyt długa) i
rozpoczęło się intro i demo compo. Miłym zaskoczeniem był wysoki
(poza wyjątkami) poziom prezentowanych prac. Dobrze to świadczy
o naszej scenie - widać było dużą różnicę jakości w porównaniu do
prac naszych koderów jakiś czas temu. Tak trzymać,panowie! Duże
brawa.
  Oczywiście i tu nie obeszło się bez kwasu. Prawie każde z
wystawianych dem zawieszało się i to po kilka razy. Pomagało albo
wyłączenie dźwięku,albo puszczenie go bez synchronizacji big
screenu (Substance - oj dużo straciliście),albo nic nie pomagało.
W ten sposób ostanie z dem oglądało już tylko kilkanaście krańcowo
rozespanych gości,a reszta wymiękła w trakcie compo. To niestety
nie było do końca dopieszczone. Po to w końcu ustala się deadline,
żeby potem spokojnie sprawdzić czy i jak dane demo działa. Niestety
tego widocznie nie zrobiono (co więc robiono?) i compo wyglądało
tak jak wyglądało.
  Także i my,wyczerpani podróżą nie zdzierżyliśmy i z przyjemnością
zapadliśmy w krótką drzemkę. Wstaliśmy koło 6-tej, aby po krótkiej
wycieczce po głównym korytarzu i ściągnięciu jakiegośtam stuffu,
wygłodzeni - z mieszanymi uczuciami opuścić niezbyt gościnną
szkołę nr.44 i udać się na dworzec,aby COŚ ZJEŚĆ. Perspektywa
czekania na dworcu 4 godzin nie wydawała się aż tak straszna
(pociąg mieliśmy o 12.18) jak czekanie nie wiadomo na co
(rozdanie nagród miało być o 10,ale i tak już o 7-ej wszyscy
którzy coś zajęli zwinęli nagraody i się zmyli). Podobnie uczyniło
z resztą wielu - dworzec zaroił się od czekających na pociągi.
Po monotonnej podróży wróciliśmy do Żar.
  Czas na refleksje. Myślę,że ton tego artykułu mówi sam za siebie.
Party było takie jakie było,ale nazwać go udanym się nie odważę.
W końcu wysoki poziom prac to nie wszystko. Przy takiej ogranizacji
sama idea bierze w łeb - szkoda tłuc się tak daleko ryzykując i
nie wystawienie swojej produkcji i mierne warunki. Miary rozpaczy
dopełnia świadomość,że rozpalone jaźnie osób odpowiedzialnych
za obsługę aparatury dźwiękowej musiała ostudzić policja.
I tak pocieszający jest fakt,że nie wyrzucono nas na bruk w środku
nocy (jak na pamiętnym party w Poznaniu rok temu).





                                                 Fugaz

Wrotki - reakcje

Autor: Fugaz

Pierwsze dwa numery "Wrotek" wywołały mieszane reakcje ludzi.
Niektórzy nas chwalą, niektórzy ganią. Ważne, że nie przeszliśmy
niezauważeni. Oto wyjątki z niektórych listów:

List nr. 1
1.Bardzo mi się nie podoba to ,że trzeba dosyć długo czekać na
zmiane kolejnej strony (shading),to bardzo wk.... ludzi,jeśli
są w środku ciekawego artykułu i muszą czekać długi czas na
dalszy ciąg - myślę ,że nie jest to uwarunkowane szybkością
komputera,bo mam 486dx2/66.
2.Powinno być więcej tekstów i powinny być one pogrupowane w
działy : np. artykuły,wywiady,recenzje.
3.Nie wiem może się ze mną nie zgodzisz ,ale nie podobają mi
się w zinach recenzje programow typu WINDOWS 99,MS-WORK 125
itp. - ja przynajmniej uważam to za stratę czsu na pisanie
takich artykułów - w zasadzie żaden z moich kumpli tego nie
czyta.
4.Są także cześci,które powinny się znależć w każdym porządnym
magu.Mam tu na myśli kawały (YEAH!!!), kącik for lAMERS,
poradniki dla koderów itp. Przydałyby się też recenzje co
nowszych demek,raporty z PARTY itd,słowem życie sceny,
a nie tylko artykuły jaka to scena mała i do niczego.
5.Powinniście dać dużo więcej grafiki i muzyki,i jakiś
sensowny interfejs.
6.TO JEST CHYBA NAJWAZNIEJSZA UWAGA JAKĄ MAM - FONTY
MUSZĄ BYĆ NIE TYLKO ŁADNE, ALE TAKŹE BARDZO CZYTEL-
NE - MAGA SIĘ CZYTA,A DOPIERO POTEM OGLĄDA.
7.Poza tym coś się powinno cały czas na ekranie dziać -
jakaś wektorówka w tle, super wymyślny scroll z ŁADNYMI
fontami na dole,itp.
8.Ważne w artykułach jest też to ,by nie iśc na ilość
ale na jakość.

List nr. 2
WROTKI  - Przydałaby się zmiana czcionki, bo litery się
zlewają i są prawie nieczytelne.

List nr. 3
Technicznie, oba numery stoją przeciętnie, ale design -
to woła o pomstę do nieba. Trzeba by dobrać jakąś ładną,
miłą dla oka paletę, wszystko dobrze wycieniować i wtedy
od razu lepiej będzie się czytać jakiekolwiek teksty.
Jednym słowem opracować jakieś ładne kolorystycznie tło,
a nie czerń ala 8-bitowe Atari Xl.
To samo tyczy się kursora. Dla mnie jest on drętwy i
grafik mógłby posiedzieć z pół (!) godzinki i zrobić
jakiś estetyczny kursor. W sprawie tekstów:
Ogólnie są dobre i jeżeli kogoś dany temat interesuje
to z pewnością to przeczyta. Jedyny problem to ilość
tekstów. Jest ich mało i ByteLanD powinien dążyć do
zwiększenia liczby osób piszących artykuły. Jest to
zresztą największa wada większości polskich magów.
Fonty:
Jest to sprawa gustu i jednym się będą podobać zaś innym
nie. Ja należę do tej drugiej grupy i jak na mój gust
stykły by trochę mniejsze, a zarazem prostsze litery.
Fonty jakie były używane w tych numerach są dobre do
demka na zakończeniu, a nie do maga. Chodzi o to, że na
dłuższą metę źle się je czyta (traci na tym płynność
czytania, bo czasami człowiek musi dociekać co to za
litera).
W drugim numerze był skrol. Według mnie jego obecność
była zbędna. Rozumiem że ktoś daje w skrolu jakiś długi
tekst, który przewija się w czasie czytania, ale w drugiej
Wrotce czytania było na pół minuty, a potem skrol
się znowu powtarzał. Reasumując albo nie daje się skrola,
albo się go wstawia pod warunkiem że skrol ten ma coś do
skrolowania (tzn. jakiś dłuższy tekst np. z kawałami,
gretzami, fucksami itd.). Zaś w Wrotce wygląda na to że
ktoś napisał procedurę skrola a potem na odpieprz wstawił
pare linijek jakiegoś bzdeciastego tekstu.
Zawsze na początku Wrotek jest małe intro. Wszystko byłoby
w porządku, gdyby dało się je jakoś przyśpieszyć (może się
jakoś da?) a tu dupa zbita. Normalny człowiek gdy raz to
obejrzy to następnym razem, aby przyśpieszyć ładowanie,
będzie to chciał przyśpieszyć. Gdy mu się to nie uda,
zwyczajnie się wkurzy.
Podsumowując trzeba postawić na estetykę, funkcjonalność
oraz liczbę i jakość tekstów. Przy czym według mnie zbędne
są jakieś specjalne hajo-bajowskie bajery.

List nr. 4
Jeśli chodzi o Wrotki to jest to świetny DISKMAG (Ciekawe
artykuły) ale szata graficzna mnie  denerwuje: chciałem się
nauczyć ASM (był taki artykuł) ale g***o, Nic nie widać!
Jakoś przepisałem tekst na kartkę a później znów do komputera
i skompilowałem TASM'em (drugie g****o). Powyskakiwały jakieś
błędy itp. Druga głupotka we Wrotkach to ten dłuuuuuuuuugi
początek,którego nie wiem jak wyłączyć. Poza tym zin jest
SUPERaśny i bardzo mi sie podoba...

List nr. 5
Wrotki jak wrotki...hmmm taki przeciętny mag,mało tekstów -
stare numery...wiec cóź się można nad tym rozwodzić....

List nr. 6
Wrotki 1 - fajne, tylko trochę denerwuje czekanie aż skończy się
         czołówka. Poza tym podobał mi się kurs Assemblera,
         opis gazet na rynku (jak najbardziej popieram opinie
         autora artykułu o Gamblerze?!). Dobrym pomysłem jest
         również skrzynka kontaktowa. Nie wiem czy w tym
         numerze była jakaś muzyka czy dźwięki, (sądzę, że były
         ponieważ na początku był wybór karty) jednak moje
         głośniki "ani me ani be?" (nic nie usłyszałem).
         Poza tym drobnym zgrzytem wszystko było OK. Szkoda
         tylko że tak mało textów.

Wrotki 2 - tu już trochę lepiej - czołówka ładniejsza, (nawet dało
         się ją szybko ominąć) pojawiła się jakaś muzyczka.
         Skoro jestem przy muzyce zacznę od kłopotów: po pierwsze
         nie działa muzyka podczas czytania textów (udało mi się
         usłyszeć ją tylko raz - przez przypadek uruchomiłem
         plik  exe, potem parę razy użyłem klawisza ESC (to jest
         już odruch). Po tych zabiegach komputer ominął demko
         i przeszedł do textów, po czym usłyszałem wspaniałą
         muzykę, a komputer jak na złość zawiesił się (bezczelny
         drań !!!). A teraz co mi się podobało: opis "produkcji"
         modułów, druga część kursu Assemblera oraz artykuł o
         stereogramach. Podsumawując pisemko jest OK, brakuje
         tylko jeszcze działu kawałów itp., oraz dobrze byłoby
         gdybyście ulepszyli troche Fonty ( przede wszystkim
         nawiasy są bardzo podobne do litery "C").

Oczywiście należy się kilka słów komentarza. Oczywiście postawione
nam uwagi skrzętnie wykorzystujemy. Szata graficzna tego numeru
jest naszym zdaniem o niebo lepsza od poprzedniej. To z resztą
pojawia się w listach najczęściej. Poza tym prośba - wszelkie uwagi
o TYM numerze umieszczajcie na odwrocie Votesheeta (jeśli go nie
macie to proszę o kontakt z kimkolwiek z naszej grupy).
Zebrał: V.I.P                                 Opracował:Fugaz

Scena scenie nierówna

Autor: Gothrek

Jako,że na scenie PC jestem od niedawna,dlatego łatwo przyszło
mi zauważyć kilka rzeczy,moim zdaniem conajmniej dziwnych.Tyczy
się to przede wszytkim samej organizacji jakby nie patrzeć bardzo
młodej wciąż jeszcze struktury jaką jest polska pc scena.Przez
długi okres czasu działałem na scenie C64,dlatego chciałbym
napisać ten artykuł jako swoiste porównanie ich obu.
Po pierwsze najbardziej zaskoczył mnie całkowity brak ludzi
zajmujących się coverami wśród użytkowników ibm'a.Na małego
komcia ta działalność jest bardzo popularna i na pewno dobrzy
paper graficy cieszą się nie mniejszą popularnością,niż koderzy czy
muzycy.Hmm,oczywiście wyjaśnienim braku kowerzystów na pc,
mógłby być fakt iż jego użytkownicy korzystają z dwóch rodzajów
dysków 5 i1/4 cala oraz 3 i 1/2 cala€(na pewno tego nie
wiedzieliście....) W przypadku C64 problem w ogóle nie istnieje.Nie
możemy jednak uznać tego usprawiedliwienia za wystarczające,jako
że przecież amigowcy także używają dysków 3 i1/2 cala a pomimo
tego wśród nich są również kowerzyści.Może nasza scena jest
jeszcze zbyt mała,aby mogli funkcjonować na niej ludzie zajmujący
się tą profesją ? Jeśli tak,mam nadzieję,że to szybko ulegnie zmianie
bo coverki,są naprawdę świetnym dodatkiem.
 Drugą ważną sprawą,pośrednio związaną także z grafiką papierową,
jest sprawa votesheetów.Do każdego maga,aby istniały chartsy,muszą
istnieć także votki,wypełniane przez scenowiczów,na podstawie
których obliczane są ogólne notowania.Zauważyłem,że na pc,
chyba powszechnie przyjętym sposobem jest dołączanie do maga
pliku tekstowego,w który powinniśmy wpisać nasze osobiste głosy.
Pomijając fakt,że część zawartych w tych plikach pytań,jest po
prostu bzdurna,bo na co komu potrzebna jest moja płeć,jeśli wie
że mam na imię Krzysiek ?Kurde,chyba transwestyci nie są jeszcze
tak wielką grupą,aby zadawać takie pytania...Jednak najbardziej
bezsensowne jest moim zdaniem to,że po wypełnieniu takiej votki
wielkim kłopotem staje się jej dostarczenie do staff'u maga. Oczywiście
jeśli mamy kontakt z jednym z main spreaderów magazynu,problem
znika,ale gdy dostajemy mag z tzw."drugiej ręki"? Musimy poświęcić
cały dysk aby wysłać na nim naszą votkę do editorów zina.
Na scenie c64 sprawę rozwiązano w całkowicie inny sposób.Po
prostu votesheety są w postaci kartek papieru,często będąc
małymi dziełami sztuki,jako że wykonują je przedewszystkim
coverzyści.Dodatkową zaletą takiego rozwiązania jest to,że pozostaje
nam po wypełnieniu sheeta druga strona votki,na która najczęściej
wpisywane są reakcje,adresy,czy newsy.Także odesłanie kawałka
papieru,jeśli osobiście nie mamy kontaktu z nikim z grupy,wydającej
dany magazyn,jest mniej kosztowne i kłopotliwe.Aby w praktyce
przekonać was o użyteczności tej metody,potanowiliśmy,że do
kolejnego,czwartego już numeru "Wrotek",po scenie rozprowadzane
będą papierowe sheety.Please,jeśli przypadkiem dostaniecie jedną z
nich w ręce,wypełnijcie ją i odeślijcie na adres podany na vocie...
 Kolejną widoczną różnicą,pomiędzy scenami ibm'a i c64,jest
oczywiście ilość aktywnych na nich grup.W chwili obecnej mogę z
całkowitą pewnością powiedzieć,że na c64 jest ok.20-30 POLSKICH
aktywnych grup.Oczywiście istnieje także scena zachodnia,choć są
też grupy w takich krajach jak Australia.Wiem,że wielu ludzi z pc,
nie zdaje sobie nawet sprawy z tego,że scena c64 jest wciąż
aktywna i że do danego numeru magazynu,zbierane jest ok.200
votek na padstawie których liczone są polskie chartsy.Przyznacie
sami więc,że czytając magazyny wydawane w Polsce,
w których chartsy zostają obliczone na podstawie 10-15 wypełnionych
sheetów,odnośi się mieszane wrażenia.Myślę,że zmiana systemu
głosowania,może w znacznym stopniu poprawić sytuację.
 Pisząc ten artukuł,muszę zaznaczyć,że obie sceny mają także
ogromną ilośc cech wspólnych.Wśród nich są także tzw.Wojny,
których przykłady mamy w wielu polskich magazynach,wzajemnie
się oskarżających o lame.Jasne,że taka działalność jest łatwym
sposobem zwrócenia na siebie uwagi i w ten sposób zdobycia
popularności na scenie,ale panowie zastanówcie się,czy o to tu
właśnie chodzi?Żeby zgnoić kogoś i jego kosztem wspiąć się o
kilka pozycji na chartsach ? Chyba nie to jest najważniejsze na
scenie...MAKE FRIENDSHIP,NOT WAR !!!


                                              Gothrek

Krótki kurs

Autor: Fugaz

...assemblera? Nie. To, o czym napiszę dzisiaj owszem, da się
zrobić w assemblerze, ale byłoby dużo trudniejsze. A napiszę o niczym
innym niż o fraktalach. Jak pewnie wiecie (a może i nie) fraktal jest
to figura płaska (ciekawe czy są fraktale przestrzenne?) która sama
składa się z części będących pomniejszeniem jej samej. W przeróżnych
czasopismach komputerowych czasami znaleźć można jakieś programiki
rysujące fraktale, ale są to z reguły trywialne, rekurencyjne algorytmy
rysujące Płatek Kocha, albo Dywan Sierpińskiego (jedne z najsłynniej-
szych fraktali). Pomysł polega na tym, że program wywołuje procedurę
rysującą np. jedno ramię Płatka... po czym procedura rekurencyjna
robi to samo ale już dla pojedyńczego ramienia jakąś ilość razy
(zwykle mniej niż 10, bo rozdzielczość ekranu jest tu przeszkodą).
Spotkałem jednak kilka programików sharewarowych, w których
fraktala opisywało się np. rozpinanymi trójkątami i uzyskiwane efekty
o niebo przekraczały jakieś tak trywialne rekurencyje płatki. Zastana-
wiałem się jak uzyskać taki efekt samemu. Ku mej radości stosowny
algorytm pojawił się kiedyś na jednym z wykładów z elementów
informatyki na Uniwerku Śląskim (tamże studiuję). Wykładowca niestety
nie wyjaśnił zasady powstawania takich dziełek. Nie czyni tego też
niezły artykuł w Bajtku 7'95. Autorka stwierdza tylko, że fraktal pow-
staje przez złożenie przekształceń afinicznych. To wiem sam, bo
takowe przekształcenia to jeden z głównych koników algebry liniowej
(inny z przedmiotów na moich studiach). Ale dalej nie wiem jak to się
dzieje, że ze złożenia takich przekształceń powstaje tak regularna
figura jak fraktal, bo jak sami się zaraz przekonacie oba z przekształ-
ceń należy uaktywniać w kolejności ZUPEŁNIE przypadkowej. Genialne
połączenie chaosu i porządku (gdyby wywoływać te przekształcenia
w jakiej kolwiek UPORZĄDKOWANEJ kolejności efektem działania
programu byłaby... linia PROSTA, a nie fraktal !!! W tym właśnie tkwi
cały geniusz. Ale żeby nie trzymać Was w niepewności - oto
najkrótszy i najbardziej przejrzysty algorytm tworzący fraktal:
program Fraktalik;
uses crt,graph;
var gx,gy:integer;
   x,y,xp,yp:real;
procedure init;
var d,m:integer;
begin
  d:=0;initgraph(d,m,'');
  gx:=getmaxx div 2;
  gy:=getmaxy div 2;
end;
procedure rysuj;
var co:integer;
begin
 x:=0;y:=0;ile:=0;
 repeat
  putpixel(gx+round(x*250),gy-round(y*250),15);
  co:=random(2);
  if co=1 then
  begin
   x:=-0.4*x-1;
   y:=-0.4*y+0.1;
  end
  if co=0 then begin
  begin
   xp:=x;
   x:=0.7*x-0.4*y;
   y:=0.4*xp+0.76*y;
  end;
 until keypressed;
end;
begin
 init;rysuj;
end.
O co w tym chodzi? Jak pewnie zauważyliście faktycznie są dwa
przekształcenia. Faktycznie też kolejność ich składania jest przypad-
kowa. Moje eksperymenty zaowocowały ciekawym spostrzeżeniem -
gdyby oba przekształcenia były w postaci:
x:=a*x+b;
y:=c*y+d;
czyli kombinowały TYLKO x z x-em, a y z y-kiem to otrzymalibyśmy
PROSTĄ. Ciekawe!
Oczywiście najważniejsze są tu zastosowane WSPÓŁCZYNNIKI.
Od nich to właśnie zależy kształt fraktala. Spróbujcie poeksperymen-
tować z tymi, które przedstawiłem. Okazuje się,że ich nieznaczna
zmiana wpływa na "grubość", szerokość i wysokość naszego smoczka
(bo taki kształt ma ten fraktal - to dla leniwych).
Tak na prawdę to nie ma żadnych ograniczeń co do ilości
składanych przekształceń. Zachęcam do experymentów - można
przypadkiem wpadać na genialne figury. Jeśli podobnie jak ja
jesteś zafascynowany fraktalami - proponuję uczynienie z Wrotek
czegoś w rodzaju skrzynki kontaktowej, w której zbierał będę
najciekawsze fraktale.  Nie jest wpaść na nie łatwo - wiele z tych
najpiękniejszych jest zazdrośnie strzeżona przez ich autorów, którzy
zarabiają duże pieniądze na kolorowych albumach z fraktalami.
Ponieważ sam jestem na polu "odkrywcy" mało zaawansowany
(owszem wpadłem na kilka ciekawych, ale nie wartych uwagi)
przytaczam kilka za Bajtkiem 7'95. Aby je obejrzeć należy zmienić
w procedurze init:
  gx:=getmaxx div 4;
 gy:=3*(getmaxy div 4);
i wpisać odpowiednie przekształcenia w procedurze rysuj zgodnie ze
wzorem:
  xp:=x;
  yp:=y;
  x:=a*xp+b*yp+e;
  y:=c*xp+d*yp+f;
i umieścić odpowiednią liczbę przy wywołaniu co:=random(z), gdzie
z jest ilością przekształceń zmniejszoną o 1.
A oto fraktale wraz z przekształceniami:
I) Choinka
  1. a=-0.67 b=-0.02 c=-0.18 d=0.81 e=0 f=0.20
  2. a=0.4 b=0.4 c=-0.1 d=0.4 e=0 f=0
  3. a=-0.4 b=-0.4 c=-0.1 d=0.4 e=0 f=0
  4. a=-0.1 b=0 c=0.44 d=0.44 e=0 f=-0.04
II) Paproć
  1. a=0.787 b=-0.14 c=0.138 d=0.787 e=0.075 f=0.21
  2. a=0.218 b=-0.24 c=0.183 d=0.287 e=0.33 f=-0.045
  3. a=-0.22 b=0.241 c=0.183 d=0.287 e=0.605 f=0.015
  4. a=0.019 b=0 c=-0.03 d=0.299 e=0.451 f=0.03
III) Pąk
  1. a=0.8 b=-0.25 c=0.68 d=0.8 e=0.15 f=-0.22
  2. a=0.8 b=0.25 c=-0.68 d=0.8 e=0.05 f=0.46
I to wszystko na ten temat. Być może kiedyś do tego wrócę.

                                       Fugaz

Wszystkie klawisze

Autor: Sir Brain

W Turbo Pascalu istnieje funkcja służąca do odczytu naciśniętego
klawisza. Powstaje jednak problem gdy musimy odczytać naraz
wiecej niż jeden naciśnięty klawisz (np. dwa klawisze kursorów
w grze - np. góra+lewo). Nie pozostaje nic innego, jak tylko napisać
własną funkcję odczytującą naciśnięte klawisze.
W tym artykule spróbuję opisać zasadę działania procedury na
przerwaniu $09 (sprzętowe przerwanie klawiatury), która może odczytać
na raz wszystkie klawisze !
A więc :

Na początek deklarujemy 127 elementową tablicę reprezentującą
klawiaturę ze zmiennymi typu Boolean :

> Var KeyTable : array[1 .. 127] of boolean;

Następnie deklarujemy jeszcze trzy zmienne :

> Var OldInt09 : Pointer;  {stary wektor przerwania klawiatury}
      OldExitProc : Pointer;  {wskaźnik do procedury wyjścia}
                         {z programu}

Następnie deklarujemy procedurę ResetKeyboard, której zadaniem jest
przygotowywanie klawiatury na odczyt następnego klawisza :

> Procedure ResetKeyboard;
> var n : byte;
> begin
>     n := Port[$61];
>     Port[$61]:=(n or $80);
>     Port[$61]:=n;
> end;

Następna procedura, RestoreKeyInt, służy do przywrócenia normalnej
obsługi klawiatury - przywraca ona stary wektor przerwania $09
i trzeba ją wywołać na końcu programu.

> Procedure RestoreKeyInt;
> begin
>     ExitProc:=OldExitProc;
>     SetIntVec($09,OldInt09);
> end;

Procedura "NewInt09" jest nową procedurą obsługującą przerwanie
klawiatury :

> Procedure NewInt09; interrupt;
> var ScanCode : byte;
>     KeyCode : byte;
> begin
>     inline($FB);
>     ScanCode:=Port[$60];
>     KeyCode:=ScanCode and $7F;
>     KeyTable[KeyCode]:=(ScanCode and $80)=0;
>     ResetKeyboard;
>     Inline($FA);
>     Port[$20]:=$20;
> end;

Na koniec pozostała jeszcze procedura inicjująca (ustawiająca) nową
procedurę obsługi przerwania klawiatury. Procedurę SetKeyInt należy
umieścić na początku programu.

> Procedure SetKeyInt;
> var n : byte;
> begin
>     OldExitProc:=ExitProc;
>     ExitProc:=addr(RestoreKeyInt);
>     for n:=1 to 127 do KeyTable[n]:=false;
>     GetIntVec($09,OldInt09);
>     SetIntVec($09,addr(NewInt09));
> end;

Aby odczytać, czy naciśnięty jest dany klawisz, to odczytujemy stan
elementu tablicy o indeksie równym kodowi klawisza (jest to kod
klawisza a nie kod ASCII). Jeśli dany element jest równy TRUE to
klawisz ten jest naciśnięty.

Na koniec jeszcze podam kilka kodów klawiszy :

> Const Esc_Key : byte = 1;
>       Left_Key : byte = 75;
>       Right_Key : byte = 77;
>       Up_Key : byte = 72;
>       Down_Key : byte = 80;
>       Space_Key : byte = 57;
>       Enter_Key : byte = 28;

Na koniec jeszcze mała uwaga :

Do skompilowania tego wszystkiego jest potrzebny moduł "DOS".


I to już wszystko.

Życzę udanego kodowania.


                                     Sir Brain

Kurs programowania w AMOSIE cz. I

Autor: COBRA

  Jak wszystko inne także i to jest inne.  I tak oto podany został
przykład rekurencji.  Ostatnio usłyszałem niezły dowcip:  Idą trzy
ślimaki po torach, a z tyłu nadjeżdża expres.  I słychać - ślup, ślup,
eche, eche, eche (tak jak to robi pluto), ślup.
  Czas jest sprawą względną.  I tak do końca nie wiadomo czy czas
płynie a my stoimy w miejscu, czy to my płyniemy a czas stoi w
miejscu.  Chociaż słyszałem, że czas nie ch.., nie stanie.  Ja nawet
nie wiem czy czas płynie, czy leci, ale za to zamyka się w obrębie
koła o pewnej średnicy.  Jest to wynik doświadczeń empirycznych:
ponieważ zegarek ma tarczę okrągłą, i wskazówki mają pewną
długość różną od zera, więc czas zakreśla okrąg o promieniu
równym długości wskazówki.
Oczywiście można uwzględnić zmiany temperaturowe dla długości
wskazówki, która to jest dłuższa latem, a krótsza zimą.
  Wszystkich oburzonych przepraszam, wiem, że są zegarki cyfrowe i
co wtedy z czasem.  Ano tak samo.  I tak cyferki powtarzają się co
pewien czas więc trzeba użyć estymatora przybliżającego zależność
długości okręgu do ilości cyfr znaczących zegarka cyfrowego. O
wiele bardziej skomplikowanym problemem jest przedstawienie kołowej
teori czasu dla chronometrów nietypowych np. paląca się świeca,
klepsydra, zegar wodny.
  Równie niewygodny jest dokładny zapis czasu.  Ponieważ wartość
czasu w określonym czasie (znowu rekurencja) nie jest dyskretna,
wobec tego trzeba użyć algorytmów przekonwertowania wartości
rzeczywistych na wartości całkowite.  Nie jest to takie proste,
chociaż możliwe, ale obarczone dużym błędem względnym.
  Z matematycznego punktu widzenia powinienem całą tą tezę
poprzeć odpowiednimi wzorami i metodą indukcji matematycznej
dowieść, że zaiste to co powiedziałem jest fikcją, ale nie do końca.
Bowiem tak naprawdę to koniec nie jest zdefiniowany. Wiadomo że
on jest, tylko nie wiadomo dokładnie kiedy następuje. Taki np.
symbol nieskończoności wyglądający jak dwie całki złożone jedna
lewą, a druga prawą stroną i dodatkowo przesterowane o 90 stopni.
Ponieważ zawsze do nieskończoności można dodać drugą nieskończo-
ność, lub też jedną pomnożyć przez drugą, bardzo łatwo jest zdefi-
niować rachunek nieskończony. Sumowanie nieskończoności jest tak
samo banalne jak odejmowanie. Np. 5 nieskończoności + 7 nieskoń-
czoności = 12 nieskończoności. Inny przykład 3 nieskończonoś-
ci - 8 nieskończoności = -5 nieskończoności.  Ponieważ -5
nieskończoności leży po przeciwnej stronie osi więc metodą
podstawianie otrzymujemy 5 skończoności. Podobnie z innymi
działaniami.  Pamiętać należy o znaku -, gdy wystąpi to
trzeba przekonwertować nieskończoność na skończoność, a to
już jest łatwo napisać w paskalu lub asemblerze.
  Nie do końca zbadane są rachunki różniczkowe i całkowe.  Całki
nieoznaczone nie powinny sprawić kłopotu.  Gorzej z dokładnymi
obliczeniami miejsc znaczących i błędów względnych i bezwzględnych.
Ale jeżeli zadana dokładnośc nie jest wymagana, powyżej wymienione
błędy można pominąć. Interpolacja funkcji opartych na nieskończonościach
jak i aproksymacja również nie została dowiedziona matematycznie.
Ale skoro potraktujemy odpowiednią funkcję z nieskończonością stop-
nia N dla jednej zmiennej rachunkiem różniczkowym i następnie otrzy-
mane wyrażenie zlogarytmujemy przez proste podstawienie z niewia-
domą wartością całki oznaczonej danej w określonym przedziale to
myślę, iż prostą metodą iteracji dobrniemy w końcu do końca (znowu
rekurencja).
  Rekurenja jest takim fenomenem, gdzie to co określamy, określamy
właśnie przez to.  Tak jest np.  z silnią lub np.  obrazem w obrazie
który zawiera właśnie ten obraz, który zawiera ten właśnie oraz i tak
w kółko.
  Dla odmiany kółko nie zawsze jest okrągłe.  Weźmy pod uwagę
nieskończenie krótki odcinek koła.  Jest to prosta.  Tak więc każdy
okrąg składa się z prostych, co oznacza, że okrąg nie jest okrągły
jak sugeruje nazwa.  Z okręgiem (nie okrągłym jak udowodniłem)
związane jest wiele różnych paradoksów. Pada pytanie: zmierzyć
średnicę. Dla informatyka nie jest to pytanie jednoznaczne,
każdy informatyk zada sobie pytanie którą średnicę.  Przecież
okrąg ma nieskończenie wiele średnic.  I po to między innymi
był mi potrzebny wstęp do rachunku nieskończonego. Teraz
jesteśmy w stanie określić liczbę średnic. Ponieważ jest ich
nieskończenie wiele (ale tylko raz) więc mamy liczbę średnic
równą jeden.  I w ten oto sposób informatyk wyjaśnia sobie problem
mierzenia średnicy okręgu.  Ponieważ z wyliczeń wychodzi raz,
więc mierzy średnicę raz i wyciąga z tego błąd średni kwadratowy
średniej i dostaje wynik, który właśnie udało mu się zmierzyć.
  Teraz zmienię swój punkt widzenia o 90 stopni.  I co mi to
daje, ano mogę udowodnić, że wszystko to co zostało dowiedzione
przed chwilą to fikcja.
  Rachunek nieskończony nie może istnieć, bowiem nie istnieje
nieskończoność.  Tylko bardzo zaciekli matematycy wciskają sobie
kit, że nieskończoność istnieje i można to udowodnić. Gówno
prawda! Jak można udowodnić nieskończoność, skoro jej jeszcze
nikt nie zmierzył, nie policzył, ani nie wyznaczył doświadczal-
nie.  Po prostu nie może istnieć, ponieważ wszystko co nas otacza
jest skończone i policzalne.
Taki piasek na wszystkich plażach świata też można policzyć, kwestia
chcenia.  Matematykom się nie chce, wolą wszystko zrzucić na barki
informatykom.  Ale ja się nie dam.  Taki czas, wydawałoby się, że
jest nieskończony, i będzie płynął wiecznie.  Nawet w teori wzglę-
dności umieszczono jako czwarty wymiar - czas, bowiem założono,
że będzie trwał wiecznie. Jajo. Może się pewnego dnia urwać, tak
jak film, jak papier toaletowy, jak urwisko, jak wszystko.
To że będzie trwał wiecznie to tylko przypuszczenia, ja też
przypuszczałem, że dla pewnej funkcji -0.5 da jej wynik ujemny
bo -1 dawało, niestety srogo się zawiodłem, a było już za późno.
Mam teraz kolokwium do zaliczenia.
  Ten przykład niech świadczy, że nie można bagatelizować sprawy.
Weźmy takie na przykład atomy wodoru, jest ich we wszechświecie
najwięcej, ale można je zliczyć.  Teraz pora na zadanie sobie pytania.
Więc jak to jest naprawdę nieskończoność istnieje czy nie ?  Źadna
odpowiedź nie jest wyjściem, żadno wyjście nie jest odpowiedzią.
Odpowiedzi jest nieskończenie wiele, a jednocześnie jedna, czyli ta
właśnie.
  Nie mam sił już pisać, teraz idę badać niezbadane i zadam sobie
trud aby wymyślić pytania, których normalni ludzie nie potrawią
zadawać, bo się boją odpowiedzi.  Bo to co ich otacza, ich przera-
ża. Czym jest śmierć, gdzie spały dinozaury i w jakiej pozycji,
czy ludzie pierwotni dysponowali bronią chemiczną, ile sarinu
potrzeba aby struć całą Japonię, czy każda mucha jest w stanie
złożyć jajka, z których wylęgną się białe robaczki wyśmienite na
ryby, jak to jest, że telewizja pokazuje to co chce komputer,
czy lampa naftowa była w stanie symulować tranzystor, a przez to
mogła być zasadniczym elementem komputerów I generacji, po co
jest Algebra Boola, co znaczy tajemniczy skrót ZM, lub ZU2.
  Jeżeli chcecie znać odpowiedzi na te i inne pytania nurtujące
Was od zawsze to zaglądnijcie do podstaw programowania w
amosie, w moim wydaniu, rzecz jasna (i to jest właśnie rekuren-
cja).

                                             COBRA

Scream kontra Fast

Autor: Fugaz

  Kiedy stałem się dumnym posiadaczem karty dźwiękowej ucieszy-
łem się, że wreszcie będę mógł zająć się muzyką na poważnie.
Wcześniej używałem covoxa i bardzo go sobie ceniłem,jako proste
i tanie urządzonko, które z powodzeniem wykorzystać można do
pisania zwykłych modułów.
  Oczywiście po zainstalowaniu karty od razu wrzuciłem na twardy
Scream Trackera 3.0. Miałem go już wcześniej, ale jako że on nie
z takich co się ze speakerami czy covoxami zadają,nie miałem
możliwości (czyt. nie chciało mi się) dłużej nim bawić.
  Pierwsze wrażenie, które z resztą pozostało mi do dziś, jest
proste - ST 3.0 to program GENIALNY! Słowo daję, że byłem
oszołomiony możliwościami, jakie oferuje.
 Ale zacznijmy od początku.
  Co najważniejsze - ta wersja programu odczytuje i zapisuje
muzyczki *.mod,*.stm i swój specjalny format *.s3m. Koniec problemów
z konwersją! Było to szczególnie bolesne w poprzedniej wersji, która
nie zapisywała *.mod'ów.
  Teraz można też pisać muzykę na generatorach FM sound blastera.
(gravisowcy niestety mogą sobie odpuścić). Dźwięk brzmi zupełnie
inaczej i choć niektórym się nie podoba, to jest z nim mniej
problemów niż z samplami. Oczywiście można łączyć oba rodzaje
dźwięków w jednym module, choć szkoda trochę, że taki np.
Inertia Player nie radzi sobie z FM-owskimi ścieżkami.
  Rewelacyjnie prezentują się funkcje edytorskie. Duże brawa!
Można nie tylko szybko skopiować część utworu, ale też
transponować, czy łatwo zmieniać instrumenty. Bardzo dobrze wygląda
też wybór sampli, które wyświetlone są teraz w jednym szpalerze
starannie poopisywane.
  Trudno też nie wspomnieć o takich bajerach jak kilka różnych
możliwości odtwarzania modułu, czy choćby o głupim obliczeniu
długości utworu. Są to naprawdę przydatne opcje.
  Program oferuje możliwość pracy już nie na czterech ścieżkach,
ale (uwaga) na maxymalnie 32 (posłuchajcie modułów choćby
10 kanałowych - zwykłe *.mod'y to przy nich shity), choć osobiście
udaje mi się uzyskać "tylko" 26 (18 samplowanych i 8 digitizowanych).
  Scream Tracker 3.0 uważam za narzędzie, które w dobrych rękach
staje się profesjonalnym edytorem muzycznym.
  Jednak ostatnio karierę zaczyna robić Fast Tracker. Przyznam się
szczerze,że mam mieszane uczucia co do tego programu.
Jest on zupełnie inny niż ST i być może stąd moja awersja,ale
faktycznie jestem bardzo przyzwyczajony do ST. Fast tracker ma
bardzo udziwnioną obsługę edytora. STrackerowskie sztuczki służące
do wycinania, kopiowania, transpozycji itp. są bardzo dobrze pomyślane
w przeciwieństwie do FTrackerowskich.
  Tak tylko na marginesie - czytałem artykuł Key G. w Kasztanie #4
i chciałbym wytknąć mu kilka błędów merytorycznych.
  To oczywiście nie prawda, że ST gra stereo tylko na GUSie. Mój
SBPro również serwuje moim uszom przepiękne stereo. Natomiast
nijak nie udało mi się uzyskać stereo w FT. Owszem można to zrobić
z instrumentem,ale nie z całą scieżką.
  Nieprawdą jest też, że edytor patternów w FT jest brzydki, bo
wszystko wypełnione jest zerami. Istnieje opcja, która pozwala to
wyłączyć i problem znika.
  Nie zgadzam się z tym, że FTNibbles to bezużyteczny bajer -
ale to kwestia gustu.
  I jeszcze jeśli chodzi o uwagi co do zawieszania się ST i "sypania
się fontów" (?). Trochę się zdziwiłem, bo jak dotąd ST zawiesił mi się
1 (słownie jeden !) raz i to z mojej winy,bo miałem w pamięci chyba
z pięć rezydentów. Natomiast tajemniczego efektu "sypania się fontów"
jak dotąd nie uświadczyłem.
  Tak poza tym to zgadzam się,że głównym atutem FT jest edytor
sampli, bo dopóki nie powstanie jakiś kozacki multiplayer obsługujący
nieszczęsny format *.XM, zachowujący możliwość odtworzenia MOD'ów
i *.S3M'ów nie wróżę FT zbyt wielkiej popularności (choć na CAF'95
kilka *.XM'ów się pojawiło).                     Fugaz

Monochromatyczne RGB

Autor: Sir Brain

Jak wszyscy wiedzą (a może nie) do uzyskania wszystkich kolorów
na monitorze kolorowym służą trzy kolory podstawowe, tzw. RGB,
czyli :

R - Red (czerwony)
G - Green (zielony)
B - Blue (niebieski)

Ich mieszanina (a raczej mieszanina ich jasności) tworzy całą resztę
barw na monitorze kolorowym. Więc do przekazywania do monitora
jasności tych trzech kolorów wystarczą trzy przewody.
Jeśli więc każdy podstawowy kolor może mieć 64 stopnie
intensywności (karta VGA) to ich iloczyn 64*64*64 jest równy 262144
Więc tyle jest możliwych kolorów w palecie karty VGA.
Zaś żeby sterować monitorem monochromatycznym VGA lub SVGA
wystarczy jedna składowa (jeden kolor) - wystarczy poziom szarości
więc konstruktorzy monitorów monochromatycznych założyli, że taki
monitor korzystać powinien tylko z koloru składowego zielonego (G),
a pozostałe składowe R i B pozostaną niewykorzystane.
Więc na takim monitorze widać tylko elementy obrazu, których kolor
jest zielony lub z jego domieszką. Za to na ekranie nie widać
elementów, których kolor jest czerwony lub niebieski - są to czarne
miejsca !
Dodatkowo powoduje to zmniejszenie ilości odcieni szarości do 64 !!!
W niektórych grach nie widać niektórych elementów, w logo
startowym MS-Windows widać tylko "dwie szyby".
Ostatnio producenci monitorów monochromatycznych VGA i SVGA
umieszczają w swoich monitorach układy umożliwiające wykorzystanie
wszystkich trzech składowych koloru.
Jeśli jednak koleżanko lub kolego nie posiadasz monitora, który
wyświetla wszystkie odcienie szarości to jedyną radą jest
tzw. Sumator RGB, czyli kilka oporników odpowiednio tak połączonych,
by tworzony monochromatyczny obraz mógł mieć do 262144 odcieni
szarości.
Do zmontowania tego układu potrzebna jest umiejętność władania
lutownicą oraz odpowiedzialność - by NIE zrobić zwarcia.
Cały układ najlepiej jest umieścić w obudowie wtyku monitorowego.
Oporniki (Rezystory) powinny być najmniejsze (moc <= 125 mW).
W skład urządzenia wchodzi 6 oporników : 180, 110, 82, 20, 240
oraz 20 omów.
Jedynym problemem może być to, że producenci monitorów
monochromatycznych często montują do nich wtyczki, w których
nie ma wszystkich bolców bolców (igieł).
W takim przypadku będzie trzeba niestety kupić nową pełną wtyczkę.
Taka sama uwaga dotyczy wtyczek nierozbieralnych z tworzywa
sztucznego - trzeba będzie je niestety odciąć.

Życzę udanej przeróbki.


                                  Sir Brain

Jak kupowałem drukarkę

Autor: COBRA

  Przenieśmy się w przeszłość. Jest rok 1993 grudzień 5 dzień tego
miesiąca. Postanowiłem zaopatrzeć się w drukarkę, zbliżał się termin
pisania prac dyplomowych, a i w domu drukarka by się przydała.
  - Czemu nie - powiedzieli rodzice, i tak część kwoty wykładałem
z własnej kieszeni. I zaczęło się...
  Postanowiłem  sprawdzić ceny w okolicznych sklepach w
Sosnowcu i Katowicach, poprzeglądałem wszystkie czasopisma kompu-
terowe. W ręce wpadł mi pożyczony od kolegi ENTER nr 12 rok 93.
Od razu pochłonąłęm artykuł o drukarkach, i test jedenastu tanich
drukarek. Było nie było z moim zasobem gotówki i wiedzą teoretycz-
ną stanęło na tym, że zapragnąłem mieć Seikoshe SP-2400.
Jak postanowiłem tak też zrobiłem. Ale co przeżyłem podczas okresu
między wybraniem,a kupnem przedstawiam poniżej.
  Jest  10  grudzień,  znów zjeździłem kilka sklepów i obcykałem
sobie dwa całkiem niezłe, ponieważ miałem ją kupić na raty chodziło
też o dogodne warunki płatności.
  Na drugi dzień wywęszyłem w Sosnowcu nowo otwartą filię Optimu-
sa. W Gazecie Wyborczej wyczytałem, iż Optimus również rozprowadza
drukarki Seikosha, ale pod nazwą Optimus, co ciekawe nawet po in-
teresującej cenie. Dodatkowo, cholera, jeszcze dochodzi ten vat 22%
i krzyżuje mi szyki. Ale wcześniej nie miałem kasy, kto kupił sprzęt
przed vatem ten teraz olewa wszystko.
  Minęło dwa dni, jestem coraz bardziej napalony. Jedziemy do Op-
timusa z ojcem po drukarkę. Oczywiście grzeczna wymiana pozdro-
wień i przystępujemy do rzeczy, mówimy, że chcieliśmy kupić
Seikoshę na raty. Gostek odrzekł, że owszem, czemu nie, ale do-
piero od poniedziałku bo w tej  chwili załatwiają sprawy związane
z otwarciem rachunku w nowym banku, bo poprzedni splajtował. Więc
co było robić, pakujemy się z powrotem do autka i go home. Ja
oczywiście podłamany.
  Po kilku dniach znalazłem ogłoszenie w Gazecie, że na 22 stycz-
nia (ulica, nie data) jest nowo otwarty sklep z drukarkami i sprze-
dają na raty. Oczywiście jadę tam sam zobaczyć co i jak.
  Dzień dobry, Dzień dobry, macie Seikoshę 2400, tak, w jakiej cenie,
6200000, chciałbym kupić na raty; jakie warunki muszę spełnić. Oj,
przykro nam, ale właśnie wprowadzamy sprzedaż ratalną i bank musi
podpisać obustronne porozumienie, więc na raty będziemy sprzedawać
dopiero od czwartku.
  Ok, cóż zrobić. Biorę tatę i jedziemy do Katowic po drukarkę.
Znów, cholera, pech. Gostek się tłumaczy, że to nie od niego zale-
ży, że chciałby jak najlepiej, ale bank nie podpisał umowy i na raty
sprzeda nam od poniedziałku.
  Jest poniedziałek, połowa grudnia, ja już nie wytrzymuję nerwowo,
dostaję pomarańczowej gorączki, ledwo widzę na oczy. Dziś jest ten
wielki dzień, dziś będzie drukarka. Oczywiście jajo. W Optimusie
znowu ta sama gadka, że to niby bank jest na wczasach i przez
dwa tygodnie nie obsługuje klientów.To co to ma być za bank, jakieś
gówno!!! Pakujemy się do bryki i jedziemy do Katowic. Piękne
powitanie, cieszą się że nas widzą znowu, bla, bla. Jest godzina
piąta po południu, a oni właśnie zamykali sklep i dla wyjątku nam
go otworzyli. Zaraz potem jakiś gostek pyta o ksero dowodu osobis-
tego, niech ich szlag, oczywiście nie mamy, bo we wcześniejszych
warunkach tego nie było. Co robić szukamy ksero, ale wszystkie
pracują tylko do czwartej.
  Zwijamy się do domu.
  Po dwóch dniach,jedziemy tam z całym zestawem dokumentów,
kser i innych całkiem niepotrzebnych rzeczy.Dzień dobry,dzień dobry,
to znowu my i nie ma na nas haka. Byłem już stoprocentowo pewny,
że mam dziś drukarkę. Ale jak bardzo się myliłem miałem się przeko-
nać za chwilę. Gostek wypisuje dokumenty, ja i starszy mamy dość
wszystkiego, ja mam nadzieję, a tu gostek mówi, że zarobki starszego
są źle wypisane i brakuje kilku tysięcy aby było wszystko git. No to
wkurzyliśmy się dosadnie i wyszliśmy z tego sklepu aby już nigdy tam
nie powrócić. Ku przestrodze ten sklep mieści się na 22 stycznia w
Katowicach, a nazywa się jakoś na Baj (może Bajtbox), a jest na tyle
denny,że  po zakupie towaru na raty nie otrzymamy od razu sprzętu,
tylko trzeba czekać kilka dni aż przykry Investbank zatwierdzi
papiery.
 Tak oto mija następny tydzień. Odpadł nam jeden zasrany sklep,
został Sosnowiecki Optimus. Jestem w transie, jeżeli w tym tygod-
niu nie kupię drukary to se (sobie) palne w łeb. Jest już Styczeń,
jak dobrze policzyłem.
  Co parę dni chodzę do Optimusa dowiadywać się jak tam ten bank
czy będę mógł kiedyś, kuźwa, kupić tą drukarkę. Okazuje się, że za
każdym razem odpowiedź jest taka sama.
  -  Nic  nie  możemy  powiedzieć,  ale  proszę  się  dowiadywać,
będziemy już wiedzieć coś konkretnego,to ewentualnie zadzwonimy,
proszę nam zostawić swój numer.
  Na szczęście nie mam telefonu bo mnie już wkurza ten Optimus.
Rozglądam się za jakimś innym sklepem. I co się okazuje? Niedaleko
od centrum Sosnowca znajduje się ulica Kościelna. Na ulicy Kościel-
nej znajduje się sklep BAC.W sklepie BAC znajduje się moja wymarzo-
na drukarka.W mojej wymarzonej drukarce brak tylko układu z polski-
mi literami, bo gostek wyjął go i wstawił do swojej Seikoshy. Cena
jest w porządku,wszystko gra. Przyjeżdżamy ze starszym do tego
sklepu z zamiarem kupienia drukarki, a on mi mówi, że trzeba było
mu wcześniej powiedzieć to by ją zamówił i by była. Starszy ma już
dość, ja też.
  Umówiliśmy się na jutro. Przyjeżdżamy jutro a on mówi, że ma
ale bez polskich znaków, a jak chcemy to możemy poczekać, to on
przywiezie z hurtowni. Oczywiście czekamy, bo jestem zbyt napalony
na drukarkę. Za pół godziny rozlega się w sklepie telefon i gostek
mówi żonie, że będzie drukarka, niech spisuje umowę. Za drugie pół
godziny podjeżdża pod sklep i co się okazuje - jest bez drukarki.
Mało brakowało a by mnie ch.. strzelił. Już nie chodziło o drukarkę,
ale o tego zasranego pecha.
  Ponieważ umowa była spisana, a ja koniecznie chciałem mieć
drukarkę i to z polskimi znakami, stanęło na tym, że weźmiemy
Seikoshę SP-2400 ale bez polskich znaków, a na drugi dzień
ma mi gostek załatwić układ z polskimi znakami. W końcu jak
kupowaliśmy drukarkę była godzina osiemnasta, pech chciał,
że gostek nie miał kabelka do drukarki, bo takowy należy
dokupić oddzielnie. Więc tego dnia miałem drukarkę, ale i
tak nie mogłem jej podłączyć do komputera. Poczytałem
sobie instrukcję, zrobiłem kilka wydruków testowych i
polazłem spać.
Jest sobota, już na prawdę nie wiem ile minęło dni od chęci
kupienia drukarki po raz pierwszy, chyba grubo ponad miesiąc.
Mam drukarkę, po południu jadę po kabelek i po układ.
Kabelek kupuję bez problemu, ale gostek nie załatwił polskich
znaków, mam przyjechać w poniedziałek.
No to jadę w poniedziałek. Ta sama gadka, mam przyjechać we
środę. No to jadę kuźwa w środę i proszę powstać

  - NARESZCIE MAM DRUKARKĘ W KOMPLECIE -

                                           COBRA

Emulator Spectrum

Autor: AKARDO

  Lata osiemdziesiąte na polskim rynku komputerowym to dominac-
ja maszyn 8 bitowych takich jak : ZX Spectrum, Atari 800 XL/XE,
Amstrad 6128 oraz oczywiście Commodore C-64 czy C-128. Wraz z
rozwojem techniki  komputery te z roku na rok "starzały" się i
w dzisiejszych czasach zupełnie się nie liczą. Jednak przychodzą
takie chwile, kiedy to chciałoby się przypomnieć stare dobre
czasy i pograć na takim np. C-64 czy Spectrum.
  "Buszując" ostatnio po Internecie natknąłem się właśnie na
emulator Spectrum pod krótką nazwą Z80 v3.02. Ponieważ nie był
zbyt długi (archiwum ok. 250 kB) skopiowałem go. Byłem bardzo
ciekawy czy program ten przemieni mojego PCeta w starego dobrego
Spectruma. Niestety nie miałem programów, aby to sprawdzić, ale
na tym samym serwerze w katalogu Spectrum było kilkaset gier,
dem oraz użytków dla tego komputera. Nie tracąc czasu wziąłem
się za kopiowanie co lepszych, bardziej znanych, "kąsków". I
tak zrzuciłem kilka gierek, wśród nich perełki minionej dekady :
Green Beret, Alien 8, Batman, BMX Simulator, Bomb Jack, Agent X,
After the War. Skopiowałem również kilka demek na generator AY,
bowiem, jak przeczytałem w pliku tekstowym emulator miał również
emulować dźwięk Spectruma 128 przez Adliba.
  Po powrocie do domu zaraz rozpakowałem emulator oraz programy
dla niego przeznaczone. Byłem bardzo ciekawy czy program będzie
działał prawidłowo. Wczytałem emulator i oczom moim ukazał się
tradycyjny ekran Spectruma. Po wciśnięciu klawisza F10 przeszed-
łem do głównego menu (którego oczywiście w orginale nie ma) i
dowiedziałem się stamtąd, że programy wczytuje się naciskając
klawisz F3. Czym prędzej to zrobiłem. Pierwszą grą jaką wczyta-
łem był Bomb Jack. Działał prawidłowo. Wczytałem następne gry
i ku mojemu zaskoczeniu wszystkie działały niczym na oryginale.
Niestety żadna z tych gier nie wykorzystywała rozszerzonych
możliwości dźwiękowych Spectruma. Sięgnąłem więc po dema.
I tutaj również się nie zawiodłem bowiem wszystkie dema
uruchomiły się grając przez Adliba. Niestety jak później
stwierdziłem na komputerach wolniejszych typu AT cz XT, dema,
szczególnie te, które posiadały bardziej zaawansowane bajery
graficzne (kilka scroli itp.), chodziły troszeczkę wolno,
ale któż z nas w tych czasach posiada te archaiczne maszynki ?
Pewną niedogodnością w tej wersji Z80, a jest to wersja shareware
jest to, że nie można ustawić prędkości z jaką program ma emulować
ZX'a. I tak na maszynach 486 programy działają tak szybko, że
trzeba użyć specjalnych spowalniaczy. W wersji shareware nie
jest również możliwe ładowanie programów z magnetofonu.
  Podsumowując jest to bardzo dobry program. Widać, że autor,
niejaki G.A. Lunter, perfekcyjnie zna się nie tylko na PC'cie
ale również na Spectrumie. Dodatkowym plusem jest obszerna
dokumentacja, zawierająca dokładny opis emulatora. Program ten
polecam wszystkim, którzy choć na chwilę chcą przypomnieć sobie
stare dobre czasy i pograć trochę w zapomniane już dzisiaj gry,
bo w sumie do niczego innego emulator ten się nie nadaje.
Chyba że ...
                                         AKARDO
 Wiadomość z ostatniej chwili !
Znalazłem również inne emulatory 8 - bitowych komputerów :
Atari 800 XL,C-64 i Amstrada CPC-6128. Dwa ostatnie z nich
wymagają szybkiego procesora, co najmniej 386. Jak tylko
znajdę jakieś programy na te maszynki, opiszę je w następnych
numerach "Wrotek".

Następne pokolenie

Autor: X-SONIC

    Jeszcze nie ucichła do końca burza po odkryciu błędów i PE-
NTIUM, jeszcze dokładnie nie znamy P6, a już mówi się o P7,który
będzie owocem współpracy INTELA i HEWLETT PACARDA. Mariage
z 1993 ma zaowocować już za rok, ale jak do tej pory nikt nie zna
liczby tranzystorów,ani minimalnej prędkości taktowania jednostki, choć
można jako dolną granicę można przyjąć wartość większą od 150MHz
a specjaliści twierdzą, że nie będzie kłopotów z przegrzewaniem.
Jedyne pewne informacje to założenia konstrukcyjne, które wskazują,
że nowy procesor w 60 proc. będzie się opierał na architekturze ba-
danej przez uczelnie,nazwanej VLIM (Very Long Instuction Word),a na-
stępne 40 proc. to oryginalne rozwiązanie współpracujących firm.
Układ będzie się składał z dwóch zasadniczch części. Pierwsza to
moduł logiczny, odpowiedzialny za analizę kodu programu. Druga to
szereg modułów wykonawczych m.in. arytmometr zmienno- i stało-
przecinkowy, a także, co jest nowością, sprzętowe wspomaganie ope-
racji graficznych.. Moduł logiczny ustala kolejność wykonywania po-
szczególnych instrukcji oraz ustawia kolejkę rozkazów do wykonania
i wybiera instrukcje, które mogą być wykonywane jednocześnie. Je-
dnostka logiczna steruje także wykorzystaniem modułów wykona-
wczych,których może być kilka i to wykonujących te same operacje.
Całkowitą nowością, wykorzystującą możliwości VLIW, będzie przesu-
nięcie części zadań, przeznaczonych dla modułu logicznego, do opro-
gramowania (kompilatora) tzn. że w czasie kompilacji będą analizowane
instrukcje oraz możliwość ich jednoczesnego wykorzystania i przetwo-
rzenia. Metoda ta pozwala na uproszczenie sprzętu oraz na zwiększe-
nie liczby modułów wykonawczych. Jednoczesne wykonywanie rozka-
zów jest możliwe dlatego, że kompilator łączy kilka instrukcji w jedno
bardzo długie słowo, a procesor dzięki dopisanym wskazówkom jest
w stanie przetwrzać równolegle kilka zadań.
    Oprócz zalety nowego procesora, jaką jest jego elastyczność w
przystosowywaniu go do różnych zadań (liczba modułów wykona-
wczych) oraz dzięki temu możliwość zbudowania konfiguracji zarówno
drogich jak i całkiem tanich, istnieje poważna wada. Posiadcze ró-
żnych konfiguracji procesora P7 będą musieli rekompilować kod tak,
aby przystosować go do swojego procesora (do liczby modułów wy-
konawczych).
    Zastawiające jest to, że wielcy producenci mniejszy nacisk kładą
na znalezieniu nowych rozwiązań dotyczących płyt głównych,zwię-
kszenia szybkości magistral, napędów dyskowych. Co z tego, że są
superszybkie procesory skoro ogranicza ich możliwości powolność sa-
mych systemów.

                              na podstawie PC Kuriera 10/95
                                       X-SONIC

Rozrywka a nauka

Autor: Fish

Wiadomo powszechnie, że komputer można zastosować do niemal
wszystkiego. Przewodzą gry i wszelkiego rodzaju bazy danych. Są
i inne mniej "skrajne" przypadki jak np. programy edukacyjne.
Wielu ludzi chce wykorzystać swoje komputery do wszystkiego.
Tymczasem okazuje się, że nie jest to takie proste. U sprze-
dawców dominują zachodnie pakiety o dużych możliwościach i równie
dużych cenach, brak prostych programów o różnorodnej tematyce.
Okazuje się, że cała ta zabawa kosztuje bardzo wiele jeśli
zdecydować się na zakup tego co łatwo dostępne. Równolegle
wielu programistów pisze lepsze lub gorsze programy dla
własnych potrzeb - do czego sobie tylko wymarzyli. Niestety
hurtownicy nie interesują się takimi programami choć zwykle są
całkiem niezłe. Często są także dostępne wersje Shareware,
które możesz wypróbować a potem zakupić za grosze. Takim
przykładem są programy wspomagające "pracę" krzyżówkowicza.
Zdarza się, że mimo iż mamy już niemal wszystkie odpowiedzi,
brakujących nie sposób wymyśleć choćby z tego powodu, iż nie
jest się geniuszem z geografii. Swego czasu szukając mozolnie
w encyklopediach i słownikach spróbowałem ułatwić sobie pracę.
Napisałem taki sobie programik. Mój "Pomocnik Krzyżówkowicza"
zawiera około 75 tysięcy haseł.
Kiedy chcesz coś znaleźć podajesz maskę odpowiadającą poszuki-
wanym słowom. Maska taka w miejscu nieznanych liter ma inne
symbole (specjalne) pozwalające programowi wstawić tam różne
znaki. Możesz ogranicznyć występujące litery podając możliwe w
nawiasach prostokątnych. Możesz też dać programowi szansę
wstawienia ciągu znaków o dowolnej długości (także pustego).
Jeśli interesuje Cię więcej niż jeden wyraz rozdzielasz je
średnikiem. Jeśli do tego wyrazy te zawierają wspólne litery
lub jeden wyraz zawierający takie same litery w kilku miejscach
zastępujesz je swoistym wiązaniem %N (gdzie N jest liczbą
odróżniającą różne wiązania od siebie). Pozostała część zawiera
znane litery i występują one tam bezpośrednio.
  Zapomniałbym jeszcze o jednym. Podając dużą litere szukasz
wyrazów, które mają tam dużą. Jeśli wpiszesz małą szukasz dużych
i małych. Weźmy zwyczajowo podawane przeze mnie jako przykład:

ala*         odnajdziesz alabster ale także Alabama
Ala*         tylko Alabama
%1l%2b%3m%4  tu także znajdziesz Alabama
w?o?n?       wiosna
w?os*n*      wiosna, wiosennie i pewnie jeszcze kilka innych

Możesz także szukać anagramów, czyli słow złożonych z podanych
liter po ich przestawieniu w dowolny sposób.

masło        to także słoma

Możesz także spróbować innych kombinacji:
w%1%2%3;w%1%2%3grona   para słów wino i winogrona

Skoro jestem Polakiem więć piszę programy po polsku. Chyba,
że preferujesz inne języki albo rozwiązujesz krzyżówki obcoję-
zyczne. Udostępnię Ci wtedy wersję innej narodowości (póki co
dostępna jest angielska) albo słownik dla innego języka (obecnie
dostępne angielski i niemiecki). Jeśli jesteś estetą lub chcesz
pracować intensywniej wyszukując wiele słów jednocześnie dosta-
niesz także wersję Windows.
  Jeśli jesteś zainteresowany różnymi bajeranckimi aplikacjami
o takiej i podobnych tematykach skontaktuj się ze mną:

pocztą elektroniczną:
███████████████████████████████

lub tradycyjną:
Piotr Trzcionkowski
█████████████
██-███ ████████████████████

albo telefonicznie:
██████████████ najlepiej w tygodniu po 20'tej lub w weekend
o dowolnej porze.

                                   Fish

Przyszłość gier na PC - c.d.

Autor: Fish

W poprzednim numerze AKARDO pisał o wyciskaniu pełnych możliwo-
ści z naszych maszyn. Fakt. Obecne komputery dysponują dużą mocą
obliczeniową marnowaną na operacje w rodzaju kopiowania kolejnych
klatek filmu na ekran - operację czasochłonną ale w gruncie
rzeczy dość prostą. Szkoda, że nie da się jej zrobić z wykorzys-
taniem BIOSu czy Dosu. Niektóre z tych funkcji nawet są ale ich
powolność zmusza do korzystania z własnej inwencji. Pisze się
to zwykle jako wstawkę asemblerową lub wykorzystuje możliwości
popularnych kompilatorów.
Tymczasem istnieje mało doceniane środowisko Windows 3.X i
już wchodzące (mimo braku oficjalnej premiery) Windows 95 oraz
system operacyjny OS2 3.0 w których operacje te dadzą się reali-
zować wykorzystując funkcje wbudowane w system.
Całość naprawdę działa szybko i bez żadnych wstawek wykorzystuje
wszelkie akceleratory. Wiem, że niektórzy (jak nie znakomita
większość) uważa te środowiska za strasznie powolne. Nic
bardziej błędnego. Rzeczywiście kiedy ktoś w tle uruchomił
sobie rendering albo podobne wyciskacze lub zamiennie kilkanaś-
cie drobnych programików, tak musi być.
Same funkcje są jednak znacznie szybsze od tych wbudowanych w
kompilatory Borlanda. Istnieje szereg funkcji do realizowania
bardziej skomplikowanych operacji. Działa to na KAŹDEJ KARCIE
lepiej lub gorzej. Nie zapominajmy o dźwięku. Tu też wspomaga
a nawet w przypadku standardowych WAV i MID wyręcza nas system.
Nie jest ważne czy gramy na Sound Blasterze, Gravisie czy
tradycyjnym bzyczku.
Nic dodać nic ująć.
Obsługa myszki może stać się niewdzięczna gdy na ekranie wiele
się zmienia. Tutaj działa to bez problemu. A jeśli masz pióro
świetlne czy inny wskaźnik pozycji zadziała i to bez żadnych
zmian w kodzie. Wiele gier jak np. popularne flipery bez wielkich
zmian chodziłyby w okienkach. Problem w tym, że programiści nie
znają szczegółów technicznych i stają przed problemami, których
nie umieją rozwiązać zadowalająco. Nie decydują się więc na napisa-
nie tego w Windows (może to i lepiej niż otrzymać coś niedopracowa-
nego).Z kolei użytkownicy zadowalają się tym co jest na rynku.
Poczekajcie jednak "chwilę" a zobaczycie, że wszystkie gry
przeniosą się do "okienek". Już Microsoft wypuszcza Game Softwa-
re Development Kit (Game SDK) dla Windows 95, którym zaintereso-
wały się najbardziej znane firmy z kręgu gier (Accolade, Electronic
Arts).
Ciekawe kiedy nasi rodzimi programiści zdziałają tutaj coś
poważniejszego (podstawy już są - zapewniam).
Osobiście byłbym za OSem ale popularność Windows nie pozostawia
złudzeń.

                                   Fish

Jaka muzyka?

Autor: X-SONIC

    Obecnie PeCetowiec bez karty muzycznej to jak zakonnica bez
świeczki - swędzi ją, ale nic nie może zrobić.
    Kartę trzeba mieć i kropka. Oczywiście zawsze pojawi się pytanie
jaką? Postaram się wam pomóc przedstawiając opinie fachowców.
Na początku od razu zaznaczam, że odrzucam wszystko co ma 8 bi-
tów. Może i gra, ale jak magnetofon szpulowy z '69. (chociaż jeszcze
dosyć często słyszę te zgrzyty).
Oto kilka interesujących (pro)pozycji kart 16-bitowych i grających
dżwięk stiereło......

    -> Gravis - odstępstwo od standardu Sound Blastera (sprawny ina-
czej). Wcale mnie nie rusza, a robi tylko dużo zamieszania, bo połowa
programów nie ma przez to dźwięku. Mało komu potrzebna jest Wave
Kable z sucks'owatymi samplami i 512 Kb pamięci w cenie drogiego
1 Mb SIMM'a. Niech wyrywa nawet ze względu na to, że nie emuluje
SB. A największym przekrętem jest GUS ACE, który można podłączyć
do SB, po to, aby polepszał dźwięk (ciekawe czy też filtruje wodę
destylowaną.)

    -> Roland MPU-401 - standard MIDI stosowany przez wielu profe-
sjonalnych muzyków w połączeniu z zewnętrznymi syntezatorami. Je-
dnak dla nas amatorów jest to bajer ciutkę za drogi, a poza tym umie
jętności większości moich znajomych i nie tylko, oraz brak zewnętrzne-
go instrumentu nie dają szans na wykorzystanie wszystkich możliwości
tego niezłego wynalazka.

    -> SB AWE 32 - ave AWE, to chyba wystarczyłoby bez zbędnych
dodatków, ale niewtajemniczonym przybliżę trochę bardziej ten temat.
Najważniejszą zaletą tej karty jest to, że przy ogromnej ilości bajerów
ciągle mamy do czynienia ze standardem SB emulowanym za pomocą
hardware'u. Dla zakochanych w nim jest Wave Table z 128 próbkami
instrumentów, możemy wybrać opcję dźwięku 3-wymiarowego oraz ro-
dzaj pomieszczenia, w którym rozchodzi się dżwięk (np. sala koncer-
towa). Pamięć (standardowo 512 Kb) to najzwyklejsze SIMM'y, których
można włożyć do 32 Mb. Sprzętowa kompresja dźwięku, polifonia 32
kanałów, wewnętrzny mikser jednoukładowy oraz interfejsy do trzech
najpopularniejszych napędów CD-ROM to gadżety znane już z innych
modeli. Extra dokumentacja i cool oprogramowanie sprawiają, że mamy
do czynienia z super wydanym i działającym narzędziem.
Jeśli cię na niego stać to złaź z panienki, bierz kasę i leć ją kupić.
A jeżeli skarbonka jest za mała i nie mieści tyle kasy to SB 16 PRO
też powinien cię zadowolić (!?).

                                       X-SONIC

Czego słuchasz?

Autor: Fugaz

  Jestem pewien, że przez chwilę będziesz myślał,że zwariowałem.
Potem pomyślisz sobie - debil, jeleń itd. Ale tak naprawdę to
warto doczytać ten artykuł do końca. A pisał będę o mojej
ulubionej muzyce. Wiadomo, każdy lubi co innego. Zasadniczo jednak
niektóre rodzaje muzyki cieszą się mniejszą, a inne większą popular-
nością. Chociaż jakby się tak dobrze przylukać, to taki np. rap,
techno czy pop nigdy nie mogły narzekać na brak zainteresowania.
Zawsze były też tłumy szalejące za jazzem czy raegge. Co ciekawe,
przyznanie się,że słucha się np. techno spowoduje u Twojego
rozmówcy co najwyżej zdziwienie (bo on przecież kocha rap).
Ale spróbuj komuś powiedzieć,że słuchasz muzyki poważnej. W życiu.
Zaraz czujesz się jak przychłap. Momentalnie zaczynasz być traktowa-
ny z lekkim pobłażaniem. "Jakiś wyniosły idiota, snob" albo "Tak
się pewnie zgrywa, żeby zrobić z nas kmiotów,co za intelygent" -
zaraz sobie pomyślą. Problem jest szczególnie dotkliwy,kiedy poznaje
się kogoś i temat taki wyniknie podczas pierwszej rozmowy.
Każda bowiem inna muzyka utożsamiana jest w pewnym sensie z
ruchem, każda - oprócz typowo klasycznej. Gdzież tu miejsce na
efektowne wygibasy, nie mówiąc już o choćby pogowaniu.
W powszechnym mniemaniu więc osoba słuchająca muzyki poważnej
uważana jest za zasuszonego, niedzisiejszego frajera.
Często się zastnawiam - skąd takie poglądy. Wydaje mi się,że
znam odpowiedź - zawiniło tu kilka czynników. Oczywiście złe
podejście do nauczania muzyki w szkole. Kilkuletnim dzieciom
serwuje się obezwładniające swoją nudą fragmenty z Mozarta, czy
Chopina, zupełnie zapominając o daniu im podstaw koniecznych
do rozumienia muzyki. O co mi chodzi? Otóż gdyby każdy człowiek
w mniejszym lub większym stopniu znał choćby same podstawy
harmonii (wcale nie dziwniejsza dziedzina niż biologia czy fizyka,a
tych się jakoś uczymy),to zrozumiałby błyskawicznie jak prymitywne
są pod tym względem niektóre utwory (nie koniecznie nieklasyczne,
wśród tych też zdarzają się knoty),a jak ciekawe inne i właśnie na
takie zwracałby uwagę (nie ukrywam,że spotykam je także poza
klasyką,ale żadko). Po drugie samo zachowanie wielu snobów
skutecznie odstrasza większość tych, którzy chcieliby się jakoś
zainteresować. Bo,czy widząć pianistę,który grająć rzuca głową
na wszystkie strony i zamyka oczy nie pomyślałeś sobie nigdy -
"skoro on coś tam sobie przeżywa, a ja nie czuję zupełnie nic,to
znaczy chyba,że albo on udaje,albo ja nie jestem w stanie
zrozumieć tej muzyki" i (z niewiadomych przyczyn) nie eliminowałeś
tej pierwszej możliwośći? Na pewno tak. A g.. prawda. Taki frajer
jeden z drugim nie tylko nic nie czuje,ale zgrywa się głupio tylko
po to,żeby oszukać takich jak my. Cały system oceny muzyki
klasycznej jest zupełnie BEZWARTOŚCIOWY. Jeśli prawo bytu mają
takie bezsensy jak np. kawałki niejakiego Pendereckiego Krzysztofa,
to o czym my tu w ogóle rozmawiamy. Z resztą o tym,że ci niby
wiecy krytycy znają się tak na prawdę na niczym świadczy takie oto
zdarzenie:
 Znany polski skrzypek (mniejsza kto) zrobił kiedyś taki żart. Nagrał
trzy razy po kolei swój utwór i puścił kilku znanym krytykom.
Wyjaśnił,że jest to wykonanie studentów Akademii Muzycznej i
poprosił o ocenę. Panowie ci stwierdzili autorytatywnie,że jedno z
tych wykonań jest kiepskie,jedno bardzo kiepskie,a jedno takie sobie.
I - pytam - jak tacy zostali uznani za wybitnych krytyków?
Do domu z taką oceną.
Oczywiście zaraz sobie pomyślisz,że coś jest ze mną nie tak (pewnie
już tak myślisz). Bo jak to - piszę,że słucham muzyki klasycznej,a
krytykuję Mozarta czy Chopina. Tak. Bo pod pojęciem dobra
muzyka klasyczna mamy na myśli zwykle nie te nazwiska,co trzeba.
Czy kiedykolwiek słyszałeś o gościu nazwiskiem G.Mahler. Nie.
I wcale się nie dziwię. A wymień słynnych kompozytorów klasycznych.
"No Mozart,Beethoven,Chopin". Problem tkwi w tym,że są owszem
słynni,ale niezbyt dobrzy. Ich muzyka dobra jest dla koneserów i
snobów. Albo nie ma w niej życia,albo poweru,albo harmonii.
Natomiast prawdziwi mistrzowie są jakoś mało znani. Ale do rzeczy.
Powiem Ci za co ja kocham muzkę klasyczną i co uważam za
warte posłuchania.
G.Mahler pisał głównie symfonie. Pierwsza jest niezbyt udana,
a od trzeciej do dziesiątej - zbyt mało spójne i nudnawe.
Natomiast druga symfonia to prawdziwe ARCYDZIEŁO. Pomijając
fakt,że trwa 80 minut uważam ją za wzór doskonałości. Serdecznie
namawiam scenowych muzyków do posłuchania. Panowie,brakuje
nam wszystkim razem wziętym tyle,że do końca życia nie napiszemy
lepszych kawałków. Co tam proste sekwencje harmoniczne - Mahler
jest tu mistrzem,mogącym zadziwić każdego. Już choćby sama część
pierwsza - odjazdowy power,jedna wielka masa dźwięków powalają-
cych na kolana. Instrumentacja taka,że kolumny strajkują. A o jakości
muzyki powiem tyle,że jeśli znasz demo FC Second Reality i
podobała Ci się muzyka Skavena w outro,to jest ona maluteńka
przy Mahlerze.  Choć jest bardzo dobra,to niestety mistrz górą.
Części druga,trzecia i czwarta są dość krótkie i stanowią tylko
epizody prowadzące do części piątej. Sam początek jest totalny.
Po usypiającym zakończeniu częsci czwartej jesteś gwałtownie
budzony najczadowniejszym wstępem jaki słyszałem. Gdyby
zaadoptować ten kawałek na potrzeby np. dema - gwarantuję
rewelacyje efekty.
Mahler sobie,ale czy znasz np. G.Holsta? Nie. Bo i skąd. Podobnie jak
Mahler żył około 100 lat temu. Napisał niewiele, ale między innymi
utwór pt. "The planets". Składa się on z części nazwanych tak jak
planety naszego układu. Jest więc tu "Mars, the Bringer of War",
"Venus, the Bringer of Peace",czy "Jupiter, the Bringer of Jollity".
Tytuły mówią same za siebie,ale zwracam szególną uwagę na
właśnie Marsa. Jest to część rozpoczynająca całą suitę, praktycznie
najlepsza z całości. Porównywalna jest jednynie z najlepszymi
fragmentami filmowej muzyki J.Williamsa ("Darth Vader's theme" ze
"Star Wars"). Każdy znany mi kawałek nie jest aż tak dobry.
Jest to całkowicie unikatowy utwór,pełen takiego poweru,że
jak mi ktoś powie "metal to jest power",to zaśmieję mu się w twarz.
Minimalnie,ale lepsze od pierwszej części drugiej symfonii Mahlera.
W dalszej kolejności z ciekawszych kawałków powinieneś posłuchać
"Star Wars" J.Williamsa,"Passacaglii c-moll" Bacha,czy "Tannnhauser"
R.Wagnera. Dopiero wtedy będziesz mógł zaakceptować,albo i nie
muzykę klasyczną. Gwarantuję,że nie będziesz zawiedziony,ale gdyby
jednak,to przykro mi,ale według mnie brak Ci jeszcze trochę
wyczucia,co dobre,a co szmelc. Nie będę tu otwarcie krytykował
jakiegokolwiek rodzaju muzyki,ani żadnych scenowych muzyków,bo
sam jestem jednym z nich i sam wiem,że to co robię podoba się mi
umiarkowanie. Ale dookoła nas pełno jest takiego chłamu muzycz-
nego,że aż wstyd,że ktoś tego słucha (wstyd za tych,którzy tworzą
takie bzdety,a nie za tych co słuchają - wszyscy błądzimy zanim
ktoś wskaże nam właściwą drogę).
  Chyba wystarczająco już namieszałem. Czekam na opinie i komen-
tarze.


                                       Fugaz

Jak ugotować świeże mleko!

Autor: COBRA

 Okazuje się, że nie każdy wie jak ugotować świeże mleko. A jest to
to czynność bardzo łatwa do wykonania (przynajmniej teoretycznie).
 Najpierw należy się rozglądnąć za mlekiem.  Niekoniecznie musi to
być mleko w postaci znanej z książek z historii (czytaj w butel-
kach), ewentualnie w woreczkach foliowych lub też w kartonikach.
I potem, taki Jasiu jeden z drugim zamiast wyrzucić kartonik, idą
na centralny i ogłaszają się, że sprzedadzą niedrogo mieszkanie
(chyba dla chomika durnie jedne). No więc pragnę donieść, iż ja
wymyśliłem inny sposób na zdobycie świeżego mleka.
  Walimy  na  pastwisko  i  tam w wymionach takiej małej z rogami
jest tego pod dostatkiem. Nareszcie skończy się odwieczny problem
kupowania mleka w ilościach całkowicie nie do wypicia (czytaj 1
liter). Dobra. Mamy tę małą (żeby mi ktoś nie próbował łapać byka
bo wtedy to już nie odpowiadam  za to co się może stać) i należy
się jeszcze zaopatrzyć w palnik (najlepiej acetylenowo-tlenowy).
  Teraz na spokojnie wiążemy małą do drzewa, tylko mocno, bo jak
jej przygrzejemy to może nieco ponieść (napewno wyrwie to drzewo
razem z korzeniami, przy okazji wynalazłem środek na wyrąb drzew).
Jak już ją dobrze umocujemy to możemy przejść do sedna sprawy.
Bierzemy palnik (zapalniczką nie radzę bo trzeba długo czekać) i
ustawiamy odpowiedni płomień (im większy tym szybciej).
Teraz ostrożnie, bo się może wkurzyć. Zachodzimy ją od tyłu,
lekko po lewej i najlepiej jej nóżki zawiązać na supełek bo kopać
i wierzgać będzie równo. Nasza buźka może być w niezłych tarapa-
tach, więc na wszelki wypadek pożyczamy ochraniacze od zaprzyjaź-
nionego amerykańskiego fudbolisty, ewentualnie od zwykłego
polskiego hokeisty. Zakładam, że do tej pory wszystko jasne.
  Zaczynamy ogrzewać i nie przejmujemy się, że mała odpieprza ko-
lejnego orła i zaczyna tańczyć pogo z łąką.  Przed naszą operacją
podgrzewania mleka, najlepiej ostrzec krety bo po co zwierzątka
mają cierpieć przez nasz kaprys ugotownia sobie świeżego mleczka.
Bądźmy twardzi i grzejmy ją równo po całej powierzchni wymion, wiem
że się rzuca, co zrobić?  Grzejemy tak długo aż takimi kominkami
skierowanymi w dół odstającymi z wymion zacznie wylatywać pod
ciśnieniem para, ideałem by było jakby gwizdało (jak w czajniku -
to dla niewtajemniczonych) ale jak nie gwiżdze to trudno, jeżeli
mamy jeszcze siłę sami możemy sobie pogwizdać (najlepiej na flecie
prostym).
  Ostrożnie, żeby się mleko nie przepaliło. Wiem że mała jest na
skraju śmierci ale mleko to zdrowie, a dla naszego zdrowia należy
zrobić wszystko. Jak mała się przestanie ruszać to delikatnie trze-
ba ją uderzyć siedmiotonową hantelką, żeby nie zauważyła jak spusz-
czamy z niej troszkę drogocennego płynu. Gdy ona smacznie śpi,
my w tym czasie delikatnie, ruchem posuwisto zwrotnym jeździmy po
odrostach umiejscowionych na wymieniu. UWAGA: do tej operacji
potrzebne są rękawiczki takie jakich się używa w kuchni (bo jak se
poparzycie paluchy, to nie odpowiadam za was wy durnie).
  Myślę, że teraz wiecie dlaczego nalegałem aby do tej operacji nie
brać byka. Jak nie rozumiecie (wy durnie), to se spróbujcie. Jak
mu spalicie jądra to zrozumiecie. Kumpel próbował (1 listopada za-
niosłem mu kwiatki i zapaliłem znicz, bynajmniej nie olimpijski).
  Odbiegłem od tematu, ale ostrożności nigdy nie za wiele. To
cieplutkie ugotowane mleczko należy umiejscowić w jakimś naczynku
Następnie idziemy nad jezioro i wkładamy toto do wody aby się
mleczko schłodziło. Wiem, że po takiej walce i ciężkich przeży-
ciach chce się pić, ale niech was nie kusi żeby próbować pić, bo
gwarantuję że morda będzie piekła przez tydzień.
  Zakładam, że wszystko pomyślnie się ułożyło (dla nas, nie dla
krówki). Można spokojnie iść spać, aby na drugi dzień zdobyć
znowu pare szklanek mleka (wyciskamy z niej tylko tyle ile zdo-
łamy wypić!).
  Ta metoda ma same zalety. Mamy świeże mleczko prosto od kró-
wki, nic się nie marnuje bo wyciskamy tylko tyle ile nam potrzeba,
płacimy tylko za tlen i acetylen, krowa z dnia na dzień staje się
łagodniejsza, jesteśmy zdrowi, mamy kontakt z przyrodą i jest git.
  Do tej metody nadają się wszystkie zwierzątka dające odpowiednią
ilość mleczka. Chomiki odpadają z oczywistych względów, świnki
morskie też, o wężach mlecznych nawet już nie wspomnę.
 O cholera, zapomniałem o kobietach. One też czasem mają tego
płynu pod dostatkiem. Chłopcy, na co czekacie! Trochę ponawijać
i każda jest wasza.
 No to pa! Musze lecieć na szklaneczkę mleczka.

                                   COBRA

p.s. świeRZe mleko Rules ! (ed.)


Klub fanów piłki nożnej cz. II

Autor: AKARDO

   W części pierwszej tego artykułu pisałem o imprezie bardzo
ważnej dla piłki nożnej - mianowicie o mistrzostwach świata i
o udziałach w nich Polaków. Dzisiaj, na wstępie podam trochę
ciekawostek związanych z tą imprezą, a na zakończenie przedstawię
wszystkich medalistów od 1930 roku oraz zawodników, którzy zdobyli
najwięcej bramek na poszczególnych mistrzostwach.
   Pierwszym meczem, który odbył się w ramach finałów mistrzostw
świata, było spotkanie Francja - Meksyk, zakończone zwycięstwem
Francuzów 4:1. Pierwszą, historyczną, bramkę meczu zdobył Francuz
Laurent. Warto dodać, że w imprezie tej rozgrywanej na stadionach
Urugwaju, wzięły udział tylko 4 europejskie drużyny : Francja,
Belgia, Jugosławia i Rumunia.
   Na mistrzostwach świata w Szwecji debiutował w wieku 17 lat,
legendarny ciemnoskóry zawodnik brazylijski Pele. Późniejszy król
futbolu pozostaje najmłodszym piłkarzem występującym w tak ważnej
imprezie oraz najmłodszym mistrzem świata, bowiem na tych mistrzost-
wach reprezentacja Brazylii zdobyła złoty medal, pokonując w finale
Szwedów.
   Na wielki skandal zanosiło się w Anglii, kiedy to przed mistrzo-
stwami, z wystawy filatelistycznej zginęła Złota Nike - statuetka
najcenniejszego trofeum. Wszystko jednak dobrze się skończyło, a
to za sprawą małego pieska (???) o imieniu Pickles. To on przypad-
kowo, na przedmieściach Londynu, odnalazł pakunek zawierający cen-
ne trofeum. W nagrodę Pickles był honorowym gościem bankietu po
zdobyciu przez Anglików tytułu mistrzowskiego. Na własność Złotą
Nike zdobyli Brazylijczycy, którzy wywalczyli tytuł mistrzowski
trzykrotnie: w Szwecji, w Chile i w Meksyku. Jak wiemy na mistrzo-
stwach w Stanach Zjednaczonych otrzymali złoto po raz czwarty.
   Najwięcej bramek padło podczas mistrzostw w Hiszpani (1982 r.) -
aż 146, najmniej w Urugwaju (1930 r.) i we Włoszech (1934 r.) -
tylko po 70.
   W historii mistrzostw kilku zawodników potrafiło strzelić w
jednym meczu aż 4 bramki. Wśród nich jest Polak Wilimowski,
który strzelił 4 gole Brazylijczykom, w pamiętnym, minimalnie
przegranym meczu 5:6.
Pozostali zawodnicy to:
Szwed Wetterstroem (1938 rok, mecz Szwecja - Kuba 8:0),
Urugwajczyk Schiaffino (1950 rok, mecz Urugwaj - Boliwia 8:0),
Brazylijczyk Ademir (1950 rok, Brazylia - Szwecja 7:1),
Węgier Kocsis (1954 rok, mecz Węgry - RFN 8:3),
Francuz Fontaine (1958 rok, Francja - RFN 6:3),
Portugalczyk Eusebio (1966 rok, mecz Portugalia - KRLD 5:3),
Hiszpan Butragueno (1986 rok, Hiszpania - Dania 5:1).
   Największe zwycięstwo w historii tego turnieju odnieśli
Węgrzy, pokonując Salwador 10:1 (Hiszpania 1982) oraz Kore Płd.
9:0 (1954 Szwajcaria). Również Jugosłowianie pokonali w takim
stosunku Zair, na mistrzostwach świata w 1974 roku w RFN.
Największym zwycięstwem Polaków, był pogrom w 1974 roku Haiti,
aż 7:0. Największą ilość meczów w finałach mistrzostw świata
rozegrał Niemiec Seller i Polak Źmuda - po 21 spotkań.
Następne miejsce zajmuje Grzegorz Lato - 20 spotkań. Nie
uwzględniłem tutaj mistrzostw w Stanach Zjednaczonych, ale po
nich w czołówce niewiele się zmieniło.

   Tyle ciekawostek, teraz medaliści i królowie strzelców.

   I - 1930 Urugwaj
        1. Urugwaj
        2. Argentyna
        3. Jugosławia, USA
Król strzelców : Stabile (Argentyna) - 8

  II - 1934 Włochy
        1. Włochy
        2. Czechy
        3. Niemcy
Królowie strzelców : aż 3 zawodników zdobyło w tym turnieju po 4
bramki są to: Nejedly (Czechy), Conen (Niemcy), Schiavio
(Włochy)

 III - 1938 Francja
        1. Włochy
        2. Węgry
        3. Brazylia
Król strzelców : Leonidas (Brazylia) - 7

  IV - 1950 Brazylia
        1. Urugwaj
        2. Brazylia
        3. Szwecja
Król strzelców : Ademir (Brazylia) - 7

   V - 1954 Szwajcaria
        1. RFN
        2. Węgry
        3. Austria
Król strzelców : Kocsis (Węgry) - 11

  VI - 1958 Szwecja
        1. Brazylia
        2. Szwecja
        3. Francja
Król strzelców : Fontaine (Francja) - 13

 VII - 1962 Chile
        1. Brazylia
        2. Czechy
        3. Chile
Królowie strzelców : aż 6 zawodników zdobyło po 4 bramki, są to :
Garrincha i Vava (Brazylijczycy), Sanchez (Chile), Albert (Węgry),
Jerkovic (Jugosławia), Iwanow (ZSRR)

VIII - 1966 Anglia
        1. Anglia
        2. RFN
        3. Portugalia
Król strzelców : Eusebio (Portugalia) - 9

  IX - 1970 Meksyk
        1. Brazylia
        2. Włochy
        3. RFN
Król strzelców : Muller (RFN) - 10

   X - 1974 RFN
        1. RFN
        2. Holandia
        3. POLSKA
Król strzelców : Grzegorz LATO (POLSKA) - 7

  XI - 1978 Argentyna
        1. Argentyna
        2. Holandia
        3. Brazylia
Król strzelców : Kempes (Argentyna) - 6

 XII - 1982 Hiszpania
        1. Włochy
        2. RFN
        3. Polska
Król strzelców : Rossi (Włochy) - 6

XIII - 1986 Meksyk
        1. Argentyna
        2. RFN
        3. Francja
Król strzelców : Lineker (Anglia) - 6

 XIV - 1990 Włochy
        1. RFN
        2. Argentyna
        3. Włochy
Król strzelców : Schillaci (Włochy) - 6

  XV - 1994 USA
        1. Brazylia
        2. Włochy
        3. Szwecja
Król strzelców : Stoiczkov - 6 i patrz zagadka.

   Tyle na temat mistrzostw świata. W następnym odcinku przejdę
już do całkiem innej imprezy związanej z tą genialną dyscypliną,
mianowicie do pucharu świata lub inaczej do pucharu interkonty-
nentalnego rozgrywanego raz w roku pomiędzy .... Ale kim i czym
dowiecie się czytając następny numer WROTEK i "Klubu fanów
piłki nożnej".

   Na zakończenie jak zwykle zagadka :
Na mistrzostwach świata w Stanach Zjednaczonych jeden z zawod-
ników pobił istny rekord strzelając 5 bramek w jednym meczu.
Proszę podać imię i nazwisko tego zawodnika oraz mecz w, którym te
bramki zdobył.

   Rozwiązanie zagadki z poprzedniego numeru :
Trzykrotnie mistrzem świata został oczywiście PELE.

 Informacje zebrał i przedstawił :

                                            AKARDO

Jak zdawałem maturę

Autor: COBRA

  Termin został wyznaczony na 10 maja 1994 roku. Nie to, żebym się
bał matury, byłem po prostu lekko zaskoczony, szybko mijającymi
godzinami, dzielącymi mnie od części pisemnej. Zacząłem końcowe
odliczanie.
  5 maja 1994
  120 godzin do apogeum. Mamy dziś wyznaczone dodatkowe zajęcia z
matematyki i polskiego. Większość się przejęła i przyszła. Ja z
Franky'm nie mieliśmy ochoty na żadne fakultety, więc czytaliśmy
"Do(w)cipy za dychę" ubaw był jak sto pięćdziesiąt. Niemal płaka-
liśmy ze śmiechu za co reszta klasy omal nas nie zjadła. Stwierdzi-
liśmy, że na naukę mamy czas. Mieliśmy się spotkać jutro u Szymona
i uczyć polskiego.
  6 maja 1994
  98 godzin dzieli nas od pisemnej z polskiego. Do Szymona poszedł
tylko Franky. Ja sobie darowałem. Stwierdzili później, że nic się
nie nauczyli, ale Szymon dał mu zdjęcia do tablo (te zdjęcia już da-
wał od miesiąca, ale zawsze zapominał). Więc ominęła mnie przyjem-
ność otrzymania zdjęć. Umówiliśmy się na jutro u mnie, tym razem
matematyka.
  7 maja 1994
  74 godziny na robienie ściąg. O ósmej rano pojechałem na giełdę
po wektorowe czcionki od Szujmena, w standardzie AmigaPL. Przy
okazji dorwałem świetny program matematyczny Mathe-mation.  Po
giełdzie wpadłem do szkoły na fakultet z matematyki. Wszyscy stwier-
dzili, że jestem luzak, oni mieli książki i zeszyty a ja dyski.
Siadłem sobie z Oleumem i zaczął się kabaret. Dobrze, że prof.O...-
.... jest równą kobietą, inaczej chyba byśmy wylecieli za drzwi.
Kasia stwierdziła, że będzie miała Amigę.  Mile mnie to zaskoczyło,
z góry zgodziłem się na jej nauczyciela (chyba głupiec by odmówił).
Mam czekać na telefon, więc się nie ruszam z domu.  O trzeciej
przyszedł Franky i zbadaliśmy przebieg funkcji, oczywiście korzysta-
jąc z kilku książek. Trudna była ta franca (funkcja). Stwierdziliś-
my, że ten temat będzie na pewno i jak zbadamy funkcję to mamy
mierny i matmę z głowy. Nawet nie wiedziałem jak bardzo się
myliliśmy.
  8 maja 1994
  50 godzin do finału. Postanowiłem zrobić fachowe ściągi z pol-
skiego. Nastawiłem się na starożytność, ale mógłbym pisać też o
współczesności. Ściągi robione na drukarce, wydruk literkami o
wielkości 3.5 milimetra, jednostronne. Na każdej miałem opisane
poszczególne epoki. To znaczy epoka, pisarze, utwory i założenia
programowe tego okresu. Dymy mogły być tylko z ortografią, ale od
czego są dziewczyny. Oprócz epok miałem dwie biografie: Kochanow-
skiego i Mickiewicza. I tak minął mi dzień.
  9 maja 1994
  26 godzin przed życiowym egzaminem. Nauczyciele stwierdzili żeby
się w poniedziałek nie uczyć. Czemu nie, nawet mi to pasuje. Więc
się nie uczyłem. Wykręciłem kilka nowych rekordów w PinBallu. Zro-
biłem sobie wydruki fontów jakie posiadam i załatwiłem jeden
dysk. Do wieczora siedziałem i odratowywałem stracone dane.
Źeby nie FixDisk, chyba bym sfiksował. W PageStream'ie uszkodzi-
łem sobie zbiór PSprefs. Więc PageStream się zawieszał,zanim się
jeszcze uruchomił.Musiałem zrekonstruować cały plik nic o nim
nie wiedząc. Myślałem, że mnie szczyści ale się do wieczora uda-
ło. Jeszcze raz podkreślam:  WARTO MIEĆ KOPIĘ BEZPIECZEŃSTWA.
Do jutra.
  10 maja 1994
  2 godziny przed maturą. Impreza zaczyna się o 8.00. Trochę
kiepsko, bo muszę rano wstawać. Ale, niech tam, dwa razy wstanę.
Oczywiście polazłem odstawiony jak na mnie przystało. Dobrze, że
nie padało. Ekipa czekała przed szkołą: Franky zbierał kasę, na
znaczki, na świadectwo; Beatę bolała głowa, bo bolał ją ząb, bo
rośnie jej ząb mądrości, bo najwyższy czas, żeby ten ząb mądrości
jej wyrósł, bo ją przestanie boleć, bo najwyższy czas, żeby ją
przestało boleć, bo musi napisać maturę. O! Reszta się
niecierpliwiła. Gdy zaczęło się losowanie miejsc (a losowaliśmy
jako ostatnia klasa) okazało się, że pierwsze ławki są nieobsa-
dzone. Padł blady strach. Gdy udało mi się wylosować 8 miejsce
w II rzędzie byłem zadowolony, do czasu aż sobie na nim usiadłem.
Pięknie, akurat na widoku komisji. Nic to. Nie takie rzeczy już
przechodziłem. Komisja w składzie: moja wychowawczyni Bożena
K..... (wicedyrektorka, uczy mnie polskiego), Bogusław S.....
(dyrektor), Maria R.... (uczy ruskiego), Anna F... (uczy polskie-
go) i jeszcze jedna babka (niezła laska). Gdy przyszli, rozerwali
koperty, podyktowal  pytania, spytali czy wszyscy są w stanie
pisać i zaczęło się.
  10 maja 1994
  Godzina 0. Matura ruszyła, a ściślej mówiąc - ściągi ruszyły.
Oczywiście był temat o literaturze staropolskiej (skąd ja to
wiedziałem? Ma się to szczęście) i wyciągnąłem odpowiednie ścią-
gi: ze starożytności, średniowiecza, baroku, renesansu i odrodze-
nia. Pisałem o humaniźmie. Najpierw kulturalnie i ukradkiem
przepisałem ściągi na brudnopis, żebym nie musiał już z nich
korzystać, a potem rżnąłem z brudnopisu jak się rżnie panienki.
Napisałem na 8 stron! To jest jeden z rekordów dnia. Płodny
jestem jak cholera. Zobaczymy jak mi pójdzie za tydzień. Na
polskim nie było specjalnych jaj. Każdy się produkował jak mógł,
byle tylko z sensem. Jakiś szaleniec wybrał temat czwarty, czy-
li analizę porównawczą dwóch wierszy. Komisja zbytnio się nie
naprzykszała więc można było przepisywać nawet z książek (jeże-
li się siedziało w ostatnich ławkach). Dziewczyny z pierwszych
ławek też nie narzekały. Po wyjściu mieliśmy spotkanie dotyczą-
ce matematyki, dla niewtajemniczonych: chodzi o to jak rozwiąz-
ać zadania nie potrafiąc ich rozwiązać.  Na szczęście nie za-
brakło pomysłów. O szczegółach jutro, żeby nie zapeszyć (i tak
tekst ten piszę kilka dni po maturze, ha, ha, ha).
  11 maja 1994, czyli wczorajsze jutro.
  Dziś czas na matematykę. Nie ma co, dziś nawet twardziel
naje się strachu jeżeli nie skorzysta z tak fachowego serwisu
matematycznego. Ale do rzeczy. Za 50 tysięcy od łebka, pewna
studentka matematyki zgodziła się zrobić nam gotowce. Oczywiś-
cie jest to wynik wczorajszej narady. Gotowce miały zawierać
rozwiązania trzech zadań. Były bite na ksero i pomniejszane
na format ściągi, pięknie opakowane i podklejone taśmą dwustron-
ną pod koszem na śmieci w klopie. O szczegółach taktycznych
wiedzieli tylko ci co wpłacili  kasę. Reszta trwała w strachu.
Znowu na losowaniu dopisało mi szczęście: 11 stolik w 5 rzę-
dzie! Też na początku się cieszyłem, ale gdy wszyscy siedli,
okazało się, że ławka przede mną jest pusta i znów jestem na
widoku. Za mną siedział Micior, a dwie ławki przede mną Cześ.
Ale nie jest źle. Mogło być gorzej. Na przykład Oleum wylosował
pierwszą ławkę i szanse miał znikome. Za nim siedział P.ivo ze
swoją wielką jak ucho słonia myszą (każdy miał maskotkę, a ja
na przekór nie wziąłem).
  Komisja była wyjątkowo nieprzyjazna. W jej skład wchodziło
dwóch tyranów Marek P..... (wicedyrektor, ma u mnie na pieńku,
za to, że wziął Franky'owi karty i nie oddał - jego obawiałem się
najbardziej), Adam S...... (matematyk, cholernie tęmpi ściąganie).
Reszta była w pożądku: prof.O..... (nowa matematyczka, najlepsza
jaką poznałem), prof.K...... (stara matematyczka, nic mnie nie nau-
czyła) i dwie kobiety z wczoraj: Rokita i ta druga. Zaczęło się.
Ponieważ siedziałem w ostatniej ławce, nic nie widziałem i nie
słyszałem, więc zaraz po rozpoczęciu matury zacząłem spisywać treść
zadań od kilku kumpli jednocześnie.  Po chwili miałem  wszystko i
polazłem do tablic matematycznych szukać wzorów na ostrosłup
prawidłowy. Po zrobieniu 3 zadania napisałem parę ściąg i puś-
ciłem w obieg. Z Franky'im  umówiliśmy się, że jakby co to bę-
dziemy chowali ściągi w tablicach matematycznych. Na szczęście
siedział w rzędzie obok więc mogłem mu dawać ściągi idąc do tablic.
W moim rzędzie siedzieli jeszcze: Śpik, Kasia, Agnieszka a w rzę-
dzie obok Domino.  Więc zrobiłem to trzecie i siedzę popijając
orange i jedząc bułkę nadziewaną ogórkiem,serem,rzodkiewką,jajkiem,
sałatą i jeszcze czymś. Mały włos a by się mi to wszystko wysypało.
Kumpel obok wywalił orange i było małe zamieszanie. Na szczęście
dostał nową. A ja siedzę i czekam na pierwsze i czwarte. Domino
pisał pierwsze chyba pół godziny, aż mnie wkurzył. Wreszcie
poszedłem do tablic i wziąłem od niego to pierwsze. Miałem już dwa,
ale czy dobrze? Akurat Micior wybierał się do klopa po ściągi i
kazałem mu podać Franky'owi pierwsze. Tak to jest jak się wyśle
nieprofesjonalistę.  Jak mu podawał, to akurat wtedy gdy przechodzi-
ła R...... Franky rżnął głupa, że nic nie widzi. Na szczęście R....
okazała się w porządku i kazała mu schować ściągi.
  Wrócił Micior i mówi, że ściągi będą za pół godziny. W
między czasie zawołałem O...... żeby mi sprawdziła pierwsze i
trzecie. Okazało się, że mam dobrze. Zacząłem przepisywać do
czystopisu. Za pół godziny podchodzi do Miciora Rokita i daje mu
naszą ściągę. Okazało się, że Czex wziął z klopa kilka i wykorzys-
tał R..... jako posłańca. Dobra nasza, na ściądze jest 1,2 i 3 zada-
nie. Pierwsze i trzecie mam dobrze, spisałem sobie drugie i jestem
happy. Sprawdziłem, już mam wychodzić, a tu się drze Franky żebym
podszedł do tablic. Podchodzę, on też i niby, że się nie znamy
zaczynamy gadać jak agenci. Powiedziałem mu co zrobić w trzecim,
bo na ściądze nie zmieściłem  zakończenia. Zrobił trzecie i wyszliś-
my. Nie ma jak to studentki z czwartego roku studiów matematycznych.
Za tydzień wyniki. Mamy wolne.
  Tydzień po maturze...
  Dziś mają nas powiadomić o stopniach. Wygląda marnie. Na dzień
dobry Beata dowiedziała się, że jest jedna jedynka. Wszyscy wpadli
w amok. Każdy chodził i twierdził, że to właśnie on dostał jedynkę.
Dobrze, że nie wiedzieli z czego. Ja oczywiście też byłem pewien, iż
mam jedynkę, ale przecież ona nie mogła się podzielić na 27 osób,
więc mogła mieć ją tylko jedna osoba. Ba, dobrze, że tylko jedna,
ale która? Więc siedzieliśmy sobie przed szkołą na murku i dyskuto-
waliśmy na oczywisty temat. Potem przypętał się jakiś nauczyciel
i zwinął nas na aulę w celu oczywistym. Okazało się, iż będzie
wyczytywany  każdy z osobna i przy jego nazwisku podane zostaną
stopnie z Polskiego i matematyki.
  Cztery klasy po prawie 30 osób daje około 120 ludzi, niech każ-
dy będzie czytany 8 sekund to daje 960 sekund napięcia. Napięcie
rośnie. Na sali cisza, same pozytywne oceny. Wreszcie pierwsza
jedynka, ale nie u nas. Teraz my. Kaśka i Beata mają już ustne
z głowy, dostały po dwie piątki,jak chcą, to mogą startować na
szóstki (ale nie chcą, ja bym zaryzykował). Capiga dostał jedyn-
kę, więc już wiemy kto i wszystko jasne, reszta zdała.
Z matmy dostałem trójkę (cholera, myślałem, że ocena będzie dużo
wyższa, pewnie za brak opisów), a z polskiego czwórkę (cholera,
myślałem, że ocena będzie niższa, niezły jestem). I to właściwie
wszystko na dziś. Większość zadowolona, nie ważne jakie oceny,
ważne, że się udało zdać. Teraz tylko przebrnąć przez matury
ustne i mamy technika z maturą. O czym każdy myśli?
Po prostu, trzeba się zacząć uczyć. A co każdy robi? Po prostu,
olewa sprawę, liczy na szczęście. Oj, przydałoby się.
  25.06.1994 - Matura ustna z polskiego.
  Przyjeżdzamy z Franky'iem do szkoły na 7.30. Dowiadujemy się
jak stoją sprawy. Wczoraj zdawała połowa naszej klasy, dziś pora
na drugą połowę. Na wstępie okazuje się  że  niezdała Roj, ale
ona nigdy nie była inteligentna. Nie potrafiła opisać różnic mię-
dzy dramatem antycznym i współczesnym. Reszta zdała, kilka osób,
które zdawały przedwczoraj chemię (Oleum, Delta Porc) już dziś
będą miały maturę z głowy (jak zdadzą polski).
Idziemy pod salę, patrzymy, komisja jest w porządku (dyr S....,
B.K..... i M.....). Pomocy jest w trzy dupy, aż nie wiadomo z
jakich kożystać, chyba z dziesięć różnych słowników, kupa biog-
rafii i wszystkie chyba lektury. Nie jest źle. Przyszła też Be-
ata, oczywiście nas douczać. Z domu przytachałem  kilkanaście
pomocy, ale okazały się niepotrzebne bo polazłem  za drugim rzu-
tem. Dyrektor wyszedł, wybrałem sobie zestaw VI i czytam:
  - Na podstawie utworów Kochanowskiego przedstaw nawiązania do
antyku.
  - Na podstawie uworów C.K.Norwida wykaż kult wielkich ludzi.
  - Na podstawie podanych zdań wypowiedz się na temat stylistyki.
  W tym momencie ogarnęła mnie rozkosz, wiedziałem, że Polski
mam za sobą. Siadłem sobie z tyłu, nabrałm pomocy i pisałem, aż
minął czas na przygotowanie. Pierwsze i trzecie to był pryszcz
(wystarczyło użyć Clerasil), a na drugie improwizowałem z kiep-
skim skutkiem. W wierszu "Do obywatela Johna Brown" skompromito-
wałem się totalnie. Nie wiedziałem kim jest ten Brown, pod teks-
tem pisało, że wiersz jest adresowany do Polaka emigranta, więc
tak powiedziałem, a dyrektor mówi, żebym lepiej przeczytał go jesz-
cze raz. Ja blady.  Reszta mnie naprowadza na niewolnictwo, ale co
ma Polak emigrant do niewolników. Jak się później okazało, to ten
Brown był murzynem. Murzynem!!!. Tak myślałem, ale mogliby coś o
tym napisać, a tak obniżyłem sobie ocenę. W końcu dostałem czwór-
kę. Nie jest źle, ale gdyby nie ten murzyn mógłbym liczyć na piątkę.
Szymon dostał szóstkę, z historii też. Kujon czy co? Spotkamy się
za pięć dni na ustnej matmie.
  30.06.94. Matma...
  Dziś już nie jestem taki wyluzowany, na matmie nie da się lać
wody, tak jak na Polskim. Mogłem wybrać inny przedmiot. Ale cóż,
ryzyko jest moim powołaniem.  Zawsze dopisywało mi szczęście, dla-
czego teraz miałoby się nie udać. Wpadamy z Franky'iem pod salę.
Tylko 17 osób z wszystkich klas zdaje matematykę. Komisja jest
przewalona. P... naraziłem się kartami, S..... lubi uglebiać młodzież, a
K.... - hm, z nią może być różnie. Okazuje się, że w sali nie ma tab-
lic matematycznych, a ściany świecą pustkami (żadnych pomocy).Za-
cząłem się czuć niepewnie. Okazało się, że jestem przeznaczony na
pierwszy ogień.Przyszła Beata z siostrą o rok młodszą, ale obrytą z
matmy lepiej od nas. Anka chce zostać nauczycielką, zobaczymy za
kilka lat. Wywołali nas. Jacek, Cześ i ja to obsada startowa.
 Wchodzimy i Jacek zaczyna mówić jakąś dziwną regółkę typu: Dzień
dobry. Nazywam się ... i wyrażam gotowość przystąpienia do egzami-
nu ustnego z matematyki. Na szczęście skojarzyłem sobie tą regułkę
z P...., on jej wymagał na egzaminie z geografii. Powtórzyłem ją i
siadłem w ławce aby się przygotować. Z wrażenia zapomniałem kar-
tki, musiałem po nią iść,po chwili ku zdziwieniu komisji. Ale mia-
łem powody być pod wrażeniem. Trafiłem na piekielnie łatwe zadania
(mówiłem, że szczęście mnie nie opuści). Zadania były mniej więcej
takie:
  - obliczyć sumę nieskończonego ciągu geometrycznego;
  - podać sposób badania zmienności funkcji;
  - obliczyć jeden z boków trójkąta rozpiętego na układzie współ-
rzędnych (zastosowanie wzorów na wektory)
  W pierwszym wystarczyło zastosować wzór podstawić i z głowy. Ba-
danie funkcji to kilkanaście punktów. Wymieniłem je i z głowy. A w
trzecim miałem trochę liczenia, ale też się uporałem w mig. Zadanie
na szóstkę o mały włos nie zrobiłem, ale powiedzieli mi, że z po-
wodu kilku niedociągnięć i tak bym szóstki nie dostał. Stanęło na
tym, że dostałem piątkę. To jest to, co Cobry lubią najbardziej.
 Klasyfikacja generalna -
                 część pisemna: Polski - 4 ; Matematyka - 3
                 część ustna  : Polski - 4 ; Matematyka - 5
  I to by było na tyle. Głos zabrał Technik Elektryk - Cobra, czło-
wiek, który oprócz matury ma specjalność Automatyka Sterowania
Ruchem Kolejowym. Skończyłem Technikum Kolejowe w Sosnowcu.

                                         ADIOS AMIGOS

                                            COBRA


Saturday night!

Autor: Gothrek

 Yo,live texts rólz!Właśnie minęła 19.00,więc Corky już się skończył.
Wielbiciele tego cool serialu,już zapewne zorientowali się,że jest już
SOBOTa€(przez małe"a"specjalnie,żebyście nie myśleli, że coś się w
tym wyrazie się skwasiło).Wracając do tematu,to SATURDAY NIGHT
RULEZ,jak mówią nieśmiertelni BEAVIS & BUTT-HEAD.Tak więc
siedzę,sobie w chałupie X-Sonic'a,a musicie wiedzieć,że u niego nie
jest wcale tak źle,bo w środę doprowadzili mu wodę,a w poniedielnik
ma mieć nawet prąd.Inteligentny czytacz powinien teraz zadać sobie
pytanie,kuźwa to jak oni piszą ten artykuł skoro nie ma prądu ?
He,he odpowiedz jest prosta.Nie na darmo siostra X-sonic'a jest
miss łydki Łużyc dolnych '95.Codzienne dymanie na prądnicy nożnej
robi swoje,ale nie zagłębiajmy się w historię mutanckiego rodu,lecz
go back to main topic.Mój dzisiejszy stan zamroczenia pogłębia fakt,
że wiecie kto,obciął się wczoraj na Łysola !!! Nie na krótkiego
skina,ale na 100 % Koyacka! Wygląda teraz jak po wzmożonej
chemioterapi więc jest spoczko,choć jak sam mówi zimno w
główkę suxx...
 Jak mi nie wierzycie,to będziecie mogli się o tym przekonać na
party w Bydgoszczy,bo do tego czasu kudły mu już nie zdążą
odrosnąć...
 Zaraz wychodzimy na dyskę,bo w końcu co można robić w
takiej dziurze jak Żary?Co prawda,nie mamy tu żadnego cool
rave clubu,tylko jakieś lame budy dla suckerów,ale zawsze można
wypić gdzieś kilka piw i pooglądć żarskie smoki...
Właśnie w kurniku u X-Sonica pojawiły się kolejne ofiary w osobie
Wentyla z bratem.Oczywistym faktem więc stała się myśl kupienia
czegoś mocniejszego niż piwo,dokładniej mówiąc w pokoju
rozlegają się żądania  kupna wody ognistej.Widzicie więc że dziś
wieczór może być wesoło,wszystko zależeć będzie od tego ile
chłopcy mają dzisiaj kasiorka,bo ja jak zawsze będę się starał
wkręcić na krzywy ryj...
Muszę spadać,bo gardziołka smurfów są wysuszone jak cholera,a
przy tym siostra właśnie dostała skurczu przy pedałowaniu,więc
prąd i tak się zaraz skończy.......


                                              Gothrek

Rave nation

Autor: X-SONIC

    Sama nazwa mogłaby wskazywać, że to kolejna subkultra rządzą-
ca się własnymi prawami i jak wiele innych niszcząca wszystko co się
rusza i ma inne poglądy. Już chyba nawet do najbardziej zsyfionych
uszu należących do najwybitniejszych sucker'ów dotarła ta nazwa, a
jeżeli nie, trzeba się zastanowić po co się zatruwa świat swoimi zo-
chami  (czyt. gazy towarzyszące złożom bobów). Wszyscy wiedzą, że
nazwa ta wzięła się od nazwy muzyki i oznacza dosyć dużą grupę
ludzi na całym świecie, którym RAVE mógłby zastępować powietrze.
    Większość z nich są to niegroźne dla otoczenia istoty, które pod-
skakując, gwiżdżąc, machając rękami i drząc pędzle wprowadzają się
w trans równoznaczny wypaleniu TIR'a trawy razem z haszem.
Memberstatus jest trudny do ustalenia, ponieważ miłośników tego ro-
dzaju tekkno przybywa z dnia na dzień. Dzieje się tak za sprawą sta-
cji muzycznych, które lansując większość komercyjnych kawałków,
sprowadzają wielu na właściwą drogę.Są też (a może przede wszy-
stkim) tacy, którym nie wystarczają utwory brzmiące jak przeróbki bal-
lad Eltona Johna. Z myślą o nich organizowane są party, na których
można się dobić słuchając kilkanaście godzin ostrego HardCore'u (o-
czywiście zawsze mile widziane są gwizdki, które nie zawsze dobrze
współgrają z puszczaną muzyką, ale im większa zadyma i hałas,tym
lepiej). Krótką charakterystykę wyglądu takiego party zmieściłem w dru-
giej edycji WROTEK (patrz "Jedziemy na party"), a tutaj chciałbym przy
bliżyć wszystkim to, co dla members of the Rave Nation jest najwa-
żniejsze tj. odbywające się dwa razy do roku MAYDAY.
Jego stolicami są oczywiście miasta niemieckie (Monachium,Berlin,Dort-
mund), gdzie popularność tej muzyki jest ogromna. Na tą imprezę za-
praszani są najlepsi DJ'e a zarazem twórcy najlepszych kawałków.
  Wiadomo,że trudno każdemu dogodzić (nie wszyscy lubią od tyłu)
i organizatorzy wychodzą z założenia, że jedno pomieszczenie,choć
ogromne, to i tak za mało. Na ostatnim MAYDAY w Dortmundsmusik-
halle muzykę prezentowano w trzech salach, ale w każdej inny rodzaj.
Największa to rave, druga house i trance, trzecia ambient i experymen-
ty (nie wiem jak to inaczej nazwać).
    Najważniejsze jest to, że wszyscy się dobrze bawią, czereśniaki z
łańcuchami się nie naparzają, a chociaż alkoholu jest w brud nikt nie
rzyga na DJ'a (narazie możemy sobie tylko pomarzyć o takiej kulturce)
    Wniosek: jeśli tylko masz 10 baniek, dużo czasu, kochasz taką
muzykę i extra dupy to już jesienią możesz to wszystko mieć (kasę
odwrotnie). Jeśli chodzi zaś o mnie, to już zacząłem zbierać (2 mln z
butelek i 3 mln z makulatury), ale nie wiem czy zdążę, bo lato się za-
częło, a pić i je....ść też trzeba.

                                     X-SONIC

Kącik rozrywki umysłowej

Autor: Akardo

   Prawie wszyscy miłośnicy informatyki, programiści czy (nawet ?)
gracze, należą do ludzi inteligentnych (?). Dlatego zakładam,że
Ty,drogi czytelniku (tak,tak,Ty, który teraz siedzisz przed
komputerem i wpatrujesz się w ekran monitora) masz głowę nie od
parady.Na pewno napisałeś już niejeden skomplikowany program,a
przejście trudnej gry strategicznej czy logicznej to dla Ciebie pestka.
Jeżeli tak jest to pewnie zamieszczone tu zadania wydadzą
Ci się proste, jeżeli nie,będziesz musiał trochę pogłówkować,ale
chyba i tak nie sprawią Ci kłopotów. W każdym razie "Zapalony
Komputerowcu" zapraszam Cię do przeczytania tego artykułu.
W dzisiejszym "Kąciku rozrywki umysłowej", na początku przedstawię
Wam różne ciekawe zagadki, które sam miałem okazję rozwiązać, a
na koniec przygotowałem specjalną porcję zadań dla miłośników "ła-
mania głowy". Zatem zaczynamy....
   Jadąc ostatnio autobusem do szkoły byłem świadkiem bardzo cie-
kawej rozmowy, w której uczesniczyli dwaj starsi panowie.Jeden z
panów zadał drugiemu zagadkę. Brzmiała ona następująco: "Jedna
cegła, waży 1 kilo i pół cegły, w takim razie ile waży cegła ?"
Na odpowiedź drugiego nie trzeba było długo czekać, a brzmiała
ona: półtora kilo. Pierwszy z panów nic nie odpowiedział, wiec
nie dowiedziałem się jak brzmiała prawidłowa odpowiedź. Na
pierwszy rzut oka wydawało mi się, że była prawidłowa.
Jednak po powrocie ze szkoły zagadka ta nie dawała mi spokoju.
Postanowiłem sam ją rozwiązać. Rozważyłem ten problem intuicyjnie.
Skoro jedna cegła waży kilo i pół cegły, pół cegły waży 1 kilo,
a cała cegła 2 kilo. Dla pewności rozwiązałem tą zagadkę matema-
tycznie układając następujące równanie :
1 cegła = 1 kg + 1/2 cegły. Przenosząc cegły na jedną stronę
równania otrzymujemy : 1 cegła - 1/2 cegły = 1 kg, następnie
odjąłem cegły i otrzymałem :
1/2 cegły = 1 kg wnioskując, że moje początkowe rozumowanie było
prawidłowe.
Tak więc odpowiedź gościa w autobusie była błedna,ponieważ
jak to pokazałem cegła waży 2 kilogramy. Zadanie to zadałem
później wielu osobom i muszę Wam przyznać, że większość ludzi
"dawała się nabrać". Niektórzy nawet gotowi byli się sprze-
czać, twierdząc, że moje rozumowanie jest błędne. A może
rzeczywiście popełniłem jakiś błąd ? Tobie Czytelniku pozosta-
wiam tą sprawę do rozstrzygnięcia.
   Będąc jeszcze uczniem szkoły podstawowej (3 czy 4 klasa)
zetknąłem się z bardzo ciekawą zagadką. Zadała nam ją pani od
matematyki. Otóż zapytała ona: "Ile kotów jest w pokoju, skoro
pokój ma cztery kąty; w każdym z nich siedzi kot, naprzeciwko
każdego kota siedzą 3 koty, a na ogonie każdego kota siedzi 1
kot ???" Istne zaczęsienie. Początkowo wydawać by się mogło, że
kotów jest ogromna ilość, lecz tak nie jest. Koty są tylko
cztery. Już widzę twoje zdziwienie Czytelniku, na pewno myślisz :
 "Jak to, przecież na przeciwko każdego kota siedzą jeszcze trzy ?
A jeszcze na ogonie, każdego siedzi jeden." Oczywiście tak jest.
Wyobraź sobie, że jesteś kotem. Siedzisz w pokoju o czterech
kątach i w każdym z nich siedzi inny kot.Ile kotów widzisz ? Trzy
prawda ? Dodaj jeszcze do tego, że sam siedzisz sobie na ogonie,
otrzymasz rozwiązanie zagadki. Banalne nie prawdaż ?
   Osobiście uwielbiam rozwiązywać tego typu zagadki, a jeszcze
jak wmieszane  są one w temat gry komputerowej to jest już "total-
ny odjazd".Przykładem takiego programu jest "Siódmy Gość" wydany
tylko i wyłącznie na CD-ROM'ie.
Gra jest wybitna, niedosyć, że posiada niesamowitą grafikę i muzykę,
to fabuła jej jest wręcz pasjonująca. Sam miałem okazję ostatnio w
nią pograć. W grze wcielamy się w postać tajemniczego Ego, który
wędrując po przeróżnych pomieszczeniach rozwiązuje różne ciekawe
zagadki o różnym stopniu skomplikowania.
Jedna z takich trudniejszych zagadek polega np. na ustawieniu,na
standardowej szachownicy, ośmiu hetmanów w ten sposób, aby się
wzajemnie nie biły. Zagadek jest oczywiście co niemiara, a po
rozwiązaniu ich wszystkich czeka nas niespodzianka. Wszystkim
Czytelnikom (oczywiście tym co mają CD-ROM) gorąco ją polecam.
   Troszkę się rozpisałem, a tu czas kończyć. W następnych
artykułach z tej serii będę starał się umieszczać tylko zadania
oraz odpowiedzi, aby Czytelnik sam miał okazję "wypróbować
swoje siły". A może Ty Czytelniku jesteś autorem lub znasz
podobne zadania lub zagadki. Jeżeli tak, napisz koniecznie, a my
postaramy się wydrukować je w jednym z następnych numerów "Wro-
tek".Jeżeli nie, rozwiąż poniższe zadania i przyślij na adres
redakcji prawidłowe odpowiedzi, a my być może rozlosujemy cieka-
we nagrody.

A teraz zagadki:
1. Wieśniak musi przewieźć przez rzekę wilka, kozę i kapustę.
Łódka jednak jest tak mała, że może się w niej zmieścić tylko
wieśniak i jedno z tych trojga. Jeśli zostawi wilka z kozą,
to wilk pożre kozę; jeśli zostawi kozę z kapustą, to koza zje
kapustę. Pomóż wieśniakowi w transporcie !!!

2. W pudle znajdują się kapelusze : 2 białe i 3 czarne. Trzy z
tych kapeluszy włożono na głowy trzech panów A, B, C, którzy
byli ustawieni "gęsiego" w ten sposób, że pan A widział przed
sobą panów B i C, pan B widział tylko pana C, a pan C nie
widział ani pana A, ani pana B. Źaden z nich nie widział swego
kapelusza, nie odwracał się ani nie widział dwóch kapeluszy,
które zostały w pudle. Zapytano pana A, jaki ma kapelusz;
odpowiedział, że nie wie. Zapytano pana B; odpowiedział, że
również nie wie. Wtedy pan C oświadczył: "Wobec tych odpowiedzi
panów A i B już wiem, jaki mam na głowie kapelusz" i podał
uzasadnienie.
   Do Ciebie Czytelniku należy odtworzenie rozumowania pana C.

3. Dwa jeże urządziły wyścig. Jeden na swej drodze nie napotkał
żadnej przeszkody, drugi natomiast spotkał po drodze dwa ogromne
żółwie: trzeba było je albo ominąć, albo po nich przebiec.
Jeż zdecydował się na to drugie. Pierwszy żółw, długi na metr,
posuwał się w kierunku przeciwnym do biegu jeża, przechodząc
6 cm w ciągu sekundy; drugi zaś, mniejszy, długości 0.5 metra,
szedł w tym samym kierunku, co jeż, z prędkością 18 cm na sekun-
dę. Oba jeże przybyły ostatecznie do mety równocześnie. Jak
rozstrzygnąć, który był lepszym biegaczem ?

  Na dzisiaj to wszystko. Źegna się i życzy powodzenia w
rozwiązywaniu zadań :

                                              Akardo

Books' Review

Autor: Fugaz

  Zainspirowany przez nieocenionego Gothreka postanowiłem krótko
ocenić ostanio przeczytane książki. Zacznę od tego, że praktycznie
nie trawię innej literatury niż ta, która ma cokolwiek wspólnego z
fantastyką. Nie spodziewaj się więc, że uświadczysz tu choć słówko
o jakimś romansie, kryminale czy erotyku.
  Jakiś miesiąc temu przebrnąłem wreszcie przez pięciotomowe
dziełko B.Lumley'a "Nekroskop". Całość liczy sobie ponad 2000
stron i choć początkowo trochę się przeraziłem to szybko mi to
minęło. Jest to naprawdę książka godna polecenia. Objętość okazuje
się być jedną z głównych zalet, gdyż już po pierwszym tomisku
dosłownie odleciałem.
  Harry Keogh - bo tak nazywa się heros - to na pierwszy rzut oka
zwykły człowiek. Jednak po matce odziedziczył niezwykły talent.
Potrafi rozmawiać ze zmarłymi. Brzmi trochę nieciekawie, ale Lumley
serwuje nam całą teorię o tym,że po śmierci umysł nadal pracuje
sprawnie jak za życia. Dzięki temu darowi Keogh bezproblemowo
przechodzi okres edukacji i zostaje skoptowany przez ogranizację
skupiającą ludzi o nietypowych talentach.
  Każda z 5 części,mimo że jest zamkniętą całością, odwołuje
się czasami do wydarzeń minionych,więc nie warto czytać wybiórczo.
Akcja jest naprawdę przemyślana i płynna, choć niejeden stuknie
się w głowę, kiedy się dowie, że głównymi wrogami Keogha są...
wampiry. Rzeczywiście, wielu z nas wychowanych na "Egzorcystach"
takie coś nie rusza. Nieprawda. Jestem pewien, że po przebrnięciu
przez "Nekroskopa" każdy przyzna mi rację, że jest to papier wart
przeglądnięcia.
  Całkiem niedawno czytałem też książkę Guy'a N. Smitha "Wyspa".
Nazwisko autora mówi samo za siebie. Jest to horror w przeciętnym
wydaniu. Jakiś gościu po śmierci żony kupuje wyspę. Okazuje się,że
sto lat wcześniej zły hrabia zesłał tu swoją żonę z córkami. Uwięzio-
ne zginęły,po trosze za sprawą najmłodszej z dziewczyn,opętanej
przez ZŁO. Towarzyszący im przypadkiem stary sługa zostaje przez
nie spalony i zjedzony. Sto lat potem niefortunnego właściciela wyspy
odwiedzają wszystkie kobitki,przy czym wszystko przebiega tak jak
kiedyś. Po kolei giną córki hrabianki (niby turystki z córkami). Na
końcu,kiedy już myślałem, że uda się gościowi jakoś pozbyć wrednych
babsztyli on po prostu sobie spadł z urwiska. Diabli mnie wzięli, bo
nie po to czytam półtorej godziny, żeby się źle skończyło. No cóż,
było, minęło.
  Bardzo chętnie wróciłem do czytanej już dawno temu książki
S. Nowosada "Opowieści przy gasnących świecach".
  Jest to zbiorek składający się z kilkunastu opowiadań. Każde z
nich oparte jest na jakimś niezwykłym pomyśle. Na przykład jedno
z nich opisuje historię człowieka, który po zawale został przez znajo-
mego lekarza skierowany do pewnego miasteczka. Okazało się ono
być spełnieniem marzeń tego człowieka. Czyste, ciche i spokojne,
z dala od zgiełku i tłoku. Gościu ten po pewnym czasie,pracując
już tam jako aptekarz, postanowił tam pozostać. Wybrał się więc
aby omówić z żoną sprawę rozwodu (poznał wspaniałą dziewczynę).
Jakież było jego zdziwienie, kiedy odnalazł swoją żonę na...cmen-
tarzu,stojącą na jego grobie...
 Jednak jedną z najciekawszych powieści jakie ostatnio przełknąłem
jest "Gra Endera" O.S.Carda. Napisane jest to z niesamowitą fantazją.
Klimat jest rewelacyjny. Ksiązka opowiada o strategicznym geniuszu,
Enderze, który zostaje głównodowodzącym wyprawy przeciwko
cywilizacji robali. Dokonuje genialnych czynów, ale cały czas myśli,że
to tylko symulacja.  Na koniec przerażony tym, co uczynił postanawia
stać się Mówcą Umarłych, aby tłumaczyć ludziom sens istnienia tych,
którzy odeszli.  Ktoś powie, e tam, suckernia. Nie! Gwarantuję, że
już nigdy nie zapomnisz tego, co zrozumiałeś dzięki tej książce.
Te wszystkie smuty, jakie mówi się o lekturach, tu rzeczywiście
wydają się prawdziwe.  Ja, stary koń, siedziałem jak dziecko, w
kucki i z przejęciem brnąłem przez "Grę...". Ale to co zrobił Card
w drugiej części "Gry..." pt. "Mówca Umarłych" to już temat na
osobny artykuł.                                  Fugaz

Dyskietka?

Autor: COBRA

  Teraz trochę matematyki. CZYSTA ANALIZA.
  Leży przede mną dyskietka. Najprawdopodobniej zajechana na
śmierć, bo nie chce się sformatować. Stary rocznik,jeszcze z
lat 90. Niepozorna, koloru niebieskiego, z nalepką na której
napisane jest 'Barns'n'Pipes d.2'. Widać, że nalepka jest nie od tej
dyskietki. Poprzednia została usunięta, i na jej miejsce trafiła ta.
Kiedyś miałem na poprzedniej napisany tekst flamastrem, ale jak to
w moim przypadku, taka nazwa dysku nie była zbyt długo aktualna.
  Na metalowej przesuwanej blaszce widnieje napis:
        MICRO FLOPPY DISK
        3.5". 2DD
        135 TPI
        DOUBLE SIDED
  Numer dysku 29, wielkie czerwone cyfry nalepione są na lewo od
blaszki, na większej powierzchni bocznej. Tak się ma pokrótce
charakterystyka. Teraz przejdę do przeanalizowania zawartości
takiej dyskietki, zaopatrzyłem się wcześniej w scyzoryk, tak,
że nie powinno być problemu.
  Próbuję dostać się z boku dysku do środka, nie ma problemu.
Jedynie po rogach, na połączeniu obu części dysku występują
komplikacje. Gdy udało mi się dostać ostrzem w miejsce zabezpie-
czenia przed zapisem miałem mały problem jak to rozgryźć aby
nieczego nie uszkodzić. Jedno silniejsze pociągnięcie i na ziemię
poleciała zatyczka przed zapisem. Olałem ją. Mam już górne rogi
rozwarstwione, teraz tnę nożem nalepkę na całej długości górnej
szczeliny, jaką udało mi się podważyć scyzorykiem. Przecinam
naklejkę z opisem dysku centymetr po centymetrze. Przejechałem.
Rozpruwam ścianki boczne, udało się. Teraz delikatnie wyjmuję nośnik.
  Trzy i pół calowy krążek pokryty super cieńką warstwą magnetycz-
ną wygląda fatalnie, pełno na nim koncentrycznych wyżłobień, tak
jakby głowica była rysikiem. Jak się domyśliłem ślady te pochodzą
stąd, że przenosiłem dysk w niezbyt sterylnych warunkach i do środ-
ka musiał dostać się piasek, który wywołał totalne spustoszenie na
nośniku. Dobrze, że nie uszkodził stacji.
  Po delikatnym usunięciu nośnika pozostała mi obudowa. Po niecałej
minucie wyskoczyła mi gdzieś sprężynka odpowiedzialna za przesuwa-
nie się blaszki chroniącej nośnik, a sama blaszka leżała obok dwóch
części składowych dyskietki. Blaszka wyglądała jak blaszka, nic
dodać nic ująć. Ciekawiej było ze sprężnynką, bo można ją było
wyginać i naciągać, a ona czasami potrafiła wymknąć się niepo-
strzeżenie z moich paluszków i ginęła gdzieś na dywanie. Potem
odkryłem, że blaszkę można również wyginać i zaczęło sprawiać
mi to przyjemność. Wyginałem i wyginałem. Nie możliwe jest
doprowadzenie blaszki do kształtu pierwotnego, tego nauczyło mnie
doświadczenie.
  Spojrzałem na dwie części obudowy dysku, na pozór się nie różniły,
ale jednak jedna część miała większą ilośc dziur a druga większą
ilość zaczepów. Nazwałem jedną część częścią damską a drugą mę-
ską.Co więcej, podstawowa różnica to otwór po środku damskiej czę-
ści,ten sam przez który widać metalową część nośnika, zaczepianą
przez stację w celu nadania odpowiedniej prędkości kątowej nośniko-
wi.
  W środku, a w tej chwili na wierzchu znajduje się coś w rodzaju
prowadnicy, wyłożonej specjalną warstwą materiału zmniejszającego
tarcie do minimum między nośnikiem a obudową podczas obrotu nośni-
ka ze znaczną prędkością w stacji dysków.
  I to tyle co można zauważyć... stop, jest coś jeszcze, właśnie
dostrzegłem na tym materiale plamę z herbaty, widocznie jak był u
mnie Baku i trąciłem ten trunek co mi zalał z 20 nośników, część
dostała się do tej właśnie dyskietki.
  Następnym razem rozbiorę coś poważniejszego, może stację
dysków...

                                        COBRA

Kawały!

Autor: Gugu

-----------------------------------------------------------------------------------------
 - Panie doktorze, mam biegunkę.
 - Dam panu czopki.
Za kilka dni.
 - Nic nie pomaga!
 - Dam drugie opakowanie.
Za kilka dni.
 - Znowu nic,proszę o jeszcze jedną receptę.
 - Co pan, żre te czopki?
 - A co, mam je sobie do dupy wkładać?
-----------------------------------------------------------------------------------------
 - Widzę, że masz jakiś problem - mówi ojciec do nastoletniego syna.
 - Porozmawiajmy jak syn z ojcem.
 - Tato, porozmawiajmy jak ojciec z ojcem.
-----------------------------------------------------------------------------------------
 - Tatusiu, kiedy chłopiec staje się dorosły?
 - Kiedy zrozumie, że "seks" to nie tylko "sześć" po niemiecku.
-----------------------------------------------------------------------------------------
 - Byłem wczoraj w ZOO.
 - I co widziałeś?
 - A, słonia.
 - A jak wygląda słoń?
 - A wiesz jak wygląda koń?
 - Tak.
 - No to to jest takie samo jak koń,tylko ma takie duże uszy.
 - I co jeszcze widziałeś?
 - A, żyrafę?
 - A jak wygląda żyrafa?
 - A wiesz jak wygląda koń?
 - Tak.
 - No to to jest takie samo jak koń,tylko ma taką dużą głowę.
 - I co jeszcze widziałeś?
 - Węża.
 - A jak wygląda wąż?
 - A wiesz jak wygląda koń?
 - Tak.
 - No to to jest ni ch...a do konia nie podobne.
-----------------------------------------------------------------------------------------
Zagadka:
  Ojciec i syn poślubili wdowę z córką (ojciec - wdowę, a syn
córkę). Jak to możliwe, że zostali braćmi?
Odpowiedź:
  Rzucili te dziwki i wstąpili do zakonu.
-----------------------------------------------------------------------------------------
Zagadka:
  Jaki jest szczyt pijaństwa?
Odpowiedź:
  Spić winniczka tak, żeby nie mógł trafić do domu.
-----------------------------------------------------------------------------------------
Zebrał i opracował:
                                                 Gugu

Adresy

Autor: ByteLanD

First of all goes ByteLanD:

Akardo / ByteLanD                   Borówa / ByteLanD
Krzysztof Wolnicki                     Piotr Borowiec
████████████████                     ██████████████████████████
██-███ █████████                    ██-███ ████
(or by internet)
██████████████████████████████     - Amiga pals are welcome!
                                    - 4 gfx orders
 - 4 friendly swap                     - not ordinary swap
 - soccer rulez!




Fugaz / ByteLanD                    X-Sonic / ByteLanD
Wiktor Zychla                        Paweł Pysznik
██████████████████████████           ██████████████████
██-███ ████                         ██-███ ████

 - "Wrotki" HQ                       - musicians prefered
 - 4 join ByteLanD                   - techno & rave 4ever!
 - 100% reply but not 100% swap      - sure reply
 - RPG & SF stuff




Sir Brain / ByteLanD                 V.I.P. / ByteLanD
Rafał Głąb                         Wojciech Pieprzyca
██-███ ████████████                █████████████
                                   ██-███ █████████████
 - cool swap time
 - new ctx needed                  - fast like hell
                                  - all BLD latets wares
                                  - 3.5 disk=100% reply
                                  - try it!




Aragorn / House Soft                  McBear / AQuiLa
Marcin Stępnicki                       Marcin Miś
██████████████████████                 █████████████████
██-███ ██████                          ██-███ ███████

 - "House zine" HQ                    - 4 fast,funny & cool swap
 - 4 swap                            - write 2 me






Akira / Substance / S!P                Warlock / Amnesty
Adam Antoniuk                         Tomek Bednarz
███████████████                       █████████████████████
██-███ ████████                      ██-███ ███████

  - friendly swapping                   - dark swapping...
  - write NOW!                        - friendship...
                                    - metal rulez!



Coś na koniec

Autor: ByteLanD

  Dużo tego nie będzie, ale kilka słów na koniec trzeba powiedzieć.
Po pierwsze, przypominamy, że jakiekolwiek uwagi są zawsze mile
widziane.
Po drugie, prosimy o wypełnianie votesheetów. Wszelkie newsy,mem-
berstatusy itp. prosimy pisać na odwrocie. Poza tym - jeśli chcesz
aby Twój adres znalazł się we Wrotkach 4 - też umieść go na
odwrocie.
Po trzecie - obiecujemy tym razem się sprężyć i nie robić aż tak
długiej przerwy między numerami.
Po czwarte - ByteLanD nadal chętnie przyjmie nowych ludzi. Zwłasz-
cza grafików i swapperów, ale coderzy i muzycy też byliby mile
widziani. Zainteresowanych prosimy o kontakt (najlepiej z Fugazem).
                      B y t e L a n D